Wojtek Deręgowski… Petarda młodego pokolenia!

         Obserwując jak szybko rozwija się świat perkusji w dzisiejszych czasach, jak bezkompromisowo łamią się zasady gry na perkusji i jakie talenty świat odkrywa, mogę śmiało powiedzieć, że mój kolejny gość, jest właśnie tym młodym przykładem, który idealnie wkomponował się w dzisiejszy świat. Niesie za sobą wielki talent, pracowitość, ogromną świadomość, solidny groove, feel, time oraz bardzo skutecznie buduję swoją markę w Social Media, co dzisiaj jest marketingowym priorytetem.

W swoim młodym wieku, posiada już ogromne doświadczenie sceniczne oraz studyjne. Jako nastoletni chłopak wyjechał za ocean i zdobywał wiedzę w prestiżowej uczelni Berklee College of Music w Bostonie. 

Jest przykładem i idolem dla tysięcy perkusistów na całym świecie, a Polska jest tego małą częścią. Można się od niego uczyć, jak skutecznie budować swoją karierę w mediach społecznościowych, jak prowadzić szkołę perkusyjną online,, jak budować jej popularność i co w niej przekazać aby budziła coraz większe zainteresowanie, które sięga aż do USA czy Brazylii i wielu innych krajów. 

Jego filmy na Instagramie zbierają dziesiątki tysięcy wyświetleń, ale to nie przypadek ani opłacone lajki, lecz wynik jakości, systematyczności, pracowitości oraz wytrwałości w dążeniu do założonego celu. Dlatego klikając w jego filmy, możemy być pewni, że znajdziemy coś ciekawego dla siebie.

Co porabia obecnie, jak bardzo jest zapracowany, jak postrzega życie perkusisty w Polsce i co zaprezentuje nam na zbliżającym się wielkimi krokami Śląskim Festiwalu Perkusyjnym, który odbędzie się już w tą niedzielę 11 listopada w Chorzowskim Domu Kultury?

Myślę, że mój wyjątkowy gość, opowie wam to najlepiej ;-)…

 

Cześć Wojtku! Bardzo się cieszę, że udało nam się wreszcie zrealizować wywiad. Uważam, że jesteś bardzo ważną częścią młodego perkusyjnego pokolenia, a wręcz idolem dla wielu, bo patrząc na ilość Twoich wyświetleń na Instagramie czy Youtubie, które osiągają dziesiątki tysięcy, nie mam wątpliwości, co do Twojej popularności. Jak Ty to robisz, że tak dużo ludzi ogląda Cię na Insta?

Cześć! Również bardzo mi miło, że mogę uczestniczyć w tej rozmowie. Dziękuję za ciepłe słowa na powitanie. Rzeczywiście całkiem sporo ludzi zebrało się na moich kanałach social media, co mnie zresztą bardzo cieszy, bo to oznacza, że moja twórczość i gra jest dla innych interesująca i spotyka się z pozytywnym odbiorem. 

Mój kanał na Instagramie nie zdobył popularności w ciągu dnia, czy tygodnia, lecz budowanie takiej dość silnej jego pozycji zajęło kilka lat i bardzo dużo pracy. Sukces w tym przypadku polega głównie na regularności działań oraz wymyślaniu ciekawego contentu o dobrej jakości. Bardzo dużą zaletą całego procesu dbania o Instagrama w moim przypadku jest to, że mogę połączyć te działania z ćwiczeniem i doskonaleniem swojej gry. Nagrywanie oraz późniejsze słuchanie materiału jest metodą, która kompletnie zmieniła mój styl ćwiczenia. Pchnęło mnie to mocno do przodu i pozwoliło na doskonalenie najmniejszych detali, o które bardzo staram się dbać.

Myślisz, że Twoje doświadczenie z Stanów Zjednoczonych, procentuje teraz w Polsce, gdzie temat perkusji osiąga coraz większą popularność?

Doświadczenie, które nabyłem w Stanach z pewnością procentuje teraz w tym co robię. Trudno ograniczać to tylko do Polski, ponieważ w swoich działaniach wykraczam stanowczo poza te granice. Jednak zauważyłem, że sam fakt uczęszczania do szkoły muzycznej w Stanach sprawia, że muzycy w Polsce darzą mnie zaufaniem. Niewielu z naszych rodaków miało okazję się tam uczyć, dlatego też myślę, że jest to w pewnym sensie coś, co mnie wyróżnia. Nie lubię jednak, gdy jest to jedyne, co ktoś o mnie wie. Nawet po czterech latach od powrotu do kraju często kojarzony jestem jako „osoba, która uczyła się w Berklee”, koniec. Rozważając granice Polski, moje usilne trudy przyćmienia tego faktu innymi osiągnięciami na niewiele się zdają, jednak biorąc pod uwagę skalę całego świata, pierwszorzędnymi informacjami dla ludzi jest to jak gram, a sprawa szkoły, w której się uczyłem nie ma już tak dużego znaczenia, co mnie bardzo cieszy.

Wiedzę na temat Social Media również zdobywałeś za oceanem?

Całą wiedzę, a bardziej może doświadczenie w kwestii social media zdobywałem samemu dzięki metodzie prób i błędów oraz pewne intuicyjne działania. Kiedy studiowałem w Berklee, moje konto na Instagramie miało dopiero kilka miesięcy i traktowałem je bardziej prywatnie wrzucając zdjęcia niezwiązane z perkusją i muzyką. W samej szkole nie uczono ściśle o social media (a przynajmniej nie na zajęciach, na które uczęszczałem), ale mówiono o potrzebie promocji oraz budowania wizerunku artysty również w Internecie. Dopiero po powrocie do Polski bardziej zaangażowałem się w te kwestie. Początkowo publikowanie filmów perkusyjnych na Instagramie miało dla mnie charakter bardziej miary własnego postępu w grze, niż chęci prezentacji szerszej publiczności. Szybko okazało się jednak, że ludzie zaczęli się interesować moimi pomysłami, więc zdecydowałem się pójść za ciosem i regularnie publikować muzyczny i perkusyjny content. 

Czy popularność w internecie przekłada się na zarabianie pieniędzy czy obecnie nie masz żadnych korzyści materialnych z tego powodu?

Korzyści materialne z prowadzenia kanałów social media w moim przypadku są bardzo pośrednie. Nie dostaję pieniędzy za żaden opublikowany post, ani za ilość wyświetleń, czy reklamę produktu. Do korzyści materialnych natomiast należą zdecydowanie możliwości, których bym nie miał gdyby nie prowadzone przeze mnie profile. Do nich zaliczam zdecydowanie koncertowanie z artystami, praca studyjna, lekcje online i prywatne, ale również korzyści w postaci sprzętu, który coraz częściej dostaję za symboliczne kwoty. Jestem pewien, że to wszystko nie byłoby możliwe, gdyby nie szeroko prowadzona działalność w Internecie, a na pewno nie w takim stopniu i na taką skalę. 

A tak ogólnie, czy łatwo jest utrzymać się w Polsce z pracy jako muzyk/perkusista, jak to oceniasz i jak to się układa u Ciebie?

Z pewnością nie jest to łatwy chleb, myślę, że nie tylko w Polsce. Jednak zawsze jestem zdania, że jeśli robi się coś z pasją i determinacją, jest się w stanie osiągnąć wiele. Mówi się „dla chcącego nic trudnego” i dla obszaru jakim jest muzyka, świetnie się to sprawdza. Trzeba być cierpliwym i nie bać się zainwestować. W moim przypadku układa się to całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że jestem dość świeży na tym rynku. Jak już wspomniałem działam nie tylko jako muzyk koncertowy, ale również studyjny, do tego uczę i prowadzę szkołę online. Jest to całkiem sporo źródeł, z których spływają środki, dlatego też nie narzekam. 

Skoro jesteśmy w temacie pracy i pieniędzy to, z kim obecnie pracujesz na scenie i jak dużo koncertujesz?

Obecnie współpracuję z Moniką Lewczuk, z zespołem Sorry Boys, Marceliną oraz Rosalie. Składów jest sporo, a więc koncertów również. Bardzo cieszy mnie  fakt, że każdy z zespołów jest zupełnie inny i dzięki temu moje doświadczenie również staje się coraz bardziej wszechstronne. Wchodzi tutaj w grę odmienna stylistyka i zarazem też publiczność. Każdy z tych zespołów wymaga innego podejścia pod względem brzmienia i wrażliwości muzycznej. Granie z jednym zespołem oznacza przewagę dużych scen plenerowych i festiwali, a z innym cześciej odwiedzamy kluby i mniejsze sale koncertowe. Myślę, że dla rozwijającego się muzyka taki układ jest niemal idealny.  

Wspomniałem wcześniej o Stanach i nie bez powodu, ponieważ studiowałeś w USA. Opowiedz na jakiej uczelni studiowałeś, jak było, jak długo?

Zgadza się, studiowałem w Berklee College of Music w Bostonie. Wybrałem się tam zaraz po ukończeniu liceum w 2014 roku i spędziłem tam pół roku ucząc się według czteroletniego programu, po czym wróciłem do kraju. Możliwość studiowania na takiej uczeni była niesamowitym doświadczeniem, które myślę, że towarzyszyć mi będzie jeszcze bardzo długo. Berklee to z pewnością jedno z najlepszych miejsc do rozwoju muzyka. Nie ukrywam, że był to dla mnie również intensywny czas rozwoju mojej osobowości i charakteru. Styczność z tak wszechstronnym środowiskiem muzycznym bardzo mnie zainspirowała i nadal czuję w sobie tę inspirację. 

Czy każdy może sobie tak po prostu wyjechać do Stanów i rozpocząć naukę, czy trzeba najpierw w Polsce ukończyć odpowiednie szkoły, później przejść jakieś kwalifikacje, zdać egzaminy i dopiero można lecieć za wielką wodę?

Jeśli chodzi o wymagania jakie trzeba spełnić, aby dostać się do Berklee, to należy wyróżnić głównie przesłuchania, które odbywają się w czasie procesu rekrutacji. Organizowane są w większych miastach na całym świecie, o ile się coś nie zmieniło, w Polsce nie. W celu przystąpienia do nich poleciałem do Londynu. Przesłuchanie składa się z czterech praktycznych części oraz wywiadu. Pierwsza część to przygotowany utwór. Może to być cokolwiek, co uważamy, że najlepiej zaprezentuje nasze umiejętności i muzykalność. Następna część to style muzyczne. W moim przypadku komisja wyciągnęła instrumenty i zaczęliśmy wspólnie improwizować w takich stylach jak jazz, funk, samba, bossa-nova, czy mambo. Dalej komisja testowała umiejętności czytania nut. Ostatnią częścią było kształcenie słuchu, które dla perkusistów zazwyczaj ogranicza się do odśpiewania melodii, czy odszukania rytmu. Po części praktycznej jest wywiad, który polega na rozmowie o aspiracjach, ambicjach i dotychczasowej edukacji muzycznej.

Aby dostać się do Berklee nie trzeba mieć ukończonej żadnej szkoły muzycznej. Ja nie chodziłem do takiej w Polsce, a do Berklee pojechałem zaraz po ukończeniu liceum ogólnokształcącego. Zdanie matury to obecnie jedyny edukacyjny wymóg razem z określonym poziomem języka angielskiego, który udowadnia się z pomocą konkretnego certyfikatu.

Czy życie i nauka w Berklee to, amerykański sen, mam na myśli – wystarczy tam pojechać i z łatwością można spełniać swoje marzenia, czy jak wszędzie, trzeba mocno zasuwać, żeby osiągnąć sukces?

Zdecydowanie jest jak wszędzie. Myślę, że w każdej dziedzinie w sukces wpisana jest ciężka praca, oddanie i poświęcenie. I nie ma tutaj znaczenia położenie geograficzne, czy kraj w którym żyjemy. Oczywiście w Stanach możliwości w dziedzinie muzyki jest dużo więcej niż na przykład w Polsce, natomiast pojawia się inny problem – konkurencja jest ogromna. Tam żeby osiągnąć znaczący sukces trzeba być jednym z najlepszych na świecie, a nie tylko jednym z najlepszych w Polsce. Jest różnica, prawda?

Ogromna różnica! Czy mógłbyś opisać mniej więcej tygodniowy plan studenta jaki miałeś na uczelni w Berklee, ponieważ ciekawi mnie jak bardzo napięty miałeś grafik?

Plan zajęć w Berklee na pierwszy rzut oka nie jest wcale napięty, zaledwie od jednej do czterech godzin zajęć codziennie. I oczywiście na tym może się skończyć, lecz każdy, kto szuka jeszcze większego rozwoju i nieustannych możliwości doskonalenia siebie na tym nie poprzestanie. W moim przypadku grafik wypełniał się po brzegi poprzez zajęcia dodatkowe, próby, wspólne jamowanie, oczywiście sesje ćwiczeniowe… Krótko mówiąc nie było czasu na nudę, ani obijanie się.

Chodzi mi po głowie jeszcze jedno pytanie co do Berklee… W Stanach mimo większej konkurencji, są większe możliwości więc dlaczego wróciłeś?

Mój powrót był dla mnie trudną decyzją, ponieważ studiowanie w Berklee było moim wielkim marzeniem, które udało mi się spełnić. Z założenia miałem początkowo ukończyć czteroletni program, lecz życie szybko zweryfikowało te plany. Chodzi tutaj głównie o kwestie finansowe, ponieważ studiowanie w Stanach jest ogromną inwestycją. Pomimo częściowego stypendium, trudno było się utrzymać. Na moją decyzję wpłynął również fakt, że cała moja rodzina oraz znajomi mieszkają w Polsce, a mi, będąc człowiekiem mocno przywiązanym do innych, trudno było żyć tak daleko od wszystkich cennych dla mnie ludzi.

Jednak patrząc z perspektywy czasu bardzo dobrze się stało. Nie dość, że zdobyłem wiedzę i poglądy, po które pojechałem do USA, zaraziłem się “zachodnim” myśleniem, które nieustannie wdrażam w swoje działania, to jeszcze zaoszczędziłem czas, który zainwestowałem w samorozwój i budowanie silnego wizerunku.

Jak wygląda edukacja w Stanach i na co szczególnie kładzie się nacisk?

Edukacja muzyczna w Stanach bardzo dobrze odpowiada moim początkowym założeniom, którym jestem wierny od samego początku mojej drogi jako muzyka. Nacisk kładzie się głównie na muzykalność, artyzm, ekspresję siebie, swojego stylu i emocji. Dużo mniej uwagi zwraca się na aspekty techniczne, gdyż jest to drugorzędna sprawa. Góruje tam skupienie na brzmienia i feelingu oraz współpracy w zespole.

Przejdźmy do twojej szkoły gry na perkusji online. Jak oceniasz jej zainteresowanie?

Biorąc pod uwagę jej niedawną premierę, szkoła ma się bardzo dobrze. Zainteresowanie rośnie, choć mocno skorelowane jest z reklamowaniem jej na moich kanałach social media. Zauważam ogromne zainteresowanie szczególnie tematem grania na pojedynczej stopie. Poświęciłem dużo czasu dopracowując tę sferę gry na perkusji, więc myślę, że jestem w stanie przekazać sporą wiedzę i wiele wskazówek na ten temat. Dostaję również bardzo pozytywny feedback odnośnie lekcji, z czego bardzo się cieszę.

Czy otworzyłeś ją, bo wszyscy dzisiaj otwierają szkoły i stwierdziłeś, że Ty też otworzysz, bo to dobry biznes, czy po prostu marzyłeś o tym, masz swoją ideę, którą chcesz przekazać i uważasz że szkoła taka jak Twoja jest potrzebna w Polsce?

Zacznę od tego, że moja szkoła nie jest skierowana do polskich perkusistów. Staram się trafić do jak najszerszego grona odbiorców, a jest to możliwe tylko dzięki tworzeniu lekcji w całości w języku angielskim. Powodem takiej decyzji jest fakt, że wśród moich obserwatorów na Instagramie Polacy nie są nawet jednym procentem. Głównie są to ludzie z USA (20%), Brazylii (9%), Indonezji (8%), czy Indii (6%). Te statystyki doskonale są odzwierciedlone w sprzedaży lekcji online.

Materiałów edukacyjnych jest teraz mnóstwo. Naprawdę mamy w czym wybierać, jednak wraz z tym faktem pojawia się również problem mądrego wyboru, a więc poświecenia czasu temu, co jest naprawdę wartościowe oraz najlepiej spełni nasze oczekiwania. W swoich lekcjach oferuję szeroką wiedzę na konkretne tematy oraz prosty sposób jej przekazania. Od zawsze lubiłem przekazywać wiedzę, a że perkusja i muzyka to obszar, który mocno zgłębiłem w ciągu ostatniego czasu, wreszcie mogę dać prawdziwy upust moim edukacyjnym zapędom.

Zobaczmy na życie perkusisty od kuchni. Dzisiaj nie wystarczy już tylko grać na perkusji, grać koncerty ale trzeba być też swoim managerem, tour managerem, kompozytorem, uczyć, prowadzić warsztaty i nagrywać w studio. Najlepiej mieć swoje studio aby w nim pracować, nagrywać zespoły czy też swoje ślady dla różnych zespołów. Myślę że świat trochę zwariował, bo to zbyt dużo obowiązków jak na jednego człowieka. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?

Myślę, że każdy perkusista działa w obszarach, w których się spełnia. Nikt nie jest zmuszany aby oprócz grania koncertów też uczyć, czy komponować. Również edukator niekoniecznie musi koncertować. Myślę, że każdy ma swoje miejsce w tym wszystkim, jedni szersze, drudzy specjalizują się w wąskim zakresie swoich muzycznych działań i obowiązków. Ja jestem typem człowieka, który jak się angażuje, to na wiele sposobów i w wielu kierunkach, dlatego też jestem zarówno swoim własnym managerem, uczę i prowadzę warsztaty, koncertuję i nagrywam w studio. Jedyne co mnie póki co omija to komponowanie, ale myślę, że i na to przyjdzie czas.

Czyli jesteś jednym z tych perkusistów, którzy organizują wszystko na własną rękę.

Wszystko związane z budowaniem mojej kariery robię całkowicie sam. Największym ciężarem czasowym jest prowadzenie strony internetowej z lekcjami online oraz Instagrama. Samodzielnie nagrywam całe audio i video, miksuję, składam filmy, tworzę grafiki, piszę nuty, buduję i moderuję stronę internetową… Jest tego trochę, ale nabrałem już w tym wszystkim doświadczenia i teraz zajmuje mi to naprawdę mało czasu. Dostaję czasem propozycje pomocy w ogarnianiu tego wszystkiego i byłby to dobry pomysł gdyby nie moja wewnętrzna ambicja i chęć zrobienia wszystkiego całkowicie po swojemu. Dzięki temu wiem, że mogę na sobie polegać i że będę z tego zadowolony, a jeśli nie, to będzie to tylko moja wina.

Przejdźmy do sprzętu. Jesteś endorserem blach marki Meinl. Jestem ciekaw jak rozpoczęła się przygoda z tą bardzo popularną marką blach?

Zgadza się, na blachach Meinl gram właściwie od początku mojej drogi. Były to moje pierwsze blachy (konkretnie seria MCS), dlatego też pewnie czuję do produktów tej firmy spory sentyment. Oczywiście próbowałem również innych firm, różnych ich modeli. Świetnie gra mi się na blachach Zildjian, jednak zawsze wracałem do Meinla.

Przygoda z Meinlem rozpoczęła się nieco ponad dwa lata temu, kiedy to otrzymałem od nich bardzo zaskakującą i przyjemną wiadomość dotyczącą chęci zawiązania współpracy. Moja odpowiedź nie mogła brzmieć inaczej niż „wchodzę w to!”. Cała ta sytuacja związana była z dynamicznie rosnącą popularnością w Internecie, jestem tego pewien.

Słyszałem wiele opinii na temat tych blach – dobrych i złych ale nie mnie je oceniać. Po drugie, ile ludzi tyle opinii. Powiedz, jak Ty oceniasz blaszki Meinl?

Opinie są różne, jak ze wszystkim. Dla mnie świetnie wpisują się w kierunek brzmienia, do którego dążę, szczególnie mówię tutaj o serii Byzance. Są to blachy z najwyższej półki, wszystko tam się zgadza. W talerzach Meinl najbardziej podoba mi się fakt, że dzięki nim nieustannie się rozwijam. Kiedy dostaję nowe blachy, naturalnie zmuszają mnie do zmiany wrażliwości i do szukania ciekawych sposobów na wplecenie ich charakterystycznych i nowych dla mnie brzmień do mojej gry.

Jednak jak wiadomo współpraca z firmą to nie tylko sprzęt, ale może nawet bardziej ludzie, którzy za tym stoją. W Meinlu naprawdę poczułem się jak w rodzinie. Myślę, że nie należę do tych bardzo wymagających jej członków, jednak wszystkie moje potrzeby są zaspokajane i równocześnie cieszę się, że mogę wspomóc jej wzrastanie. Wszystko to odbywa się w bardzo przyjacielskiej atmosferze, więc czego chcieć więcej.

Super! W takim razie co z bębnami, promujesz jakąś markę czy masz luźny wybór w zestawach perkusyjnych i możesz sobie grać na dowolnej marce?

Jeśli chodzi o bębny to mam luźny wybór co do marki. Z mojej strony jest to celowe, ponieważ dostawałem już ciekawe propozycje od różnych firm, ale uważam, że jeszcze nie jestem na to gotowy. Cały czas kształtuję swoje brzmienie, próbuję i szukam. Staram się być bardzo otwarty na różne możliwości i brzmienia. Do tego pojawiło się niedawno u mnie zainteresowanie bębnami starymi, zapoczątkowane przez zakup Slingerlanda z lat 70. Zakochałem się w ich wrażliwości na każdy niuans artykulacyjny oraz w tym jak różnie mogą zabrzmieć. Wiele się z nimi nauczyłem i myślę, że jeszcze sporo przede mną, dlatego w najbliższym czasie na pewno nie zwiążę się z konkretną firmą produkującą bębny.

Niektórzy perkusiści utożsamiają się z ulubionymi markami. Osobiście to robię i DW jest dla mnie jak rodzina! A jakich bębnów Ty używasz i czy też traktujesz bębny bardzo osobiście?

Obecnie mam trzy zestawy bębnów, z których aktywnie korzystam. Pierwszy wspomniany już Slingerland z lat 70. w czerwonej brokatowej okleinie. Jest to zestaw, którego używam najczęściej nie tylko na koncertach, ale tez w studio. Najczęściej również pojawia się w moich filmach. Następnie bardziej nowoczesne brzmienie prezentuję używając zestawu DW Collectors w niebieskiej brokatowej okleinie oraz PDP Concept Maple.

Jak widać, nie utożsamiam się z konkretną marką, ponieważ jest to dla mnie drugorzędna sprawa. Na pierwszym miejscu zawsze stawiam brzmienie i różnorodność, jaką mogę zaprezentować.

Śląski Festiwal Perkusyjny zbliża się wielkimi krokami, więc emocje na pewno rosną. Czy to będzie jeden z pierwszych Twoich festiwali tej rangi czy masz już za sobą występy na wielkich festiwalach perkusyjnych?

Jeśli chodzi o wielkie festiwale perkusyjne, jest to mój pierwszy, dlatego nie ukrywam podekscytowania związanego z moim występem. Wcześniej były to raczej mniejsze, kameralne niemal imprezy, czy warsztaty organizowane dla mniejszego grona odbiorców. W ciągu ostatnich kilku lat oswoiłem się nieco z większym rozmiarem sceny, bardzo to lubię, dlatego sądzę, że będę się czuł wspaniałe!

Nie ujmując Tobie klasy ani jakości, bo darzę Cię wielkim szacunkiem jako człowieka i muzyka. Co czujesz myśląc, że zagrasz na jednej scenie z takimi osobowościami jak: Kerim Lechner, Robert Luty czy niesamowity Mike Johnston?

Czuję z pewnością ogromną ekscytację, ale również pewne niedowierzanie. Ranga osobistości, które wystąpią na festiwalu jest ogromna. Nie spodziewałem się, że kiedyś wystąpię w takim składzie, dlatego też z pewnością będzie trochę stresu. Postaram się jakością swojego występu w żadnym stopniu nie odstąpić od levelu pozostałych występujących. Jest to bardzo trudne zadanie, ale poprzeczki trzeba stawiać sobie wysoko, w przeciwnym razie możemy zapomnieć o wielkich marzeniach i rozwoju.

Szykujesz jakieś niespodzianki na festiwal czy trzymasz się zimno swojego planu i nie ma u Ciebie miejsca na spontany czy niepotrzebne zagrywki?

A kto powiedział, że w planach nie może być niespodzianek, hehe. Występując lubię reagować na to, co się dzieje wśród publiczności i dostosowywać do tego to, co chcę zaprezentować. W ramach występu perkusyjnego z elementami warsztatów jest tutaj spore pole do popisu. Czasu nie jest zbyt wiele, więc też nie ma co czynić wielkich planów z licznymi wątkami. Mam kilka spraw o których chciałbym wspomnieć w trakcie części warsztatowej, ale będę również bardzo zadowolony jeśli wszystkie te kwestie zastąpią pytania od publiczności. Z pewnością stałym i niezmiennym fragmentem będzie gra.

Twoją największą zaletą jest wiek, jesteś młodym, zdolnym i bardzo świadomym człowiekiem i jeszcze wiele przed Tobą ale… Ciekawi mnie, co było dotychczas Twoim największym muzycznym osiągnięciem mimo młodego wieku?

Dziękuję bardzo, chyba czasem sam nie mam świadomości swojego wieku. Chciałbym wszystko na teraz, niecierpliwię się, kiedy widzę jak inni osiągają najróżniejsze sukcesy. Też chciałbym być już dużo dalej, a przecież dopiero niedawno wdrożyłem się w to środowisko i mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną. Z jednej strony moja niecierpliwość może się wydawać lekkomyślna, ale z drugiej motywuje mnie do działania i nie zaprzestawania pracy.

Co do największego dotychczas osiągnięcia, myślę, że jest to sukces mojego Instagrama. Różne mogą być opinie na ten temat, ale jest to coś, co osiągnąłem sam, włożyłem w to mnóstwo pracy i zainwestowałem dużo czasu i trochę pieniędzy. Teraz zauważam, że otwierają się przede mną furtki, które byłyby zamknięte, gdyby nie moja działalność w Internecie. Dzięki temu otworzyłem się nie tylko na Polskę, ale również na cały świat.

Kiedy myślisz o przyszłości, o czym marzysz jako perkusista?

Z pewnością jest to granie wielkich koncertów z wielkimi artystami. Mimo że jestem na codzień spokojnym człowiekiem, czasem wręcz nieco nieśmiałym, to na scenie czuję się naprawdę świetnie. Wiem, że nie jest to łatwa praca, dużo podróży, mało czasu spędzonego w domu, ale jest to coś, w czym chciałbym się spełniać. Jest to moje marzenie, jednak jestem otwarty na inne drogi mojej kariery. Będę naprawdę zadowolony z pracy w studio, czy zajęcia się edukacją. Czas pokaże.

Czy posiadasz jakieś inne zainteresowania poza Twoją największą pasją czyli muzyką? 

Oczywiście poza tym, że jestem perkusistą i muzykiem, jestem też normalnym człowiekiem, choć może się to wydawać oksymoronem haha! Wśród moich pozostałych zainteresowań można znaleźć zdecydowanie kino. Uwielbiam spędzać wolny czas oglądając filmy. Jestem również miłośnikiem zwierząt, a posiadając kilka psów siłą rzeczy spędzam z nimi sporo czasu. Do tego bardzo lubię długie spacery do tego stopnia, że często rezygnuję z jazdy autem czy komunikacją, oczywiście jeśli jest to możliwe czasowo, czy logistycznie. 

Ja osobiście uwielbiam sport, chodzenie po górach, podróże, czytanie książek, daje mi to równowagę i dzięki temu utrzymuję świeżą energię do działania. Jak to działa u Ciebie?

Oczywiście, świeżość umysłu i równowaga są bardzo ważne we wszystkim co się robi. Moje pozostałe zainteresowania pozwalają mi na oderwanie myśli i również dają mi mnóstwo inspiracji. Uwielbiam czerpać ją nie tylko od innych perkusistów i muzyków, ale z natury, z innych dziedzin sztuki, a nade wszystko z kontaktów z innymi ludźmi. Rodzina jest dla mnie niesłychanie ważna i czas z nią spędzony cenię ponad wszystko. Daje mi to emocjonalną stabilizację oraz również uporządkowanie pewnych kwestii w mojej głowie.

To może na koniec klasycznie, coś od siebie dla młodych pasjonatów perkusji, jakaś złota rada, podpowiedź, jak skutecznie budować swoją karierę perkusisty i wytrwać w dążeniu do celu?

Przede wszystkim nie poddawać się. Budowanie swojej kariery jako perkusisty nie jest łatwą drogą, a wszelkie zwątpienia i niepewności stanowczo ją zaburzają. Trzeba potraktować ją jako pewnego rodzaju inwestycję, która może zwrócić się po roku, ale równie dobrze po piętnastu latach albo i dłużej. Bardzo ważna jest determinacja, ale ponad wszystko pasja, bo to ona nas napędza i sprawia, że jesteśmy w stanie mieć cierpliwość i osiągać naprawdę wiele.

 

Przygotował: Paweł ‚Mr. Sticky’ Larysz

Zdjęcia: archiwum Wojtek Deręgowski.