GK Music… Grzegorz Krawczyk!

         

Jeden z czołowych polskich perkusistów, a zarazem świetny nauczyciel gry na perkusji. Oficjalnie perkusista zespołu DETOX, z którym jest związany już 21 lat. Poza tym jego akcesoria perkusyjne   GK Music są znane w całej Polsce. Jest ich twórcą i razem z żoną rozwijają firmę           o kolejne akcesoria aby sprostać wymaganiom perkusistów                         z którymi współpracują i również potencjalnym klientom. GK Music oferuję takie produkty jak pady do ćwiczeń, poduszki tłumiące, shakery, rózgi oraz bardzo oryginalne nakrętki.

Oczywiście, nie obeszłoby się w dzisiejszych czasach bez nowoczesnych mediów, które Grzegorz w 100% wykorzystuje i na swoim kanale youtube udostępnia lekcje gry na perkusji. Poza lekcjami, realizuję również testy blach Sabian oraz naciągów firmy Aquarian, których jest oficjalnym endorserem. Wszystkie filmy z testami również znajdziecie na jego kanale yt.

Poza tymi wszystkimi tematami perkusyjnymi, które Grzegorz realizuje, prowadzi bardzo szczęśliwe życie, do grania, muzyki i życia podchodzi     z wielkim entuzjazmem, kieruje się potęgą podświadomości i wierzy mocno w to co robi, i nigdy nie narzeka, ponieważ uważa że to strata czasu. Kiedy widzi, że może się jeszcze czegoś nauczyć , bierze życie        w swoje ręce i inwestuje w szkolenia czy warsztaty, aby cały czas się rozwijać i nie stać w miejscu. Jest bardzo otwartą osobą i bardzo dobrze się z nim współpracuje, bo podstawą w tej branży jest, bycie fajnym człowiekiem.

Zespół DETOX, z niego jesteś najbardziej znany, to już 21 lat grania. Jak to wygląda dzisiaj, czy nie znudziłeś się graniem przez tyle lat w tym samym zespole? 

21 lat, kiedy to minęło… Fakt, to sporo czasu jak na jeden zespół, ale gram w nim do dziś więc nie jest tak źle (śmiech).  Jeśli chodzi o zespół, to wiesz jak to bywa, są lepsze i gorsze chwile. Nam pomogły zajęcia z Art Coachingu i Mental Coachingu, czyli praca nad sobą, nad swoimi emocjami, ograniczeniami oraz nad relacjami w zespole, co mówiąc szczerze nie było łatwe. Spotkania mieliśmy raz  w tygodniu przez cztery lata. Zaczęliśmy chodzić w 2010 roku, wtedy jeszcze          z innym basistą i klawiszowcem, i to między innymi pozwoliło nam tyle przetrwać razem.

Wiem, że oprócz twojego macierzystego zespołu, realizujesz się jeszcze w innych projektach. Czy możesz mi opowiedzieć, co porabiasz kiedy nie grasz z Detoxem? 

Kiedy nie gram z Detoxem prowadzę zajęcia gry na perkusji. Coraz częściej jestem też zapraszany jako perkusista sesyjny, co mnie bardzo cieszy, bo lubię nagrywać. Dodatkowo fakt, że posiadam studio w domu, w którym również mogę coś nagrać i przesłać komuś, sprawie że jest to bardzo wygodne i szybkie. Oprócz tego udzielam się w innych zespołach jak na razie w formie zastępstw. Do tego wszystkiego GK Music – moje produkty perkusyjne!

Ostatnio bardzo dużo udzielasz się w stronę nauczania gry na perkusji, nagrywasz filmy, prowadzisz kanał na youtube, gdzie umieszczasz systematycznie lekcję. Odczuwasz jakieś zmiany, przychodzą ludzie do ciebie, którzy chcą grać, czy przesyt w internecie nie pozwala przebić się twoim filmom? 

Oczywiście, nagrywanie filmów edukacyjnych pozwala na dotarcie do coraz większej liczby odbiorców. Zarówno tych, którzy mogą się czegoś nauczyć oglądając je oraz do tych, którzy przychodzą później do mnie na lekcje. Ja oprócz tego, że uczę indywidualnie w Krakowie, uczę również on-line przez komunikator Skype, gdzie mam uczniów zarówno z kraju jak i zza granicy.

Oprócz nagrywania lekcji, realizujesz ostatnio testy blach Sabian, na których grasz, których jesteś przedstawicielem na Polskę. Jaki masz do tego stosunek,  czy wychodzi to z ciebie, i robisz to dla swojej autopromocji czy zależy ci żeby rozkręcić Sabiana w Polsce, bo moim zdaniem jego promocja ostatnio chyba zaspała i nic się nie dzieje z ich strony? 

Bardzo lubię robić testy, nie tylko dla Sabiana, ale również dla Sakae i Aquariana. Robiąc testy poznaję różne serie talerzy, bębnów i naciągów, jest to bardzo pomocne np. w doborze odpowiedniego brzmienia do studia lub koncertów live. Moim zdaniem, muzyk (endorser) marki z którą współpracuje i reprezentuje powinien ją poznać lepiej niż tylko powierzchownie. Jest to bardzo rozwijające oraz pomocne również kiedy ktoś zadaje Ci pytanie, dlaczego taki werbel, blacha albo co byś polecił, bo gram to czy tamto.

Aquarian to, kolejny temat, który mocno promujesz w Polsce, również nagrywasz filmy i testujesz ich produkty. Jak oceniasz Aquariana, bo ja myślę,  że zaczynają deptać po piętach firmom takim jak Remo czy Evans? 

Myślę, że Aquarian jest bardzo mocną firmą naciągową nie tylko w Polsce, ale też i na świecie, należy do czołówki. Fakt jest taki, że kiedy zaczynałem grać na perkusji Remo było wszędzie, potem Evans, a dopiero później Aquarian. Sam wiesz, że reklama oraz przyzwyczajenie ludzi robi swoje. Ja wybrałem Aquariana choćby na fakt jakości wykonania, bardzo dobry film, powłoka coated mega wytrzymała (czego niestety nie można powiedzieć o Remo), no i przystępna cena. Z Evansami miałem najmniej wspólnego, oprócz naciągu na stopę typu EMAD. Wiesz, jak to kiedyś komuś powiedziałem, Aquarian to nie Remo, czy Evans          to Aquarian, i jeśli ktoś będzie szukał takiego samego naciągu w Aquarianie        co np. w Remo to nie znajdzie, znajdzie podobny, ale nigdy taki sam. Kwestia kupienia paru sztuk i przetestowania, najlepiej przy zgaszonym świetle, ponieważ czasem przyzwyczajenie do loga bierze górę nad brzmieniem :-)…

Trochę mało o życiu ale o tym za chwilę. Porozmawiajmy o Sakae, jak to się stało i dlaczego akurat ta marka, co takiego cię w niej ujęło lub kto, bo nie zawsze chodzi tylko o sam produkt 

Sakae, pięknie brzmiący i wykonany instrument, ale wróćmy do początku!

W swoim życiu przerzuciłem wiele zestawów. Miałem Ludwiga, kilka zestawów Mapexa, Yamahe, Ddrum’a, DW, Premiera i Pearla. Po tym jak przeszło mi jaranie się nowościami i firmami, którą są w gazetach, zacząłem patrzyć albo raczej słuchać brzmienia i szybko wróciłem do starych bębnów, gdzie korpus to korpus,  a nie wydmuszka, gdzie dźwięk jest konkretny, a nie buczący itd. Miałem wtedy dwa zestawy Premier APK z 1995r którego używałem na koncertach live oraz Pearl WLX z 1987r, na którym nagrywałem. Wtedy stwierdziłem, że nie chcę mieć nowych bębnów, bo żadne jakoś do mnie nie przemawiają i nie interesowały mnie jakieś kontrakty endorserskie, dla samego faktu ich posiadania. Wiem,        że o tym kiedyś rozmawiałem z Maćkiem Nowakiem z Perkusisty i on zapytał:    „a nie myślałeś o Sakae?”, a ja „Sakae? Hmm… coś kojarzę, a kto to ma…” I tak się zaczęło, miesiąc później pojechałem do Kalisza do Arka i Sebastiana (Music Partners) przedstawicieli Sakae. Pojechałem tak na chłodno, bez żadnej podjarki, bo jak mówiłem wcześniej, nie chciałem niczego brać. Oczywiście było miłe przyjęcie mojej osoby, usłyszałem na wstępie tylko tyle „tam masz pudła, bierz   co chcesz, bierz i graj”. I tak spędziłem cały dzień u nich w firmie ogrywając każdy instrument, rozmawiając. Po krótkiej chwili grania było WOW, te bębny są świetne. Urzekła mnie bardzo wysoka jakość wykonania, proste a zrozumiałe rozwiązania, choćby nawet mocowanie tom holderu od dołu i poczułem, że to jest to czego gdzieś tam podświadomie szukałem, że jest to brzmienie dla mnie             i docelowo wybrałem zestaw The Almighty Maple.

Oprócz świetnych bębnów, fajny i konkretny dystrybutor, co jest bardzo ważne oraz ludzie z Sakae, Eizo Nakata (prezesa firmy oraz wnuka założyciela Sakae     w 1925r), którego miałem okazję poznać w 2016 r podczas targów Music Messe we Frankfurcie oraz Noriko Nakano (artist relation), która parę dni po targach przyleciała na krótkie wakacje do Krakowa. Podczas kolacji z Noriko, poznałem historie bębnów Sakae. Co najważniejsze firmę Sakae tworzą na prawdę bardzo mili i o wysokiej kulturze ludzie.

Twoje produkty GK Music, skąd pomysł na twoje akcesoria perkusyjne i jak obecnie się rozwija twoja współpraca z polskim rynkiem, gdzie można zakupić twoje produkty i może opowiesz szerzej o tym co masz do zaproponowania dla perkusistów? 

Wszystko zaczęło się od rózg. Tak naprawdę do ich stworzenia zainspirował mnie Sławek Berny. Przyjaźnimy się od lat i w czasie jednego z naszych spotkań Sławek wspomniał o tym, że zrobił sobie rózgi. Pomyślałem, że i ja zrobię dla siebie. I tak się zaczęło. Choć od tego czasu minęło już sporo i z pierwszych modeli, które były dostępne w sprzedaży nic już nie zostało, oprócz starych testów w Magazynie Perkusista czy gdzieś w internecie. Każdy model jest testowany i z czasem udoskonalany. Wracając do Sławka to już w ścisłej współpracy z nim powstały dwa sygnowane przez niego modele rózg, które są w ofercie GK Music.

Zaczęło się od rózg, potem doszły pady do ćwiczenia, poduszka do tłumienia centrali, nakrętki na statywy do blach w kształcie czaszek, shakery aluminiowe      i mosiężne. Oferta się powiększa i będą kolejne nowości jeszcze w tym roku, bo wiesz, jak jesteś otwarty na nowe rzeczy i pomysły, to one same przychodzą Ci    do głowy. Potem to kwestia opracowania i wykonania. Ja ogromną uwagę przywiązuję do jakości oraz do ceny, by produkty GK Music były dostępne dla każdego. W większości wykonywane są ręcznie, więc materiały, z których              są produkowane, cały czas są pod kontrolą.

Wiele osób, które nie znały dobrze produktów GK myślały, że są robione                  w Chinach, ale nie są. Wszystkie są robione w Polsce i to ręcznie!

Przejdźmy do życia, bo przecież ono jest równie ważne, a wręcz najważniejsze, bo inspiruje nas do tworzenia, grania, rozwijania się. Kto i też co inspiruję cię  do grania na perkusji? 

Hmm… dobre pytanie, kto mnie inspiruje… Nie będę oryginalny jak powiem,       że Jeff Porcaro, Simon Phillips, czy Bernard Purdie, ale te wielkie nazwiska jak najbardziej tak, jak i takie zespoły jak U2, Rolling Stones, czy Metallica… Jest ich wiele i wymienić można masę i to w każdym dniu ktoś inny, bo czasem włączysz jakiś film na YT czy FB i się zainspirujesz.

Inspiracja do grania jest cały czas wokół nas, jedna nas motywuje, a inna dołuje, pytanie czy się poddamy i przestaniemy, bo czasem życie nie rozpieszcza, czy postanowimy sobie, że się nie poddajemy i cały czas dążymy do celu, który każdy z nas ma gdzieś w swojej głowie wyznaczony.

Wielką inspiracją jest moja rodzina, moja żona i mój syn.

Motywacja, bardzo ważna umiejętność, którą musimy budować każdego dnia aby zejść do salki i ćwiczyć, bo z reguły człowiek jest leniwy i musi się targać        z sobą, aby coś osiągnąć. Jak to wygląda u ciebie, czym się motywujesz                do systematycznych ćwiczeń, czy to prostu miłość do bębnów i tyle? 

Trochę Cię wyprzedziłem z tym pytaniem i trochę odpowiedziałem wcześniej,     ale można czasem inspirację porównać do motywacji, bo ten co Cię inspiruje także Cię motywuje. Systematyczne ćwiczenie jest bardzo ważne, ale zrobienie sobie przerwy też, ponieważ jak nasz mózg będzie żył w monotonii i w kółko robił to samo (w sensie ćwiczeń w tym przypadku), to istnieje możliwość zapętlenia   się i zgubienia celu po co to robimy. Ludzie z reguły są leniwi, jedni mniej, drudzy bardziej, ale są. Dlatego trzeba się zmuszać (i ja się zmuszam) do pewniej systematyczności, bo inaczej się poplączemy i zagubimy. Czasem lepiej jest oglądnąć coś w necie, poczytać. Ty dużo fajnych tekstów motywacyjnych wrzucasz na FB, które dają do myślenia i rozwijają, jeżeli oczywiście coś w tym kierunku zrobimy. Moim zdaniem trzeba być otwartym, a intuicja sama podpowie co dla nas jest dobre w danym momencie, czy zejść do salki i poćwiczyć, pograć               na bębnach, czy zrobić cokolwiek innego. Jak wiesz, uczę metodą Drum Coachingu i to, o co zapytałeś teraz to jest temat, który często poruszam podczas zajęć. 

Trzeba również pamiętać o tym, że podstawową zasadną grania, czy robienia czegokolwiek jest miłość do tego, pasja, radość, którą z tego czerpiemy lub jakkolwiek ktoś to nazwie, bez tego wszystko co robimy będzie bez życia.

Przypomniało mi się, kiedy opowiadałeś o spotkaniu z Dom Famularo, kiedy wydawało ci się, że jesteś bardzo zajętym perkusistą… i wtedy do Polski przyleciał Dom i zderzyłeś się z ścianą krytyki… Co konkretnie wtedy Dom miał na myśli prostując cię, że jednak znajdziesz więcej czasu jeśli tylko będziesz tego bardzo chciał? 

Tak, pamiętam to spotkanie. Jak wiesz Dom jest bardzo pozytywną i prawie zawsze uśmiechniętą osobą, ale do tego jest stanowczy i wszystko co osiągnął      w swoim życiu może zawdzięczać swojej ciężkiej pracy, determinacji i nie poddawaniu się.

Pamiętam, jak był ostatnio w Krakowie. Siedzimy przy kawie, a on pyta czy już mam to, o co mnie prosił jakiś czas temu, a ja że nie, bo nie miałem kiedy. Wtedy uśmiech zniknął mu z twarzy, popatrzył się na mnie i powiedział „Ty jesteś zapracowany? …wydaje mi się, że ja mam mniej czasu, a potrafię więcej zrobić na czas niż Ty…” Wtedy porozmawialiśmy o organizacji czasu, że im lepiej go sobie zorganizujesz, to będziesz robił więcej, i będziesz miał jeszcze chwile dla siebie. Pamiętam, że mi powiedział na koniec „jak Ci go brakuje, to śpij krócej,                 to będziesz miał go więcej” :-)…

Czy po tym spotkaniu zmieniło się coś w twoim życiu? Pan Famularo, jakim jest człowiekiem prywatnie? 

Zmieniło się to, że zacząłem bardziej działać teraz, a nie odkładać na później.      W tym czasie wszystko się tak jakby nałożyło na siebie, spotkanie z Dom’em            i początki Art Coachingu w zespole. Dom Famularo jest bardzo fajnym człowiekiem, cały czas rozwija się jako muzyk, perkusista, edukator, biznesmen, marketingowiec… co dla mnie jest niesamowite. A na dodatek, to co jest ciekawe, on przestał ćwiczyć w 1982 r, a gra coraz lepiej, bo jak mi powiedział: „byłem młody to zajmowałem się ogarnięciem zestawu i techniką, teraz rozwijam           się jako człowiek i to się przekłada na moją grę”.

Złapmy rzeczywistość! Co myślisz o obecnym rynku muzycznym, czy nie odczuwasz w pewnym sensie przepychu, przewagi kiczu nad dobrą muzyką, przewagi pseudo perkusistów nad solidnymi perkusistami i ten przepych informacji w internecie, czy to nie miesza w głowach młodych ludzi? 

Dobre pytanie, nie chce tu nikogo oceniać jak gra albo gdzie gra, ale generalnie rynek muzyczny, ten Show Biznes trochę większy nacisk kładzie na biznes, na produkt, który trzeba szybko zrobić, szybko sprzedać i szybko na nim zarobić. Każdy to wie i każdy to widzi, oczywiście jest wiele polskich artystów, którzy oprócz tej całej machiny tworzą dobrą muzykę, dobre piosenki i grają świetne koncerty.

Nie rozumiem tego, dlaczego wersje koncertowe u niektórych artystów diametralnie się różnią od tych puszczanych w radio. Kilkakrotnie natknąłem    się na to, że jest gwiazda światowego formatu, której piosenki w radiu mi się nie podobają, a koncerty gra w takich aranżacjach i w takim wykonaniu, że buty spadają. 

To co może mieszać młodym ludziom w głowach, to tzw. lanserka,                              i gwiazdorzenie i sztuczność, co nie do końca przekłada się na poziom gry…

Dlatego zadałem to pytanie, bo dzisiaj dzieciaki mówią – „tak się teraz gra       bo to jest modne”, ale przecież to nie o to chodzi… Jesteś człowiekiem, który goni modę grania czy jesteś wierny sobie i idziesz niezłomnie swoją drogą, którą uważasz za słuszną? 

Wiesz, muzyka jest jedna, to ludzie ją podzielili. Nie ma czegoś takiego, że coś jest nie modne, jak zagrasz dobry groove, to on nigdy nie staje się niemodny. To          o czym mówiłem wcześniej, szczególnie młodzi perkusiści ulegają tzw. modzie grania, chopsom, lansowania się.. Ja też z tym miałem problem, ćwicząc czy grając zastanawiałem się, czy gram tak szybko jak ktoś, czy jeszcze nie… a czy jak tak nie będę grał jak ktoś tam, to czy zostanę zauważony, itp… Jakiś czas temu powiedziałem sobie stop, to prowadzi mnie donikąd. Oczywiście trzeba, a nawet należy, poznać różne style gry, groovy i być na bieżąco z różnymi nowościami muzycznymi, bo to nas kształtuje. Należy o tym pamiętać, że każdy jest inny           i każdy ma inne brzmienie i nigdy nie będziemy lepsi od oryginału, będziemy tylko dobrą kopią.

Zasady są wszędzie te same, trzeba się do nich dostosować, bo bez tego nie będziemy w ogóle grać. Perkusja się rozwija, powstają zestawy hybrydowe, masa efektownych talerzy, werbli, należy, a nawet trzeba to poznać, sprawdzić,            bo może dana rzecz posunie nas we właściwym kierunku… Życie to wędrówka,      a co znajdziemy po drodze, nie wiemy :-)…

Mówię też o tym, by w tym wszystkim poszukać siebie, być sobą i nie dać się wciągnąć w sztuczny świat…

Pomyśl, twoja kariera się kończy, kasa się kończy, nie ma pracy w twojej muzie, i dostajesz telefon od jakiejś gwiazdy Disco Polo, i co wtedy robisz, bierzesz         to czy mówisz – olewam to, wolę nie grać i robić coś innego? 

Haha, dobre! Ja nie mam się o co martwić, bo jestem perkusistą, a żadna żadna gwiazda Disco Polo nie zadzwoni do perkusisty, więc problem mam z głowy!       Ty masz inaczej, bo jeszcze śpiewasz, więc pytanie kieruje do Ciebie, haha ;-)…

Haha, odpowiem ci przy okazji ;-)… A teraz powiedz mi, jakie plany przed Tobą, na co stawiasz teraz, na promocję swoich produktów czy bardziej na granie, ćwiczenie, koncerty? 

Powiem tak, na wszystko! Wszystko co robię, lubię robić. Bardzo podoba mi się określenie Michała Wawrzyniaka (Mental Way) „Zawsze i wszędzie możesz wszystko”. 

Cały czas rozwijam ze swoją żoną firmę GK Music. Wracam również po krótkiej przerwie do nagrywania lekcji na mój kanał YT. Staram się codziennie rano pograć (poćwiczyć), rozwijać oraz cały czas prowadzę zajęcia i gram koncerty.

Tak jak ostatnio podczas naszego spotkania rozmawialiśmy, jesteśmy ludźmi, którzy w danej sytuacji, chwili, przybierają różne role. Raz jesteś perkusistą,       raz edukatorem, raz kierowcą itd. Ja tych ról w życiu zawodowym mam wiele,       a jeśli chodzi o codzienność, to jest ich więcej, sam wiesz… 

Kilka słów od siebie w stronę młodych perkusistów? 

Cieszcie się graniem, dążcie do celu, który sobie założyliście, inwestujcie w siebie, nie poddawajcie się, bądźcie sobą i cały czas się rozwijajcie, tym bardziej póki jesteście młodzi i macie mnóstwo wolnego czasu, bo potem nie dość, że czas szybciej mija, to jest go coraz mniej…

…a w razie pytań, jestem do dyspozycji!

 

Materiał przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: archiwum Grzegorz Krawczyk, Dorota Ostrowska i Anna Szot.

Caban Drummer Fest – „Bębny w swoje ręce!”

Magazyn Perkusista vs Paweł Larysz

18 marca w Starej Kotłowni w Chrzanowie odbyło się bardzo interesujące spotkanie perkusyjne, o którego przebiegu trzeba z pewnością szerzej opowiedzieć. Jest to doskonały przykład na to, jak dużo w budowaniu kariery perkusyjnej zależy od nas samych.

Zapowiadając Caban Drummer Fest napisaliśmy że bębniarze zamiast siedzieć wieczorem  z nosami w tabletach wzięli sprawy w swoje ręce i zorganizowali spotkanie perkusyjne, gdzie aktywnie mogli pobębnić i wymienić się doświadczeniem. Z drugiej strony nie ukrywamy, że gdzieś tam między sobą w redakcji mówiliśmy, że przebieg imprezy nie spełnił wymogów określenie Fest. Mimo, że nie było żadnych wielkich gwiazd i Chrzanów z pewnością stolicą perkusji nie jest, impreza wypaliła jak prawdziwa petarda. Możliwe, że to właśnie w tym tkwił sukces pierwszej edycji, bo jak dowiadujemy się zapowiadane jest kolejne spotkanie. Pamiętajmy jednak, że każda konwencja szybko się wyczerpuje, a poziom zainteresowania nie jest łatwy do utrzymania w kolejnych edycjach. Dlatego też organizatorzy muszą stawiać kroki niezwykle przemyślane, chociaż duża nadzieja tkwi po prostu w ludziach, którzy mają ochotę spędzić przyjemnie czas wśród bębnów. Wielkie miasta są mocno zmanierowane i nie zawsze chce się iść na jakiś pokaz ( bo przecież zaraz będzie ktoś następny…). W Chrzanowie przyjemna atmosfera i brak napinki może być kluczem do sukcesu. O tym wszystkim opowie nam nasz dobry znajomy, którego materiały często goszczą na naszych łamach. Aktywny perkusista Paweł Larysz był jednym  z wykonawców podczas festiwalu. Oprócz niego zagrali także, Jakub Kurdziel, Wiktor Palik i Eryk Gruca.

Malutki Chrzanów i brak tzw. wielkich gwiazd perkusji. Teoretycznie impreza nie miała prawa się udać…

Rzeczywiście, nie mamy w Chrzanowie wielkich nazwisk perkusyjnych, ale za to mamy wielu utalentowanych perkusistów. Dlatego został stworzony ten festiwal, by pokazać lokalnych perkusistów i to, jak bardzo kochają grać na perkusji. Duże nazwiska też kiedyś były małe, nieznane, dlatego zaczyna się od zera, aby dojść na szczyt. Mimo braku wielkich nazwisk impreza się udała, bo włożyliśmy w to nasze serca, a nazwiska buduje się latami! Pomysł wyszedł od Konrada Wichra, który pracuje  w Chrzanowskiej Telewizji Lokalnej. Jako pierwszego uczestnika zaprosił Eryka Grucę i od tej chwili wspólnie nakręcali Caban Drummer Fest. Chodziło o to , żeby pokazać ludziom, że perkusiści to ciekawi ludzie, indywidualiści, zazwyczaj schowani z tyły sceny. Chcieliśmy dać innym możliwość spotkania się z perkusją w cztery oczy, możliwość porozmawiania z perkusistami, a nawet spróbowania swoich sił w konkursach, które zorganizowaliśmy.

 

Skąd twoja obecność?

Zostałem zaproszony jako gość specjalny i oczywiście zgodziłem się, ponieważ kocham grać na bębnach. Pomyślałem, że dam ludziom dużo pozytywnej energii moja grą i zaangażowałem się bardzo w ten festiwal. Zależało mi na jego sukcesie, chcieliśmy przyciągnąć jak największą liczbę osób i udało się, wręcz przerosło nasze oczekiwania i klub był wypełniony po brzegi, z czego bardzo się cieszę. Okazuje się, że sama perkusja budzi większe zainteresowanie niż koncerty zespołów, na które chodzi coraz mniej ludzi, pewnie z czystego lenistwa. Jednak perkusja to serce muzyki i jest bardzo widowiskowym instrumentem, więc ludzie przybyli zaciekawieni, co będzie się działo. Chcieliśmy dać im coś, czego jeszcze w Chrzanowie nie było, a przecież to dobre miejsce na takie imprezy. Chrzanów znajduje się między Katowicami a Krakowem, więc można ściągnąć ludzi z większych miast, bo nie jest daleko, a połączenie jest bardzo dobre. Trzeba działać, uczyć ludzi kultury, odważnie realizować pomysły i przeć do przodu. Już wiem, że odbędzie się kolejna edycja i że odezwali się sponsorzy, chętni wyłożyć pieniądze na rozwinięcie CDF. Super, będzie można zaprosić gwiazdę, która przyciągnie jeszcze więcej ludzi. Stawiamy jednak przede wszystkim na promowanie lokalnych perkusistów, bo jest ich wielu.

Jak wyglądał przebieg imprezy?

Powiem ci, że organizacja była bardzo prężna i jak na pierwszą edycję, to poradziliśmy sobie z tym świetnie. Wspólnie działaliśmy bez żadnego „gwiazdorzenia”. Kolejność perkusistów, którzy występowali na festiwalu, była bardzo dobrze zaplanowana, ponieważ napięcie rosło z występu na występ, ze względu na różnice osobowości i stylu gry oraz mocy z jaką każdy gra, czyli Jakub Kurdziel, Wiktor Palik, Ery Gruca i ja. Jeśi chodzi o Klub Stara Kotłownia w Chrzanowie to idealne miejsce na takie imprezy, duża scena, klub z barem… A więc o klimat i przyjazną atmosferę nie było trudno. Jak na pierwszą edycję, nie było zbyt wiele chaosu i festiwal wypadł profesjonalnie. Rzeczy, które bym poprawił w kolejnej edycji, t na pewno płatny wstęp, bo to też rodzi szacunek dla imprezy i artystów, eliminuje niepotrzebne osoby, choć uważam, że przybyli ci, którzy chcieli przyjść. Jeszcze jedna rzecz, o którą trzeba zadbać, to zatrudnienie konferansjera, który będzie prowadził całą imprezę i dzięki temu odciąży artystów od wzajemnego zapowiadania się. Przyznam, że miało to swój urok, ale przecież nie o to chodzi, żeby się głaskać po głowie, tylko budować coraz lepszy festiwal, a więc do boju. Imprezę wspierały firmy Roland, Music Info ( Aquarian, Sabian, VF ), Music Partners  ( Code, Wincent ), Ada Music ( Zildjian ), StawsS oraz Mapex Polska, a więc wsparcie mieliśmy bardzo duże jak na pierwszą edycję. Byli też tacy, którzy nie wierzyli i nie zaangażowali się z różnych powodów, ale jestem dobrej myśli i wierzę, że w kolejnej edycji będą nas wspierać. Rozdaliśmy bardzo dużo gadżetów i przede wszystkim radość dzieci, które stawiają pierwsze kroki w grze na perkusji, byłą bezcenna. Dwadzieścia lat temu takie wydarzenia były tylko marzeniem. Gdyby ktoś powiedział mi wtedy, że takie wydarzenia będą miały miejsce to powiedziałbym , żeby się puknął w głowę, a dzisiaj mamy „perkusjomanię” i to jest piękne.

Pytanie do ciebie jako muzyka. Jakie nauki wyciągnąłeś z występu na tej imprezie?

Muszę popracować nad emocjami. Bardzo się stresowałem, czego już dawno nie czułem w takim stopniu. Granie koncertów to zupełnie inna bajka. To była nowa sytuacja i zależało mi bardzo, żeby wypaliło i dlatego towarzyszył mi stres, a więc byłe częstym gościem w toalecie ( śmiech )… Zrozumiałem kolejny raz, że moja ciężka praca za bębnami ma sens, że to, co robię i jak się temu poświęcam jest doceniane, za co bardzo dziękuję wszystkim, którzy mnie słuchają  i wspierają. Poza tym, trzeba być otwartym i pozytywnych człowiekiem, dawanie ludziom pozytywnej energii jest piękne, i wiem ze, ile z siebie dasz, tyle do ciebie wróci. Czyli tzw. karma. Zrozumiałem, że zrobiliśmy coś absolutnie bardo dobrego dla ludzi i dla siebie, że udało nam się zrealizować wspólny plan i chyba pierwszą w historii chrzanowskiej imprezę perkusyjną, która wzbudziła wielkie zainteresowanie. Dostałem kolejnego pozytywnego kopa do kontynuacji rozwijania siebie, choć nie mam z tym problemu, ale lubię od czasu do czasu dostać dodatkową dawkę emocji, która nakręca mnie do jeszcze bardziej intensywnego ćwiczenia i grania. Kocham być między ludźmi, grać dla ludzi, czuć te naturalne emocje, czuć zapach bębnów, które dostają solidny łomot podczas występów. Trzeba grać, grać i jeszcze raz grać i wspierać się, bo muzyka to nie zawody, tyko piękna sztuka, którą trzeba pielęgnować, rozwijać i dzielić się nią z innymi.

Materiał przygotował: Magazyn Perkusista

Zdjęcia: Foto Projekt 35mm – Paweł Ludwikowski