Integration & Groove V

Integration & Groove to, już piąta edycja perkusyjnych warsztatów, które odbyły się w Błażowej, gdzie znaczenie perkusji z edycji na edycję jest coraz mocniejsze i zdobyło solidny grunt na tamtejsze ziemi. Wielkie znaczenie to jedno, ale co za tym idzie, coraz większe zainteresowanie warsztatami, które przyciągają uczestników z całej Polski, oprócz stałych bywalców, którzy nie wyobrażają sobie życia bez warsztatów perkusyjnych w Błażowej.

Gościem specjalnym piątej edycji Integration & Groove był wielki artysta Rick Latham, którego w sumie nie trzeba przedstawiać, ale można przypomnieć młodym miłośnikom perkusji, ponieważ z racji wieku mogą nie wiele wiedzieć na jego temat. Rick, współpracował z takimi artystami jak BB King, Quincy Jones, Chuck Rainey’s, i wielu innych, a można by ich wymieniać bez końca. Obecnie bardzo dużo nagrywa sesyjnie, prowadzi warsztaty perkusyjne na całym świecie i koncertuje z swoim Rick Latham Trio Band.

Swoje warsztaty perkusyjne opiera na swoich książkach, m.in. Contemporary Drumset Technique, Advanced Funk Studies i All About The Groove. Wszystkie trzy to, genialne książki, z których można się wiele nauczyć.

Miałem przyjemność odebrać Ricka z lotniska i być za niego odpowiedzialny przez czas trwania warsztatów, aby wszystko było tak jak sobie zażyczył Rick. Podczas kolacji, rozmawialiśmy o życiowych sprawach, naszych rodzinach, kulturach, i co najciekawsze – najmniej o perkusji ( śmiech ).

Dlaczego? Ponieważ najważniejszy w tej branży jest człowiek, dobry człowiek i Rick właśnie taki jest. Bardzo pozytywny, otwarty, wyluzowany, kochający życie i granie na perkusji. Jak sam mówi, że to granie na perkusji daje mu siłę, uśmiech i szczęście każdego dnia, a przypominam że Rick ma już, lub dopiero 62 lata i czuje się wspaniale!

Praca z Rickiem to sama przyjemność. Jego przekaz wiedzy dotarłby nawet do niemowlaka, który nie umie jeszcze mówić, ani nie rozumie słówek, bo Rick wkłada w swoją pracę całe serce. Robi to bardzo klarownie, przejrzyście i oczywiście absolutnie profesjonalnie, no i ma szczególny dar dzielenia się wiedzą.

Pierwszy dzień skupiony był na technicznych aspektach gry na perkusji. Pracowaliśmy nad umiejętnym wydobywaniem brzmienia, które jest bardzo istotne w grze na perkusji. Technika Ricka bardzo przypomina technikę Moellera, która angażuje płynny ruch całego przedramienia, co powoduje, że brzmienie z takiego uderzenia jest otwarte, pełne i głośne.

Graliśmy bardzo dużo ćwiczeń opartych na jedynkach i dwójkach, które Rick pokazywał jak wykorzystać je w graniu na całym zestawie i jak je ćwiczyć aby rozwijać swój warsztatach.

Pewnie interesuje was jak Rick stroi swoje bębny? W takim razie nie zaskoczę was zbyt mocno, choć dla niektórych to może być już przestarzała metoda strojenia. Rick stroi je na tzw. ucho, bardzo nisko, więc jego bębny brzmią bardzo tłusto. Kiedy już jego ucho słyszy odpowiedni dźwięk, przechodzi do kolejnego toma itd.

Dzisiaj rynek perkusyjny proponuje nam różnego rodzaju maszynki do strojenia perkusji ale czy to coś daje? Pomaga… Ale jestem przekonany, że do perkusji trzeba mieć serducho i to też przekłada się na ich brzmienie. Jeśli nie czujesz i nie słyszysz to żadne maszynki nam nie pomogą.

Na koniec pierwszego dnia, wywiad motywacyjny poprowadził Paweł Larysz. Był to pierwszy tego typu wykład podczas warsztatów Integration & Groove. Wykład został odebrany bardzo pozytywnie i z pewnością będzie realizowany na kolejnych warsztatach, aby uświadamiać ludzi, że sama gra na perkusji nie wystarczy. Celem tych warsztatów jest odpowiednia motywacja do ćwiczenia, grania, budowania wizerunku i kariery oraz wnosi życiowe aspekty życia artysty, o których wciąż mało się mówi.

Potrzebna jest do tego dyscyplina, plan, systematyczność, ciężka praca, wytrwałość, skuteczne kreowanie kariery, budowanie osobowości, cel, wyobraźnia, pozytywne myślenie i wiele innych czynników, które mają wielkie znaczenie, szczególnie w dzisiejszym świecie. I nie mamy tutaj na myśli coachingu, który dzisiaj jest bardzo popularny, ale solidne przekazanie motywującej wiedzy, która jest niezbędna szczególnie dla młodych ludzi, którzy często odpuszczają bo wydaje im się, że nigdy nie będą tacy jak swoi idole, a przecież to nie prawda… Mogą być nawet lepsi, tylko trzeba być sobą, tworzyć siebie, a nie być kopią.

Drugi dzień rozpoczął się od prezentacji Mariusza Mocarskiego i jego elektronicznych zabawek perkusyjnych firmy Roland, które zawsze robią wielkie wrażenie w współczesnym świecie perkusyjnym i jak zawsze Mariusz świetnie poprowadził swoje warsztaty. Perkusja elektroniczna w współczesnym świecie jest ważną częścią naszego perkusyjnego życia i będzie pojawiać się coraz częściej co nie znaczy że mamy zrezygnować z akustycznych rozwiązań, ale możemy skutecznie łączyć te dwa światy.

Po prezentacji Mariusza, swoje stanowisko zajął ponownie Rick. W drugim dniu postawił więcej na grę z podkładami oraz życiowe aspekty, które są bardzo istotne w życiu artysty.

Po bardzo owocnych warsztatach, odbyło się rozdanie nagród w konkursie, który zorganizowany był na Facebooku przez Drumsetpro School. Dla pierwszych trzech najszybszych odpowiedzi, czekały reklamówki pełne wspaniałych nagród ufundowanych przez Drum Center, Music Dealer, Drum Dots, Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz, Music Info oraz GK Music.

Kolejna edycja wspaniałych warsztatów dobiegła końca i jak zwykle trudno było się rozstać, ponieważ atmosfera w Błażowej jest na prawdę wyjątkowa. Ludzie i muzyka tworzą tam niepowtarzalny klimat. Przede wszystkim ludzie, bo tutaj nie chodzi tylko o granie na perkusji, tutaj buduje się rodzina Drumsetpro School, która powoduje, że chce się wracać do Błażowej i grać na perkusji bez końca.

 

Przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

George Kollias… Petarda!

          7 października 2017 roku, data jak każda można by pomyśleć ale nie dla perkusistów, szczególnie tych ekstremalnych. Nie codziennie można spotkać tego człowieka na polskiej ziemi, który podróżuje po świecie non stop z jednym z największych metalowych zespołów na świecie, ale również podróżuje prowadząc warsztaty perkusyjne.

Bardzo sympatyczny Grek, o długich charakterystycznych włosach i co najbardziej mnie zaskoczyło – niski… a na zdjęciach wydawał się na wielkiego chłopa. Szczupły, skromny i bardzo miły George Kollias tego dnia, rozniósł salę w Szkole Muzycznej w Opolu, w której dawał występ,   i to doszczętnie.

Dopóki się tego nie zobaczy na żywo, myśli się, no fajnie, szybko itd., ale kiedy już zobaczysz na żywo i widzisz z jaką lekkością ten człowiek porusza się za bębnami, grając w tempach średnio 300bpm, zachowując przy tym naturalne brzmienie i niesamowity cios z ręki i nogi to, wtedy zaczynasz rozumieć gdzie twoje miejsce i w czym tkwi tajemnica doskonałego grania metalu i popularnych rytmów blast beats.

Dla mnie najciekawszy i najbardziej inspirujący perkusista metalowy na świecie, zaraz obok Derek’a Roddiego, które również uwielbiam. Ja to oceniam tak: są perkusiści metalowi i jest George Kollias, który dostał od Boga coś więcej niż tylko talent, pomijając włożoną w to ciężką pracę.

Dlatego ta data była niezwykła…

Cześć George! Jak się czujesz będąc kolejny raz w Polsce?

Cześć Paweł! Bardzo mi miło i jak zawsze czuję się tutaj wspaniale.

Przed Tobą występ na Drum Fest 26. Jak twoja forma?

Świetnie. Jeszcze nie miałem czasu się rozgrzać, bo od rana ocenialiśmy z komisją konkurs Young Drum Hero, gdzie wystąpili naprawdę bardzo utlentowani perkusiście, plus wywiady, zdjęcia, autografy i czas ucieka, więc i z Tobą muszę szybko porozmawiać, aby móc się jeszcze rozgrzać.

Ok, rozumiem, nie przedłużajmy. Czy nadal mieszkasz w Grecji czy zmieniłeś miejsce zamieszkania ze względu na ciągłe podróżowanie?

Cały czas mieszkam w Grecji i jest mi tam bardzo dobrze. Tam gdzie mieszkam, jest miło i spokojnie. Kocham mój kraj i kulturę. Nie zamieniłbym tego miejsca na żadne inne.

Troszkę będę skakał z tematu na temat ze względu na ograniczony czas, więc teraz zapytam cię o interesujący dla mnie temat i myślę, że ważny też dla wielu perkusistów. Jesteś popularny jako metalowy perkusista, ale odnajdujesz się również w innych stylistykach muzycznych czyli jesteś uniwersalnym perkusistą?

Tak. Bardzo lubię grać różne style muzyczne, bo to mnie cały czas rozwija. Kocham metal ale jest poza nim jeszcze wiele pięknej muzyki, którą kocham grać i robię to. Kiedy mam czas, gram z różnymi muzykami, różną muzykę i też nagrywam dla różnych artystów z całego świata, którzy przysyłają mi swoje materiały, a więc jak widzisz, nie siedzę tylko w metalu.

Czy znajdujesz jeszcze czas na Twoją wielką pasję, którą są motory?

Ooo tak! Kiedy tylko wracam do domu to, zabieram mój motor i spędzam z nim sporo czasu. Należę do klubu i jeżdżę z kolegami, którzy robią to zawodowo. Daje mi to mnóstwo energii i ciągle ekscytuje.

Nie boisz się, że coś ci się stanie i nie będziesz mógł grać?

Nie. To jest silniejsze ode mnie, i mimo że koledzy z zespołu mówią mi, żebym uważał to, ja zaraz o tym zapominam ;-)…

Twój solowy album?

Jestem z niego bardzo dumny bo nagrałem zupełnie sam, więc to dla mnie kolejna szkoła i cel by stać się kompletnym muzykiem.

Bardzo inspiruje mnie Twoje brzmienie bębnów. Brzmisz bardzo naturalnie. To takie nie naturalne w metalowym graniu, bo mało jest dobrze brzmiących metalowych perkusistów. Jak to robisz, używasz jakiś triggerów, modułów brzmieniowych itp?

Moje bębny i moje brzmienie są odzwierciedleniem mojej duszy. Uwielbiam naturalne brzmienie, a triggerów używam tylko do bębnów basowych plus mikrofony co tworzy brzmienie pełne, dynamiczne i przejrzyste.

Powiedziałeś że dobrze się czujesz w Polsce, a ja bardzo dobrze czuję się w Grecji. Byliśmy tam z moją żoną dwukrotnie i zamierzamy jechać kolejny raz, ponieważ kiedy wkraczam w grecki klimat, czuję się jak u siebie w domu. Jak myślisz, skąd takie przyciąganie?

Ponieważ ludzie w Grecji są bardzo mili i sympatyczni, otwarci dla ludzi. Podobnie jest w Polsce. Oczywiście piękne krajobrazy i pogoda wpływa dodatkowo pozytywnie na ludzi, ale przede wszystkim to ludzie tworzą ten luz i pozytywny klimat.

Kiedy ćwiczysz to?

Staram się zawsze być dokładny! Ćwiczę oczywiście metalowe tematy ale lubię również ćwiczyć puszczając sobie muzykę wielkich gwiazd z całego świata, np., gwiazda popu Madonna i gram z nią dokładnie nuta w nutę, niczego nie ujmując ani dodając, tylko tyle ile jest wymagane. Wyobrażam sobie że przede mną stoi 100 000 tysięcy ludzi i skupiam się na graniu aby niczego nie zawalić, żeby zagrać koncert od początku do końca perfekcyjnie. Tak pracuję nad muzyką i skupieniem.

Dziękuję ci za krótką, ale dynamiczną rozmowę. Życzę ci powodzenia podczas występu i miłego pobytu w Polsce.

Dziękuję Paweł i wzajemnie!

Rzeczywiście rozmowa była dynamiczna bo nie mieliśmy zbyt wiele czasu. George był mocno zajęty od samego rana aż do występu, więc skakałem z tematu na temat, ale jak widzicie, wyszło sympatycznie bo takim jest człowiekiem.

Występ był uderzeniem z siłą jaką dysponował u szczytu formy Mike Tyson, więc możecie sobie wyobrazić jaki to był strzał ;-)…

Jak to mówi Maciek Gołyźniak – „Trzeba ćwiczyć”, bo oczywiście sam talent i iskra boża nie wystarczą do bycia super metalowym perkusistą. Trzeba spędzić tysiące godzin za bębnami aby dojść na szczyt i trzeba ćwiczyć mądrze, żeby się rozwijać, bo przecież można grać całe życie źle. Dlatego bardzo ważne jest aby siebie obserwować i na bieżąco poprawiać swoje błędy, chyba że mamy tak wysokie ego że przysłania nam trzeźwe myślenie i wtedy mamy problem…

 

Przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Podwójne uderzenie warsztatów z Claus Hessler. Kierunek Żywiec…

           Czy warsztaty drugi raz z rzędu w niedługim odstępie czasu, z tym samym perkusistą, mogą być ekscytujące i inspirujące? Okazuje się, że tak, ponieważ taki edukator jak Claus Hessler, posiada tak wielką wiedzę, że jeśli nawet przyjedzie kolejny raz do Polski, a takie są plany to, będzie miał nam wiele do przekazania.

Kolejnym powodem, który powinien być dla nas kuszący to, miejsce, a tym razem było to miasto Żywiec, które jest bardzo mocno nastawione na rozwój kultury, gdzie zaprasza się non stop wielkie gwiazdy, naprawdę dobrej muzyki, której na szczęście nie brakuje na polskim rynku.

Trzeci powód –  Szymon Fortuna, który jest pasjonatom perkusji i angażuje się we wszystko co robi, całym sercem i zawsze zależy mu, żeby wszystko dopięte było na ostatni guzik. Niesamowity człowiek, otwarty i współpracujący z różnymi artystami z Polski i świata. Jego sympatyczne podejście do życia, przekłada się na to co robi i zaraża tym innych, którzy go znają i z nim współpracują.

Kolejny powód? Sami przeczytajcie ;-)…

Cześć Szymon! Na początku chciałem ci pogratulować zrealizowanego planu z warsztatami Clausa Hesslera!

Hej Paweł! Dzięki serdeczne! Cieszę się, że udało Ci się być na finałowym koncercie. To był bardzo intensywny i zakręcony dzień! Cieszę się, że nastroje były mega pozytywne i wszyscy poza nauką dobrze się bawili i razem integrowali.

Czuć jeszcze zapach warsztatów z Clausem, które odbyły się tym razem w Żywcu. To piękne miasto, które przyciąga dużo turystów, ale czy to główny powód do zorganizowania warsztatów w tym miejscu, czy są jakieś bardziej osobiste powody?

Jeśli chodzi o miasto to tak! Żywiec jest nieduży, przytulny, przyjazny i bardzo aktywny kulturowo. W zasadzie cały czas coś tu się dzieje, i to jest fajne.

Jeśli chodzi o organizację Open Minded Drummig Campu, to nie turystyczna atrakcyjność była głównym powodem.

Campy można organizować w sercach ogromnych miast lub np. w totelnej izolacji, blisko natury. Wszystko zależy od wizji i od tego jaki cel ma być osiągnięty poprzez dane spotkanie.
Nie chcę zbyt przynudzać o strategiach tworzenia takich wydarzeń itd. Wybór padł na Żywiec z kilku powodów. Przede wszystkim do realizacji wydarzenia edukacyjnego na poziomie, jaki sobie założyłem, oprócz wspaniałego wykładowcy potrzebowałem równierz odpowiedniego zaplecza. Mam tu na myśli sale, sprzęty, miejsca noclegowe, restauracje, usytuowanie geograficzne miasta, oraz grupę ludzi, którzy swoją pracą wsparli to wydarzenie. Biorąc wszystkie te aspekty pod uwagę wybór padł na Miejskie Centrum Kultury w Żywcu, z czego bardzo się cieszę.

Trzymałem mocno kciuki za to wydarzenie, ale z drugiej strony troszkę się martwiłem czy wszystko pójdzie po twojej myśli, ponieważ pomysł był bardzo ryzykowny, ze względu na zeszłoroczne warsztaty w Zawoi z Clausem, które organizowaliście z Agnieszką Trzeszczak. Można powiedzieć, że tamat był jeszcze świeży bo rok czasu to nie dużo. Nie bałeś się, że może to być strzał w kolano?

Nic nie wspominałeś wcześniej, że się martwiłeś, może i dobrze :-)… ale chyba jestem w stanie zrozumieć, że warsztaty mogły się wydawać ryzykownym przedsięwzięciem, dla kogoś z zewnątrz. Wydaje mi się, że obecnie bardziej jesteśmy przyzwyczajeni do klinik i krótkich spotkań z różnymi bębniarzami. Takie spotkania są bardziej czymś w rodzaju show i zastrzyku inspiracji, ale moim zdaniem nie daje to wielu narzędzi do codziennej pracy i edukacyjnego rozwoju.

Może trudno to wyjaśnić w kilku słowach, ale nie bałem się, że Claus znów wraca w tym roku do Polski, a nie np. za 2 -3 lata. Głównym celem OMDC nie było dosłownie spotkanie Clausa. Naszym celem było stuprocentowe poświęcenie czasu i energi na edukację każdego uczestnika, a nie tylko obejrzenie i przeanalizowanie umiejętności naszego gościa. Uczestnicy całkowicie pokryli koszt tego wydarzenia, zatem mogli wymagać wysokiego poziomu, to były całkowicie ich warsztaty, a my staraliśmy się jak najlepiej sprostać ich oczekiwaniom w kwesti rozwoju gry na bębnach. Pewnie uczestnicy mogliby powiedzieć coś więcej na ten temat.

Czy pojawił się na warsztatach ktoś ze starej ekipy, czy przybyli zupełnie nowi ludzie?

Tak pojawiło się kilka osób, ale wiekszość stanowiły osoby, z którymi spotkaliśmy się poraz pierwszy.

Dlaczego kolejny raz Claus, czyżbyś był jego wielkim fanem?

Uhh dzięki za to ważne pytanie! Nie chodzi w tej kwestii absolutnie o bycie wielkim fanem. Chodź nie ukrywam, że nim jestem podobnie jak Aniki, Bennego, Chrisa, Steva Smitha, J.P. Bouveta, Harry Tanscheka,  Asha Soana, Buddy Richa, Maxa Roacha, Antonio Sancheza, Elvina Jonesa, Tonny WIlliamsa, Simona Phillipsa, Rexa Hardyego Jr, uhhh i setek innych których w jakiś sposób obserwuje i staram się od nich uczyć :-)…

Chyba jeszcze nie wiele osób rozumie do końca koncepcję wydarzenia jakim jest Open Minded Drum Camp. Jest to podejście do edukowania i nauki od innej strony. Wspomniałem już o mojej wizji w poprzednim pytaniu.

Tak jak już powiedziałem, dzisiaj najczęściej spotykamy się z tak zwanymi klinikami ( pomijając edukację panśtwową opartą ogólnie na sztywnym programie i jakiś schematach ). One są świetne, bo dają nam perkusistom możliwość zetknięcia się z osobami, które „już tam są i już ten cel osiągnęły”. Takie spotkania bardzo inspirują i dają zastrzyk do pracy i rozwoju. Mimo wszystko w takim wydarzeniu duże skupienie pada na osobę występującą.

Moim celem było stworzenie wydarzenia, w którym poruszamy tematy aktualnie bliskie uczestnikom. Wydaje mi się, że dzisiaj większość materiałów, np. w internecie, pokazuje ukształtowanych bębniarzy, których jak się słucha to – wow, buty spadają. Ja w swoim działaniu chciałbym się skupić na procesie, na budowaniu solidnych podstaw, rozwiewaniu frustracji i pomaganiu w odnalezieniu własnej ścieżki perkusyjnej.

W dzisiejszym świecie każdy może uczyć. Mamy miliony różych materiałów w sieci, powiedz mi jak serfujesz po youtube to ile czasu przedzierasz się przez różne informacje zanim dotrzesz do tej wartościowej, która Cię interesuje. Nawet jak znajdziesz to czego szukałeś to chwile później, nawet nie wiesz kiedy łapiesz się na tym, że oglądasz „śmieszne koty”… hahaha :-)…

Internet ma swoje zalety, ale jest często pochłaniaczem czasu. Chciałem, żeby OMDC było wydarzeniem, które w jak najkrótszym czasie przekaże jak najwięcej sprawdzonych i wartościowych treści. Do tego potrzebna jest osoba, która nie dość, że ma właściwe informacje to potrafi je przekazać i pomóc w ich przyswojeniu. Dlatego Claus! Takie rzeczy już nie wszyscy muzycy potrafią. Nie wszyscy muzycy są dobrymi nauczycielami i na odwrót. Claus łączy te dwie cechy – świetnie gra i fantastycznie uczy. O tym jestem przekonany i za to ręczę. Obsolutnie nie będę wdawał się w dyskuje na temat tego co i jak gra. Często nie doceniamy kogoś bo akurat gra inny styl. W tym momencie na sekundę zapomnijmy o tej stronie muzyki, a pomyślmy chwilkę o edukacji.

Wiem osobiście ile dała mi wspólna nauka z Clausem. Wiem, że sam lubię dzielić się swoimi przemyśleniami i rozmawiać o tym z innymi. Z Clausem doskonale to rozumiemy, a z nami rozumieją to też tegoroczni uczestnicy.

Dzięki współpracy z Clausem, możemy pomóc w rozwoju tym, którzy chcą poświęcić czas i uczyć się i nie tylko w trakcie campu ale także po.

Z kim tym razem organizowałeś warsztaty, kto pomagał ci w organizacji?

Całość wziąłem pod swoje skrzydła, ale w praktyce działałem głównie z Justyną Janik, która pomogła w kwestiach graficznych, promocyjnych, a w trakcie campu w zasadzie przejęła rolę opiekuna wszystkich i koordynatora. Oczywiście w pomoc zaangażowane były osoby z Miejskiego Centrum Kultury w Żywcu. Ponadto przyjaciele z firmy Noise Art. Wydawałoby się, że niby nieduże wydarzenie, niby kilkunastu uczestników, a jednak nie da się samemu wszystkiego ogarnąć.

Nad czym pracowaliście z Clausem?

W wielkim skrócie: nad pogłębieniem wiedzy perkusyjnej dotyczącej nie tylko historii, ale wydarzeń, osób, ich ekpserymentów, oraz doświadczeń. Wszystko co pokazuje rozwój naszego instrumentu. Pewne zagadnienia pozwalały zrozumieć jak ewoluował ten instrument i nasza gra na nim. To wszystko aby budować swoje własne fundamenty.

Ponadto technika i koordynacja. Szczególnie ten drugi aspekt jest bardzo ważny. Nie zawsze kluczem do szybkości jest tylko lepsza technika. Nasza praca z tym instrumentem jest dość skomplikowana jeśli chodzi o pewne procesy myślowe. Staraliśmy się przełamywać bariery, które nie były ograniczone abosultnie koniecznością posiadania świetnej techniki i umiejętności szybkiej gry.

Claus dzielił sie również swoimi pomysłami, jak ze znanego nam ćwiczenia stworzyć nowe wyzwanie. Jak popatrzeć na rzeczy nam bliskie z innej perspektywy.

Wreszcie bardzo udanymi zajęciami było Q&A czyli zadajesz pytanie lub poruszuasz zagadnienie, a my wspólnie z Clausem staramy się dać jak najlepszą odpowiedź. To wersja początkowa, która w praktyce przerodziła się bardzo szybko w aktywną dyskusję, wspóle eksperymentowanie i wymianę poglądów. Brakłoby campu na wszystkie tematy…

Jak oceniasz warsztaty, poziom uczestników, ich zaangażowanie i ogólny klimat warsztatów?

Mogę to wydarzenie ocenić jedynie przez pryzmat wszystkich ludzi, którzy byli w nie zaangażowani. Jednym z kryteriów, które miałem podczas jego planowania to „Stworzyć idealne warsztaty, w kórych sam chciałbym uczestniczyć”. Idąc za tą myślą mogę śmiało powiedzieć – jestem dumny, że mogłęm w nich uczestniczyć.

Jeśli chodzi o samych uczestników, to była grupa 19 świetnych ludzi. Każdy przyjechał tu po swoją wiedzę, każdy był skoncentrowany, żeby jak najlepiej wykorzystać czas. Wszyscy bardzo szybko się oswoili i byli aktywni podczas zajęć, a muszę nadmienić, że trenowaliśmy od 9:30 rano aż do niemal 19:30 wieczór. Oczywiście z przerwą na obiad i kilkoma krótszymi na kawę, czy rozprostowanie kości ;-).

Zaangażowanie? Oczywiście, że wszyscy byli tego świadomi, ale gdybym ogólnie nie przerywał w danym momencie zajęć to zapewne siedzielibyśmy do nocy. Resztę sam możesz sobie wyobrazić…

Dzięki udanej pogodzie, wieczory wszyscy razem z Clausem i Justyną spędzaliśmy na dyskusjach siedząc w ogródkach na żywieckim rynku. Tematów nie brakowało a wszyscy świetnie się bawiliśmy. Znów musieliśmy na siłę kończyć spoktania, aby rano być gotowym do zajęć.

Czy firmy które miały dostarczyć sprzęt dla Clausa spisały się na medal?

Tutaj odrazu ślę pozdrowienia dla Sylwi Korzybskiej reprezentującej firmę Mapex. Pozdrawiam również Wojtka Węglarczyka wraz z ekipą Śląskiego Centrum Perkusyjnego, Wojtka Łukiewicza z Evans, oraz Mariusza Kubczaka z firmy Music Info za blachy Sabian. Tutaj medal dla każdego, w zasadzie nie napotkaliśmy żadnych problemów na drodze, a współpraca była miła i prosta.

Oprócz warsztatów, miałeś okazję spotkać się i stworzyć ciekawy projekt z wspaniałym klawiszowcem – kompozytorem Michałem Wierbą. Rozmawialiście już dużo wcześniej o tym projekcie, ale wasze drogi nie mogły się zgrać ze względu na wasze rozjazdy zawodowe. Opowiedz coś o tym projekcie, bo był to jeden z ważniejszych punktów warsztatów?

Taaak! Jestem w szoku jak udało nam się przygotować ten materiał w stosunkowo krótkim czasie. Michał jest potężnym muzykiem i ego by nas nie puściło, żeby zagrać byle co. Musieliśmy stowrzyć coś na prawdę dobrego – w naszym odczuciu. Oboje dużo jeździmy, gramy i robimy różne rzeczy. Obaj chyba troszkę jesteśmy zmęczeni szufladkowaniem się w stylach np. gram jazz, gram rock, pop, czy cokolwiek innego. Ciągle cierpimy na brak czasu, nie tylko nasz, ale innych muzyków, dlatego trudno po prostu usiąść zwyczajnie poeksperymentować, na chwilę się zatrzymać. Już kilka razy rozmawialiśmy o tym, aby spotkać się, podłączyć sprzęty i różne zabawki i zwyczajnie pobawić się tym co nakupowaliśmy przez lata.

Fakt zbliżających się warsztatów był świetnym katalizatorem. Był deadline i podjęliśmy wyzwanie. Zaczęliśmy tworzyć i grać. Zobaczyliśmy w tym dużo fajnej energii i potencjału na ciekawy materiał muzyczny. Efektem był koncert 6 sierpnia na żywieckim rynku a następnie otworzenie wieczoru dla Clausa. Video z tego wspaniałego występu poniżej:

Jakieś plany na nagranie płyty, czy napisaliście utwory tylko na potrzeby koncertu, który otwierał i zamykał warsztaty?

Płyta oczywiście! Stworzenie wspólnego materiału było na celowniku od dawna. Występ podczas warsztatów był jedynie katalizatorem. Warsztaty ustanowiły nam deadline do wykonania części pracy i doprowadzenia jej do poziomu, który pozwala podzielić się tym z innymi. Teraz pracujemy nad resztą.

Bardzo lubię Żywiec i nie tylko miasto ;-)… i przyznam że sala w Domu Kultury wywarła na mnie wrażenie mimo że nie należy do nowoczesnych, a układ zestawów perkusyjnych i możliwość oglądania was z każdej strony podczas występu – genialnie! 

Zgadza się sala żywieckiego MCK jest bardzo fajna, ale jednak wymagająca akustycznie. Szczerze bałem się tego koncertu właśnie od tej strony. Bałem się zbyt dużego pogłosu, który mógłby przeszkodzić muzyce. Pogłos zawsze można dodać ale trudno zlikwidować ;-).

Koncepcja umiejscowienia bębnów na środku sali była również eksperymentem. Moim celem było zamazanie lini pomiędzy sceną a widownią. Chciałem też aby każdy kto chce mógł nie tylko słuchać, ale i oglądać grę Clausa z każdej strony.

Czy MCK w Żywcu wspierał twoje działania związane z warsztatami czy tylko dostałeś miejsce i powiedzieli ci – działaj ale my do tego nie dokładamy ręki?

MCK partnerował mi od samego początku. Oczywiście nie wtrącali się w to jak taki camp zorganizować, bo to teoretycznie ja jako perkusista powinienem wiedzieć. Za to wielki ukłon, bo wykazali dużo zaufania. Na wszystkie swoje prośby odnośnie warunków, które chcieliśmy stworzyć dla uczestników odnosili się z entuzjazmem i aprobatą. Chyba każdemu miastu można życzyć takiego MCK, które wie kiedy pomóc, kiedy w coś zainwestować, kiedy odpuścić albo wesprzeć.

Można powiedzieć że Claus jest już naszym stałym gościem. Jak on się czuł będąc kolejny raz w Polsce?

Oczywiście to pytanie bardziej do niego, ale myślę, że czuł się totalnie swobodnie.

Kiedy następne warsztaty i kto tym razem odwiedzi Polskę, masz już jakiś pomysł?

Tego chyba możesz się już spodziewać po mojej odpowiedzi na pytanie. Dlaczego Claus…?
Następne warsztaty planujemy na sierpień 2018, oczywiście z Clausem Hesslerem. Chcemy rozbudować program warsztatów i dostosować go tak, aby zarówno nowe osoby jak i powracające miały nad czym pracować. Są koncepcje na rozbudowanie koncertu finałowego i zaproszenie kogoś jeszcze, ale to pomysł drugoplanowy. W pierwszej kolejności skupiamy się na części edukacyjnej.

Kilka słów motywacyjnych od siebie?

Trzy lata temu miałem kryzys. Dostałem się niby do Berklee, dostałem 20 tysięcy dolarów stypendium, ale wyglądało na to, że i tak nie uda się dozbierać reszty funduszy. Trochę się załamałem i chwilę trwałem w martwym punkcie. Zacząłem szukać w internecie jakiejś innej drogi, szukać nauczyciela, kogoś kto by mnie zainspirował na nowo do ostrego działania. Tak trafiłem na Clausa. Rzeczywiście po kilku lekcjach udało mi się wrócić na „właściwe tory” i zabrać się na nowo za siebie, rozwój i ćwiczenie.

Dzisiaj jestem już w zupełnie innym punkcie i dużo rzeczy sobie uświadomiłem, w graniu i w życiu.
Czasem życie nam krzyżuje plany, tak jak w przypadku moich studiów w Berklee, ale jeśli się nie poddajemy znajdziemy rozwiązania i nową drogę, która z perspektywy czasu może okazać się tą lepszą.

Zatem bądźmy Open Minded i idźmy po swoje! Bądźmy otwarci, pomagajmy i współpracujmy!

 

Przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: Justyna Janik i Agnieszka Litarska

Instytut Polish Drummers

 

Instytut Polish Drummers to inicjatywa nikogo innego jak znanego nam już bardzo dobrze Krzysztofa Dziedzica, który znany jest przede wszystkim jako wspaniały jazzowy perkusista, który grał z najlepszymi tj: Nigel Kennedy i przejechał prawie cały świat wzdłuż i wszerz.

Poza tym wspaniałym akcentem, Krzysztof jest założycielem popularnego na facebooku profilu Polish Drummers, który na dzień dzisiejszy posiada około 10 tysięcy perkusistów z całej Polski.

Oprócz tych wspaniałych sukcesów, Krzysztof cały czas działa bardzo dynamicznie i nie zatrzymuje się ani na chwilkę. Jeszcze nie opadł zapach jego świeżo wydanej solowej płyty pt: Tempo, a zaraz po tym, były koncerty, wywiady, aż po Instytut Polish Drummers.

Oficjalne otwarcie IPD odbyło się 26 wrzenia w Bielsku – Białej w Grępielni, gdzie znajduje się m.in. hotel, restauracja, siłownia i bardzo interesujący Metrum Jazz Club, który gości artystów z otwartymi rękami, co nie często się zdarza w naszym kraju.

W Grępielni, gdzie znajduje się wiele atrakcji, Krzysztof postanowił otworzyć swój Instytut i mimo że to świeża sprawa to, będzie to realizowane, aż osiągnie szczyt, bo nigdy nie jest tak, że coś jest już gotowe i nic nie da się zmienić. Zawsze może być lepiej, i tak na pewno będzie w przypadku Instytutu.

Mapex & Zildjian

Impreza wspierana była przez firmy Mapex i Zildjian, z którymi oficjalnie współpracuje Krzysztof i których jest oficjalnym endorserem. Oczywiście w tym dniu nie zabrakło przedstawicieli tych firm czyli Sylwii Korzybskiej z Mapexa i … Katarzyna Pękala z Zildjiana, którzy podczas imprezy byli jego największym wsparciem wraz z ośrodkiem Grępielnia.

Jaki jest cel Instytutu Polish Drummers?

Miejsce instytutu znajduje się na samej górze kilkupiętrowego budynku Grępielnia, gdzie ćwiczenie na perkusji nikomu nie będzie przeszkadzać. Niesamowite miejsce, dla każdego kto tylko chce się rozwijać, ćwiczyć i być częścią tej inicjatywy.

Co trzeba zrobić, żeby należeć do IPD?

Trzeba przede wszystkim CHCIEĆ, a po drugie wypełnić formularz zgłoszeniowy, po którym otrzymacie kartę członkowską instytutu, którą będziecie musieli okazywać w recepcji Grępielni aby móc wejść do Instytutu.

Koszt miesięczny za zajęcia indywidualne i grupowe?

Koszt to 100zł za zajęcia indywidualne i 50zł za grupowe, a zajęcie będzie prowadził sam Krzysztof Dziedzic.

System partnerski!

To system, który będzie działał dla ludzi należących do IPD i dla nich na początek będą zniżki 5% na zakup różnych akcesoriów z firm Mapex i Zildjian, a więc warto się starać, bo z czasem może się to zmienić i być coraz korzystniej. Do wytrwałych świat należy!

Metrum Jazz Club

W tym na prawdę robiącym wrażenie klubie, na zakończenie dnia otwartego Instytutu Polish Drummers, wystąpiło kilka ciekawych artystów solowych i zespołów. Poziom był bardzo wysoki, a jednym z najciekawszych zespołów, które wystąpiły w tym dniu to, zespół o nazwie Walimy W Kocioł, który składa się z około 20 osób grających na różnych instrumentach perkusyjnych, co tworzy wielki hałas i również świetny groove –  można było się poczuć jak na karnawale w Rio de Janeiro. Zespół jest prowadzony przez Tomasza Kineckiego. Tego samego wieczoru zagrał również zespół z Kóz, który nazywa się Koszau.

Kolejni artyści, którzy dali swój pokaz perkusyjny to: Mariusz Szulakowski, Rockersoul, Łukasz ‚Icanraz’ Sarnacki, Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz… Ktoś jeszcze?

Informacje

Wszelkie informacje uzyskacie kontaktując się bezpośrednio z Krzysztofem Dziedzicem przez Facebooka czy Messengera.

Życzymy powodzenia i trzymamy kciuki za rozwój Instytut Polish Drummer.

 

Przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz & Polish Drummers

John JR Robinson – Groove… Groove… Groove ;-)…

Lekcja solidnego groove’u, która miała miejsce w zeszłym tygodniu w chorzowskiej Sztygarce z Johnem JR Robinsonem i Felixem Lehrmannem, zapadła chyba wszystkim w pamięci i szybko o niej nie zapomnimy.  Zapach solidnego groovienia będzie unosił się jeszcze długo w chorzowskiej kulturze.

Klinika perkusyjna odbyła się w fantastycznym miejscu –  Sztygarka.pl, cóż więcej będę się rozpisywał, niech każdy sobie sam sprawdzi co to za magiczne miejsce, które sprawiło, że impreza odbyła się na totalnym luzie.

Oczywiście nie tylko miejsce, ale również ludzie tacy jak – Przemysław Bajer ( Drumsetpro School ), Wojtek Węglarczyk ( Śląskie Centrum Perusyjne ) czyli współorganizatorzy oraz Krystian Czarnecki ( GEWA Drums ) i Maciej Nowak ( Magazyn Perkusista ), zbudowali klinikę na najwyższym poziomie.

Wielkie brawa za kolejne wielkie wydarzenie perkusyjne, które tym razem przeniosło się w kosmos, bo podobno aż tam, powędrowały nagrania naszego bohatera groove’u JR’a.

Podczas wywiadu dla Perkusisty, który przeprowadził Maciej Nowak, przed występem JR’a – Maciej zapytał: JR, ty chyba nie grałeś tylko w kosmosie? JR na to odpowiedział – „wiesz, z tego co wiem to, podobno moje nagrania zostały wysłane w kosmos” – no i ręce opadły ;-)…

Wielki człowiek, z wielkim poczuciem humoru, podczas wczorajszej kliniki, przekazał najistotniejsze czynniki, na które powinniśmy zwracać uwagę podczas gry, nagrywania, prowadzenia swojej kariery itd.

Groove, groove, groove, to najważniejsze co potrzebujemy do grania muzyki i tańczenia. Kiedy muzyka buja, a ludzie tańczą to pełnia szczęścia i nic więcej nam nie potrzeba.

Felix Lehrmann

Zanim jednak rozpiszę się o JR Robinsonie, bo przecież nie da się opisać tego człowieka w kilku słowach, a nawet zdaniach to, napiszę kilka zdań o bardzo ciekawym perkusiście z Niemiec, który dzieli scenę i otwiera kliniki JR Robinsona.

Tutaj dało się odczuć młodość i chęć grania dużo nut, co sam muzyk powiedział: „uwielbiam grać muzykę, gdzie mogę grać dużo nut, ponieważ pracując w studio, muszę schować swoje ego, i grać to, co ode mnie wymaga dyrektor muzyczny”.

Nie znaczy to jednak, że ten młody artysta nie potrafi zagrać solidnego groove’u, bo potrafi i wychodzi na to, że podoba się to niemieckim gwiazdom, ponieważ Felix, rocznie gra około 200 koncertów!

Zapytany, czy ćwiczy i co ćwiczy gdy wraca do domu, odpowiedział: „Nie ćwiczę, ponieważ po takiej ilości koncertów, mam dość bębnów i muszę od nich odpocząć”. Oczywiście, rozgrzewki na padzie dla utrzymania kondycji wchodzą w grę, ale bez przesady.

Dołączył do rodziny DW, ponieważ chciał coś zmienić po nastu latach grania na innej marce. Czasami tak jest, szukamy czegoś nowego, kiedy znudzimy się tym co mamy, a DW jest bardzo nowoczesnym instrumentem i na tyle elastycznym, że jest w stanie dogodzić prawie każdemu perkusiście na świecie, a więc Felix również znalazł coś dla siebie w tej firmie i jak było widać i słychać podczas występu, czuje się w niej jak w rodzinie.

John JR Robinson

Kiedy w Polsce wstydzimy grać się oszczędnie, za oceanem gra się prosto, solidnie i dumnie, i brzmi to abolutnie profesjonalnie. Pozornie proste granie, nie jest takie proste, bo wymaga równie dużo pracy i przede wszystkim samodyscypliny.

Nie wspomnę już o tym, jak ważne jest być super człowiekiem, naturalnym, pozytywnym, dzięki czemu ludzie chcą z tobą pracować, przebywać w twoim towarzystwie i grać z tobą muzykę.

JR należy do rodziny DW i Paiste, co prezentuje się z nim genialnie. Brzmienie, wygląd, polot, lekkość, dynamika, taniec za bębnami to, cały JR Robinson. Kiedy gra jakikolwiek groove, całe bębny grają razem z nim, a wręcz tańczą, jak to powiedział Maciej Nowak stojąc tuż za jego plecami.

JR już w tym roku nagrał około 50 albumów, bo jak sam mówi, „dzwonią do mnie ludzie i chcą bym nagrywał dla nich bębny, więc nagrywam”. Niektórzy marzą ogólnie o nagraniu 50 płyt w swoim życiu… a tutaj taka sytuacja, że tylko w tym roku, a w życiu to, chyba tysiące, a nagrywał dla takich gwiazd jak: Michael Jackson, Eric Clapton, Chaka Khan i wielu innych wspaniałych światowych gwiazd.

Można by rzecz, że ten człowiek urodził się z groove’m w sercu, a kiedy wsiadł za bębny to, wszystko stało się jasne i wczorajszy występ był tego potwierdzeniem.

Chciałbym tutaj rzecz, że nie samo DW czy Paiste czyni cię mistrzem, lecz na piękne brzmienie tych marek, szczególny wpływ mają doświadczenie, mnóstwo lat grania, serce, dusza, człowiek, ciało, bo to wychodzi z nas, a bęben to przyjmuję, więc jakie emocje wyjdą z nas, tak przyjmie je perkusja.

Kiedy Maciek Nowak zapytał JR’a – stary ale ci brzmi ten hi hat, co to za hi hat? JR żartując odpowiedział – to jest hi hat firmy Paiste ;-)…

Nie ważne jaka seria, bo to indywidualna sprawa i potrzeba, ale chodzi o to jak on na nim gra, ile lat poświęcił zmieniając techniki gry, trzymanie pałek i oczywiście ćwicząc, żeby tak pięknie syczał jego hi hat…

Jest jednym z niewielu, który mówi o karierze perkusisty, jako kariera długoterminowa – „powinniśmy myśleć w sposób: chcę grać całe życie, a nie tylko tu i teraz”! Jeśli już to sobie wyobrazimy to, powinniśmy cały czas się rozwijać, nagrywać, grać, ćwiczyć, prowadzić kliniki, uczyć, produkować itd. Bardzo istotne uwagi, kiedy tak naprawdę większość rzeczy jako perkusiści, możemy robić dzisiaj sami, w domowych studiach nagrań!

Do dzieła panie i panowie ;-)…

Kolejny raz utwierdziło się we mnie to, że ILE Z SIEBIE ODDASZ MUZYCE/PERKUSJI, TYLE SAMO LUB WIĘCEJ ONA ODDA TOBIE!!!

Nie ma drogi na skróty, bo można się urodzić z groove’m, ale nikt nie rodzi się geniuszem, bo to trzeba sobie wypracować!

Przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: Foto KE.

6 koncert uczniów Drumsetpro School

6 Koncert Uczniów znanej, chorzowskiej szkoły perusyjnej Drumsetpro School, odbył się 22 czerwca bieżącego roku w Starochorzowskim Domu Kultury.

Miałem przyjemność być pierwszy raz na tym wydarzeniu i przyznam, że wywarło na mnie wielkie wrażenie. W tym roku na koncercie wystąpili uczniowie ze wszystkich sześciu oddziałów szkoły ( Bielsko – Biała, Chorzów, Katowice, Kraków, Rzeszów i Wodzisław Śląski ).

Muzycznie był to przekrój wielu gatunków muzycznych, od popu, przez rock, metal aż do muzyki elektronicznej.

Koncert na zakończenie roku szkolnego to, nie tylko idealny prezent dla ucznia, jego rodziny i przyjaciół. To przede wszystkim ogromna dawka motywacji do pracy nad warsztatem perkusyjnym. Pokazać się na profesjonalnej scenie, zagrać swój ulubiony utwór, dać z siebie wszystko – bezcenne. Dodatkowo każdy z uczestników koncertu otrzymuje pamiątkowe zdjęcia oraz nagranie, które jest dostępne między innymi na kanale Youtube szkoły.

Prywatne szkoły perkusyjne dają większe możliwości i więcej radości z grania na perkusji, z jednej prostej przyczyny – uczą w nich ludzie z pasją, ludzie wybrani nieprzypadkowo, ludzie dla których ważna jest dobra, przyjacielska atmosfera, którą czułem będąc uczestnikiem koncertu. Kiedy ja uczęszczałem do Podstawowej Szkoły Muzycznej im. Grażyny Bacewicz w Jaworznie, nie przypominam sobie takich wydarzeń w takiej atmosferze. Pamiętam za to, niezbyt przyjemne i nudne egzaminy, które trzeba było wystukać na ksylofonie i wibrafonie nuta w nutę, a zestaw perkusyjny – „jeśli zasłużysz to zagrasz”. To były uroki starych państwowych szkół ale mam nadzieję, że z biegiem lat będzie się to zmieniało.

Gra na perkusji ewoluowała bardzo mocno na przestrzeni choćby ostatnich 20 lat. Coraz więcej ludzi zaczyna swoją przygodę z bębnami. Dziś nie jest to już zajęcie zarezerwowane tylko i wyłącznie dla mężczyzn. Grają wszyscy,  w każdym wieku i również kobiety.

Zainteresowanie tym instrumentem rośnie z każdym rokiem, czego nie dało się nie zauważyć podczas koncertu. W Drumsetpro School nie ma podziałów na wiek, stopień zaawansowania, preferencje muzyczne. Swoich sił może spróbować każdy, do czego szczerze i serdecznie zachęcam.

Drumsetpro School działa bardzo prężnie na polskim rynku perkusyjnym, daje swoim uczniom, ludziom nie związanymi ze szkołą i wszystkimi zainteresowanymi szerokie spektrum możliwości rozwoju warsztatu perkusyjnego.

Poza regularnymi zajęciami we wszystkich oddziałach szkoły, organizowane są warsztaty perkusyjne ze znanymi i cenionymi polskimi perkusistami ( cykl „Mistrzowie Perkusji „ ). Spotkania z perkusistami zagranicznymi z całego świata, koncerty uczniów, imprezy integracyjne oraz kanał Youtube, gdzie można obejrzeć występy niektórych studentów. Drumsetpro School rozwija również swoją społeczność na portalu Facebook skupiającą się wokół grupy Drumsetpro School Family.

 

Tekst: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: Archiwum Drumsetpro School

KORNEL KONDRAK… Nie ma miękkiej gry!

Kornel Kondrak, jedna z nowoczesnych postaci polskiego perkusyjnego rynku, solidnego prania w bębny, bo ten młody chłopak nie patyczkuje się podczas koncertów. Udowadnia że bębny to nie instrument dla mięczaków, tylko dla prawdziwych facetów z krzepą w łapach. Osobiście, kiedy widzę jak niektórzy głaszczą bębny ( bo niby dbają o dynamikę ), to robi mi się wręcz słabo, a Kornel, mimo jego pozornie skromnej postury, wali w bębny bardzo solidnie.

Muzyk dba nie tylko o indywidualny styl gry, ale również o aspekt wizualny, który jest równie istotny w świecie muzyki. Przecież bębny oprócz ważnej funkcji muzycznej to także bardzo widowiskowy instrument.

Być rozpoznawalnym z brzmienia to jedno i jest to sztuka niezwykle trudna, drugą sprawą jest oryginalność wizualna, która przyciąga uwagę tych, dla których nazwa parididdle kojarzy się bardziej z nazwą jakiegoś makaronu, a nie podstawową figurą perkusyjną. W dzisiejszym świecie każdy szczegół jest bardzo ważny, więc czym bardziej kreatywni jesteśmy, tym lepiej dla nas. Pamiętam naszą wycieczkę do Gewa Drums, gdzie poznaliśmy się pierwszy raz. Pędząc samochodem do spokojnej niemieckiej mieściny, gdzie ma miejsce siedziba firmy, zastanawiałem się, co za barwna postać siedzi koło mnie. Luźny dresik, stylowy wąsik, modne okulary, sympatyczny i skromny chłopak, kurczę, pomyślałem, skąd on jest?

Kornel to bardzo otwarty, ciekawy świata człowiek, który wychodzi za gary i nie gada wiele, tylko po prostu gra, a gra, aż wióry lecą.

Studiował w Danii, występował u boku Popka, na stałe występuje z grupą Enej, a na co dzień jest po prostu szczęśliwym, spełnionym człowiekiem.

Kornel, jak to się wszystko zaczęło, twoja przygoda z muzyką, perkusją?

Pamiętam taką rozmowę z mamą, miałem może 6 lat. Zapytała mnie kim chcę zostać, gdy dorosnę, odpowiedziałem że perkusistą. – Perkusistą? – odpowiedziała. – A jeśli to nie wyjdzie to kim zostaniesz? Na co odpowiedziałem, że… pijakiem. – Ach tak? – zapytała. – To skąd będziesz brać pieniądze? Odpowiedziałem, że skoro oni skądś je biorą, to i ja dam sobie radę… Podsumowując: nie mam pojęcia, dlaczego od tak młodego wieku byłem uparty akurat na ten instrument, ale przekonanie, że będę zajmował się muzyką na pewno płynęło z wpływu mojego taty, który jest bardem. Muzyka i koncerty były obecne w moim życiu od zawsze. Mówiąc szczerze, poza muzykowaniem nic innego mi nie wychodziło.

Pochodzisz ze Świdnika. Jakie tam są możliwości dla artystów?

Moje rodzinne miasto dla mojego poletka dawało ( i wydaje mi się, że wciąż daje ) wszystkie możliwości do dobrego startu. Oprócz szkoły muzycznej I-go stopnia, do której poszedłem na perkusję mając 10 lat, trafiłem też na pierwszego w moim życiu mentora -Tomka Deutryka – perkusistę, który grał i gra m.in. z moim ojcem. W tamtejszym domu kultury miałem zespół, a instruował nas właśnie Tomek. Były to okazje do wysłuchania wielu cennych uwag z jego strony na temat samej pracy w zespole oraz roli, jaką perkusja w nim odgrywa. Wydaje mi się, że właśnie dzięki mądrościom Tomka dosyć szybko zdałem sobie sprawę z tego, jak w miarę dojrzale grać piosenki na tym instrumencie, nie mordując ich przejściami co 4 takty.Wiele rzeczy, o których mówił, tak naprawdę uświadamiam sobie teraz i z miesiąca na miesiąc, od kiedy jestem członkiem ciężko pracującego zespołu, zastaję sytuację, które Tomek przepowiedział mi już na przykład 15 lat temu.

Jesteś kompletnym, wykształconym muzykiem czy samoukiem?

Skończyłem klasyczną szkołę I-go stopnia i 2 lata II-go. Jestem absolwentem szkoły na Bednarskiej na Wydziale Jazzu w klasie Pana Czesława Bartkowskiego, a do bycia licencjonowanym jazz manem brakuje mi jednego egzaminu w szkole w Danii… Zrobię to!

Opowiedz mi o twoje edukacji, bo wiem, że jest barwna, a szczególnie okres studiów?

Bednarska była fajnym czasem. Poznałem wielu muzyków, którzy teraz grają w topowych zespołach, razem jamowaliśmy u mnie w stancji. Cóż to były za imprezy! Tam też spotkałem Czaplaya i Pinkiego ( puzonistę i saksofonistę, którzy teraz są moimi kompanami w Eneju ). Pinki gra z resztą na moim dyplomie, wieńczącym naukę w tej szkole. Również w tamtym czasie Adam Tkaczyk przekazał mi granie u Mariki, które było pierwszym poważnym koncertowaniem, na które ( jak się wtedy okazało ) zupełnie nie byłem gotowy. Doświadczenie krótkie, aczkolwiek ogromne, które mocno mnie ukierunkowało i pokazało serio, o co w tym wszystkim chodzi. Miałem 17 albo 18 lat.

Studia w Danii były głównie czasem otwierania się na muzykę. Pod koniec tamtejszej przygody słuchałem z wypiekami muzyki, z której jeszcze na 1 roku śmiałem się do rozpuku, tak na prawdę jej nie rozumiejąc. Tam też, żeby sobie radzić, zacząłem udzielać prywatnych lekcji. Okazało się, że nawet to lubię. Do tego przez jakiś czas pracowałem w mojej szkole jako opiekun sprzętu, roznosiłem instrumenty do sal, do których należą, stroiłem i naprawiałem bębny. Ta praca pozwoliła mi ułożyć sobie dzień. Od poniedziałku do piątku, o 7 rano byłem po pracy i cały dzień stał przede mną otworem. Wyciskałem z niego, ile tylko mogłem.

Wróciłeś z Danii – co wtedy się działo, posypały się propozycje grania, bo wróciłeś z super uczelni czy jednak trzeba było zbudować jakiś plan i zacząć działać, promować siebie, żeby zdobyć pracę perkusisty?

Wróciłem z Danii na dobre, ponieważ zadzwonił do mnie enejowy puzonista – Czaplay – z propozycją grania z chłopakami. Byłem wtedy często w Polsce, grałem trasę z Dawidem Kwiatkowskim, a w momencie gdy zadzwonił, pakowałem bębny po sesji nagraniowej pierwszej płyty Dawida. Zawsze miałem bardzo dużo szczęścia przy okazji prac w doskonaleniu rzemiosła. Jeśli chodzi o promowanie się, tak serio zacząłem to robić niedawno, żeby jeszcze czasem chciał ktoś ze mną pograć, ale nikt nie dzwoni. Chyba myślą, że jestem strasznie zajęty przez cały rok…

Duńska i polska rzeczywistość to dwa zupełnie różne światy i zastanawiam się, jak wygląda świat artystów w Danii i czym się różni od polskiego. Co tak najbardziej utkwiło w twojej głowie, czym się różnimy?

Świat artystów w Danii przede wszystkim nie jest pomijany, nie jest spychany na opinię publiczną na margines. Jest sowicie dofinansowywany i bardzo, ale to bardzo otwarty. Tam wszyscy mocno się wspierają, są bardzo otwarci, i nie są bezsensownie zawistni. Generalnie podstawowa cecha Duńczyków to wielka otwartość i życzliwość.

Nie wystarczy mieć papiery z super uczelni, trzeba zapierdalać codziennie nad sobą, żeby do czegoś dojść. Zgadza się czy żyję w błędzie?

Można powiedzieć, że jestem na to dowodem, ponieważ tych papierów nie mam. Mało tego, uważam, że studia, na które poszedłem, nie miałyby kompletnie wpływu na to, czy grałbym w Eneju, czy nie. Według mnie cecha numer jeden czynnego muzyka to bycie otwartym i miłym. Dopiero potem liczą się umiejętności. Człowieka, dzięki któremu w tym zespole gram, poznałem jeszcze na Bednarskiej, bardzo się wtedy skumplowaliśmy. Oczywiście, prawdopodobnie gdybym nie reprezentował poziomu, potrzebnego do zadania, nie byłoby rozmowy, dlatego owszem, trzeba pracować, ile tylko się da i dać się ludziom poznać.

Odnalazłeś się na polskiej ziemi i jak widać, świetnie sobie radzisz. Jak to się stało, że dostałeś się do zespołu Enej i czy jesteś zadowolony ze współpracy i wszystko się układa po twojej myśli?

Jest fantastycznie. Nauczyłem się tu niesamowicie dużo i zwiedzam świat z naprawdę wspaniałymi ludźmi, facetami, którzy mają ogromną pasję do tego, co robią. Na scenie dajemy z siebie ogromną ilość energii i radości, co jest owocem tego, że bardzo się wszyscy lubimy. I serio… Z tak wielkiej bo w sumie 14-to osobowej ekipy – nikt z nikim nie ma na pieńku. Jest to też zasługa tego, że co jakiś czas spotykamy się wszyscy ( czyli cały zespół i management ) i po prostu gadamy. Wyjaśniamy sobie wtedy różne sprawy, przegadujemy ważne tematy. Staramy się, żeby nie wisiała nad nami jakaś czarna chmura nieporozumień, czy niedogadania. Duża w tym zasługa naszego managera, który ( mam wrażenie ) doskonale widzi, kiedy zaczynają powstawać napięcia i pomaga organizować wspomniane spotkania, na których je rozładowujemy.

Jak wygląda Twoje życia poza zespołem Enej? Prowadzisz lekcję, warsztaty? 

Pozazespołowo troszkę się dzieje, ale nie tyle, bym nie chciał, aby działo się więcej ( śmiech ). W tym roku po raz drugi prowadziłem klasę perkusji na Ogólnopolskich Warsztatach Muzyki Rozrywkowej w Koluszkach. W zeszłym roku jeden dzień ( oprócz mnie Robert Luty i Przemek Kuczyński ), a w tym roku jeden dzień prowadził Paweł Stępień, a ja dwa kolejne. Ogromny zaszczyt! Mam też kilkoro uczniów.

Wiem, ze posiadasz jeszcze inny zespół, ale to bardziej niszowy, instrumentalny projekt, wręcz trochę odjechany, jak na polską rzeczywistość. Co to za projekt, jak się nazywa zespół i skąd pomysł na takie granie?

Roux Spana Beat Trio to moje oczko w głowie. Nie jestem co prawda liderem tego zespołu, ale jest to granie i projekt najbliższy mojemu sercu. Pomysł wypłynął od Andrzeja ( Roux Spana ), aby inspirowani takimi producentami, jak J Dilla, czy Elaquent spróbować jamować z żywymi bębnami i kontrabasem. Pamiętam, że przy naszym takim pierwszym spotkaniu, gdy składaliśmy beat, Andrzej krzyczał i skakał z radości. Gramy hip-hopowe utwory instrumentalne, gdzie bębny często grają nierówno, ale w budujący sposób. Projekt zrodził się w Danii. Mieliśmy tam dużo czasu i możliwości, żeby eksperymentować. Były zakusy aby, aby kilku MC dograło się do tych numerów, ale raperzy są leniwi i w rezultacie za każdym razem postanawialiśmy wydać materiał instrumentalnie. Na koncie mamy płytę i epkę.

Jak to było z Popkiem? Dla mnie gość szczery i prawdziwy do bólu. UWażam wbrew wszystkim krytykom, że zapracował i zasłużył sobie na to, co ma. Jest kozak na polskie warunki, ale w naszym kraju nic nikomu nie pasuje, bo każdy wie lepiej, co jest lepsze. Czy to była sesyjna współpraca z Popkiem?

Moja obecność w muzyce Popka jest wynikiem pracy ze znakomitym producentem Matheo. Zaprosił mnie parę razy do położenia bębnów do jego produkcji i między innymi trafiło na numer Wodospady. Nagraliśmy też do tej piosenki teledysk, na którego planie poznałem Popka – dopiero wtedy!

Czy jest taki groźny, na jakiego wygląda, czy prywatnie to dobry, wrażliwy człowiek w ubraniu tatuaży?

Jest miłym i otwartym człowiekiem, z ogromnym poczuciem humoru, ale bardzo bym nie chciał, żeby jakiś mój żart mu się przypadkiem nie spodobał ( śmiech ).

Porozmawiajmy o instrumentach. Jesteś oficjalnym przedstawicielem bębnów firmy Gretsch i blach Meinl. Czy to świadomy wybór instrumentów, bo takie brzmienie tobie pasuje, czy to propozycja narzucona z góry i opłacało się brać, więc wziąłeś. Jak jest naprawdę?

Pamiętam, że wspomniany tu przeze mnie Tomasz miał ride Meinl Rakers, który bardzo mi się spodobał, potem wszedł w posiadanie crasha Meinl Byzance, od tamtego czasu mam to brzmienie w głowie i wiedziałem, że kiedyś chcę grać tylko na tych blachach. Tomek miał też Gretsch’a Round Badge z lat 60′, którego brzmienie też zawsze mi się bardzo podobało. Kilka lat temu odkupiłem od niego ten instrument. Cóż za szczęście! Brzmienie Gretsch’a to dokładnie to, co słyszę w głowie. Zawsze mnie inspiruje i sprawia, że gram zupełnie inaczej niż na jakimkolwiek innym instrumencie.

 

Czy promujesz jeszcze jakieś firmy oprócz tych dwóch?

Jeszcze nie!

W zeszłym roku odwiedziłeś firmę Gewa w Niemczech w miasteczku Adorf. Co wywarło na tobie największe wrażenie w tym magicznym miejscu, w tzw. świątyni dla perkusistów i ogólnie dla muzyków?

Kto by się nie czuł w takim miejscu jak dziecko w sklepie z zabawkami?!

Warszawa to miejsce dla ciebie i twojej rodziny, czy to miejsce dostosowane do kariery, bo tam się wszystko rozgrywa, twoje być albo nie być – jak to wygląda u ciebie?

Przeprowadziłem się do Warszawy mając 17 lat i szczerze mówiąc, przy mojej profesji, nie wyobrażam sobie w Polsce innego miejsca do mieszkania. Mam tu dużo znajomych, których poznałem jeszcze w szkole na Bednarskiej i jeśli muzycznie robię cokolwiek innego poza Enejem, to jest to bezpośrednio związane z tym miastem.

Co dla ciebie jest bardziej istotne w graniu, w muzyce ogólni, serducho czy technika?

Naturalnie serducho, ale uważam, że technika jest niezbędnym narzędziem do przekazania tego, co w nim siedzi. Ma bezpośredni wpływ na brzmienie i egzekucję tak zwanego groov’u. Daję swobodę w poruszaniu się po instrumencie.

Jesteś zapracowanym muzykiem, więc większość czasu spędzasz poza domem. Powiedz mi, jak to godzisz z życiem prywatnym, dajesz radę?

Rzeczywiście pracy jest sporo, ale nie dajmy się zwariować. Takiej bardzo konkretnej pracy z zespołem mamy 5 miesięcy w roku w tak zwanym okresie sezonowym ( maj wrzesień ). Oczywiście pracujemy cały rok, nagrywamy, próbujemy, ale okres jesień/zima jest chyba dla wszystkich muzyków momentem lekko spadkowym. Lubię ten czas. Inwestuję go między innymi w nadrabianie muzycznych i technicznych zaległości. Czasem jakieś zastępstwo czy studio.

Kim będzie Kornel Kondrak za 10 lat?

Mam nadzieję, że wciąż spełnionym artystą, do tego ogarniającym ProTool’s. Pracuję nad tym.

 

Materiał przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Foto: Karolina Pospiszyl i Krystyna Janusz

 

HAJER LEVEL. Warsztaty Perkusja & Bas – Praca w sekcji rytmicznej!

Stowarzyszenie AS czyli Artyści Siemianowicom, Siemianowickie Centrum Kultury oraz organizator warsztatów Drumset Academy, kolejny raz potwierdziły, że perkusja to bardzo egzotyczny instrument, który przyciąga coraz więcej widzów, zainteresowanych grą. Uważam, że Śląsk to ludzie bardzo dbający o tradycję, ludzie którzy nie burzą i nie zapominają, lecz odnawiają i dają nowe życiem starym miejscom. Przykład? Kopalnie. Ze starego szybu można przecież zrobić świetne miejsce,przekształcić je w świat kultury i organizować imprezy ogólnomuzyczne na wysokim poziomie.

Dlaczego Hajer? Kojarzy się z wysokim poziomem prawda? I bardzo dobrze, bo tak miało być i tak było, więc nazwa warsztatów trafiona          w dziesiątkę! Ale Hajer to nie ‚wysoki’ ani ‚wysokość’ lecz ‚Górnik Strzałowy’, więc i nazwa jest wymyślona z szacunkiem dla tradycji             i górników. Jednak kojarzy się z poziomem jakości i taki był zamysł.         W przyszłości może powstanie Hajer Level Piano lub Guitar Workshop.

Dzień I

Pierwszy dzień warsztatów rozpoczął się o godzinie 12:00. Impreza była trzypoziomowa. Warsztaty perkusyjne odbywało się na pierwszym piętrze w głównej sali koncertowej, gdzie woje lekcje prowadził Piotr Czyja            z Drumset Academy. Na tym samym poziomie były wystawy gitar basowych firmy Ibanez, blach perkusyjnych Meinl, werbli firmy Łukawski oraz instrumenty perkusyjne typu Cajone firmy Schwug Cajon. Na parterze czyli poziomie wejścia do szybu, znajdowały się stoiska z informacją          i stoiska z gadżetami, upominkami i prezentami.

Jednym z ciekawszych miejsc na Hajer Level, szczególnie dla młodych pasjonatów perkusji, było stanowisko do sprawdzenia swojej szybkości gry. Można tam było wystukać największą ilość jedynek na elektronicznym padzie, liczącym uderzenia. Takie rzeczy to już jednak dla sportowców, a nie muzyków. Zabawa mimo to byłą przednia. Kolejnym ciekawym stanowiskiem była scena z elektronicznymi bębnami firmy Black Hawk.

Na poziomie minus jeden czyli pod ziemią, „wągiel wydobywoł”Kosma Kalamarz ze swoimi studentami. Poziom zero i minus jeden przypominał wiele z kopalnianych lat i tworzyło to świetny klimat. Kosma w mrocznym klimacie tłumaczył harmonie na basie, która świetnie współbrzmiała         z miejscem, gdzie trenowali basiści. Gdybym był basistą, chciałbym uczyć się od Kosmy, ma dar nauczania. W przerwach można było pograć na wystawionych instrumentach, a na zakończenie odbyły się losowania         i rozdania nagród, co jak na pierwszy dzień było zaskoczeniem. Impreza jeszcze dobrze się nie rozkręciła, a tu już nagrody i upominki? Fajnie! Głównymi nagrodami były werbel firmy Tama, model SLP oraz gitara basowa Ibanez. Na koniec pierwszego dnia odbyło się jam session w przyjaznej kawiarence/restauracji, która również znajdowała się na poziomie minus jeden.

Ku mojemu zaskoczeniu, Peter Szendofi jako pierwszy zagrał jam session, ale nie na perkusji lecz na klawiszach i zagrał lepiej niż nie jeden klawiszowiec. Był tu smak, melodia i groove. Peter to bardzo utalentowany muzyk, który został doceniony przez świat i doskonale prowadzi swoją karierę. Niedawno wrócił z Kanady z nagrania dla kanały Drumeo, nagrał swoją solową płytę Quintessence ze światowej klasy muzykami.                    A zobaczyliśmy skromnego muzyka, który zasiadł za piano i zagrał            z Piotrem na bębnach i Kosmą na basie – mega trio! Oczywiście nie postrzegajmy skromny jako chodzących ludzi z głową w dół, bo nie na tym polega skromność, lecz wyczuwa się to w jego zachowaniu, to po prostu klasa sama w sobie. Jam session oblężone było głównie przez młodych ludzi, którzy czekali na swoją kolej, a najbardziej aktywni byli ci najmłodsi, co bardzo cieszy i rokuje dobrze na przyszłość.

Dzień II

Dzień drugi przebiegł w luźniejszej atmosferze, chociaż nie obyło się bez emocji. Zajęcia miały odbyć się o godzinie 12:45, ale niestety panowie akustycy nie do końca znali się na funkcji akustyka i mieli problem            z nagłośnienie perkusji, który przedłużył rozpoczęcie o jakieś 45 minut.      W zawodowym świecie to nie realne, ale jak widać, czasami się to zdarza… Sytuacja została opanowana i Peter rozpoczął swój solowy występ. Oczywiście rozpoczął od utworów z swojej solowej płyty, a zaraz po tym zaprezentował solo. Po solówce rozpoczął pokaz ćwiczeń, które sam na co dzień używa. Bardzo czysto i zrozumiale pokazywał wszystkie ćwiczenia, głównie oparte na jedynkach i dwójkach, więc dla początkujących perkusistów było to świetne przedstawienie, ale również dla zawodowych muzyków, pojawiło się wiele przydatnych szczegółów.

Jedynkami i dwójkami Peter operował na całym zestawie, rozwijając je na całym zestawie, z akcentami na blachach, przekładaniem rąk itp. Przede wszystkim najważniejsze w tych ćwiczeniach jest dokładność, więc bardzo ważne jest aby ćwiczyć wolno i dokładnie i z czasem przyspieszać, kiedy ćwiczenie jest już opanowane. Niestety nie drogi na skróty.

Kiedy padło pytanie, kiedy został zawodowym muzykiem, odpowiedział skromnie, że to konsekwencja systematycznego grania, ćwiczenia, promowania siebie, budowania swojej kariery. Konsekwencja i codzienna praca nad sobą. Lepiej 25 minut dziennie i mądrze i niż 8 godzin raz         w tygodniu i bez sensu.

Bas

Na poziomie zero słychać było dźwięki wielkiego basisty Andrew Lauer. Jego aksamitna grana basie była tak piękna i melodyjna, że ledwo utrzymałem aparat w rękach. Jeszcze nigdy wcześniej nie słyszałem tak pięknie granych dźwięków.

Niesamowite podejście do uczniów, totalny luz. Andrew mówił do swoich uczniów, żeby nie skupiali się na technice, tylko żeby opowiadali swoją historię , grając na basie… Aż chciało się grać na basie, mimo że nie umiem ;-)…

 

Konkurs Black Hawk Cyber Drums

W przerwie odbył się konkurs młodych talentów na najlepszy groove – na elektronicznych bębnach firmy Black Hawk. Fajnie jest obserwować, jak młodzi ludzie, jeszcze w sumie dzieciaki, lgną do perkusji, żeby grać bez końca, nie zawsze poprawnie, nie zawsze równo, ale z takim oddaniem, którego u starszych kolegów czasami brakuje.

Konkurs na najlepszy groove wygrała Amelka Spich oraz Dawid Siemek. Nagrody jakie otrzymali za wygrany konkurs to: naciągi firmy Evans, płyta Petera Szendofi, koszulki oraz gadżety Hajer Level.

Koncert finałowy

Po konkursie emocje unosiły się w całym budynku i rosły z minuty na minutę, ponieważ przed nami był jeszcze koncert finałowy Andew ‚The Bullet’ Lauer Band, kóry zamykał warsztaty Hajer Level. Nikt chyba nie wiedział czego się spodziewać, ponieważ Andrew Lauer to wschodząca gwiazda basu i jeszcze nie wszyscy go znają.

Koncert był pod znakiem zapytania, co będzie nam dane usłyszeć. Koncert rozpoczął się od mocnego funkowego uderzenia, które wgniotło wszystkich w krzesła. Wielkość a zarazem skromność młodego Andrew odczuwalna była w jego grze, która była bardzo osadzona, z tłustym groovem, wypełniona melodią i świetnym wokalem muzyka, czego chyba nikt się ni spodziewał jeśli go wcześniej nie znał.Nikt sobie nie przeszkadzał ale przecież na tym poziomie, nie ma mowy o chaosie na scenie. Perkusista Christian Hulsmann – mniej znaczy więcej. Daniel Kruger – absolutnie doskonała harmonia i urocza saksofonistka – Michelle Labonte, która bardzo smacznie wypełniała miejsce dla siebie na solówki czy unisona z Andrew.

Podsumowanie

Hajer Level do kolejny dowód na to, że dla chcącego nic trudnego. Wystarczy pomysł, szczere chęci zrobienia czegoś fajnego, zainteresowania tym sponsorów i działamy. Oczywiście nie od razu Rzym zbudowano, więc trzeba wyciągnąć wnioski z pierwszej edycji, zastanowić się, co poprawić, co zmienić, dodać lub odjąć i budować kolejną edycję czy kolejne pomysły.

Dobrych rzeczy nigdy za wiele. Dbanie o kulturę muzyczną na jak najwyższym poziomie to podstawa, więc jedziemy z koksem i do zobaczenia na kolejnej edycji HJ. Wielkie brawa dla całej ekipy Hajer Level za solidną robotę.

 

Przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: Agnieszka Litarska

GK Music… Grzegorz Krawczyk!

         

Jeden z czołowych polskich perkusistów, a zarazem świetny nauczyciel gry na perkusji. Oficjalnie perkusista zespołu DETOX, z którym jest związany już 21 lat. Poza tym jego akcesoria perkusyjne   GK Music są znane w całej Polsce. Jest ich twórcą i razem z żoną rozwijają firmę           o kolejne akcesoria aby sprostać wymaganiom perkusistów                         z którymi współpracują i również potencjalnym klientom. GK Music oferuję takie produkty jak pady do ćwiczeń, poduszki tłumiące, shakery, rózgi oraz bardzo oryginalne nakrętki.

Oczywiście, nie obeszłoby się w dzisiejszych czasach bez nowoczesnych mediów, które Grzegorz w 100% wykorzystuje i na swoim kanale youtube udostępnia lekcje gry na perkusji. Poza lekcjami, realizuję również testy blach Sabian oraz naciągów firmy Aquarian, których jest oficjalnym endorserem. Wszystkie filmy z testami również znajdziecie na jego kanale yt.

Poza tymi wszystkimi tematami perkusyjnymi, które Grzegorz realizuje, prowadzi bardzo szczęśliwe życie, do grania, muzyki i życia podchodzi     z wielkim entuzjazmem, kieruje się potęgą podświadomości i wierzy mocno w to co robi, i nigdy nie narzeka, ponieważ uważa że to strata czasu. Kiedy widzi, że może się jeszcze czegoś nauczyć , bierze życie        w swoje ręce i inwestuje w szkolenia czy warsztaty, aby cały czas się rozwijać i nie stać w miejscu. Jest bardzo otwartą osobą i bardzo dobrze się z nim współpracuje, bo podstawą w tej branży jest, bycie fajnym człowiekiem.

Zespół DETOX, z niego jesteś najbardziej znany, to już 21 lat grania. Jak to wygląda dzisiaj, czy nie znudziłeś się graniem przez tyle lat w tym samym zespole? 

21 lat, kiedy to minęło… Fakt, to sporo czasu jak na jeden zespół, ale gram w nim do dziś więc nie jest tak źle (śmiech).  Jeśli chodzi o zespół, to wiesz jak to bywa, są lepsze i gorsze chwile. Nam pomogły zajęcia z Art Coachingu i Mental Coachingu, czyli praca nad sobą, nad swoimi emocjami, ograniczeniami oraz nad relacjami w zespole, co mówiąc szczerze nie było łatwe. Spotkania mieliśmy raz  w tygodniu przez cztery lata. Zaczęliśmy chodzić w 2010 roku, wtedy jeszcze          z innym basistą i klawiszowcem, i to między innymi pozwoliło nam tyle przetrwać razem.

Wiem, że oprócz twojego macierzystego zespołu, realizujesz się jeszcze w innych projektach. Czy możesz mi opowiedzieć, co porabiasz kiedy nie grasz z Detoxem? 

Kiedy nie gram z Detoxem prowadzę zajęcia gry na perkusji. Coraz częściej jestem też zapraszany jako perkusista sesyjny, co mnie bardzo cieszy, bo lubię nagrywać. Dodatkowo fakt, że posiadam studio w domu, w którym również mogę coś nagrać i przesłać komuś, sprawie że jest to bardzo wygodne i szybkie. Oprócz tego udzielam się w innych zespołach jak na razie w formie zastępstw. Do tego wszystkiego GK Music – moje produkty perkusyjne!

Ostatnio bardzo dużo udzielasz się w stronę nauczania gry na perkusji, nagrywasz filmy, prowadzisz kanał na youtube, gdzie umieszczasz systematycznie lekcję. Odczuwasz jakieś zmiany, przychodzą ludzie do ciebie, którzy chcą grać, czy przesyt w internecie nie pozwala przebić się twoim filmom? 

Oczywiście, nagrywanie filmów edukacyjnych pozwala na dotarcie do coraz większej liczby odbiorców. Zarówno tych, którzy mogą się czegoś nauczyć oglądając je oraz do tych, którzy przychodzą później do mnie na lekcje. Ja oprócz tego, że uczę indywidualnie w Krakowie, uczę również on-line przez komunikator Skype, gdzie mam uczniów zarówno z kraju jak i zza granicy.

Oprócz nagrywania lekcji, realizujesz ostatnio testy blach Sabian, na których grasz, których jesteś przedstawicielem na Polskę. Jaki masz do tego stosunek,  czy wychodzi to z ciebie, i robisz to dla swojej autopromocji czy zależy ci żeby rozkręcić Sabiana w Polsce, bo moim zdaniem jego promocja ostatnio chyba zaspała i nic się nie dzieje z ich strony? 

Bardzo lubię robić testy, nie tylko dla Sabiana, ale również dla Sakae i Aquariana. Robiąc testy poznaję różne serie talerzy, bębnów i naciągów, jest to bardzo pomocne np. w doborze odpowiedniego brzmienia do studia lub koncertów live. Moim zdaniem, muzyk (endorser) marki z którą współpracuje i reprezentuje powinien ją poznać lepiej niż tylko powierzchownie. Jest to bardzo rozwijające oraz pomocne również kiedy ktoś zadaje Ci pytanie, dlaczego taki werbel, blacha albo co byś polecił, bo gram to czy tamto.

Aquarian to, kolejny temat, który mocno promujesz w Polsce, również nagrywasz filmy i testujesz ich produkty. Jak oceniasz Aquariana, bo ja myślę,  że zaczynają deptać po piętach firmom takim jak Remo czy Evans? 

Myślę, że Aquarian jest bardzo mocną firmą naciągową nie tylko w Polsce, ale też i na świecie, należy do czołówki. Fakt jest taki, że kiedy zaczynałem grać na perkusji Remo było wszędzie, potem Evans, a dopiero później Aquarian. Sam wiesz, że reklama oraz przyzwyczajenie ludzi robi swoje. Ja wybrałem Aquariana choćby na fakt jakości wykonania, bardzo dobry film, powłoka coated mega wytrzymała (czego niestety nie można powiedzieć o Remo), no i przystępna cena. Z Evansami miałem najmniej wspólnego, oprócz naciągu na stopę typu EMAD. Wiesz, jak to kiedyś komuś powiedziałem, Aquarian to nie Remo, czy Evans          to Aquarian, i jeśli ktoś będzie szukał takiego samego naciągu w Aquarianie        co np. w Remo to nie znajdzie, znajdzie podobny, ale nigdy taki sam. Kwestia kupienia paru sztuk i przetestowania, najlepiej przy zgaszonym świetle, ponieważ czasem przyzwyczajenie do loga bierze górę nad brzmieniem :-)…

Trochę mało o życiu ale o tym za chwilę. Porozmawiajmy o Sakae, jak to się stało i dlaczego akurat ta marka, co takiego cię w niej ujęło lub kto, bo nie zawsze chodzi tylko o sam produkt 

Sakae, pięknie brzmiący i wykonany instrument, ale wróćmy do początku!

W swoim życiu przerzuciłem wiele zestawów. Miałem Ludwiga, kilka zestawów Mapexa, Yamahe, Ddrum’a, DW, Premiera i Pearla. Po tym jak przeszło mi jaranie się nowościami i firmami, którą są w gazetach, zacząłem patrzyć albo raczej słuchać brzmienia i szybko wróciłem do starych bębnów, gdzie korpus to korpus,  a nie wydmuszka, gdzie dźwięk jest konkretny, a nie buczący itd. Miałem wtedy dwa zestawy Premier APK z 1995r którego używałem na koncertach live oraz Pearl WLX z 1987r, na którym nagrywałem. Wtedy stwierdziłem, że nie chcę mieć nowych bębnów, bo żadne jakoś do mnie nie przemawiają i nie interesowały mnie jakieś kontrakty endorserskie, dla samego faktu ich posiadania. Wiem,        że o tym kiedyś rozmawiałem z Maćkiem Nowakiem z Perkusisty i on zapytał:    „a nie myślałeś o Sakae?”, a ja „Sakae? Hmm… coś kojarzę, a kto to ma…” I tak się zaczęło, miesiąc później pojechałem do Kalisza do Arka i Sebastiana (Music Partners) przedstawicieli Sakae. Pojechałem tak na chłodno, bez żadnej podjarki, bo jak mówiłem wcześniej, nie chciałem niczego brać. Oczywiście było miłe przyjęcie mojej osoby, usłyszałem na wstępie tylko tyle „tam masz pudła, bierz   co chcesz, bierz i graj”. I tak spędziłem cały dzień u nich w firmie ogrywając każdy instrument, rozmawiając. Po krótkiej chwili grania było WOW, te bębny są świetne. Urzekła mnie bardzo wysoka jakość wykonania, proste a zrozumiałe rozwiązania, choćby nawet mocowanie tom holderu od dołu i poczułem, że to jest to czego gdzieś tam podświadomie szukałem, że jest to brzmienie dla mnie             i docelowo wybrałem zestaw The Almighty Maple.

Oprócz świetnych bębnów, fajny i konkretny dystrybutor, co jest bardzo ważne oraz ludzie z Sakae, Eizo Nakata (prezesa firmy oraz wnuka założyciela Sakae     w 1925r), którego miałem okazję poznać w 2016 r podczas targów Music Messe we Frankfurcie oraz Noriko Nakano (artist relation), która parę dni po targach przyleciała na krótkie wakacje do Krakowa. Podczas kolacji z Noriko, poznałem historie bębnów Sakae. Co najważniejsze firmę Sakae tworzą na prawdę bardzo mili i o wysokiej kulturze ludzie.

Twoje produkty GK Music, skąd pomysł na twoje akcesoria perkusyjne i jak obecnie się rozwija twoja współpraca z polskim rynkiem, gdzie można zakupić twoje produkty i może opowiesz szerzej o tym co masz do zaproponowania dla perkusistów? 

Wszystko zaczęło się od rózg. Tak naprawdę do ich stworzenia zainspirował mnie Sławek Berny. Przyjaźnimy się od lat i w czasie jednego z naszych spotkań Sławek wspomniał o tym, że zrobił sobie rózgi. Pomyślałem, że i ja zrobię dla siebie. I tak się zaczęło. Choć od tego czasu minęło już sporo i z pierwszych modeli, które były dostępne w sprzedaży nic już nie zostało, oprócz starych testów w Magazynie Perkusista czy gdzieś w internecie. Każdy model jest testowany i z czasem udoskonalany. Wracając do Sławka to już w ścisłej współpracy z nim powstały dwa sygnowane przez niego modele rózg, które są w ofercie GK Music.

Zaczęło się od rózg, potem doszły pady do ćwiczenia, poduszka do tłumienia centrali, nakrętki na statywy do blach w kształcie czaszek, shakery aluminiowe      i mosiężne. Oferta się powiększa i będą kolejne nowości jeszcze w tym roku, bo wiesz, jak jesteś otwarty na nowe rzeczy i pomysły, to one same przychodzą Ci    do głowy. Potem to kwestia opracowania i wykonania. Ja ogromną uwagę przywiązuję do jakości oraz do ceny, by produkty GK Music były dostępne dla każdego. W większości wykonywane są ręcznie, więc materiały, z których              są produkowane, cały czas są pod kontrolą.

Wiele osób, które nie znały dobrze produktów GK myślały, że są robione                  w Chinach, ale nie są. Wszystkie są robione w Polsce i to ręcznie!

Przejdźmy do życia, bo przecież ono jest równie ważne, a wręcz najważniejsze, bo inspiruje nas do tworzenia, grania, rozwijania się. Kto i też co inspiruję cię  do grania na perkusji? 

Hmm… dobre pytanie, kto mnie inspiruje… Nie będę oryginalny jak powiem,       że Jeff Porcaro, Simon Phillips, czy Bernard Purdie, ale te wielkie nazwiska jak najbardziej tak, jak i takie zespoły jak U2, Rolling Stones, czy Metallica… Jest ich wiele i wymienić można masę i to w każdym dniu ktoś inny, bo czasem włączysz jakiś film na YT czy FB i się zainspirujesz.

Inspiracja do grania jest cały czas wokół nas, jedna nas motywuje, a inna dołuje, pytanie czy się poddamy i przestaniemy, bo czasem życie nie rozpieszcza, czy postanowimy sobie, że się nie poddajemy i cały czas dążymy do celu, który każdy z nas ma gdzieś w swojej głowie wyznaczony.

Wielką inspiracją jest moja rodzina, moja żona i mój syn.

Motywacja, bardzo ważna umiejętność, którą musimy budować każdego dnia aby zejść do salki i ćwiczyć, bo z reguły człowiek jest leniwy i musi się targać        z sobą, aby coś osiągnąć. Jak to wygląda u ciebie, czym się motywujesz                do systematycznych ćwiczeń, czy to prostu miłość do bębnów i tyle? 

Trochę Cię wyprzedziłem z tym pytaniem i trochę odpowiedziałem wcześniej,     ale można czasem inspirację porównać do motywacji, bo ten co Cię inspiruje także Cię motywuje. Systematyczne ćwiczenie jest bardzo ważne, ale zrobienie sobie przerwy też, ponieważ jak nasz mózg będzie żył w monotonii i w kółko robił to samo (w sensie ćwiczeń w tym przypadku), to istnieje możliwość zapętlenia   się i zgubienia celu po co to robimy. Ludzie z reguły są leniwi, jedni mniej, drudzy bardziej, ale są. Dlatego trzeba się zmuszać (i ja się zmuszam) do pewniej systematyczności, bo inaczej się poplączemy i zagubimy. Czasem lepiej jest oglądnąć coś w necie, poczytać. Ty dużo fajnych tekstów motywacyjnych wrzucasz na FB, które dają do myślenia i rozwijają, jeżeli oczywiście coś w tym kierunku zrobimy. Moim zdaniem trzeba być otwartym, a intuicja sama podpowie co dla nas jest dobre w danym momencie, czy zejść do salki i poćwiczyć, pograć               na bębnach, czy zrobić cokolwiek innego. Jak wiesz, uczę metodą Drum Coachingu i to, o co zapytałeś teraz to jest temat, który często poruszam podczas zajęć. 

Trzeba również pamiętać o tym, że podstawową zasadną grania, czy robienia czegokolwiek jest miłość do tego, pasja, radość, którą z tego czerpiemy lub jakkolwiek ktoś to nazwie, bez tego wszystko co robimy będzie bez życia.

Przypomniało mi się, kiedy opowiadałeś o spotkaniu z Dom Famularo, kiedy wydawało ci się, że jesteś bardzo zajętym perkusistą… i wtedy do Polski przyleciał Dom i zderzyłeś się z ścianą krytyki… Co konkretnie wtedy Dom miał na myśli prostując cię, że jednak znajdziesz więcej czasu jeśli tylko będziesz tego bardzo chciał? 

Tak, pamiętam to spotkanie. Jak wiesz Dom jest bardzo pozytywną i prawie zawsze uśmiechniętą osobą, ale do tego jest stanowczy i wszystko co osiągnął      w swoim życiu może zawdzięczać swojej ciężkiej pracy, determinacji i nie poddawaniu się.

Pamiętam, jak był ostatnio w Krakowie. Siedzimy przy kawie, a on pyta czy już mam to, o co mnie prosił jakiś czas temu, a ja że nie, bo nie miałem kiedy. Wtedy uśmiech zniknął mu z twarzy, popatrzył się na mnie i powiedział „Ty jesteś zapracowany? …wydaje mi się, że ja mam mniej czasu, a potrafię więcej zrobić na czas niż Ty…” Wtedy porozmawialiśmy o organizacji czasu, że im lepiej go sobie zorganizujesz, to będziesz robił więcej, i będziesz miał jeszcze chwile dla siebie. Pamiętam, że mi powiedział na koniec „jak Ci go brakuje, to śpij krócej,                 to będziesz miał go więcej” :-)…

Czy po tym spotkaniu zmieniło się coś w twoim życiu? Pan Famularo, jakim jest człowiekiem prywatnie? 

Zmieniło się to, że zacząłem bardziej działać teraz, a nie odkładać na później.      W tym czasie wszystko się tak jakby nałożyło na siebie, spotkanie z Dom’em            i początki Art Coachingu w zespole. Dom Famularo jest bardzo fajnym człowiekiem, cały czas rozwija się jako muzyk, perkusista, edukator, biznesmen, marketingowiec… co dla mnie jest niesamowite. A na dodatek, to co jest ciekawe, on przestał ćwiczyć w 1982 r, a gra coraz lepiej, bo jak mi powiedział: „byłem młody to zajmowałem się ogarnięciem zestawu i techniką, teraz rozwijam           się jako człowiek i to się przekłada na moją grę”.

Złapmy rzeczywistość! Co myślisz o obecnym rynku muzycznym, czy nie odczuwasz w pewnym sensie przepychu, przewagi kiczu nad dobrą muzyką, przewagi pseudo perkusistów nad solidnymi perkusistami i ten przepych informacji w internecie, czy to nie miesza w głowach młodych ludzi? 

Dobre pytanie, nie chce tu nikogo oceniać jak gra albo gdzie gra, ale generalnie rynek muzyczny, ten Show Biznes trochę większy nacisk kładzie na biznes, na produkt, który trzeba szybko zrobić, szybko sprzedać i szybko na nim zarobić. Każdy to wie i każdy to widzi, oczywiście jest wiele polskich artystów, którzy oprócz tej całej machiny tworzą dobrą muzykę, dobre piosenki i grają świetne koncerty.

Nie rozumiem tego, dlaczego wersje koncertowe u niektórych artystów diametralnie się różnią od tych puszczanych w radio. Kilkakrotnie natknąłem    się na to, że jest gwiazda światowego formatu, której piosenki w radiu mi się nie podobają, a koncerty gra w takich aranżacjach i w takim wykonaniu, że buty spadają. 

To co może mieszać młodym ludziom w głowach, to tzw. lanserka,                              i gwiazdorzenie i sztuczność, co nie do końca przekłada się na poziom gry…

Dlatego zadałem to pytanie, bo dzisiaj dzieciaki mówią – „tak się teraz gra       bo to jest modne”, ale przecież to nie o to chodzi… Jesteś człowiekiem, który goni modę grania czy jesteś wierny sobie i idziesz niezłomnie swoją drogą, którą uważasz za słuszną? 

Wiesz, muzyka jest jedna, to ludzie ją podzielili. Nie ma czegoś takiego, że coś jest nie modne, jak zagrasz dobry groove, to on nigdy nie staje się niemodny. To          o czym mówiłem wcześniej, szczególnie młodzi perkusiści ulegają tzw. modzie grania, chopsom, lansowania się.. Ja też z tym miałem problem, ćwicząc czy grając zastanawiałem się, czy gram tak szybko jak ktoś, czy jeszcze nie… a czy jak tak nie będę grał jak ktoś tam, to czy zostanę zauważony, itp… Jakiś czas temu powiedziałem sobie stop, to prowadzi mnie donikąd. Oczywiście trzeba, a nawet należy, poznać różne style gry, groovy i być na bieżąco z różnymi nowościami muzycznymi, bo to nas kształtuje. Należy o tym pamiętać, że każdy jest inny           i każdy ma inne brzmienie i nigdy nie będziemy lepsi od oryginału, będziemy tylko dobrą kopią.

Zasady są wszędzie te same, trzeba się do nich dostosować, bo bez tego nie będziemy w ogóle grać. Perkusja się rozwija, powstają zestawy hybrydowe, masa efektownych talerzy, werbli, należy, a nawet trzeba to poznać, sprawdzić,            bo może dana rzecz posunie nas we właściwym kierunku… Życie to wędrówka,      a co znajdziemy po drodze, nie wiemy :-)…

Mówię też o tym, by w tym wszystkim poszukać siebie, być sobą i nie dać się wciągnąć w sztuczny świat…

Pomyśl, twoja kariera się kończy, kasa się kończy, nie ma pracy w twojej muzie, i dostajesz telefon od jakiejś gwiazdy Disco Polo, i co wtedy robisz, bierzesz         to czy mówisz – olewam to, wolę nie grać i robić coś innego? 

Haha, dobre! Ja nie mam się o co martwić, bo jestem perkusistą, a żadna żadna gwiazda Disco Polo nie zadzwoni do perkusisty, więc problem mam z głowy!       Ty masz inaczej, bo jeszcze śpiewasz, więc pytanie kieruje do Ciebie, haha ;-)…

Haha, odpowiem ci przy okazji ;-)… A teraz powiedz mi, jakie plany przed Tobą, na co stawiasz teraz, na promocję swoich produktów czy bardziej na granie, ćwiczenie, koncerty? 

Powiem tak, na wszystko! Wszystko co robię, lubię robić. Bardzo podoba mi się określenie Michała Wawrzyniaka (Mental Way) „Zawsze i wszędzie możesz wszystko”. 

Cały czas rozwijam ze swoją żoną firmę GK Music. Wracam również po krótkiej przerwie do nagrywania lekcji na mój kanał YT. Staram się codziennie rano pograć (poćwiczyć), rozwijać oraz cały czas prowadzę zajęcia i gram koncerty.

Tak jak ostatnio podczas naszego spotkania rozmawialiśmy, jesteśmy ludźmi, którzy w danej sytuacji, chwili, przybierają różne role. Raz jesteś perkusistą,       raz edukatorem, raz kierowcą itd. Ja tych ról w życiu zawodowym mam wiele,       a jeśli chodzi o codzienność, to jest ich więcej, sam wiesz… 

Kilka słów od siebie w stronę młodych perkusistów? 

Cieszcie się graniem, dążcie do celu, który sobie założyliście, inwestujcie w siebie, nie poddawajcie się, bądźcie sobą i cały czas się rozwijajcie, tym bardziej póki jesteście młodzi i macie mnóstwo wolnego czasu, bo potem nie dość, że czas szybciej mija, to jest go coraz mniej…

…a w razie pytań, jestem do dyspozycji!

 

Materiał przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: archiwum Grzegorz Krawczyk, Dorota Ostrowska i Anna Szot.

Caban Drummer Fest – „Bębny w swoje ręce!”

Magazyn Perkusista vs Paweł Larysz

18 marca w Starej Kotłowni w Chrzanowie odbyło się bardzo interesujące spotkanie perkusyjne, o którego przebiegu trzeba z pewnością szerzej opowiedzieć. Jest to doskonały przykład na to, jak dużo w budowaniu kariery perkusyjnej zależy od nas samych.

Zapowiadając Caban Drummer Fest napisaliśmy że bębniarze zamiast siedzieć wieczorem  z nosami w tabletach wzięli sprawy w swoje ręce i zorganizowali spotkanie perkusyjne, gdzie aktywnie mogli pobębnić i wymienić się doświadczeniem. Z drugiej strony nie ukrywamy, że gdzieś tam między sobą w redakcji mówiliśmy, że przebieg imprezy nie spełnił wymogów określenie Fest. Mimo, że nie było żadnych wielkich gwiazd i Chrzanów z pewnością stolicą perkusji nie jest, impreza wypaliła jak prawdziwa petarda. Możliwe, że to właśnie w tym tkwił sukces pierwszej edycji, bo jak dowiadujemy się zapowiadane jest kolejne spotkanie. Pamiętajmy jednak, że każda konwencja szybko się wyczerpuje, a poziom zainteresowania nie jest łatwy do utrzymania w kolejnych edycjach. Dlatego też organizatorzy muszą stawiać kroki niezwykle przemyślane, chociaż duża nadzieja tkwi po prostu w ludziach, którzy mają ochotę spędzić przyjemnie czas wśród bębnów. Wielkie miasta są mocno zmanierowane i nie zawsze chce się iść na jakiś pokaz ( bo przecież zaraz będzie ktoś następny…). W Chrzanowie przyjemna atmosfera i brak napinki może być kluczem do sukcesu. O tym wszystkim opowie nam nasz dobry znajomy, którego materiały często goszczą na naszych łamach. Aktywny perkusista Paweł Larysz był jednym  z wykonawców podczas festiwalu. Oprócz niego zagrali także, Jakub Kurdziel, Wiktor Palik i Eryk Gruca.

Malutki Chrzanów i brak tzw. wielkich gwiazd perkusji. Teoretycznie impreza nie miała prawa się udać…

Rzeczywiście, nie mamy w Chrzanowie wielkich nazwisk perkusyjnych, ale za to mamy wielu utalentowanych perkusistów. Dlatego został stworzony ten festiwal, by pokazać lokalnych perkusistów i to, jak bardzo kochają grać na perkusji. Duże nazwiska też kiedyś były małe, nieznane, dlatego zaczyna się od zera, aby dojść na szczyt. Mimo braku wielkich nazwisk impreza się udała, bo włożyliśmy w to nasze serca, a nazwiska buduje się latami! Pomysł wyszedł od Konrada Wichra, który pracuje  w Chrzanowskiej Telewizji Lokalnej. Jako pierwszego uczestnika zaprosił Eryka Grucę i od tej chwili wspólnie nakręcali Caban Drummer Fest. Chodziło o to , żeby pokazać ludziom, że perkusiści to ciekawi ludzie, indywidualiści, zazwyczaj schowani z tyły sceny. Chcieliśmy dać innym możliwość spotkania się z perkusją w cztery oczy, możliwość porozmawiania z perkusistami, a nawet spróbowania swoich sił w konkursach, które zorganizowaliśmy.

 

Skąd twoja obecność?

Zostałem zaproszony jako gość specjalny i oczywiście zgodziłem się, ponieważ kocham grać na bębnach. Pomyślałem, że dam ludziom dużo pozytywnej energii moja grą i zaangażowałem się bardzo w ten festiwal. Zależało mi na jego sukcesie, chcieliśmy przyciągnąć jak największą liczbę osób i udało się, wręcz przerosło nasze oczekiwania i klub był wypełniony po brzegi, z czego bardzo się cieszę. Okazuje się, że sama perkusja budzi większe zainteresowanie niż koncerty zespołów, na które chodzi coraz mniej ludzi, pewnie z czystego lenistwa. Jednak perkusja to serce muzyki i jest bardzo widowiskowym instrumentem, więc ludzie przybyli zaciekawieni, co będzie się działo. Chcieliśmy dać im coś, czego jeszcze w Chrzanowie nie było, a przecież to dobre miejsce na takie imprezy. Chrzanów znajduje się między Katowicami a Krakowem, więc można ściągnąć ludzi z większych miast, bo nie jest daleko, a połączenie jest bardzo dobre. Trzeba działać, uczyć ludzi kultury, odważnie realizować pomysły i przeć do przodu. Już wiem, że odbędzie się kolejna edycja i że odezwali się sponsorzy, chętni wyłożyć pieniądze na rozwinięcie CDF. Super, będzie można zaprosić gwiazdę, która przyciągnie jeszcze więcej ludzi. Stawiamy jednak przede wszystkim na promowanie lokalnych perkusistów, bo jest ich wielu.

Jak wyglądał przebieg imprezy?

Powiem ci, że organizacja była bardzo prężna i jak na pierwszą edycję, to poradziliśmy sobie z tym świetnie. Wspólnie działaliśmy bez żadnego „gwiazdorzenia”. Kolejność perkusistów, którzy występowali na festiwalu, była bardzo dobrze zaplanowana, ponieważ napięcie rosło z występu na występ, ze względu na różnice osobowości i stylu gry oraz mocy z jaką każdy gra, czyli Jakub Kurdziel, Wiktor Palik, Ery Gruca i ja. Jeśi chodzi o Klub Stara Kotłownia w Chrzanowie to idealne miejsce na takie imprezy, duża scena, klub z barem… A więc o klimat i przyjazną atmosferę nie było trudno. Jak na pierwszą edycję, nie było zbyt wiele chaosu i festiwal wypadł profesjonalnie. Rzeczy, które bym poprawił w kolejnej edycji, t na pewno płatny wstęp, bo to też rodzi szacunek dla imprezy i artystów, eliminuje niepotrzebne osoby, choć uważam, że przybyli ci, którzy chcieli przyjść. Jeszcze jedna rzecz, o którą trzeba zadbać, to zatrudnienie konferansjera, który będzie prowadził całą imprezę i dzięki temu odciąży artystów od wzajemnego zapowiadania się. Przyznam, że miało to swój urok, ale przecież nie o to chodzi, żeby się głaskać po głowie, tylko budować coraz lepszy festiwal, a więc do boju. Imprezę wspierały firmy Roland, Music Info ( Aquarian, Sabian, VF ), Music Partners  ( Code, Wincent ), Ada Music ( Zildjian ), StawsS oraz Mapex Polska, a więc wsparcie mieliśmy bardzo duże jak na pierwszą edycję. Byli też tacy, którzy nie wierzyli i nie zaangażowali się z różnych powodów, ale jestem dobrej myśli i wierzę, że w kolejnej edycji będą nas wspierać. Rozdaliśmy bardzo dużo gadżetów i przede wszystkim radość dzieci, które stawiają pierwsze kroki w grze na perkusji, byłą bezcenna. Dwadzieścia lat temu takie wydarzenia były tylko marzeniem. Gdyby ktoś powiedział mi wtedy, że takie wydarzenia będą miały miejsce to powiedziałbym , żeby się puknął w głowę, a dzisiaj mamy „perkusjomanię” i to jest piękne.

Pytanie do ciebie jako muzyka. Jakie nauki wyciągnąłeś z występu na tej imprezie?

Muszę popracować nad emocjami. Bardzo się stresowałem, czego już dawno nie czułem w takim stopniu. Granie koncertów to zupełnie inna bajka. To była nowa sytuacja i zależało mi bardzo, żeby wypaliło i dlatego towarzyszył mi stres, a więc byłe częstym gościem w toalecie ( śmiech )… Zrozumiałem kolejny raz, że moja ciężka praca za bębnami ma sens, że to, co robię i jak się temu poświęcam jest doceniane, za co bardzo dziękuję wszystkim, którzy mnie słuchają  i wspierają. Poza tym, trzeba być otwartym i pozytywnych człowiekiem, dawanie ludziom pozytywnej energii jest piękne, i wiem ze, ile z siebie dasz, tyle do ciebie wróci. Czyli tzw. karma. Zrozumiałem, że zrobiliśmy coś absolutnie bardo dobrego dla ludzi i dla siebie, że udało nam się zrealizować wspólny plan i chyba pierwszą w historii chrzanowskiej imprezę perkusyjną, która wzbudziła wielkie zainteresowanie. Dostałem kolejnego pozytywnego kopa do kontynuacji rozwijania siebie, choć nie mam z tym problemu, ale lubię od czasu do czasu dostać dodatkową dawkę emocji, która nakręca mnie do jeszcze bardziej intensywnego ćwiczenia i grania. Kocham być między ludźmi, grać dla ludzi, czuć te naturalne emocje, czuć zapach bębnów, które dostają solidny łomot podczas występów. Trzeba grać, grać i jeszcze raz grać i wspierać się, bo muzyka to nie zawody, tyko piękna sztuka, którą trzeba pielęgnować, rozwijać i dzielić się nią z innymi.

Materiał przygotował: Magazyn Perkusista

Zdjęcia: Foto Projekt 35mm – Paweł Ludwikowski