Meinl Drum Festival 2016 w warszawskim teatrze Roma!

         teatr

          Meinl Drum Festival to już od lat zapisany w historii muzyki, jako jeden z największych, jeśli nie największy, festiwal perkusyjny, gdzie pojawiają się najlepsi perkusiści z całego świata – pisząc najlepsi, nie mam na myśli popularni, ale absolutni profesjonaliści z wielką pasją.

Przez ostatnie lata firma Meinl nabrała wielkiego rozpędu, rozwinęła swój festiwal do rangi najwyższej i co ważne, nie ogranicza się tylko do niemieckiej ziemi i niemieckich artystów, lecz stawia na cały świat, co jest bardzo odważnym krokiem, bo dzisiaj mało która firma stawia tak mocno na promocję swojej marki oraz na artystów, którzy grają na ich instrumentach.

Oczywiście, znajdą się tacy i muszę to napisać, którzy będą marudzić, że, po co organizować takie festiwale, jaki to ma cel itd… Ale przecież jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził! Mamy wolny rynek i każdy może robić to, na co ma ochotę, ale najważniejsze – robić to na najwyższym poziomie, bo tzw., dziadostwa na rynku nie brakuje                 i momentami smród unosi się tak wysoko, że nie ma czym oddychać.

W świecie show biznesu i biznesu trzeba mieć umysł otwarty, być elastycznym, wychodzić naprzeciw, proponować ludziom zmiany, nowinki, zachęcać ich czymś, czego jeszcze nie było i dawać ludziom rozrywkę, która ma niepowtarzalny klimat i to właśnie stara się realizować firma Meinl.

I dlaczego nie mieć zdrowego dystansu do siebie, tego co robimy i na czym gramy? Trzeba mieć, bo przecież można popaść w jakąś chorą jazdę typu – przecież jestem endorserem innej marki blach, więc nie mogę się wypowiadać na temat innej firmy – pytanie dlaczego? Przecież nie pluję na firmy z którymi współpracuję, tylko buduję swoją bazę i inspiruję się innymi firmami, które uważam, że wykonują równie dobrą robotę. Takie otwarte podejście do tematu i życia daje nam większe możliwości!

Niestety nie mogłem tam być, ale w ten dzień równie dobrze się bawiłem! Dlatego ten artykuł, przedstawiony jest oczyma widza, który przeżył to na własnej skórze…

Po raz pierwszy w Polsce, z czego możemy być ogromnie dumni, zagrał Meinl Drum Festival, a jak było i jakie towarzyszyły emocje temu wydarzeniu, opowiedzą sami uczestnicy, którzy brali udział w tym festiwalu w różnych postaciach.

 

Matt Halpern ( Periphery )

matt

Jesteś bardzo zapracowanym perkusistą, ale mimo to znalazłeś czas, żeby przyjechać do Polski na Meinl Drum Festival.

Festiwal był świetny i był to dla mnie wielki zaszczyt dzielić jedną scenę z tak wspaniałymi perkusistami  i spotkać wielu przyjaznych ludzi z Polski.

Jednak to nie był twój pierwszy raz, kiedy odwiedziłeś Polskę. Pojawiłeś się wcześniej ze swoim zespołem Periphery na festiwalu w Krakowie, na którym miałem wielką przyjemność być i przeżywać wasz koncert, to było po prostu zajebiste! Czy granie dla polskiej publiczności jest ekscytujące?

Polska zawsze jest niesamowitym miejscem do grania koncertów. Fani tutaj są zawsze bardzo przyjacielscy i entuzjastyczni i zawsze myślę o tym, aby wrócić do was jak najszybciej.

Jesteś nauczycielem, prowadzisz warsztaty perkusyjne, grasz w zespole i robisz to z wielka pasją. Czy uważasz, że tego typu festiwale są w pewnym sensie lekcją dla fanów perkusji czy to zupełnie nie o to chodzi?

Festiwal jest w pewnym sensie rodzajem edukacji i inspiracji dla perkusistów, ale myślę, że przede wszystkim to świetna zabawa dla wszystkich, gdzie można przeżyć niepowtarzalne emocje. Jest to zabawne i ekscytujące, ale jeśli może to wpłynąć w sposób edukacyjny na uczestników, to również jest super!

Matt, co daje ci więcej emocji w twoim muzycznym życiu, uczenie gry na perkusji czy występowanie na scenie i bycie w trasie?

Kocham uczyć i grać. Dla mnie jedno i drugie sprawia mi mnóstwo radości.

Powiedz mi od siebie, co myślisz o MDF w Polsce?

Meinl Drum Festival w Polsce był ogromnie wielkim doświadczeniem. Publiczność była bardzo entuzjastyczna i oczywiście wszyscy obecni perkusiści to bardzo utalentowani perkusiści.

Meinl Drum Festival to po prostu jedna wielka rodzina, począwszy od organizatorów, artystów, technicznych aż po sprzęt, a więc być częścią tej rodziny i wystąpić dla polskich fanów, to naprawdę wielki zaszczyt!   

 

Rafał ‘Zwierzak’ Habrajski ( Drummers From Hell )

zwierzak

Zwierzaku, tak sobie pozwolę zwracać się do ciebie, bo tak na ciebie mówią w środowisku muzycznym, więc nie muszę nikomu tłumaczyć kto to jest „Zwierzak” ;-)…

Jesteś fanem ostrego gatunku muzycznego w ogólnym jego pojęciu, czyli metalu i jeździsz za tą muzyką, gdzie się tylko da, więc trudno cię zaskoczyć czymkolwiek w tym temacie. Wiem, że nie jesteś zamknięty tylko na metal i ostatnio gościłeś nie pierwszy raz na tym festiwalu, ale pierwszy raz w Polsce, na Meinl Fesitval, który odbył się w teatrze Roma.

Witam Pawle!

Tak jak mówisz… Zdecydowanie jestem zwolennikiem metalowego, ekstremalnego uderzenia. Jeżeli chodzi o całość muzyki, jak i o sam instrument. Czyli nasze ulubione bębny ;-)…

Ale kiedy jest możliwość obejrzenia „pierwszej ligi” perkusistów na jednym festiwalu, nie odmawiam sobie takiej możliwości. Nawet, kiedy nie jest to Metal  lub nie tylko Metal… A dodatkowo był to Meinl Festiwal, a nie jakiś tam przypadkowy. Tym bardziej była to fajna okazja, bo jest to impreza rzadko wyjeżdżająca  poza swoją bazę, czyli głównie odbywa się w Niemczech,                   w fabryce Meinl.

Jak się bawiłeś na tym festiwalu i jakie wyniosłeś wrażenia?

Bawiłem się świetnie!!! Wrażenia są bardzo pozytywne. Zaskoczę Cię. Koncert, który zrobił na mnie niesamowite wrażenie, to recital Robert Luty!! Oczywiście Daray i reszta wykonawców też ale Robert na pewno miał przewagę, grając           z żywymi muzykami. Bardzo podobał mi się też występ Matta Halperna. Pomijając sam aspekt muzyczny, podobało mi się to, co mówił o zachowaniu za bębnami. Było to dość bliskie mojemu sercu i  bardzo się z tym identyfikuję. Mimika i zachowanie za perkusją, czyli chodzi o to, żeby być sobą!  Znasz mnie        i wiesz o co mi chodzi… Poza tym dobrze to rokuje na przyszłość     i nie tylko chodzi  o ten festiwal, ale ogólnie o imprezy perkusyjne w Polsce.

Jak już wspomniałem, nie był to twój pierwszy raz na MF, więc możesz mi powiedzieć, czym się różnią od siebie niemiecka edycja od polskiej lub jaki mają wspólny mianownik?

Wspólnym mianownikiem na pewno jest organizacja. W Niemczech jak i w Polsce firma Meinl zrobiła to na bardzo wysokim poziomie. Co do Polski, urzekło mnie miejsce, w którym wszystko się odbyło, czyli warszawski teatr Roma. Kiedy wszedłem do sali teatralnej, już wiedziałem, że będzie dobrze.  W Niemczech odbywało się to po prostu w dużym hangarze, w jednym z budynków fabryki. Zdecydowanie bardziej podobała mi się miejscówka w Polsce!

Wejdę jeszcze głębiej, czy może w Polsce ten festiwal został zorganizowany lepiej niż w jego rodzinnych stronach?

Postaram się odpowiedzieć dyplomatycznie… Czy lepiej??? Na pewno inaczej… Jednak robili to w dużej mierze Ci sami ludzie, więc poza wspomnianym wyżej miejscem nie zauważyłem drastycznych różnic. Można by się czepiać nagłośnienia. Ale po co??? Był to mały techniczny detal, który nie przyćmił poziomu tej imprezy. No… W Polsce mogłeś płacić za kawę, merch i inne pamiątki w polskiej walucie ;-)…

 

Tomek Torres ( Afromental )

torres

Tomku, zostałeś zaproszony w tym roku na pierwszy w Polsce Meinl Festiwal, który odbył się w Warszawie w magicznym teatrze ROMA.       Jak się czułeś kiedy odebrałeś telefon z zaproszeniem na tak prestiżowy festiwal?

To naprawdę ogromne wyróżnienie! Śledziłem wcześniejsze edycje Meinl Drum Festiwal, gdzie niejednokrotnie grali moi perkusyjni idole i kiedy dowiedziałem się, że organizatorzy chcą, żebym był częścią kolejnej edycji, wręcz zaniemówiłem

Od niedawna jesteś oficjalnym endorserem tej marki, więc bardzo szybko zostałeś doceniony jako ich artysta. Czy to wielki komplement dla ciebie?

Powiem Ci nawet więcej! Jakiś czas temu korespondowałem z Marcusem z niemieckiego oddziału Meinl’a odnośnie mojego dołączenia do „Meinl Family”. Umówiliśmy się, ze wszystkie szczegóły ustalimy na spotkaniu w Polsce, które odbywało się w Łodzi. Wtedy właśnie pierwszy raz uścisnęliśmy sobie ręce               i to właśnie na tym spotkaniu dostałem propozycję wystąpienia na festiwalu! Wgniotło mnie w ziemię, naprawdę! Nie rozumiałem, jak to jest, że dopiero         się poznaliśmy, a już zostaje obdarzony aż tak wielkim zaufaniem! Okazuje się,     że Marcus mimo, że wcześniej się nie poznaliśmy, zrobił już bardzo gruntowny research mojej osoby w Internecie. I dlatego we mnie uwierzył, za co będę mu zawsze bardzo wdzięczny!

Jak poszło na festiwalu i jak oceniasz jego organizację od strony technicznej i ogólnie artystycznej?

Uważam, że takiej organizacji powinni uczyć się wszyscy organizatorzy eventów! Opieka nad Artystami przechodziła wszelkie oczekiwania! Jak chociaż fakt,           że Marcus przywiózł dla mnie nowiutki set blach specjalnie na występ na tym festiwalu! Nie jestem w stanie znaleźć absolutnie żadnego zastrzeżenia co do technicznej strony festiwalu. Natomiast, jeśli chodzi o mnie. to mam trochę żal do mojego komputera, że w drugim numerze, który grałem postanowił się zawiesić     i przerwać mi granie haha na szczęście potem już z górki wszystko poszło super! Z wielka niecierpliwością czekam na nagrania wideo z Meinl Drum Festival! 

 

Piotr Czyja ( Drumset Academy )

czyja

Czy uważasz, że takie festiwale mają wpływ na środowisko perkusyjne i inne firmy powinny uczyć się od prężnie rozwijającego się Meinla, który nie żałuje ani grosza na takie imprezy, aby promować swoją markę? 

Oczywiście, że tak. Pomijając charakter marketingowy festiwalu, który nastawiony jest na promocję marki, ma on wiele pozytywnych stron. Dzięki niemu wiele osób, mających ze sobą jedynie lub przede wszystkim kontakt wirtualny, mogło się ze sobą spotkać twarzą w twarz, poznać się osobiście, porozmawiać za pomocą „paszczy”, a nie klawiatury. Tego nam brakuje                 w dzisiejszych, „cyfrowych” czasach. Mimo tego, że nie miałem podczas festiwalu prawie wcale wolnego czasu, gdy tylko wyszedłem na hall, to za każdym razem miałem przyjemność kogoś spotkać, porozmawiać, poznać osobiście ludzi, którzy korzystają na co dzień z kanału YouTube Drumset Academy oraz czytelników moich warsztatowych artykułów w magazynie „Perkusista”.

Bardzo istotna była możliwość sprawdzenia chyba całej oferty katalogowej, gdyż nigdzie indziej, w żadnym sklepie, nie znajdziemy aż tak szerokiej gamy produktów. Zagrać na wszystkich talerzach z sześciu serii Byzance, poczuć subtelność ich brzmienia… Warto było.

Ja oceniasz atmosferę tegorocznego festiwalu Meinl?

Wszyscy wykonawcy, bez względu na wykonywany gatunek muzyczny, zostali wspaniale przyjęci przez publiczność. Atmosfera stworzona przez uczestników festiwalu oraz jego obsługę daję nadzieję na to, że nie tylko na tego typu imprezach, ale także na co dzień w środowisku perkusyjnym będzie panował wzajemny szacunek, zrozumienie, akceptacja i uśmiech. Życzę tego nam wszystkim.

Jakie miałeś oczekiwania co do tego festiwalu, czy obawiałeś się czegoś czy byłeś pewien, że będzie fantastycznie?

Obawiałem się akustyków, gdyż z własnego doświadczenia wiem, że mogą położyć niejedną imprezę. Na szczęście z większych wpadek (oprócz tego, że było za głośno – ale to już chyba ich skrzywienie zawodowe) zapomnieli włączyć overheadów Adamowi podczas występu naszego polskiego trio, przez co nie było słychać jego talerzy. Co do organizacji, to byłem pewny, że wszystko będzie właściwie przygotowane. 

Opowiedz mi jak to było z tyłu sceny, ponieważ byłeś technicznym od bębnów na festiwalu, a to nie łatwa sprawa dogodzić tylu perkusistom naraz. Z jednej strony super, bo miałeś na wyciągnięcie ręki super perkusistów z całego świata, ale z drugiej byłeś odpowiedzialny za ich komfort pracy, a tu już nie ma przelewek, o czym sam wiesz, bo jesteś również perkusistą. Opowiedz mi jak poszło, jak to jest być technicznym na takim festiwalu i czy wszystko poszło zgodnie z planem?

Było to bardzo ekscytujące doświadczenie. Jako że sam gram, to z własnego doświadczenia doskonale wiedziałem, czego oczekują ode mnie. Przyjemnym uczuciem było m.in. rozkładanie od zera zestawów Anupa Sastry, Matta Halperna. Przyjechali zaskoczeni, że zestawy stoją rozstawione prawie idealnie tak, jak preferują. Robertowi Lutemu zmieniałem naciąg bębna basowego na ten z logo festiwalu. Anup zapomniał żelków do wytłumienia werbla, więc Daray dał kilka. Po występie każdego wykonawcy rozkładałem jego set talerzy na wystawie w hallu, aby można było sprawdzić sobie brzmienie tych konkretnych instrumentów. Z tyłu sceny panowała bardzo przyjemna atmosfera, nie było żadnego gwiazdorzenia, żadnych krzywych akcji. Wszyscy podziękowali mi         za pomoc. Jedynym minusem było to, że w większości przypadków nie słyszeliśmy muzyki z tyłu. Jedynie bębny. Za to mogliśmy oglądać „od kuchni” facetów przy garach. Jak to bywa na takich imprezach, nie obyło się bez drobnych komplikacji.  Anup rozwalił naciąg bębna basowego. Klejenie taśmą gaffer nie pomogło. Na szczęście Matt Halpern pożyczył mu swój bęben i Anup mógł grać dalej.

 

Anup Sastry ( Music Producer )

anup

Anup, czy to był twój pierwszy występ w Polsce?

Nie, to nie był mój pierwszy raz w Polsce. Byłem już kilka razy w przeszłości, będąc w trasie za pierwszym razem z Jeff Loomies, kolejn raz z Interval i jeszcze występowałem z Monuments. Uważam, że Polska jest niesamowitym krajem         i występowanie przed polską publicznością, za każdym razem jest niesamowite!

Co sobie pomyślałeś, kiedy dostałeś zaproszenie na festiwal Meinla?

Czułem się zaszczycony i bardzo podenerwowany tym zaproszeniem, tym bardziej że nigdy wcześniej nie występowałem na tego typu występach, gdzie wydarzenie skoncentrowane jest głównie na bębnach. Tak więc był to mój pierwszy raz i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu. Naprawdę nie wiem,       jak mam dziękować firmie Meinl za zaproszenie mnie na tak fantastyczny festiwal.

Czy myślisz, że polska atmosfera sprzyja takim wydarzeniom, a teatr Roma to odpowiednie miejsce dla takiego festiwalu?

Polska atmosfera na tym festiwalu była wspaniała. Wszyscy byli bardzo ciekawi     i chłonni wiedzy całego festiwalu.

Jesteś szczęśliwy po występie na festiwalu Meinl?

Niestety pojawiły się nieoczekiwane problemy techniczne w trakcie gry, ale mimo to nie popsuło mojego występu i przyjaźnie spędzonego czasu podczas całego festiwalu. Uważam, że Meinl Drum Festical w Warszawie był bardzo udanym wydarzeniem perkusyjnym i bardzo się cieszę, że mogłem być częścią tej wielkiej imprezy perkusyjnej!

 

Agnieszka Litarska ( Drumset Academy )

Oglądałem twoje zdjęcia z Meinl Drum Festiwal i moim zdaniem są niesamowite. Zastanawiam się, co jest największą motywacją dla ciebie do robienia zdjęć podczas tego typu imprez, sam artysta czy ogólny klimat towarzyszący takim imprezom czy po przede wszystkim pasja do muzyki/perkusji?

Wszystko o czym powiedziałeś ale najbardziej chyba jednak sam artysta ;-)…

Prowadząc szkołę perkusyjną Drumset Academy, staramy się bywać na wielu imprezach tego typu, jeśli oczywiście czas na to pozwala. W ciągu ostatnich kilku lat liczba tego typu imprez w Polsce naprawdę wzrosła i ciężko niestety bywać wszędzie. Jeśli już trafiam na jakiś event i są tam gdzieś  blisko bębny, bębniarze, to nie wyobrażam sobie co by było, gdybym nie miała przy sobie aparatu,               to byłyby dla mnie prawdziwe tortury. Jedne kobiety noszą ze sobą pomadkę…     Ja mam zawsze aparat.

Trzęsły ci się ręce, gdy robiłaś zdjęciac Mattowi Halpernowi z Pheriphery?

Nie, to fantastyczny facet i taki , zwyczajny, nie gwiazdorzy, a aparat go bardzo lubi. Poza tym, robiąc zdjęcia wyłączam myślenie typu: Kim jest ten „pan w obiektywie” ?

Jesteśmy tu i teraz. Dzieje się coś, co będzie trwać krótką chwilę i trzeba                 to wykorzystać najlepiej, jak się da. Nie ma czasu na myślenie „O jaaa robię zdjęcie gwiazdy”. Jeżeli masz okazję robić zdjęcie bezpośrednio na scenie, musisz stać się jej częścią, a występujący musi się do ciebie przyzwyczaić jak do, na przykład statywu. Tak, tak możesz udawać  właśnie taki statyw, choć w moim przypadku   to by była raczej kolumna w dodatku duża ;-)…

Warto wejść w jakąś interakcje z perkusistą, można np. puścić mu oko. Nawet wielcy bywają zestresowani, a to rozluźnia sytuację i jakaś baba biegająca           po scenie z aparatem, czasem leżąca ci prawie między nogami nie będzie już aż tak przeszkadzać ;-)…

Czy jest tak, że jeden artysta ma coś w sobie co cię ujmuje i chwytasz to,   a drugi tego nie ma i nie da się nic z tym robić ( bo zdjęcie powie               ci wszystko ), czy po prostu każdy jest wyjątkowy na swój sposób i to jest piękne w tym świecie?

Każdy z artystów jest inny niepowtarzalny i w każdym jest to „coś” .

Wszystko jest kwestią znalezienia tego i  można powiedzieć, „nauczenia się” artysty. Robiąc zdjęcia, musisz w krótkim czasie – ( jeden numer? ), nauczyć się jego reakcji  i to jest fantastyczne. Jesteś takim łowcą na polowaniu, tyle że nikt nie ginie… chyba, że jest to naciąg Anupa Sastry który pękł, tym samym wyzionął ducha…

Czasem gdy wiem, że będę robić jakiś ważny reportaż, przeglądam w internecie zdjęcia danego muzyka z koncertów, oglądam filmy, patrzę, jak ma ustawiony zestaw i to pomaga na starcie.

Na Meinl Drum Festival mieliśmy duży przekrój różnych perkusistów od Anupa Sastry z niesamowitym wyrazem twarzy niczym postać z filmów Tima Burtona, po istnego zwierzaka Miłosza Meiera, prywatnie o dziwo bardzo skromnego           i cichego. Robienie takich zdjęć, gdy jest się blisko artysty, jest naprawdę fascynujące. Na scenie dzieją się różne rzeczy, których zwykły widz siedzący dalej nie zobaczy czy nie odczuje.

Czasem możesz zostać zlany potem – cudzym, dostać złamaną pałką, co też kiedyś mi się zdarzyło. Czasem widzi się też rzeczy, których nie chciałoby się zobaczyć ale o tym cicho sza… Czasami od zrobienia dobrego zdjęcia dzielą cię sekundy ale nie zdążysz podnieść aparatu i widzisz tylko kątem oka super sytuacje, oj jak to boli! Gdyby tak dało się wydrukować obrazy, które widzieliśmy prosto z głowy…

Na Meinl Drum Festival było mnóstwo takich sytuacji, no cóż, pozostaną jako wspomnienia 😉 Bywa też, że przypadkowo zrobi się zdjęcie, które nie powinno ujrzeć światła dziennego… Po tym festiwalu moja kolekcja takich „strzałów” znacznie się powiększyła ;-). Nie można też zapominać o tym, że bywa,     i to często tak, że nie jesteśmy sami na scenie. Są inni fotografowie, kamerzyści. Ważne jest, by sobie nie przeszkadzać nawzajem. Jest z tym różnie, ale na Meinl Drum Festiwal wśród fotografów i kamerzystów panowała pełna kultura. (choć     w myślach pewnie nie jeden chciał mnie zrzucić ze sceny ;-)…

I na koniec, powiedz mi, jak się bawiłaś i jak oceniasz Meinl Drum Festival zorganizowany po raz pierwszy w Polsce?

Firma Meinl słynie już chyba z tego, że imprezy, które organizuje są na bardzo wysokim poziomie, w końcu stoją za tym odpowiedni, świadomi                                   i nieprzypadkowi ludzie. Dla mnie był to wielki zaszczyt robić zdjęcia jako główny fotograf i wielka odpowiedzialność, wszak nie jestem profesjonalistą, fotografia to przede wszystkim moje hobby. Jak się bawiłam? Byłam w swoim żywiole, znakomici bębniarze na wyciągnięcie ręki , perkusja i aparat … Cóż więcej chcieć…

 

Maciej Nowak ( Redaktor naczelny magazynu Perkusista )

3

Jesteś jednym z niewielu w tym kraju, który robi tak wiele zamieszania w świecie perkusji i gdy już coś robisz, to robisz to na maxa. Jednym z tych wydarzeń, które ostatnio potwierdziło twoje oddanie temu, co robisz, był Meinl Drum Festival, który odbył się w Warszawie w teatrze Roma. Jak do tego doszło i dlaczego tak bardzo zależało ci, żeby ten festiwal odbył się w Polsce?

Zgadza się. Chyba każdy zaangażowany w nasza scenę myślał sobie o tym,           by jakaś impreza naprawdę wielkiej rangi miała miejsce u nas w kraju, czy           to festiwal czy to targi z prawdziwego zdarzenia. O tym, że Meinl Festiwal można zrobić w Polsce pomyślałem od razu po moskiewskiej edycji, ale było to bardziej na zasadzie wzdychania.

Jak ustabilizowała się u nas sytuacja z Meinl Distribution wszystko zaczęła robić się wręcz same. Tama Festiwal, na którym występował Daray był momentem, gdzie zacząłem wprost mówić, że można to zrobić w Polsce. Po kolejnej edycji Meinl Festiwal w Gutenstetten nie było już żadnych wątpliwości. Wszystko dzięki autobusom, które jechały z Polski. Wtedy zaatakowałem oficjalnie, przedstawiając cały plan, plusy i minusy imprezy, nie owijałem w bawełnę, ale tez nie chciałem za bardzo bajdurzyć, bo wiedziałem, że tutaj makaronu na uszy nie nawinę, kawa na ławę. Norbert Saemann powiedział mi, że cały materiał ode mnie został wydrukowany i był główną bazą rozmów podczas zebrania w firmie. Wreszcie dostałem e-maila: „Będzie w Polsce, ale jeszcze nikomu nie mów…” Reasumując, moje starania opierały się nie tylko na tych oczywistych czynnikach jak położenie Polski, dystrybucja sprzętu. Wielką rolę odegrały autobusy z tłumem Polaków, którym absolutnie daleko do zachowania tych tamtych z Legii. Bawiliśmy się przednio i wesoło, Gutenstetten było nasze! Kolosalną rolę odegrał w tym wszystkim Konrad Iwan i jego Meinl Polska. Bez ich wsparcia nie byłoby szans, nie łudziłbym się i odpuściłbym sobie, tym bardziej, że zdarzały się podobne przypadki w historii z innymi firmami. Wariaci z polskiego Meinla byli języczkiem u wagi.

Czy wierzysz w to, że festiwale pokroju Meinla zmieniają świat na lepsze, nie tylko dla artystów, ale też dla słuchaczy/uczestników?

Z pewnością uczą, chociaż jak masz przygłupa lub przedstawiciela polskiego „betonu” mentalnego, to nic nie zdziałasz, a tego tałatajstwa jest wciąż pełno w naszym środowisku, co boleśnie widać w sieci. Festiwal dał mi sporo materiału   do myślenia i wyciągnąłem wiele wniosków. Wiele rzeczy, o których wiedziałem, że istnieją, zostały wreszcie przeze mnie zrozumiane. A to jest duża różnica, dlatego zauważyłem zmianę u siebie. Wiesz, takie imprezy trzeba po prostu robić, tym bardziej teraz, w tym całym sku*wiałym i napęczniałym jak baranie jaja otoczeniu. Społeczeństwo na całym świecie

jest coraz bardziej zaszczuwane na siebie. Meinl Festiwal pokazał, że ludzie mają tego dość i chcą oderwania się od tej pieprzonej rzeczywistości. Polacy potrafią     to robić doskonale i z klasą. Wiadomo, zawsze się trafi jakiś przysłowiowy „cebulowy Janusz”, ale nazywanie tak całego społeczeństwa to nie tylko głupota, ale wielka krzywda! Podejrzewam, że jak jakieś „wielkie” media robiłby relację     z tej imprezy, to skupiłyby się na tym, że z Darkiem wieczorem zrobiliśmy sobie troszkę rock and rolla w hotelu. To co miało miejsce na festiwalu, czyli kulturalna zabawa, pozytywna reakcja, wzorowe zachowanie to rzeczy mało ciekawe dla portali internetowych czy innej prasy. Tym bardziej jak zachowują się tak Polacy. Jak to? Przecież jesteśmy warchołami, krzykaczami i przepychającymi się chamami z alkoholowym wyziewem. Bzdura! Skoro generalizujemy, to powiem tak: na tym festiwalu kultury od nas mogłoby się nauczyć wiele tzw. wysoko rozwiniętych krajów Europy zachodniej. 

Czy miałeś wpływ na wybór artystów, którzy wystąpili na MDF w Polsce, a jeśli tak, to jakimi kryteriami się kierowałeś w wyborze artystów na tak prestiżowy festiwal?

I tak i nie. Cały skład festiwalu to pomysł Meinl z oczywistych względów, które dotyczą logistyki i finansów. Mimo wszystko Meinl pytał się, co sądzę na ten czy inny temat, jak chociażby odważny pomysł Marcusa na Polski finał imprezy. Moje zdanie nie było wiążące. Bardzo chciałem ,by wystąpił Damion Reid. Niestety nie udało się. Z drugiej strony poprzez wspólną wymianę poglądów kilka rzeczy zostało zatwierdzonych lub odrzuconych. Była jedna bardzo groźna sytuacja, którą zasygnalizowałem na samym początku i na szczęście udało się jej uniknąć. Meinl dostał tak konkretne informacje ode mnie w kwestii tej imprezy, że kryteria były jasne – ma być pozytywnie, nie chcemy depresji i polityki. Pozostawała jedynie kwestia finansów i czystej logistyki. Nasi przyjaciele na profilu FB Perkusisty pamiętają pewnie szybką ankietkę, gdzie pytaliśmy się, kogo chcielibyśmy widzieć w Polsce na festiwalu. Nie wzięło się to znikąd (śmiech). 

Szczerze, dzisiaj chyba niewiele jest takich firm jak Meinl, którzy tak mocno angażują się w promocję swojej marki, artystów itp?

Firm jest wiele, tylko nie każda robi to tak skutecznie jak Meinl. Anika Nilles czy Benny Greb, czy ktoś kojarzyłby te osoby, gdyby nie Meinl? Powiem więcej, Thomas Lang. Ile tytułów płyt jakie nagrała ta trójka jesteście w stanie wymienić? Meinl zainwestował swój czas i pieniądze w tych muzyków, uczynił ich doskonałymi ambasadorami marki. Jeżeli chodzi o Anikę i Benny’ego sprawa idzie jeszcze dalej. Gałąź grania warsztatów rozwinęła się bardzo mocno i wiele osób szuka talerzy do gry solo, te znów mają wiele wspólnego z jazzowymi blaszkami, ale to już inna historia… Takimi blachami do solowych recitali jest     ¾ katalogu Byzance i kto lepiej nie zademonstruje ich w praniu jak ta dwójka.    A co do sedna twojego pytania odpowiem tak. Czy jest jakaś wielka różnica między instrumentami – podkreślam – instrumentami Meinl Byzance, Istanbul Agop, Bosphorus, Anatolian, Masterworks? Praktycznie żadna! Proces produkcji, który wpływa na jakość brzmienia, przebiega tak samo w każdej z tych firm. Przy wykonaniu mądrego tzw. ślepego testu, trafność wskazania konkretnej marki byłaby uzależniona od zwykłego błędu statystycznego. Bierzemy podobne formuły każdej z tych firm i okazuje się, że nagle to jest praktycznie to samo. Podobnie w kwestii wytrzymałości, tu nie ma zupełnie żadnego tajnego X-Factor. Tylko że granie na bębnach to nie tylko same instrumenty, ale też wiele rzeczy wokół. Jeżeli ktoś twierdzi, że jest inaczej jest po prostu naiwny. Różnicę między tymi firmami tworzy jakość wsparcia, dostępność i właśnie taka forma promocji. Każda firma chce sprzedać jak najwięcej swoich produktów, przecież to oczywiste.

Jedni to robią kulawo, inni się motają, inni kłamią i ściemniają, a inni robią takie uderzenia z klasą, że ręce same składają się do oklasków. Przecież ten festiwal to nie był przejaw jakiegoś zaangażowania przez Meinl w kulturę par excellence,   bo inaczej nie nazywałoby się to Meinl Drum Festiwal. To był wielki show promujący markę i nie mówię tu tylko o dniu imprezy. Kilka konkurencyjnych firm starało się dyskredytować znaczenie tej imprezy, wciskając mi, że nie ma przełożenia na sprzedaż. Sorry droga konkurencjo, ale Meinl ograł was w tym starciu, Meinl był już wygrany nawet jakby dzień wcześniej odwołał imprezę. 

Zawsze dbasz o jakość tego, co robisz i to się ceni, więc powiedz mi, czy festiwal spełnił twoje oczekiwania od A do Z?

Wydaje mi się, że festiwal długo do nas nie wróci. Meinl ma wiele innych miejsc na świecie, gdzie chce się pokazać i znając konsekwencję tej ekipy, to niczym czołg tak właśnie będą robić. Nie zmienia to faktu, że u nas nic nie będzie się działo. Będzie się działo bardzo dużo. Czas na inne festiwale, campy (nie znoszę tego słowa), warsztaty, kliniki. Czy spełnił moje oczekiwania? Zawsze można coś poprawić i coś może być lepiej. Oczekiwałem od naszego, rodzimego środowiska większego porozumienia ponad podziałami. Tego zabrakło, sporo osób się zacietrzewiło i nie przyszło, bo to nie ich firma. Strasznie słabe to jest… Za to bardzo się cieszę, ze impreza spoczęła na naszych barakach. Cieszę się, że nie było męczenia ponownie Grebem, Langiem i Aniką. Mieliśmy nowe twarze na naszej scenie jak Anup Sastry czy wspaniały Milos Meier. To była świetna decyzja, chociaż nieco ryzykowna. Podobnie jak finał w wykonaniu Tomcia, Adasia               i Dareczka. Wcześniej pozamiatał Lutek. Halpern okazał się cudownym dodatkiem do imprezy, a nie głównym motorem. Nasi muzycy pociągnęli imprezę i Meinl   nie wstydził się o tym mówić w swoich mediach. Świat usłyszał, jak Polacy ogarnęli festiwal. 

Na koniec powiedz jeszcze coś od siebie, co uważasz za bardzo ważne według ciebie…

Oprócz tego, że impreza spoczywała głównie na polskich barkach fajne też było to, ze Meinl specjalnie nie bił tu pieniędzmi. Wiele osób mówił „bo oni mają kasę”. Tak, mają, ale to nie oznacza, by szastać nią na prawo i lewo w myśl „zastaw się, a postaw się”. Nie, tu było to, co trzeba i ile trzeba. Nie było zapasów w błocie, skoków bungee i pokazu bikini. Było świetnie dobrane miejsce, stoisko     z blachami, perkusjonaliami, koszulkami, napojami i skromna, ale efektowna ścianka Perkusisty. Tyle.

Martwią mnie dwie rzeczy. Po pierwsze martwi mnie te dziwne podejście innych firm, które sobie wmawiają, że to nie miało sensu i Meinl utopił Bóg wie ile pieniędzy. Tymczasem kolejny krok w stronę dominacji na rynku został wykonany.  Po drugie jakość samej imprezy. To co mówiłem wcześniej, wyważenie i dobór środków. Dzięki temu mieliśmy świetnie dopięty                           i zorganizowany festiwal. Tak jak pisałem w jednym ze wstępniaków do Perkusisty. Szybko to zostanie zapomniane, by wrócić do poziomu, jaki aplikuje nam wielu organizatorów imprez w kraju, wciskających nam, jacy to oni               są profesjonalni, podczas gdy tak naprawdę dostajemy jakieś smętne chałtury. Ale to temat na zupełnie inna rozmowę…

 

Przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz & Friends

Zdjęcia: archiwum Agnieszka Litarska & Meinl

INTEGRATION & GROOVE III

           Trzecia już letnia edycja Integration and groove w Błażowej odbyła się tym razem w Szkole Muzycznej I Stopnia. Już od pierwszego dnia atmosfera była genialna, ponieważ Karol Nabożny oraz grupa Drumsetpro School, którzy są głównymi sprawcami całego zamieszania warsztatów perkusyjnych, zawsze wprowadzają niepowtarzalny nastrój udzielacy się wszystkim przybyłym.  

Warsztaty złożone były z trzech dni i podzielone na dwie grupy – czerwoną  i niebieską. Czerwona grupa to dzieciaki, a niebieska to dorośli. Zajęcia rozłożone były w różnych salach, więc komfort pracy dla każdego instruktora był dopracowany do perfekcji i nikt nikomu nie przeszkadzał.

Tym razem przybyłem do Błażowej jako instruktor, ale jeszcze pół roku wcześniej w zimowej edycji, uczestniczyłem jako student i od tej chwili zakochałem się w Błażowej. Przyznam, że ta urocza wioska ma w sobie coś wyjątkowego i magicznego. Kiedy się tam wjedzie, staje się innym człowiekiem, pozytywnym. Życie w Błażowej toczy się swoim tempem, nikt się nie spieszy i nie wymusza na tobie pośpiechu, a to ma ogromny wpływ na atmosferę warsztatów.

Nie tylko Błażowa jest magiczna, ale również Rzeszów, w którym mieszkaliśmy i jego tętniący życiem piękny rynek. Każdego wieczora jest tam pełno ludzi, którzy zajadają się różnymi pysznościami, pijąc piwko i rozmawiają do późnych godzin nocnych – absolutne loveparade. Organizatorzy doskonale dopracowali tą kwestię, że mieszkaliśmy w Rzeszowie, w pięknym Hotelu Fryderyk, a warsztaty odbywały się w Blażowej, ponieważ dzięki temu mogliśmy spędzić bardzo miło czas na rzeszowskim rynku.

Dzień I

img_0750

Pierwszego dnia we wtorek przybyłem do Błażowej o 8:30 przed zajęciami,           a więc miałem jeszcze czas, żeby rozłożyć cały sprzęt. Zajęcia rozpoczęły się rozgrzewką o godzinie 10:15 do 11:00. Po krótkim wstępie, zapoznaniu się z grupą i rozgrzewką, 45 minut zajęć zleciały bardzo szybko. 15 minut przerwy i wróciliśmy do zajęć z grupą niebieską.

Zajęcia składały się z życiowych rozmów, które są równie ważne jak same ćwiczenia, a może czasami ważniejsze. Po rozgrzewce, czyli pierwszej części zajęć, przeszliśmy do ćwiczeń kombinacji jedynek, które głównie stosuję w moim graniu.

Ćwiczyliśmy jedynki, grając szesnastkami, z akcentami na pierwszą, drugą, trzecią i czwartą nutkę, czyli z tzw., przesunięciami. Ćwiczenia wykonywaliśmy od lewej ręki, przechodziliśmy na prawą i kończyliśmy unisonem.  Pozornie wydaje się to bardzo proste ćwiczenie, ale zajmuje sporo czasu, bo w graniu jedynek, nie chodzi tylko o zwykle wystukanie tych nutek, a przede wszystkim zaznaczenie akcentów, dynamikę, precyzję, tempo, technikę i swobodę. Wszystkie te czynniki składają się na każde ćwiczenie i są one bardzo ważne, aby rozwijać swoje umiejętności. Oczywiście te same ćwiczenia ćwiczymy nogami, ponieważ nogi muszą być równie sprawne jak ręce.

Grupa była bardzo skupiona i pracowita, co mnie bardzo motywowało         do ćwiczeń. Czułem, że zajęcia prowadzą się same i nie trzeba na nikim niczego wymuszać. Zwracam na to szczególną uwagę, ponieważ, kiedy rodzi się chemia w grupie, to atmosfera współpracy jest niesamowita.

Podczas gdy ja prowadziłem zajęcia z niebieską grupą, w tym samym czasie swoje umiejętności dzieciakom przekazywał Karol Nabożny do godziny 12:00, a od 12;15 do 13:00 przejął grupę czerwoną Przemysław Bajer, a więc nikt nie mógł się nudzić na warsztatach w Błażowej.

Zajęcia trwały do 13:30 i wtedy mieliśmy godzinną przerwę na obiad. Po sytym posiłku wróciliśmy do ćwiczeń od godziny 14:15. Zajęcia popołudniowe, rozpocząłem z grupą czerwoną, czyli szalonymi dzieciakami, których ogarnąć nie jest prosto ;-)…

Zajęcia rozpoczęły się bardzo dynamicznie i od razu dało się wyczuć, że dzieciaki to nie żarty, tylko grupa bardzo zaangażowanych osobników, którzy chcą grać na bębnach non stop i nie interesują ich jakieś nudne ćwiczenia.

14199709_687035904777816_930789737720056203_n

Przeszliśmy do grania na zestawie i rozwijaliśmy to, co na porannych zajęciach przekazał im Karol Nabożny, a więc proste groovy oraz granie na podwójnej stopie. Dzisiaj jest już absolutnie oczywistym tematem i obowiązkiem perkusisty, a dzieciaki    to potwierdziły, ponieważ radziły sobie doskonale z metalowymi rytmami.

Rozwinięcie tych ćwiczeń o kolejne na podwójnej stopie dało wielkie efekty i dzieciaki były bardzo zadowolone. Pracowaliśmy nad prostymi rytmami i tempem, bo będąc dzieciakiem, ma się burzę myśli i chce się grać wszystko i trzeba to od razu ustawić, żeby nie wkradło się w nie chaotyczne granie.

Zajęcia z dzieciakami były bardzo dynamiczne, wesołe, szalone. Przyznam, że było to dla mnie ogromne wyzwanie, ponieważ dzieciaki nie usiedzą w jednym miejscu dłużej niż minutę, więc wyobraźcie sobie, jak było ;-)…

Dzień pierwszy zakończył się integracją wszystkich instruktorów oraz niektórych studentów, którzy mogli i chcieli z nami przebywać. Przyznam, że grupa tak pozytywnie zakręconych ludzi potrafi zakręcić w głowie i wprowadzić w stan mega pozytywnych emocji. Przy takich ludziach jak Mariusz Mocarski, Krzysztof Dziedzic, Przemek Bajer czy Karol Nabożny, nie tylko stajesz się lepszym muzykiem, ale również lepszym człowiekiem, co daje ci wiarę w to, że możesz osiągnąć wszystko do czego dążysz i tworzy przyjaźń na całe życie.

Dzień II

14232505_687035914777815_5003236458730020919_n

Dzień drugi rozpoczął się równie dynamicznie jak pierwszy. Dotarli do nas Mariusz Mocarski i  Krzysztof Dziedzic, ponieważ dzień drugi był dniem jazzowym, który poprowadził Krzysztof Dziedzic.

Ja również miałem zaszczyt poprowadzić warsztaty drugiego dnia, a więc było czadowo, rockowo, metalowo.

Mariusz Mocarski był odpowiedzialny za Craiga Blundella, który dotarł do nas w środę, a Karol Nabożny zajmował się formalnościami, więc drugi dzień skupiony był głównie na mnie i Krzyśku Dziedzicu.

Drugi dzień zajęć był zaplanowany bardzo podobnie godzinowo jak pierwszy, tylko czerwona grupa rozpoczynała rano ze mną,  niebieska z Krzyśkiem, a po południu odwróciły się role. Dzień drugi był równie dynamiczny jak pierwszy i ciekawszy od poprzedniego, ale to naturalne, kiedy grupa się już zna, to atmosfera sięga kosmosu. To jest niesamowite, jak uczestnicy warsztatów potrafią dać kopa do współpracy, dzielenia się wiedzą, do grania na bębnach, do tworzenia wielkiej historycznej chwili   w świecie perkusistów w Błażowej.

Krzysztof zarażał swoich uczniów pozytywną energią, którą niedawno przywiózł z Stanów Zjednoczonych, mówiąc o tym, jak ważne jest kochać granie na perkusji, żeby grać jak najwięcej, i nie ważne, czy za darmo, za 5zł czy za 1000zł i więcej. Najważniejsze żeby grać, grać, grać, pokazywać się, poznawać ludzi i iść coraz wyżej!

Takie podejście do muzyki i bębnów mają Amerykanie, którzy zawsze patrzą pozytywnie na każdą sytuację!

Popieram takie podejście, bo sam tak podchodzę do grania na perkusji, tak się nauczyłem i to się sprawdza!

Drugiego dnia graliśmy z dzieciakami jeszcze więcej, żeby przekazać im, jak ważny jest rytm, puls, poprawne ćwiczenie, równe granie i przede wszystkim zabawa    za bębnami, bo nie można nikomu narzucić grania, tylko trzeba pozwolić bawić się grą na perkusji.

img_068314238280_687035988111141_8161034615469416326_n

Przyznam, że to mądre dzieciaki, szybko rozumiały to, co im przekazywałem i zrozumiałem przy nich, że bębny to całe życie, ale piękna pasja, którą można bawić się każdego dnia.

Zajęcia trwały do godziny 13 i od godziny 13:15 do 14 moją grupę przejął Przemek Bajer, który również jest świetnym perkusistą i instruktorem.

Po porannych zajęciach nadszedł czas na przerwę obiadową. Oczywiście obiad smakował każdego dnia wyśmienicie, więc co do tej kwestii nie mam żadnych zastrzeżeń – pycha.

Po przerwie udaliśmy się na po południowe zajęcia, które trwały od godziny 15:30 do 17:30.

Niestety świadomość, że to moje ostatnie zajęcia na tych warsztatach wzbudziły  we mnie emocje i tęsknotę, bo szybko zżyłem się z dzieciakami i starszą grupą, ale cóż, wszystko co dobre, szybko się kończy, więc nie rozmyślając zbyt długo, wziąłem się do pracy z moją starszą niebieską grupą.

Tutaj podobnie jak z dzieciakami, pracowałem nad rytmem, precyzją każdego uderzenia, dynamiką, brzmieniem, pulsem, świadomym graniem. Graliśmy pozornie prosty utwór, ale mięśnie i głowa bolałby, a więc to wynik skutecznego i świadomego ćwiczenia. Takie ćwiczenia uczą również słuchania muzyki, a w zespole to bardzo istotna sprawa, żeby słuchać się nawzajem, żeby prowadzić komunikację muzyczną na najwyższym poziomie!

Czas na warsztatach bardzo szybko ucieka i dlatego najważniejsze dla mnie i dla innych instruktorów myślę, że również jest to, by przekazać najbardziej istotne rzeczy w graniu, aby każdy człowiek grający na perkusji mógł bardzo szybko odnaleźć się w profesjonalnym świecie muzyki, żeby mógł się skupić na najbardziej istotnych rzeczach  i grać, a nie kombinować. Oprócz ćwiczeń, staraliśmy się przekazać życiowe doświadczenie sceniczne, życie w trasie, plusy i minusy życia muzyka, aby młodzi ludzie wkraczający w ten świat, byli świadomi, że życie nie składa się tylko kolorów tęczy, ale bywa również czarno białe i z taką świadomością, łatwiej jest poradzić sobie w życiu.

Zajęcia drugiego dnia zakończyły się z wielkim uśmiechem na twarzach uczestników i to była dla mnie największa nagroda za prowadzenie warsztatów. Ale to nie był koniec, ponieważ przed nami był jeszcze dzień trzeci, z wyśmienitym Craigiem Blundellem, obecnie perkusistą Stevena Wilsona i wielu innych wybitnych muzyków na świecie.

Zanim rozpoczął się trzeci i ostatni dzień warsztatów w Błażowej, wybraliśmy się na kolację i wieczorną integrację, która była jeszcze bardziej wesoła, ponieważ dołączył do nas Mariusz Mocarski, Krzysztof Dziedzic i Craig Blundell. Wyobraźcie sobie jak może być wesoło w takiej ekipie ;-)…

Dzień III

img_0799 img_0825

Dzień trzeci był z pewnością najbardziej ciekawym dniem dla wszystkich uczestników oraz instruktorów też, ponieważ to był dzień zaplanowany dla Craiga Blunella, który miał prowadzić zajęcia cały dzień.

Pierwsza część zajęć od godziny 10:00 – 11;30, prowadzona była dla grypy starszej niebieskiej. Druga część zajęć odbyła się od godziny 12;00-13;30 i te zajęcia, były połączone z grupą starszą i młodszą czyli niebieską i czerwoną.

Craig prezentował nam swoje metody, jak ćwiczyć licząc, bo liczenie jest bardzo ważne podczas grania i dzięki temu zawsze wiemy gdzie jesteśmy. Chodzi dokładnie o to, żeby liczyć kiedy się gra i kiedy się nie gra ( w pauzach ), żeby nie zawalić żadnego utworu, kiedy gramy koncert,  i podczas ćwiczeń również.

Druga część rozpoczęła się o godzinie 12:00 i trwała do 13:30, była połączona grupa niebieska z grupą czerwoną. Praca odbywała się w mini grupach, ustawionych w kilku rzędach, co pokazało super efekty zagranych ćwiczeń, które Craig nam zaproponował.

Pracowaliśmy również na niezależność naszych kończyn, robiąc różne figury na swoim ciele. Cel tego ćwiczenia polegał na tym, aby pobudzić nasz umysł do szybkiego działania i przyznam, że to działa. Trudno to przekazać w pisaniu, ale zrobiło to na nas wielkie wrażenie.

img_0800

Craig jest niesamowitym człowiekiem i muzykiem, pełnym emocji, energii, pozytywnego myślenia i żyje całym sobą, przekazując najmniejszą wiadomość perkusyjną.

Po porannych wyczerpujących ćwiczeniach z Craigiem, udaliśmy się na obiad, który zjedliśmy z smakiem, nie mogąc wyjść z podziwu, jak Craig to wszystko ogarnia.

Bardzo miłym akcentem było zjawienie się na warsztatach Krystiana Czarneckiego, obecnie współpracującego z firmą GEWA, która jest odpowiedzialna za firmy takie jak DW, Gretch, Paiste. Odwiedził nas również Maciej Nowak, redaktor naczelny magazynu Perkusista oraz Marcin „Larz” Duchnik, perkusista tarnowskiego progresywnego zespołu AnVision oraz oficjalny endorser marki DW. Spotkanie nabrało jeszcze większych kolorów, ponieważ ci panowie mają absolutnie ekstremalne poczucie humoru ;-)…

Po obiedzie udaliśmy się na popołudniowe zajęcia, na których Craig bardzo dużo rozmawiał o tym, jak ważne jest być sobą, być dobrym człowiekiem, że trzeba się uśmiechać i być zawsze pozytywny dla ludzi, ponieważ samo granie na scenie zajmuje mało czasu, a życie poza sceniczne, to ¾ naszego czasu i dlatego trzeba pielęgnować życie towarzyskie, aby być między ludźmi i poszerzać nasze znajomości i żeby nie pozabijać się z zespołem ,kiedy jest się w trasie ;-)…

Można być szalenie dobrym muzykiem, ale przy okazji skończonym dupkiem…I taki model nie działa, bo nikt nie lubi dupków w świecie muzyki.

Koncert finałowy

img_0827

Niestety to już był ostatni etap warsztatów w Błażowej i nikt się z tego nie cieszył, ponieważ przez te trzy dni, zżyliśmy się z sobą wszyscy bardzo mocno.

Pokaz koncertowy składał się z występów uczniów oraz instruktorów.

Jako pierwsi wystąpili młodzi podopieczni Karola Nabożnego – Filip Preisner na zestawie, a zaraz po nim Łukasz Siry na werblu. Oba te występy były profesjonalne, a więc rośnie nam zdolna młodzież, z której już możemy być bardzo dumni.

Po występach uczniów, nadszedł czas na występ instruktorów. Jako pierwszy wystąpił Mariusz Mocarski z muzyką Agnieszki Chylińskiej. Mariusz dał bardzo solidny występ, co na pewno zrobiło wielkie wrażenie na uczniach.

Kolejnym występem był występ Pawła Larysza, który zagrał utwór swojego zespołu Animations.

I na koniec, bardzo wyczekiwany występ Craiga Blundella, który podzielił swój występ na trzy części. Pierwsza to solo, druga to prezentacja Rolanda, brzmień oraz krótka historia na temat, jak powstał Roland i jego instrumenty, aż po dziś dzień. I trzecia ostatnia, to zagranie z otworem złożonym z kilkunastu utworów ulubionych popowych artystów, którzy już nie żyją – Craig w taki sposób oddaje hołd jego ulubionym artystom. Było to niesamowite wystąpienie, tym bardziej, że to był jego drugi występ z tym podkładem, a więc zaniemówiliśmy z wrażenia…

Ale to nic w porównaniu do krótkiej historii, którą nam opowiedział przy kolacji, uśmiechając się i będąc absolutnie wyluzowanym.

W środę kiedy Craig dotarł do nas, dostał telefon od Simona Philipsa z prośbą o zastąpienie go na G6, które już odbyło się w Rumunii i Craig miał tydzień czasu żeby nauczyć się 46 utworów, a w tym czasie był już z nami. Jedząc kolację i popijając winem, powiedział do nas: To żaden problem, poradzę sobie, już część utwór spisałem, a resztę spiszę później, gdy będę miał wolną chwilę ;-)…

Podsumowanie

14222215_687039561444117_7611159783566356922_n

Warsztaty w Błażowej nabierają coraz większego tempa. Edycja zimowa      i również letnia, rozkwitają bardzo szybko i przybywają tam coraz ciekawsi perkusiści, bo o ich poziomie nie wspomnę, ponieważ mi nie wypada… Zainteresowanie rośnie i myślę, że dzisiaj już wszyscy wiedzą, gdzie leży Błażowa i dlaczego jest tam tak fajnie.

Szczególne podziękowania chciałbym skierować dla osób i firm, które wspierając mnie na co dzień i których jestem oficjalnym przedstawicielem.

Bardzo dziękuję: Krystian Czarnecki GEWA za bębny DW, Marek Gzieło Music Info za blachy Sabian i naciągi Aquarian oraz Music Media i Artur Bojarski za pałki Vater. Jestem im bardzo wdzięczny za wiarę         we mnie, zaufanie i wsparcie!

Pozdrowienia również dla całej ekipy z Blażowej i wielkie gratulacje dla Karola Nabożnego, Przemka Bajera, grupy Drumsetpro School, Mariusza Mocarskiego, Krzyśka Dziedzica oraz szczególnie podziękowania dla Craiga Blundella.

Do zobaczenia na kolejnych warsztatach w Błażowej!

Przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: archiwum Drumsetpro School