WIKTOR PALIK – Największa Nadzieja Perkusyjna!

 Największa nadzieja zdaniem głosujących w plebiscycie Polskich Nagród Perkusyjnych edycji 2017, chociaż tak naprawdę nazwisko młodego utalentowanego muzyka przewija się w środowisku perkusyjnym już od jakiegoś czasu.

Nie chodzi tu o wypisywanie jakiś internetowych „mądrości” w oparciu o przeczytany tekst w Perkusiście czy też newsa na stronie Zildjian. Mówimy tu o jakości gry, a jest to kawał solidnego bębnienia, które przykuwa uwagę.

Dodatkowo widać w jego działaniach zaangażowanie i wiarę w to, co robi. Trudno się dziwić, bo przy takim wsparciu, jakie dostał i dostaje od swoich rodziców, grzechem byłoby zmarnować taki talent. Rzadko kiedy zdarza się, żeby mama w tajemnicy wysłała zgłoszenie na konkurs perkusyjny bez wiedzy syna, żeby zrobić mu niespodziankę lub tata, który pomaga synowi wozić, nosić, rozkładać i składać sprzęt, żeby syn spełniał swoje marzenia, związane z grą na perkusji.

Otrząśnijmy się jednak nieco z tego hollywoodzkiego filmu, wróćmy na ziemię i podkreślmy pracę, ciężką pracę nad instrumentem, bez której wsparcie i talent nie wystarczą. Osobiście mogę potwierdzić, że Wiktor to bardzo pracowity chłopak i wszystko co zdobył, wypracował sobie swoimi nogami i rękami.

Kiedy miałem przyjemność dawać mu lekcję gry na perkusji, sam musiałem się dobrze zastanowić, co mogę poprawić w jego grze lub w jego myśleniu, bo przecież chłopak świetnie radzi sobie za zestawem. Zawsze stawiał wysoko poprzeczkę, grając na konkursach perkusyjnych utwory takich gigantów jak, jak Dream Theater czy Porcupine Tree.

Jest młodym chłopakiem, ale można o nim pisać i pisać, tylko że wtedy nie dopuszczę go zupełnie do głosu, a warto, żeby sam się zaprezentował.

Jak się czujesz będąc Nadzieją Perkusyjną nr 1 w Polsce?

To ogromne wyróżnienie i niesamowite przeżycie. Odbieram tą nagrodę jako coś bardzo zobowiązującego. Czeka mnie jeszcze więcej pracy. Ale to również doskonała motywacja do ćwiczeń i szlifowania warsztatu. Z tego miejsca pragnę wszystkim podziękować za głosy.

Spodziewałeś się takiego wyróżnienia?

Nie przeszło mi to przez myśl. Sama nominacja była dla mnie fantastyczną niespodzianką!

Jak zareagowałeś na tą wiadomość?

W pierwszej chwili nie wiedziałem co powiedzieć, byłem ogromnie zaskoczony! Później do tych emocji dołączyło jeszcze ogromne szczęście, więc było jedno wielkie – wow!

Taka nagroda to wielka odpowiedzialność. Czy zamierzasz to wykorzystać, że zostałeś doceniony przez najważniejszy magazyn perkusyjny w Polsce i będziesz starał się utrzymać poprzeczkę wysoko jak dotychczas?

Cały czas staram się doskonalić i działać wykorzystując sto procent swoich możliwości. Zawsze starałem się nie próżnować na rynku muzycznym, tak też dzieje się w tym roku. Mam za sobą sporo koncertów, dwie nagrane płyty oraz kilka innych sesji studyjnych. Mam nadzieję że w przyszłych latach ta liczba będzie rosła, a ja będę mógł dalej poszerzać swoje muzyczne horyzonty.

Wiążesz profesjonalną przyszłość z perkusją czy traktujesz to jako hobby, taki przyjemny dodatek w twoim życiu?

Byłoby cudownie robić w życiu to co naprawdę się kocha i temu poświęcać z przyjemnością każdą wolną chwilę. Ale nasze marzenia często rozbiegają się z rzeczywistością, która nie jest taka kolorowa. Rozpocząłem studia, które bardzo mnie interesują ale nie przekreślam swoich marzeń o zawodowym graniu. Jakkolwiek potoczy się moje życie, to mogę śmiało powiedzieć, że dzięki pasji muzycznej moje dotychczasowe życie jest bardziej ciekawe i bogate w doświadczenia bez których nie byłbym tym samym człowiekiem.

Jak obecnie wygląda twoje życie muzyczne, co porabiasz, z kim grasz?

Zawsze byłem muzycznym pracoholikiem, tak też jest teraz. Gram na stałe w 3 zespołach. W metalowym, pop-rockowym i Big Bandzie. Staram się nie zamykać na jakiś gatunek muzyczny. Granie lub próbowanie swoich sił w różnych stylistykach na pewno pomaga odnaleźć się podczas np. nagrywania w studio jako muzyk sesyjny. Zeszły rok miałem typowo koncertowy. W tym znów mam sporo nagrań w studio, tak więc nie mogę narzekać na monotonność.

Co do studiów… Czy poszedłeś w kierunku muzycznym czy wybrałeś coś zupełnie innego aby zabezpieczyć swoją przyszłość?

Po zdaniu matury rozpocząłem studia na Uniwersytecie Wrocławskim na kierunku Dyplomacja Europejska. Był to dobry wybór, choć nie ukrywam, że kierunek do łatwych nie należy. Pasja, która oczywiście może stać się sposobem na życie czasem może nie wystarczyć. Dlatego lubię mieć plan B.

Wybrałeś Wrocław, a to duże miasto z wielkimi możliwościami. Myślisz o tym, żeby rozwijać tam swoją przyszłość z muzyką czy podporządkowujesz teraz swoje życie studiom?

We Wrocławiu są o wiele większe możliwości niż na moim rodzimym podwórku. Jak narazie oswajam się z otoczeniem, poznaję studenckie życie, jednak studia to też sporo nauki. Jednakże staram się nie odpuszczać i  być jak najbardziej rzetelny dla moich zespołów.

Wróćmy do korzeni… Jak zaczęła się twoja historia z perkusją, czy to rodzinna tradycja, czy tak sam od siebie zacząłeś grać bo pokochałeś perkusję?

Moja przygoda zaczęła się w wieku 10 lat, ponieważ właśnie na dziesiąte urodziny dostałem pierwszą upragnioną perkusję. Dorastałem w domu, w którym nie grały popularne stacje radiowe, wręcz przeciwnie moi rodzice mają dobry gust muzyczny i lubią posłuchać dobrego rock’a jak i muzyki klasycznej. Kupują sporo płyt i często zabierali mnie na koncerty, tak więc w do moich uszu docierał dźwięk żywych instrumentów. Często słuchając mojego pierwszego ukochanego zespołu, AC/DC zacząłem wystukiwać rytmy, a jak wiadomo tam liczy się solidny, prosty groove. Później wygrywałem ich utwory na moim zestawie z poduszek i kartonów, pałkami wystruganymi przez dziadka. Młody człowiek to wszystko chłonie,  otoczenie, ludzie, muzyka mają bardzo duży wpływ na człowieka.

Twoje największe inspiracje z świata perkusji, które pozwoliły ci rozwijać umiejętności lub ta jedna, która zmotywowała cię do grania?

Moją grę najbardziej ukierunkował Mike Portnoy, jednak równocześnie inspirowałem się wieloma znakomitymi perkusistami. Matt Garstka, za to jak pięknie brnie przez wybitnie trudne kawałki Animals As Leaders. Vinnie Colaiuta, niedościgniony wzór w każdym gatunku muzycznym. Alex Rudnigner za nieskazitelną technikę open-hand i granie a vista piekielnie trudnych numerów. Oczywiście nie zapominałem o naszych rodzimych geniuszach jak Michał Dąbrówka, Robert Luty, Bartek Pawlus czy szanowny redaktor i pedagog Paweł Larysz.

Chyba zawsze stawiałeś poprzeczkę wysoko, bo już jako 13-14 letni chłopak, brałeś udział w poważnych konkursach perkusyjnych w Polsce i stawałeś na podium. Wystarczył talent czy musiałeś ciężko harować żeby osiągnąć swoje marzenia?

Na pierwszy konkurs zapisała mnie w tajemnicy moja Mama, wysłała zgłoszenie oraz mój filmik i tym sposobem zakwalifikowałem się do półfinału Drumfest w Opolu. Kiedy mi o tym powiedziała na początku nie wierzyłem. Wtedy nie miałem żadnego zespołu, grałem sam dla siebie myśląc że nie jestem jeszcze gotowy na występy przed ludźmi. Dlatego polecam wszystkim młodym adeptom by spróbować swoich sił w tego typu występach, klinikach, warsztatach czy wspomnianych konkursach dla młodych perkusistów. Warto posłuchać innych, być może pozwoli to spojrzeć inaczej na instrument, podpatrzeć pewne rzeczy, by nie stać w miejscu i cały czas się rozwijać. Do każdego z konkursów starałem się solidnie przygotować. Każdy konkurs czy przesłuchania to otwarcie osobowości młodego muzyka.

Co wtedy zaprezentowałeś, jakie utwory zagrałeś, pamiętasz to jeszcze?

Na początku był Drum Fest 2013, przygotowałem wtedy utwór ,, Author of Confusion’’ i solo. Następnie Drum Battle w Legnicy grając wszystkim znany ,,Chicken’’ Jaco Pastorius’a.  Następnie V Meeting Perkusyjny w Błażowej, organizowany przez Karola Nabożnego gdzie grałem Purcupine  Tree ,,Sound of Muzak’’ i solo. Drum Fest 2014, gdzie zagrałem Dream Theater ,,Dance of Eternity” i solo . Patrząc z perspektywy czasu nie było to zagrane idealnie, jednak człowiek uczy się całe życie i patrząc na to mogę określić czy idę we właściwą stronę.

Jak to było z tą krakowską szkołą jazzu i muzyki rozrywkowej, ukończyłeś ją czy nie?

Rozpocząłem naukę w Krakowskiej Szkole Jazzu i Muzyki Rozrywkowej w momencie gdy pojawił się mój pierwszy zespół, a także więcej obowiązków w szkole. Niestety z czasem okazało się, że nie mogę pogodzić wszystkich obowiązków, próby odbywały się przeważnie w weekendy, a ja w tym czasie miałem zajęcia w Krakowie, stało się to nie do pogodzenia. To solidna szkoła ze świetnymi pedagogami bardzo miło wspominam spędzony tam czas a zwłaszcza lekcje z Panem Michałem Hellerem.

Solidny nauczyciel to dla ciebie?

To bardzo ważny człowiek! Latami czerpie się z podarowanego doświadczenia. Dobry nauczyciel to przewodnik, wyznacza cel, narzuca tempo marszu ale potrafi dostosować krok do ucznia. Dostrzega umiejętności i stara się wzmacniać i ukierunkować talent.

Jesteś artystą marki Zildjian na Polskę. Jak bardzo cenisz sobie współpracę z tą firmą?

Zostałem doceniony i dołączyłem do zacnego grona endorserów firmy Zildjian. Współpraca przebiega na najwyższym poziomie głównie dzięki sprawnej i profesjonalnej dystrybucji Ada Music. Zildjian to firma z bogatą tradycją, ma bogatą paletę brzmień. Posiadam teraz talerze na każdą okazję, czy na koncert jazzowy czy metalowy jest w czym wybierać.

Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteś kolejnym przykładem na to, że nie trzeba mieszkać w Warszawie, żeby odnosić sukcesy, bo pochodzisz z małej wioski Babice koło Chrzanowa ( skąd Babicka pochodzi ), i zostałeś Nadzieją Perkusyjną nr 1. Jakie ma to dla ciebie znaczenie?

Dla mnie nie ma znaczenia gdzie kto mieszka, przede wszystkim liczy się człowiek, ale nie ukrywam, że mieszkanie na wsi to nie tylko ograniczenia możliwości ale przede wszystkim swoboda grania o każdej porze. Oczywiście w pewnych sytuacja wygodniej jest mieszkać w dużym mieście, jednak ja zawsze wracam z radością z Wrocławia do małych Babic, gdzie każdy się zna i nikomu nie przeszkadza ćwiczenie na perkusji, która jak wiemy do najcichszych nie należy.

Dotychczas, bo jesteś młodym perkusistą, to chyba twój największy sukces w życiu perkusisty i co najlepsze, najmniej spodziewany prawda?

Dokładnie, zwykle uczestnicząc w konkursie perkusyjnym, musiałem zaprezentować swoje umiejętności, W tej nagrodzie liczyło się to co robię jako perkusista i sama nominacja była dla mnie ogromną nagrodą, a wygrana czymś zupełnie surrealistycznym.

Zagrałeś już sporo koncertów, lepszych i gorszych i jak uważasz, czy muzyka to łatwy chleb patrząc z perspektywy biznesu czy nigdy nie patrzyłeś na muzykę w formie zarabiania pieniędzy?

Granie koncertu to piękna sprawa, jednak w pewnym momencie trzeba popatrzyć na stan portfela. Nie zawsze opłacalne jest przejechanie całej Polski, by zagrać mały koncert. Bo musimy pamiętać, że nawet dostając dość dobrą zapłatę nie trafia ona w całości do kieszeni. Trzeba za coś zatankować, opłacić ekipę, realizatora, miejsce do spania. Będąc małym zespołem nie jest kolorowo, jednak robiąc to jako hobby, przymykam na to oko, ponieważ robię to z miłości.

Dostajesz propozycję od wielkiej gwiazdy i trzeba się spakować i jechać w trasę koncertową, wszystko się zgadza, pieniądze, mnóstwo koncertów, hotele, podróżowanie, popularność itp. Rzucasz studia i pędzisz w świat czy elegancko odmawiasz i realizujesz plan z studiami bo tak wypada?

Dostając taką propozycję nie zastanawiałbym się zbyt długo, oczywiście wybrałbym to co mi w duszy gra czyli muzykę, takie życie to marzenie, kto wie co przyniesie jutro, być może ono się spełni…

Kto był i jest nadal Twoją największą motywacją?

Moi rodzice, bo dzięki możliwością jakie mi stworzyli rozpoczęła się moja fantastyczna przygoda z muzyką na której się zbudowałem i czerpie z niej ogromną przyjemność, aż po dziś. To Mama zapisała mnie na pierwszy konkurs, wyszukiwała możliwości mojego rozwoju muzycznego poprzez kliniki, spotkania ze środowiskiem perkusyjnym. Organizowała przy tym mój, jak i swój czas, tak aby to wszystko pogodzić ze szkołą. Nie wspomnę o niezliczonych wyjazdach na próby, koncerty i powrót do domu. Mimo bardzo wielu zajęć miała i ma dla mnie czas. Tata natomiast pomagał mi ze zmorą perkusistów czyli pakowaniem i noszeniem. Bo jak wiemy, torby na hardware ciężko udźwignąć w pojedynkę. Życzę każdemu aby zdołał w swoim życiu  odnaleźć to coś, co sprawi, że robiąc te lub jakiekolwiek inne rzeczy, będzie spełniony.

Jakie plany na przyszłość?

Na pewno chcę w dalszym stopniu rozwijać swoją technikę. W przyszłym roku z moim zespołem zaprezentujemy nasz trzeci album, napewno będzie dużo koncertów i sesji, nie chcę odpuszczać, chcę więcej i więcej bo muzyka to moja miłość i cieszę się, że mogę uczestniczyć w jej tworzeniu.

 

Przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: Paweł Ludwikowski -Projekt 35mm, Piotr – Ekipa Mateusz Matuszczyk, Cezary Filipiuk, archiwum Wiktor Palik

 

PRZEMYSŁAW BAJER – Drumsetpro School

           W czasach, kiedy prywatne szkoły wyrastają jedna po drugiej, nie jest łatwo zbudować placówkę, do której ludzie będą się zgłaszać, mając już od samego początku pewność, że trafiają w dobre ręce z solidnym zapleczem logistycznym.

Wiadomom też, materiały edukacyjne, jakie możemy znaleźć w Internecie, również mają duży wpływ na to, że wielu bębniarzy nie kwapi się do wyjścia z domu, sali prób piwnicy czy garażu i udać się do nauczyciela. Faktycznie, można włączyć lekcję na YouTube, odpalić Drumeo i próbować uczyć się gry na perkusji w domu. To jednak na dłuższą metę nie wystarczy! To nie wystarczy, żeby stać się dobrym perkusistą czy ogólnie muzykiem.

Granie z samym sobą to nie jest granie z zespołem, granie z podkładem to nie jest granie z innym muzykiem. Chodzi tu o takie rzeczy jak komunikacja, wymiana pomysłów, wspólne tworzenie i motywowanie się nawzajem. Ktoś, kto skoryguje błędy, spojrzy na naszą grę stojąc obok, ktoś, kto ma większe doświadczenie i wiedzę, ktoś kto potrafi trzymać nas na właściwych torach. 

W burzliwych czasach wielkiej konkurencji, a przede wszystkim przeładowania materiałami w Internecie, można zbudować coś wyjątkowego, zbudować bazę solidnych i sympatycznych nauczycieli, którzy będą uczyć z pasją, a nie za karę. Można dozować emocje, dając uczniom ciekawe lekcje, warsztaty ze światowymi ikonami perkusji, wynagradzać ich koncertami finałowymi za ciężką pracę przez cały rok, dać ludziom możliwość stania się świetnymi muzykami. 

I to właśnie stara się robić Drumsetpro School, najlepsza szkoła perkusyjna w plebiscycie Polskich Nagród Perkusyjnych 2017. Na jej czele stoi człowiek, pełen pomysłów, zaangażowania, wymagający i ciągle niespełniony, a to znów pozwala mu na ciągłe samodoskonalenie.

Na początku chciałem ci pogratulować nagrody za zajęcie pierwszego miejsca w kategorii Szkoła Perkusyjna przyznaną przez Polskie Nagrody Perkusyjne! Jak się czujesz z faktem, że twoja szkoła jest najlepsza w Polsce?

Dzięki Paweł! Nagroda jest wielkim wyróżnieniem i potwierdzeniem, że to co robimy ma sens i wartość. Cieszę się również, że przy tej okazji mogłem podziękować wszystkim, którzy oddali głos na Drumsetpro i wspierają nas przez te wszystkie lata a także pogratulować innym zwycięzcom.

Myślę, że przy tak wielkiej konkurencji prywatnych szkół perkusyjnych to, wielkie wyróżnienie. Jak ty się do tego odnosisz?

Szczerze mówiąc to nie mam czasu w codziennym pędzie i ilości obowiązków na konkurowanie.  Myślę, że sam pomysł przyznawania takiej nagrody jest doskonałym powodem do tego żebyśmy starali się być po prostu lepsi w tym co robimy.

Zacznijmy jednak od początku… Jak to się zaczęło, dlaczego szkoła perkusyjna, skąd taki pomysł u ciebie?

Tradycyjnie i zwyczajnie pomysł powstał z potrzeby. Innymi słowy nie potrafiłem znaleźć dla siebie niczego „większego” lub bardziej zorganizowanego niż prywatne lekcje. Marzyło mi się miejsce, które będzie inspirowało, dawało więcej niż to, do czego byłem przyzwyczajony, czyli spotkań indywidualnych bądź grupowych w różnych dziwnych miejscach. Kwestie nauczania i samej szkoły pojawiły się później.  Zaczynaliśmy skromnie bo od dwóch małych pomieszczeń, za to całkiem solidnie wyposażonych jak na warunki szkoleniowe. Jednak cały czas z tyłu głowy miałem swój obraz zajęć, warsztatów, filmów na Youtube, koncertów uczniów i sal, które będą przyciągały nie tylko sprzętem ale także standardem wyglądu. Czas na spotkania z mistrzami, których podziwiałem i chciałem żeby mieli okazję poznać nasi studenci, też wreszcie nastał.

Czy to był czysto biznesowy pomysł na życie czy to jednak z pasji do perkusji postanowiłeś zrealizować taki plan?

Nie nazwałbym tego biznesowym, bo o biznesie i prowadzeniu firmy w momencie zakładania Drumsetpro nie miałem bladego pojęcia. Była to wizja, wielki projekt, marzenie a przy okazji dużo zapału, chęci i zero wiedzy o realiach prowadzenia działalności gospodarczej w naszym kraju. Dodaj do tego szczęście, wsparcie rodziny i bliskich plus lata zwyczajnej, ciężkiej pracy.

Nazwa Drumsetpro School była od początku?

Tak nazwa Drumsetpro School jest od samego początku. Nasze międzynarodowe aspiracje to potwierdziły – tak poważnie to bardzo szybko zaczęli pojawiać się na zajęciach również uczniowie z różnych krajów, między innymi ( Anglia, Cypr, Francja, Portugalia, Serbia, Turcja, USA, Włochy ) więc pomyślałem, że nazwa jest po prostu dobra.

Dobra. Nie od razu było kolorowo! Zaczynałeś od zera? Chyba że o czymś nie wiem i pochodzisz z bogatej rodziny, która zapewniła ci wszystko i nie musiałeś się o nic martwić, bo wszystko przyszło lekko, więc otworzyłeś sobie szkołę, bo taki kaprys miałeś?

Początki zawsze są trudne ale byłem w sytuacji w której gorzej być już nie może (śmiech). Żeby rozpocząć regularne lekcje pod szyldem Drumsetpro wziąłem dotację z Urzędu Pracy. Miła Pani, która opiekowała się moim wnioskiem, przy okazji dopinania formalności zaznaczyła, że przez rok muszę utrzymać się na powierzchni żeby nie zwracać z odsetkami całej kwoty. Wiesz jak to bardzo dobrze motywuje?

Pierwsi klienci pojawili się szybko czy trzeba było o nich się postarać i jak to zrobiłeś, jakimi sposobami skusiłeś ludzi do swojej szkoły?

Plan był prosty, żeby ktokolwiek zapisał się na zajęcia musi wiedzieć o istnieniu szkoły. Na początek lokalne warsztaty wraz z krótkim przedstawieniem idei szkoły i naszych zajęć, kanał Youtube, ulotki i przede wszystkim „żywa reklama” czyli pierwsi zadowoleni studenci, którzy przekazywali w świat informację o Drumsetpro School. Dalej już samo poszło.

Moment przełomowy, to moment kiedy zaczęły powstawać kolejne oddziały twojej szkoły czy jakiś inny, który dobrze pamiętasz?

Takich momentów było sporo i oddziały były raczej rezultatem rozwoju Drumsetpro. Utkwiła mi za to w pamięci bardzo mocno sytuacja gdy po jednym z pierwszych koncertów uczniów, wszyscy potwornie zmęczeni i nabuzowani adrenaliną składaliśmy na scenie sprzęt. W pewnym momencie podszedł do nas ojciec jednego z występujących chłopców i ze łzami w oczach podał mi dłoń, uścisnął z siłą imadła i powiedział „Bardzo dziękuję”. Nie analizowałem w tamtym momencie, raczej palnąłem coś głupiego w stylu nie ma za co. Dopiero po czasie dotarło do mnie, że to co robimy jest dla kogoś ważne.

Wydaje mi się, że najtrudniej jest dobrać sobie odpowiednich ludzi do współpracy, żeby zbudować jakość i wyjątkowy klimat szkoły. Jak było u ciebie?

To prawda, to jest najtrudniejszy i najbardziej zawodny element całej układanki. Na szczęście trafiłem na wspaniałe osoby z którymi mam przyjemność współpracować, realizować kolejne pomysły i przedsięwzięcia. Szkoła to przede wszystkim ludzie. Mam najlepszych instruktorów
o jakich mogłem tylko marzyć. Są zaangażowani, oddani, pełni pomysłów i zwyczajnie sympatyczni. Mogę na nich polegać i bardzo dobrze się rozumiemy a to dla mnie podstawa.

A tak z drugiej strony to, nie wolałeś zostać zawodowym perkusistą i żyć sobie z grania, mam na myśli zespół, z którym podróżowałbyś sobie po Polsce, a może nawet świecie, zamiast zajmować się tymi wszystkimi papierkami związanymi ze szkołą?

Od tego zaczynałem swoje marzenia o graniu. Chciałem mieć swój zespół, wielkie koncerty, życie w trasie itd. Dziś myślę, że jestem wielkim szczęściarzem, że udało się stworzyć i ciągle rozwijać takie miejsce jak Drumsetpro School. To duże wyzwanie logistyczne i administracyjne ale też ogromna satysfakcja. Na trudy nie narzekam bo jest ich zdecydowanie mniej.

Dzisiaj masz już w swojej bazie sześć oddziałów, dobrze policzyłem czy wyprzedziłeś mnie i otworzyłeś już kolejny oddział? Dumny jesteś z tego powodu?

Tak mamy sześć miejsc w których prowadzimy zajęcia ale na tym nie koniec. A dumny jestem przede wszystkim z naszych studentów, ich małych i większych sukcesów. Z tego, że każdego dnia dzielnie walczą ze swoimi ograniczeniami i słabościami a dzięki naszej pomocy mogą je pokonywać. To wspaniałe uczucie widzieć rozwój a wraz z nim czystą radość jaką niesie ze sobą granie na perkusji.

Angażujesz się bardzo w swoją szkołę, bo nie opiera się ona tylko na lekcjach gry na perkusji, ale rozwinąłeś ją o warsztaty perkusyjne, na które zapraszasz polskie i zagraniczne gwiazdy perkusji oraz kliniki perkusyjne. Bardzo się to chwali, bo mógłbyś odcinać kupony ale tego nie robisz i dajesz z siebie jeszcze więcej, dlaczego? 

Odpowiedź jest bardzo prosta, jestem wiecznie niezadowolony (śmiech). A tak serio to sam chciałem uczestniczyć w podobnych wydarzeniach w czasie kiedy zaczynałem swoją przygodę z perkusją. Mieć na wyciągnięcie ręki swojego idola, porozmawiać z nim nie tylko o bębnach – uwierz mi, że dla wielu ludzi to bezcenna pamiątka na całe życie.

Śląskie korzenie są bardzo silne i czyżby stąd w Tobie taka siła i pracowitość, upartość w dążeniu do celu, a jednocześnie bycie sympatycznym człowiekiem?

Zapytaj o to moich współpracowników, studentów. Bywam uparty i upierdliwy, często czepiam się detali ale wynika to tylko i wyłącznie z tego, że sam od siebie dużo wymagam. Zatem odpowiadając na pytanie, tak w tym aspekcie często wychodzi ze mnie Śląsk.

Jeszcze jedno Przemku… Koncert uczniów! Fantastyczny pomysł, pełen profesjonalizm, profesjonalna scena, nagłośnienie, video, foto, pełna oprawa sceniczna, występ przed żywą publiką – doskonałe doświadczenie dla uczniów. Wiem, że już zarezerwowałeś piękny obiekt na siódmy koncert uczniów, który odbędzie się w czerwcu 2018 roku. Możesz zdradzić coś więcej czy na razie oprócz sali, reszta jest tajemnicą?

Wszystko się zgadza, 7 Koncert Uczniów Drumsetpro School odbędzie się 13 czerwca 2018 roku o godzinie 18:00. Tak jak wspomniałem stawiam sobie bardzo wysoko poprzeczkę dlatego po sześciu poprzednich, udanych edycjach postanowiliśmy pójść o krok dalej. Udało się zarezerwować termin w pięknej sali Chorzowskiego Centrum Kultury. Resztę zachowam dla siebie ponieważ szykujemy na ten wieczór kilka niespodzianek, mogę jedynie dodać, że produkcja i oprawa będzie wyjątkowa. Oficjalne zaproszenie dla ekipy Magazynu Perkusista również się pojawi.

Przemku, czego można chcieć więcej, mając prawie wszystko o czym marzyłeś. Jest jeszcze coś?

Długi urlop bez telefonu i dostępu do internetu.

Chciałbyś dodać coś od siebie?

Działajcie, tak po prostu. Nie rozmyślajcie w nieskończoność o swoich marzeniach, tylko wykorzystujcie nadarzające się okazje żeby je urzeczywistnić. Mniej gadania więcej słuchania, dbajcie o zdrowie no i ćwiczcie te cholerne rudimenty ;-)…

 

Przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: Szopix, Drumsetpro, KE.