Podwójne uderzenie warsztatów z Claus Hessler. Kierunek Żywiec…

           Czy warsztaty drugi raz z rzędu w niedługim odstępie czasu, z tym samym perkusistą, mogą być ekscytujące i inspirujące? Okazuje się, że tak, ponieważ taki edukator jak Claus Hessler, posiada tak wielką wiedzę, że jeśli nawet przyjedzie kolejny raz do Polski, a takie są plany to, będzie miał nam wiele do przekazania.

Kolejnym powodem, który powinien być dla nas kuszący to, miejsce, a tym razem było to miasto Żywiec, które jest bardzo mocno nastawione na rozwój kultury, gdzie zaprasza się non stop wielkie gwiazdy, naprawdę dobrej muzyki, której na szczęście nie brakuje na polskim rynku.

Trzeci powód –  Szymon Fortuna, który jest pasjonatom perkusji i angażuje się we wszystko co robi, całym sercem i zawsze zależy mu, żeby wszystko dopięte było na ostatni guzik. Niesamowity człowiek, otwarty i współpracujący z różnymi artystami z Polski i świata. Jego sympatyczne podejście do życia, przekłada się na to co robi i zaraża tym innych, którzy go znają i z nim współpracują.

Kolejny powód? Sami przeczytajcie ;-)…

Cześć Szymon! Na początku chciałem ci pogratulować zrealizowanego planu z warsztatami Clausa Hesslera!

Hej Paweł! Dzięki serdeczne! Cieszę się, że udało Ci się być na finałowym koncercie. To był bardzo intensywny i zakręcony dzień! Cieszę się, że nastroje były mega pozytywne i wszyscy poza nauką dobrze się bawili i razem integrowali.

Czuć jeszcze zapach warsztatów z Clausem, które odbyły się tym razem w Żywcu. To piękne miasto, które przyciąga dużo turystów, ale czy to główny powód do zorganizowania warsztatów w tym miejscu, czy są jakieś bardziej osobiste powody?

Jeśli chodzi o miasto to tak! Żywiec jest nieduży, przytulny, przyjazny i bardzo aktywny kulturowo. W zasadzie cały czas coś tu się dzieje, i to jest fajne.

Jeśli chodzi o organizację Open Minded Drummig Campu, to nie turystyczna atrakcyjność była głównym powodem.

Campy można organizować w sercach ogromnych miast lub np. w totelnej izolacji, blisko natury. Wszystko zależy od wizji i od tego jaki cel ma być osiągnięty poprzez dane spotkanie.
Nie chcę zbyt przynudzać o strategiach tworzenia takich wydarzeń itd. Wybór padł na Żywiec z kilku powodów. Przede wszystkim do realizacji wydarzenia edukacyjnego na poziomie, jaki sobie założyłem, oprócz wspaniałego wykładowcy potrzebowałem równierz odpowiedniego zaplecza. Mam tu na myśli sale, sprzęty, miejsca noclegowe, restauracje, usytuowanie geograficzne miasta, oraz grupę ludzi, którzy swoją pracą wsparli to wydarzenie. Biorąc wszystkie te aspekty pod uwagę wybór padł na Miejskie Centrum Kultury w Żywcu, z czego bardzo się cieszę.

Trzymałem mocno kciuki za to wydarzenie, ale z drugiej strony troszkę się martwiłem czy wszystko pójdzie po twojej myśli, ponieważ pomysł był bardzo ryzykowny, ze względu na zeszłoroczne warsztaty w Zawoi z Clausem, które organizowaliście z Agnieszką Trzeszczak. Można powiedzieć, że tamat był jeszcze świeży bo rok czasu to nie dużo. Nie bałeś się, że może to być strzał w kolano?

Nic nie wspominałeś wcześniej, że się martwiłeś, może i dobrze :-)… ale chyba jestem w stanie zrozumieć, że warsztaty mogły się wydawać ryzykownym przedsięwzięciem, dla kogoś z zewnątrz. Wydaje mi się, że obecnie bardziej jesteśmy przyzwyczajeni do klinik i krótkich spotkań z różnymi bębniarzami. Takie spotkania są bardziej czymś w rodzaju show i zastrzyku inspiracji, ale moim zdaniem nie daje to wielu narzędzi do codziennej pracy i edukacyjnego rozwoju.

Może trudno to wyjaśnić w kilku słowach, ale nie bałem się, że Claus znów wraca w tym roku do Polski, a nie np. za 2 -3 lata. Głównym celem OMDC nie było dosłownie spotkanie Clausa. Naszym celem było stuprocentowe poświęcenie czasu i energi na edukację każdego uczestnika, a nie tylko obejrzenie i przeanalizowanie umiejętności naszego gościa. Uczestnicy całkowicie pokryli koszt tego wydarzenia, zatem mogli wymagać wysokiego poziomu, to były całkowicie ich warsztaty, a my staraliśmy się jak najlepiej sprostać ich oczekiwaniom w kwesti rozwoju gry na bębnach. Pewnie uczestnicy mogliby powiedzieć coś więcej na ten temat.

Czy pojawił się na warsztatach ktoś ze starej ekipy, czy przybyli zupełnie nowi ludzie?

Tak pojawiło się kilka osób, ale wiekszość stanowiły osoby, z którymi spotkaliśmy się poraz pierwszy.

Dlaczego kolejny raz Claus, czyżbyś był jego wielkim fanem?

Uhh dzięki za to ważne pytanie! Nie chodzi w tej kwestii absolutnie o bycie wielkim fanem. Chodź nie ukrywam, że nim jestem podobnie jak Aniki, Bennego, Chrisa, Steva Smitha, J.P. Bouveta, Harry Tanscheka,  Asha Soana, Buddy Richa, Maxa Roacha, Antonio Sancheza, Elvina Jonesa, Tonny WIlliamsa, Simona Phillipsa, Rexa Hardyego Jr, uhhh i setek innych których w jakiś sposób obserwuje i staram się od nich uczyć :-)…

Chyba jeszcze nie wiele osób rozumie do końca koncepcję wydarzenia jakim jest Open Minded Drum Camp. Jest to podejście do edukowania i nauki od innej strony. Wspomniałem już o mojej wizji w poprzednim pytaniu.

Tak jak już powiedziałem, dzisiaj najczęściej spotykamy się z tak zwanymi klinikami ( pomijając edukację panśtwową opartą ogólnie na sztywnym programie i jakiś schematach ). One są świetne, bo dają nam perkusistom możliwość zetknięcia się z osobami, które „już tam są i już ten cel osiągnęły”. Takie spotkania bardzo inspirują i dają zastrzyk do pracy i rozwoju. Mimo wszystko w takim wydarzeniu duże skupienie pada na osobę występującą.

Moim celem było stworzenie wydarzenia, w którym poruszamy tematy aktualnie bliskie uczestnikom. Wydaje mi się, że dzisiaj większość materiałów, np. w internecie, pokazuje ukształtowanych bębniarzy, których jak się słucha to – wow, buty spadają. Ja w swoim działaniu chciałbym się skupić na procesie, na budowaniu solidnych podstaw, rozwiewaniu frustracji i pomaganiu w odnalezieniu własnej ścieżki perkusyjnej.

W dzisiejszym świecie każdy może uczyć. Mamy miliony różych materiałów w sieci, powiedz mi jak serfujesz po youtube to ile czasu przedzierasz się przez różne informacje zanim dotrzesz do tej wartościowej, która Cię interesuje. Nawet jak znajdziesz to czego szukałeś to chwile później, nawet nie wiesz kiedy łapiesz się na tym, że oglądasz „śmieszne koty”… hahaha :-)…

Internet ma swoje zalety, ale jest często pochłaniaczem czasu. Chciałem, żeby OMDC było wydarzeniem, które w jak najkrótszym czasie przekaże jak najwięcej sprawdzonych i wartościowych treści. Do tego potrzebna jest osoba, która nie dość, że ma właściwe informacje to potrafi je przekazać i pomóc w ich przyswojeniu. Dlatego Claus! Takie rzeczy już nie wszyscy muzycy potrafią. Nie wszyscy muzycy są dobrymi nauczycielami i na odwrót. Claus łączy te dwie cechy – świetnie gra i fantastycznie uczy. O tym jestem przekonany i za to ręczę. Obsolutnie nie będę wdawał się w dyskuje na temat tego co i jak gra. Często nie doceniamy kogoś bo akurat gra inny styl. W tym momencie na sekundę zapomnijmy o tej stronie muzyki, a pomyślmy chwilkę o edukacji.

Wiem osobiście ile dała mi wspólna nauka z Clausem. Wiem, że sam lubię dzielić się swoimi przemyśleniami i rozmawiać o tym z innymi. Z Clausem doskonale to rozumiemy, a z nami rozumieją to też tegoroczni uczestnicy.

Dzięki współpracy z Clausem, możemy pomóc w rozwoju tym, którzy chcą poświęcić czas i uczyć się i nie tylko w trakcie campu ale także po.

Z kim tym razem organizowałeś warsztaty, kto pomagał ci w organizacji?

Całość wziąłem pod swoje skrzydła, ale w praktyce działałem głównie z Justyną Janik, która pomogła w kwestiach graficznych, promocyjnych, a w trakcie campu w zasadzie przejęła rolę opiekuna wszystkich i koordynatora. Oczywiście w pomoc zaangażowane były osoby z Miejskiego Centrum Kultury w Żywcu. Ponadto przyjaciele z firmy Noise Art. Wydawałoby się, że niby nieduże wydarzenie, niby kilkunastu uczestników, a jednak nie da się samemu wszystkiego ogarnąć.

Nad czym pracowaliście z Clausem?

W wielkim skrócie: nad pogłębieniem wiedzy perkusyjnej dotyczącej nie tylko historii, ale wydarzeń, osób, ich ekpserymentów, oraz doświadczeń. Wszystko co pokazuje rozwój naszego instrumentu. Pewne zagadnienia pozwalały zrozumieć jak ewoluował ten instrument i nasza gra na nim. To wszystko aby budować swoje własne fundamenty.

Ponadto technika i koordynacja. Szczególnie ten drugi aspekt jest bardzo ważny. Nie zawsze kluczem do szybkości jest tylko lepsza technika. Nasza praca z tym instrumentem jest dość skomplikowana jeśli chodzi o pewne procesy myślowe. Staraliśmy się przełamywać bariery, które nie były ograniczone abosultnie koniecznością posiadania świetnej techniki i umiejętności szybkiej gry.

Claus dzielił sie również swoimi pomysłami, jak ze znanego nam ćwiczenia stworzyć nowe wyzwanie. Jak popatrzeć na rzeczy nam bliskie z innej perspektywy.

Wreszcie bardzo udanymi zajęciami było Q&A czyli zadajesz pytanie lub poruszuasz zagadnienie, a my wspólnie z Clausem staramy się dać jak najlepszą odpowiedź. To wersja początkowa, która w praktyce przerodziła się bardzo szybko w aktywną dyskusję, wspóle eksperymentowanie i wymianę poglądów. Brakłoby campu na wszystkie tematy…

Jak oceniasz warsztaty, poziom uczestników, ich zaangażowanie i ogólny klimat warsztatów?

Mogę to wydarzenie ocenić jedynie przez pryzmat wszystkich ludzi, którzy byli w nie zaangażowani. Jednym z kryteriów, które miałem podczas jego planowania to „Stworzyć idealne warsztaty, w kórych sam chciałbym uczestniczyć”. Idąc za tą myślą mogę śmiało powiedzieć – jestem dumny, że mogłęm w nich uczestniczyć.

Jeśli chodzi o samych uczestników, to była grupa 19 świetnych ludzi. Każdy przyjechał tu po swoją wiedzę, każdy był skoncentrowany, żeby jak najlepiej wykorzystać czas. Wszyscy bardzo szybko się oswoili i byli aktywni podczas zajęć, a muszę nadmienić, że trenowaliśmy od 9:30 rano aż do niemal 19:30 wieczór. Oczywiście z przerwą na obiad i kilkoma krótszymi na kawę, czy rozprostowanie kości ;-).

Zaangażowanie? Oczywiście, że wszyscy byli tego świadomi, ale gdybym ogólnie nie przerywał w danym momencie zajęć to zapewne siedzielibyśmy do nocy. Resztę sam możesz sobie wyobrazić…

Dzięki udanej pogodzie, wieczory wszyscy razem z Clausem i Justyną spędzaliśmy na dyskusjach siedząc w ogródkach na żywieckim rynku. Tematów nie brakowało a wszyscy świetnie się bawiliśmy. Znów musieliśmy na siłę kończyć spoktania, aby rano być gotowym do zajęć.

Czy firmy które miały dostarczyć sprzęt dla Clausa spisały się na medal?

Tutaj odrazu ślę pozdrowienia dla Sylwi Korzybskiej reprezentującej firmę Mapex. Pozdrawiam również Wojtka Węglarczyka wraz z ekipą Śląskiego Centrum Perkusyjnego, Wojtka Łukiewicza z Evans, oraz Mariusza Kubczaka z firmy Music Info za blachy Sabian. Tutaj medal dla każdego, w zasadzie nie napotkaliśmy żadnych problemów na drodze, a współpraca była miła i prosta.

Oprócz warsztatów, miałeś okazję spotkać się i stworzyć ciekawy projekt z wspaniałym klawiszowcem – kompozytorem Michałem Wierbą. Rozmawialiście już dużo wcześniej o tym projekcie, ale wasze drogi nie mogły się zgrać ze względu na wasze rozjazdy zawodowe. Opowiedz coś o tym projekcie, bo był to jeden z ważniejszych punktów warsztatów?

Taaak! Jestem w szoku jak udało nam się przygotować ten materiał w stosunkowo krótkim czasie. Michał jest potężnym muzykiem i ego by nas nie puściło, żeby zagrać byle co. Musieliśmy stowrzyć coś na prawdę dobrego – w naszym odczuciu. Oboje dużo jeździmy, gramy i robimy różne rzeczy. Obaj chyba troszkę jesteśmy zmęczeni szufladkowaniem się w stylach np. gram jazz, gram rock, pop, czy cokolwiek innego. Ciągle cierpimy na brak czasu, nie tylko nasz, ale innych muzyków, dlatego trudno po prostu usiąść zwyczajnie poeksperymentować, na chwilę się zatrzymać. Już kilka razy rozmawialiśmy o tym, aby spotkać się, podłączyć sprzęty i różne zabawki i zwyczajnie pobawić się tym co nakupowaliśmy przez lata.

Fakt zbliżających się warsztatów był świetnym katalizatorem. Był deadline i podjęliśmy wyzwanie. Zaczęliśmy tworzyć i grać. Zobaczyliśmy w tym dużo fajnej energii i potencjału na ciekawy materiał muzyczny. Efektem był koncert 6 sierpnia na żywieckim rynku a następnie otworzenie wieczoru dla Clausa. Video z tego wspaniałego występu poniżej:

Jakieś plany na nagranie płyty, czy napisaliście utwory tylko na potrzeby koncertu, który otwierał i zamykał warsztaty?

Płyta oczywiście! Stworzenie wspólnego materiału było na celowniku od dawna. Występ podczas warsztatów był jedynie katalizatorem. Warsztaty ustanowiły nam deadline do wykonania części pracy i doprowadzenia jej do poziomu, który pozwala podzielić się tym z innymi. Teraz pracujemy nad resztą.

Bardzo lubię Żywiec i nie tylko miasto ;-)… i przyznam że sala w Domu Kultury wywarła na mnie wrażenie mimo że nie należy do nowoczesnych, a układ zestawów perkusyjnych i możliwość oglądania was z każdej strony podczas występu – genialnie! 

Zgadza się sala żywieckiego MCK jest bardzo fajna, ale jednak wymagająca akustycznie. Szczerze bałem się tego koncertu właśnie od tej strony. Bałem się zbyt dużego pogłosu, który mógłby przeszkodzić muzyce. Pogłos zawsze można dodać ale trudno zlikwidować ;-).

Koncepcja umiejscowienia bębnów na środku sali była również eksperymentem. Moim celem było zamazanie lini pomiędzy sceną a widownią. Chciałem też aby każdy kto chce mógł nie tylko słuchać, ale i oglądać grę Clausa z każdej strony.

Czy MCK w Żywcu wspierał twoje działania związane z warsztatami czy tylko dostałeś miejsce i powiedzieli ci – działaj ale my do tego nie dokładamy ręki?

MCK partnerował mi od samego początku. Oczywiście nie wtrącali się w to jak taki camp zorganizować, bo to teoretycznie ja jako perkusista powinienem wiedzieć. Za to wielki ukłon, bo wykazali dużo zaufania. Na wszystkie swoje prośby odnośnie warunków, które chcieliśmy stworzyć dla uczestników odnosili się z entuzjazmem i aprobatą. Chyba każdemu miastu można życzyć takiego MCK, które wie kiedy pomóc, kiedy w coś zainwestować, kiedy odpuścić albo wesprzeć.

Można powiedzieć że Claus jest już naszym stałym gościem. Jak on się czuł będąc kolejny raz w Polsce?

Oczywiście to pytanie bardziej do niego, ale myślę, że czuł się totalnie swobodnie.

Kiedy następne warsztaty i kto tym razem odwiedzi Polskę, masz już jakiś pomysł?

Tego chyba możesz się już spodziewać po mojej odpowiedzi na pytanie. Dlaczego Claus…?
Następne warsztaty planujemy na sierpień 2018, oczywiście z Clausem Hesslerem. Chcemy rozbudować program warsztatów i dostosować go tak, aby zarówno nowe osoby jak i powracające miały nad czym pracować. Są koncepcje na rozbudowanie koncertu finałowego i zaproszenie kogoś jeszcze, ale to pomysł drugoplanowy. W pierwszej kolejności skupiamy się na części edukacyjnej.

Kilka słów motywacyjnych od siebie?

Trzy lata temu miałem kryzys. Dostałem się niby do Berklee, dostałem 20 tysięcy dolarów stypendium, ale wyglądało na to, że i tak nie uda się dozbierać reszty funduszy. Trochę się załamałem i chwilę trwałem w martwym punkcie. Zacząłem szukać w internecie jakiejś innej drogi, szukać nauczyciela, kogoś kto by mnie zainspirował na nowo do ostrego działania. Tak trafiłem na Clausa. Rzeczywiście po kilku lekcjach udało mi się wrócić na „właściwe tory” i zabrać się na nowo za siebie, rozwój i ćwiczenie.

Dzisiaj jestem już w zupełnie innym punkcie i dużo rzeczy sobie uświadomiłem, w graniu i w życiu.
Czasem życie nam krzyżuje plany, tak jak w przypadku moich studiów w Berklee, ale jeśli się nie poddajemy znajdziemy rozwiązania i nową drogę, która z perspektywy czasu może okazać się tą lepszą.

Zatem bądźmy Open Minded i idźmy po swoje! Bądźmy otwarci, pomagajmy i współpracujmy!

 

Przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: Justyna Janik i Agnieszka Litarska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *