Caban Drummer Fest – „Bębny w swoje ręce!”

Magazyn Perkusista vs Paweł Larysz

18 marca w Starej Kotłowni w Chrzanowie odbyło się bardzo interesujące spotkanie perkusyjne, o którego przebiegu trzeba z pewnością szerzej opowiedzieć. Jest to doskonały przykład na to, jak dużo w budowaniu kariery perkusyjnej zależy od nas samych.

Zapowiadając Caban Drummer Fest napisaliśmy że bębniarze zamiast siedzieć wieczorem  z nosami w tabletach wzięli sprawy w swoje ręce i zorganizowali spotkanie perkusyjne, gdzie aktywnie mogli pobębnić i wymienić się doświadczeniem. Z drugiej strony nie ukrywamy, że gdzieś tam między sobą w redakcji mówiliśmy, że przebieg imprezy nie spełnił wymogów określenie Fest. Mimo, że nie było żadnych wielkich gwiazd i Chrzanów z pewnością stolicą perkusji nie jest, impreza wypaliła jak prawdziwa petarda. Możliwe, że to właśnie w tym tkwił sukces pierwszej edycji, bo jak dowiadujemy się zapowiadane jest kolejne spotkanie. Pamiętajmy jednak, że każda konwencja szybko się wyczerpuje, a poziom zainteresowania nie jest łatwy do utrzymania w kolejnych edycjach. Dlatego też organizatorzy muszą stawiać kroki niezwykle przemyślane, chociaż duża nadzieja tkwi po prostu w ludziach, którzy mają ochotę spędzić przyjemnie czas wśród bębnów. Wielkie miasta są mocno zmanierowane i nie zawsze chce się iść na jakiś pokaz ( bo przecież zaraz będzie ktoś następny…). W Chrzanowie przyjemna atmosfera i brak napinki może być kluczem do sukcesu. O tym wszystkim opowie nam nasz dobry znajomy, którego materiały często goszczą na naszych łamach. Aktywny perkusista Paweł Larysz był jednym  z wykonawców podczas festiwalu. Oprócz niego zagrali także, Jakub Kurdziel, Wiktor Palik i Eryk Gruca.

Malutki Chrzanów i brak tzw. wielkich gwiazd perkusji. Teoretycznie impreza nie miała prawa się udać…

Rzeczywiście, nie mamy w Chrzanowie wielkich nazwisk perkusyjnych, ale za to mamy wielu utalentowanych perkusistów. Dlatego został stworzony ten festiwal, by pokazać lokalnych perkusistów i to, jak bardzo kochają grać na perkusji. Duże nazwiska też kiedyś były małe, nieznane, dlatego zaczyna się od zera, aby dojść na szczyt. Mimo braku wielkich nazwisk impreza się udała, bo włożyliśmy w to nasze serca, a nazwiska buduje się latami! Pomysł wyszedł od Konrada Wichra, który pracuje  w Chrzanowskiej Telewizji Lokalnej. Jako pierwszego uczestnika zaprosił Eryka Grucę i od tej chwili wspólnie nakręcali Caban Drummer Fest. Chodziło o to , żeby pokazać ludziom, że perkusiści to ciekawi ludzie, indywidualiści, zazwyczaj schowani z tyły sceny. Chcieliśmy dać innym możliwość spotkania się z perkusją w cztery oczy, możliwość porozmawiania z perkusistami, a nawet spróbowania swoich sił w konkursach, które zorganizowaliśmy.

 

Skąd twoja obecność?

Zostałem zaproszony jako gość specjalny i oczywiście zgodziłem się, ponieważ kocham grać na bębnach. Pomyślałem, że dam ludziom dużo pozytywnej energii moja grą i zaangażowałem się bardzo w ten festiwal. Zależało mi na jego sukcesie, chcieliśmy przyciągnąć jak największą liczbę osób i udało się, wręcz przerosło nasze oczekiwania i klub był wypełniony po brzegi, z czego bardzo się cieszę. Okazuje się, że sama perkusja budzi większe zainteresowanie niż koncerty zespołów, na które chodzi coraz mniej ludzi, pewnie z czystego lenistwa. Jednak perkusja to serce muzyki i jest bardzo widowiskowym instrumentem, więc ludzie przybyli zaciekawieni, co będzie się działo. Chcieliśmy dać im coś, czego jeszcze w Chrzanowie nie było, a przecież to dobre miejsce na takie imprezy. Chrzanów znajduje się między Katowicami a Krakowem, więc można ściągnąć ludzi z większych miast, bo nie jest daleko, a połączenie jest bardzo dobre. Trzeba działać, uczyć ludzi kultury, odważnie realizować pomysły i przeć do przodu. Już wiem, że odbędzie się kolejna edycja i że odezwali się sponsorzy, chętni wyłożyć pieniądze na rozwinięcie CDF. Super, będzie można zaprosić gwiazdę, która przyciągnie jeszcze więcej ludzi. Stawiamy jednak przede wszystkim na promowanie lokalnych perkusistów, bo jest ich wielu.

Jak wyglądał przebieg imprezy?

Powiem ci, że organizacja była bardzo prężna i jak na pierwszą edycję, to poradziliśmy sobie z tym świetnie. Wspólnie działaliśmy bez żadnego „gwiazdorzenia”. Kolejność perkusistów, którzy występowali na festiwalu, była bardzo dobrze zaplanowana, ponieważ napięcie rosło z występu na występ, ze względu na różnice osobowości i stylu gry oraz mocy z jaką każdy gra, czyli Jakub Kurdziel, Wiktor Palik, Ery Gruca i ja. Jeśi chodzi o Klub Stara Kotłownia w Chrzanowie to idealne miejsce na takie imprezy, duża scena, klub z barem… A więc o klimat i przyjazną atmosferę nie było trudno. Jak na pierwszą edycję, nie było zbyt wiele chaosu i festiwal wypadł profesjonalnie. Rzeczy, które bym poprawił w kolejnej edycji, t na pewno płatny wstęp, bo to też rodzi szacunek dla imprezy i artystów, eliminuje niepotrzebne osoby, choć uważam, że przybyli ci, którzy chcieli przyjść. Jeszcze jedna rzecz, o którą trzeba zadbać, to zatrudnienie konferansjera, który będzie prowadził całą imprezę i dzięki temu odciąży artystów od wzajemnego zapowiadania się. Przyznam, że miało to swój urok, ale przecież nie o to chodzi, żeby się głaskać po głowie, tylko budować coraz lepszy festiwal, a więc do boju. Imprezę wspierały firmy Roland, Music Info ( Aquarian, Sabian, VF ), Music Partners  ( Code, Wincent ), Ada Music ( Zildjian ), StawsS oraz Mapex Polska, a więc wsparcie mieliśmy bardzo duże jak na pierwszą edycję. Byli też tacy, którzy nie wierzyli i nie zaangażowali się z różnych powodów, ale jestem dobrej myśli i wierzę, że w kolejnej edycji będą nas wspierać. Rozdaliśmy bardzo dużo gadżetów i przede wszystkim radość dzieci, które stawiają pierwsze kroki w grze na perkusji, byłą bezcenna. Dwadzieścia lat temu takie wydarzenia były tylko marzeniem. Gdyby ktoś powiedział mi wtedy, że takie wydarzenia będą miały miejsce to powiedziałbym , żeby się puknął w głowę, a dzisiaj mamy „perkusjomanię” i to jest piękne.

Pytanie do ciebie jako muzyka. Jakie nauki wyciągnąłeś z występu na tej imprezie?

Muszę popracować nad emocjami. Bardzo się stresowałem, czego już dawno nie czułem w takim stopniu. Granie koncertów to zupełnie inna bajka. To była nowa sytuacja i zależało mi bardzo, żeby wypaliło i dlatego towarzyszył mi stres, a więc byłe częstym gościem w toalecie ( śmiech )… Zrozumiałem kolejny raz, że moja ciężka praca za bębnami ma sens, że to, co robię i jak się temu poświęcam jest doceniane, za co bardzo dziękuję wszystkim, którzy mnie słuchają  i wspierają. Poza tym, trzeba być otwartym i pozytywnych człowiekiem, dawanie ludziom pozytywnej energii jest piękne, i wiem ze, ile z siebie dasz, tyle do ciebie wróci. Czyli tzw. karma. Zrozumiałem, że zrobiliśmy coś absolutnie bardo dobrego dla ludzi i dla siebie, że udało nam się zrealizować wspólny plan i chyba pierwszą w historii chrzanowskiej imprezę perkusyjną, która wzbudziła wielkie zainteresowanie. Dostałem kolejnego pozytywnego kopa do kontynuacji rozwijania siebie, choć nie mam z tym problemu, ale lubię od czasu do czasu dostać dodatkową dawkę emocji, która nakręca mnie do jeszcze bardziej intensywnego ćwiczenia i grania. Kocham być między ludźmi, grać dla ludzi, czuć te naturalne emocje, czuć zapach bębnów, które dostają solidny łomot podczas występów. Trzeba grać, grać i jeszcze raz grać i wspierać się, bo muzyka to nie zawody, tyko piękna sztuka, którą trzeba pielęgnować, rozwijać i dzielić się nią z innymi.

Materiał przygotował: Magazyn Perkusista

Zdjęcia: Foto Projekt 35mm – Paweł Ludwikowski

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *