Marcin „Larz” Duchnik

Perkusista tarnowskiego zespołu AnVision, który nie oszczędza nas dźwiękami progresywnego metalu, jest bardzo solidnym i utalentowanym perkusistą, posiada w sobie ogromną skromność i absolutny profesjonalizm. Od 2007 roku jest endorserem DW Polska. W Oxnard został stworzony jego customowy zestaw, z którym nie rozstaje się na krok. Jak sam mówi, muzyka jest jego wielką pasją i nie mógłby bez niej żyć, ponieważ nie lubi zwykłego szarego życia. Obecnie pracuje z AnVision w studio nad kolejnym albumem, który wkrótce ukarze się na rynku muzycznym. Jak wygląda jego codzienne życie, co dla niego jest najważniejsze i  co robi żeby być w wyśmienitej formie, opowie wam Marcin „Larz” Duchnik!

195914_1483971358132_5797871_n

1. Czy jesteś w stanie żyć bez muzyki?

Nie ma takiej możliwości. Bez niej byłoby szaro i smutno. Muzyka jest nieodłącznym składnikiem mojego istnienia – myślę, że prawie tak bardzo potrzebuje jej do życia jak powietrza aby oddychać.

2. Perkusja jest całym twoim życiem, czy jest coś ważniejszego?

To coś, z robienia czego czerpię niesamowitą radość. Dla mnie każda chwila spędzona z instrumentem jest wyjątkowa. Pozwala mi na odrzucenie i zapomnienie o wszystkich troskach związanych z codziennym życiem. Nie ma znaczenia czy jest to czas spędzony w sali prób na „klepaniu jedynek”, koncert, czy studio. Tak działam i już. Tylko bębny i ja. Jest jednak coś, co w życiu jest dla mnie ważniejsze. Dla mnie absolutnym priorytetem jest mój syn, żona, moja rodzina. To dzięki nim jestem i robię to co kocham. Jestem im za to niesamowicie wdzięczny. Dbałość o zdrowie własne i najbliższych jest dla mnie również absolutnym priorytetem.

3. Pasja to coś co daje ci siłę do codziennego zwariowanego życia, które otacza nas na co dzień?

Oczywiście, że tak. Bez pasji człowiek byłby pusty, szary i smutny. Przykro mi się patrzy na osoby, które działają każdego dnia wg. tych samych schematów. Praca – dom – sen i tak w koło, aż po grób. Nie mając hobby, zainteresowań. Tak starzeje się człowiek. Zapominając o rzeczach dających radość w życiu.

4. Gdzie zaczęła się Twoja historia z perkusją, na imprezie, wśród przyjaciół, rodziny?

Moja przygoda zaczęła się tak naprawdę w najmłodszych latach mojego życia. Dzięki mojemu ojcu – również perkusiście, który skutecznie edukował mnie, włączając różnych wykonawców, głównie tych jazzowych. Myślę, że świadomość muzyczna i chęć, by robić w życiu, to co najbardziej lubię, zaczęły stopniowo pojawiać się w mojej głowie. W starszych latach rozpoczęły się pierwsze próby z kolegami i tak jakoś poszło. Nie bardzo umieliśmy, grać ale były chęci i to się liczyło.

5. Jaki był twój pierwszy zestaw?

Całkiem skromny. Pierwszym instrumentem – jeszcze nie zestawem, był werbel marki Amati. Bardzo mile go wspominam. Miałem chyba z dwa lata kiedy pojawił się w moim życiu. Był drewniany, w wiśniowym kolorze. Przepadł gdzieś bez wieści. Nie znam jego losów ale z racji wielkiego sentymentu do niego, z największą przyjemnością ponownie stałbym się jego właścicielem. Miałem jeszcze trochę blach i żelastwa z łódzkiej manufaktury, od Szpaderskiego. Dla mnie wtedy absolutny top.

Pierwszym profesjonalnym zestawem były czarne bębny Sonor Sonic Plus II. Pierwszy, posiadany zresztą do dnia dzisiejszego profesjonalny werbel to Yamaha SD4103 z brązu. Blach nawet nie zliczę. Były Meinle, Paiste, Zildjiany no i Sabiany, które używam do dnia dzisiejszego.

6. Teraz jesteś endorserem DW na Polskę i wspiera cię firma PMI. Jak oceniasz współpracę z polskim dystrybutorem DW?

Tak. Od 2007 roku dzięki Krystianowi Czarneckiemu z PMI zostałem przyjęty do „rodziny” polskich endorserów Drum Workshop. W Oxnard został dla mnie stworzony customowy instrument, który przemierzył ze mną już wiele tysięcy kilometrów. Był niezawodny w studio i na scenie. Dzięki wsparciu, które otrzymuję od przyjaciół z Drum Workshop Polska zyskałem psychiczny spokój i komfort w mojej pracy. Mając ich wsparcie nie obawiam się już tak bardzo o moje bębny, a przede wszystkim hardware. Niestety, każdego z muzyków, wcześniej czy później spotyka jakaś przygoda z ukochanym instrumentem. Choćby nie wiem jak uważać. Zawsze w najmniej oczekiwanym momencie coś się zepsuje. A to strzeli naciąg, sprężyna, łańcuch czy jakaś inna śrubka. Dzięki temu, że posiadają masę części serwisowych uszkodzenie szybko znika, a ja mogę oddać się temu, co najbardziej lubię. Podobnie ma się sprawa z „nowinkami” perkusyjnymi. Dzięki nim mam do nich szybki dostęp. Również dzięki PMI rozpocząłem współpracę z Music Info – polskim dystrybutorem m. In. Sabiana, Remo, Vic Firth oraz Hardcase. Produktów tych marek również używam, bardzo sobie chwale i śmiało mogę polecić każdemu muzykowi, który poszukuje najlepszych instrumentów lub akcesoriów.

1392070_620390761338064_1879658135_n

 

7. Co dla Ciebie jest ważniejsze, dobry zestaw, czy serce do muzyki?

Podstawa to czucie tego co się robi. Co z tego, że będę miał najlepsze bębny jeżeli coś będę robił na siłę i bez przekonania. Bez dbałości o najdrobniejsze szczegóły. Tym samym, bez serca ani rusz J. Dobry zestaw, może jedynie pomóc nam w lepszej grze. W doskonaleniu techniki itd.

8. Czy czujesz się doceniany jako perkusista, czy raczej rola perkusisty to praca za szybą?

Myślę, że tak. Przez wszystkie lata, kiedy w moim życiu świadomie i na poważnie zajmuję się muzyką, było mi dane uczestniczyć w wielu składach. Zawsze, w to co robiłem wkładałem maksimum serca i zaangażowania. Starałem się nie być biernym, tylko dawać od siebie wszystko co najlepsze. Praca perkusisty, to nie tylko dobre poznanie formy i jej odegranie tak jak życzy sobie tego autor czy producent. To też kwestia bycia fair wobec kolegów z „Teamu” w którym w danej chwili uczestniczysz. Istotna jest nie tylko praca na próbach, czy koncertach. Ważna jest osobowość i np. kiedy jesteśmy w trasie nie utrudnianie wzajemnego życia,. Relacje, takie czysto ludzkie, są tutaj bardzo ważnym czynnikiem. Wiele razy zdarzało mi się być współautorem. Biznes muzyczny to też interesy, więc trzeba dbać często nie tylko o swój wizerunek ale i reszty zespołu. Stąd też, często konieczne jest bycie i menadżerem. 

9. Kim jest dla Ciebie AnVision?

AnVision to mojej dziecko. Zespół, który został powołany do życia przez gitarzystę (Grzegorza Ziółka) i mnie oraz kilku muzyków, których nie ma już w obecnym składzie. Przez wszystkie lata, nim został założony AnVision, dane nam było grać różną muzykę. Począwszy od klimatów lekkich, na death metalu kończąc. AnVision to absolutny priorytet dla nas. Część obecnego składu uczestniczy w różnego rodzaju składach i projektach muzycznych. Dla każdego jednak sprawą priorytetową jest AnVision. To dzięki uporowi i często różnym przeciwnością losu jesteśmy tu gdzie jesteśmy. To być może, dzięki przyjaźni i temu, że mamy zdrowe podejście do tego co robimy, gramy już tyle lat nie męcząc się własnym towarzystwem.

1070108_689058341137972_1698663659_n

10. Prężnie się rozwijacie, pracujecie nad kolejną płytą, gracie dużo koncertów, coraz więcej festiwali, czyli wszystko jest na dobrej drodze?

Początkiem obecnego roku zakończyliśmy serię koncertów, które promowały płytę „AstralPhase” wydaną w 2012 roku. Zagraliśmy wiele koncertów w różnych częściach Polski. Od lutego br. Zaczęliśmy pisać materiał na kolejna płytę, której premiera przewidziana jest na koniec 2014 roku. Jesteśmy w trakcie rejestracji części utworów w studio. Końcem roku zaczynamy również trasę i kolejne koncerty, które póki co, powoli zaczynają zapełniać nasze kalendarze, aż po wakacje przyszłego roku. W maju przyszłego roku zagramy na prestiżowym festiwalu Prog The Castle w Niemczech z zespołami z różnych zakątków naszego globu. Już teraz zapraszamy wszystkich na spotkanie z nami i nasza muzyką.

11. Po przesłuchaniu singla „Season Of The Witches”, sądzę że nowy album będzie piekielnie dobry. Skąd pomysł na nowy krążek i kto jest jego kompozytorem?

Tak, pierwszym singlem z nowej płyty zachęcaliśmy do palenia czarownic J. Praca nad kolejną płytą to wypadkowa pomysłów przynoszonych na próby przez wszystkich muzyków.

12. Czy płyta będzie utrzymana w progresywnym charakterze jak dotychczas i zostajecie przy długich, w waszym przypadku, świetnie brzmiących utworach?

Nowy materiał zawiera kilka nowych elementów, które do tej pory nie pojawiały się jeszcze w AnVision ale, które jednocześnie są bardzo spójne z dotychczasowymi dokonaniami zespołu. Jeżeli chodzi o strukturę samych utworów to nadal będą to rozbudowane kompozycje z których dwie maja grubo ponad 10 minut. Te osoby, które spodziewały się usłyszeć na nowym krążku szanty czy np. ska z elementami hiphopu, będą pewnie zawiedzione J. Musze Was zmartwić -niestety, nowy materiał AnVision to mocne progresywne granie w klimacie rockowo metalowym.

13. Jak idzie praca w studio?

Obecnie zarejestrowana jest mniej więcej połowa materiału. Rozpoczęliśmy też miksy części utworów. W najbliższych dniach rozpoczniemy również zdjęcia do clipu, który promował będzie drugi singiel z najnowszej płyty. Myślę, że nie dalej jak po wakacjach, będziemy mogli go zaprezentować wszystkim naszym Fanom.

14. Kiedy planujecie premierę płyty, czy możesz już coś zdradzić?

Premiera płyty przewidziana jest na czwarty kwartał 2014 roku. Poprzedzona zostanie trzema singlami, z których pierwszy ukazał się początkiem roku. Drugi singiel, wraz z clipem nakręconym do utworu: „I’m Gone Away” ukaże się początkiem października. Całość materiału to raczej dłuższe kompozycje, utrzymane w mocnym i ostrym klimacie.

15. Jak oceniasz polski rynek muzyczny, czy jest łatwo się wybić z progresywną muzyką czy raczej trzeba się przepychać łokciami?

Muzyka progresywna i to nie tylko na polskim rynku, zawsze wypełniała swego rodzaju niszę. Nigdy nie był to też gatunek bardzo popularny, który słuchany był podobnie jak utwory popowych wykonawców, przez miliony słuchaczy. Z racji tego, że kompozycje w muzyce progresywnej z reguły są rozbudowane, to nie były to piosenki szczególnie łatwo przyswajalne przez przeciętnego „kowalskiego”. My jednak robimy swoje, nie oglądamy się na żadne trendy i mody. Muzyka, którą gramy to wypadkowa tego co w duszy nam gra. Przekazujemy swoje emocje, wyrażając je dźwiękami. Z nikim się nie ścigamy i nie chcemy nikomu nic udowadniać. Robimy swoje. Cieszy nas i sprawia największą frajdę, fakt, że mamy Fanów z całego świata. Możliwość spotkania i porozmawiania z nimi po koncercie jest bezcenne. Dostajemy od nich szereg e-maili. To jest dla nas najlepsza pochwała i za to Wam wszystkim wielkie dzięki.

16. Planujecie jakąś trasę po Europie z nową płytą czy będziecie walczyć na polskim rynku muzycznym?

Póki co, koncerty zaplanowane są w kraju ale pojawia się coraz więcej zapytań o możliwość zagrania zagranicą. Maj 2015 to festiwal Prog The Castle w niemieckim Haildelbergu z zespołami m.in. z Włoch, Niemiec i Australii.

17. Jesteś z siebie zadowolony jako perkusista, czy ciągle nad czymś pracujesz, coś rozwijasz?

Nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być lepiej. Należę raczej do ludzi, którzy z dystansem podchodzą do swojej gry. Staram się analizować każdą zagraną próbę czy koncert pod kontem wyeliminowania błędów i niepożądanych elementów. Cały czas staram się pracować nad sobą jako muzyk i perkusista. Staram się wracać do podstaw grając rudimenty i pracując nad artykulacją. Jest tak dużo elementów, które warto byłoby poprawić w swojej grze.

11154_499330623460115_1877573620_n (1)

18. Co jest dla ciebie najważniejsze w grze na perkusji?

Słuchanie reszty zespołu i świadomość, że nie jest się solistą. Dużo słucham różnej muzyki by czerpać wzorce i nie zamykać się tylko na jednym stylu. Trzeba być kreatywnym i czerpać z różnych gatunków i nie mieć przysłowiowych klapek na oczach. Obserwuje też, szczególnie wśród młodych ludzi zjawisko swego rodzaju pogardy do muzyki. Wiele razy zauważyłem, że jeżeli coś nie jest np. jazzem, a przez tego kogoś nie jest słuchane to jest gorsze i wyśmiewane. Dla mnie to brak dojrzałości muzycznej i swego rodzaju nietolerancja. Ale cóż są gusta i gusta. Podobnie sprawa ma się, jak ja to określam z „wujkami dobra rada”, którzy posiedli wszelką tajemną wiedzę i np. po koncercie udzielają wszystkim dobrych rad. A najzabawniej jest, jeżeli towarzyszy temu jeszcze parędziesiąt gram alkoholu. Trzeba to przyjąć na klatę i tyle. Robić swoje i nie zrażać się tym, że komuś może nie podobać się to co robisz. Liczy się konsekwencja własna obrana droga w życiu. Świata na siłę się nie zmieni.

19. Kto lub co jest Twoją największą inspiracją do grania na perkusji?

Wiesz, wszystko w zależności jaki mam nastrój. To wpływa w danym momencie na rodzaj muzyki, którą chce słuchać. Od dziecka jednak mam stałych faworytów, którzy inspirowali mnie na przestrzeni mojego życia. Zaczęło się od Buddy Richa, Tonyego Williamsa, Gena Kruppy. Potem nastała era bardziej technicznego grania – pojawił się Weckl i Colaiuta. W chwili kiedy zacząłem słuchać cięższej muzyki przyszła fascynacja Ulrichem, Lombardo, Benante, Portnoyem. Dziś śmiało mogę stwierdzić, że najbardziej fascynuje mnie Gavin Harrison oraz Todd Sucherman, a z cięższego grania John Tempesta i Ed Warby. Uwielbiam słuchać stare Dream Theater, to z ery Mike Portnoya, Porcupine Tree, Transatlantic, Circus Maximus, Bad Salad, Teramaze, Ayreon czy wspaniałe polskie Division By Zero i Animations… Z cięższych rzeczy Nevermore, Testament, Animals As Leaders, Behemoth. Uwielbiam projekty Devina Townsenda – to niesamowicie kreatywny muzyk. Jeżeli zaś chodzi o inspiracje nie perkusyjne to zdecydowanie preferuje kompozytorów różnych ścieżek dźwiękowych. Uwielbiam soundtracki z Helikoptera w Ogniu, Władcy Pierścieni, Bandyty czy Ostatniego Samuraja.

20. Gdybyś znalazł się na bezludnej wyspie, jaką muzykę chciałbyś mieć przy sobie?

Pytasz o moje top 10? Myślę, że nie potrafiłbym zamknąć się w takiej ilości. Na sto procent znalazłbym sposób, by przemycić więcej płyt J. Wszyscy wykonawcy wymienieni wcześniej, a do tego jeszcze solowe dokonania LaBrie, Karnivool, Gorefest, Death, Machine Head, Meshuggah, Paradise Lost, Planet X, Roba Zombiego, Seal, Subsignal….

21. Czy sam piszesz partię bębnów do AnVision, czy ktoś ci w tym pomaga?

Staram się robić to samemu, jednak często sugestie kolegów z zespołu mają wpływ na ostateczny charakter partii perkusyjnych. Zresztą podobnie jak reszta linii pozostałych instrumentów. Pracujemy razem. Razem piszemy, aranżujemy i podejmujemy decyzje co do ostatecznego brzmienia podczas miksów i masteringu. Każdy może w danym momencie zaproponować drugiemu muzykowi jakieś rozwiązanie. Jeżeli ma jakąś sugestie, czy pomysł na daną partię, a zagra to z pozostałą częścią kompozycji to super. Muzyka AnVision to nasza praca zbiorowa. Myślę, że słychać tam muzyczne fascynacje każdego z nas.

483682_499331013460076_1199216476_n

22. Jakie są jeszcze rzeczy, pasje, oprócz muzyki, do których masz tak samo wielką słabość?

Książki, filmy i piłka nożna. Uwielbiam czytać i oglądać filmy, co czynię często np. podczas jazdy na koncerty. Słuchawki na uszy, dobra muza i książka do łapy. Hobbit i Władca Pierścieni to moje ulubione książki. Do tego biografia Ozziego Osbourna, Lodołamacz Wiktora Suworowa, Nekroskop Briana Lumleya. Piłka nożna to moje kolejne hobby. Kibicuje FC Barcelonie, więc z uwagą śledzę ligę hiszpańską. Lubię też od czasu do czasu oglądnąć ligę angielską i Manchester United.

23. Kiedy wyjeżdżasz na wakacje, zabierasz ze sobą pad i pałeczki, czy zapominasz się i oddajesz się całkowicie w ręce rodziny?

Wakacje zawsze są dla rodziny ale nie da się przy tym nie myśleć o perkusji. Zwłaszcza jeżeli po powrocie z nich zaczynamy np. koncerty. Pad i pałki to moi kompanii. W zasadzie ciężko mi się z nimi rozstać. Bywa tak, że wyjeżdżam z rodziną na weekend i w bagażniku oprócz walizek muszą znaleźć się właśnie pałki z padem. Często włączam metronom i klepię jakieś rudimenty. Bywa też, że skupiam się na analizowaniu sposobu uderzania, obserwując chwyt i drogę jaka przebywa pałka wraz z całą ręką. Jaką pracę wykonuje i jak wygląda sam moment odbicia od padu, czy naciągu.

24. Życzę Tobie i grupie AnVision dużo sukcesów na wielkich scenach całego świata!

Wielkie dzięki Pawle. Dla Ciebie również, a wszystkich czytających ten wywiad zapraszam na nasze koncerty i do częstszej lektury artykułów pisanych przez Pawła. Kawał świetnej roboty.

Wywiad przeprowadził: Paweł „Mr Sticky” Larysz

Zdjęcia: Archiwum Marcin „Larz” Duchnik

www.anvision.net

www.dwdrums.com.pl

MACIEJ DZIK… Bardziej dziki niż myślicie!

Poznałem go na Thomas Lang Drumming Bootcamp w Warszawie w marcu tego roku. Siedzieliśmy bardzo blisko siebie i mogłem obserwować każdy jego ruch podczas warsztatów. W pierwszy dzień nie zamieniliśmy ani jednego słowa, bo wszyscy byli pod wrażeniem Thomasa Langa, ale udało nam się to w drugi dzień. Pod koniec drugiego dnia usiedliśmy na sofie i rozmowa połynęła sama. Byłem pod wielkim wrażeniem, bo czułem że to bardzo skromny i pełny marzeń chłopak, który dobrze wie czego chcę, a jego największe marzenie, to dojść na szczyt z jego ukochaną perkusją i zespołem DISPERSE! Jest bardzo ciekawym człowiekiem i opowie wam o sobie z wielką pasją i przyjemnością ;-)…

_KIJ0249

Jak zaczęła się Twoja przygoda z graniem na perkusji?

Moja przygoda z perkusją zaczęła się gdy miałem 14 lat. Mój starszy brat grał w zespole, perkusja była w domu, więc zacząłem się nią interesować. Pierwszą piosenką jakiej się nauczyłem na bębnach było „Seasons in the Abyss” zespołu muzycznego Slayer, a co! 🙂

Czy od razu czułeś że to twoja pasja i tylko perkusja jest twoim wyzwaniem i marzeniem?

Poważne myślenie o bębnach zaczęło się w wieku 20 lat, gdy poznałem swojego pierwszego nauczyciela – Artura Malika. To spotkanie wywróciło wiele spraw do góry nogami. Kiedy już poczułem że bębny są tym co chcę robić, zacząłem dużo ćwiczyć: po 6-8 godzin dziennie (z zegarkiem w ręku). Im więcej czasu spędzałem za instrumentem, tym bardziej się wkręcałem. Potem nie było już odwrotu. No ale na początku, przez pierwsze 5 lat grałem „od czasu do czasu”, bez większego zaangażowania, więc nie była to miłość od pierwszego wejrzenia.

Czy od początku interesowała cię mocna muzyka, czyli progressive metal czy jednak twoje korzenie sięgają innych stylów muzycznych?

Obaj moi starsi bracia od zawsze słuchali rocka/metalu i taką dietę muzyczną otrzymywałem mając zaledwie 8 lat. Początkowo były to zupełnie inne klimaty niż obecnie, jednak od zawsze lubiłem gdy instrumentalnie dużo się działo w bandzie. Moją pierwszą poważną inspiracją z której czerpię do dziś był zespół Mars Volta, w którego muzyce można znaleźć wszystko to co kocham. Jest granie techniczne, z przytupem, a jednak pełne groove’u i emocji. Dziś bardzo lubię grać muzę wymagającą, złożoną i głośną, ale słucham coraz więcej elektroniki i chilloutowych klimatów.

Co dla ciebie jest najważniejsze w graniu na perkusji, pod względem muzycznym, technika, groove czy muzykalność?

Technika jest dla mnie bardzo ważna, jest to praca domowa którą każdy powinien odrobić…codziennie 🙂 Groove i muzykalność możemy mieć w sobie bądź wypracować z czasem, ale jest to – przynajmniej moim zdaniem – dosyć niepewny proces, który może zaistnieć bądź nie. Lubię i podziwiam muzyków technicznie sprawnych, jednak nie jest to dla mnie wyznacznik czegokolwiek. Sam powoli staram się ćwiczyć każdy z tych aspektów, jednak przez kilka ostatnich lat skupiałem się jedynie na technice.

302788_540989729262024_454145140_n

Uczestniczyłeś w tym roku w marcu, w warsztatach z Thomasem Langiem, które odbyły się w Polsce w Warszawie. Jakie odniosłeś wrażenia i czy nauka w towarzystwie Thomasa to przyjemność?

Warsztaty z Thomasem Langiem to wspaniałe wydarzenie, którego długo nie zapomnę. Dla mnie było to przede wszystkim bardzo inspirujące spotkanie, głównie pod kątem obserwacji Thomasa jako człowieka który pracuje cały czas ogromnie dużo i ciężko. Chciałbym mieć w sobie tyle determinacji ile ma ten gość. Nie jest to przypadkowy człowiek – wszystko co osiągnął to kwestia świadomego dążenia do wyznaczonych celów. Poza tym na warsztatach mogliśmy poznać mnóstwo genialnych perkusistów/perkusistek z którymi cały czas mam kontakt. To niesamowici ludzie, od których można się nauczyć nie mniej niż od mistrza.

Jak rozpoczęła się historia Disperse?

W połowie 2012 roku kiedy chłopaki z Disperse planowali zmiany w składzie, Kuba znalazł mój kanał na Youtube gdzie znajdowało się kilka drum coverów nagranych dla przyjemności. Niedługo później spotkaliśmy się w Krakowie na wspólne granie i to spotkanie zaowocowało tym co jest dziś 🙂 Nie znaliśmy się wcześniej gdyż Rafał i Kuba mieszkali w innym mieście. Zaraz po tym spotkaniu przeprowadzili się do Krakowa i ruszyliśmy z przygotowaniami do festiwalu Euroblast, na przygotowanie do niego mieliśmy 2,5 miesiąca. To był intensywny czas, jednak miło go wspominam, a pierwszy wspólny koncert był idealnym zwieńczeniem tego wysiłku.

Rozwijacie się w bardzo szybkim tempie, ale czy w Polsce, jest miejsce dla takich artystów jak wy, którzy grają wybuchową mieszankę djentu/fusion/progressive?

Nasza muzyka cieszy się zdecydowanie większym zainteresowaniem za granicą. W Polsce ten gatunek nie jest szczególnie popularny, osobiście znam tylko kilka rodzimych kapel grających podobną stylistycznie muzykę, bardzo mało w porównaniu do liczby zespołów w innych gatunkach. Myślę jednak, że Polska powoli otwiera się na eksperymentalne granie, świadczy o tym choćby ogromne zainteresowanie koncertami takich kapel jak Animals as Leaders i Tesseract przed którymi będziemy mieli przyjemność zagrać w pażdzierniku.

Niedawno wróciliście z Anglii, gdzie zagraliście trasę koncertową. Jak zostaliście odebrani, zdobyliście angielską publiczność?

Było wspaniale. 🙂 Frekwencja oraz reakcja ludzi na nasze koncerty w Anglii przekroczyła nasze oczekiwania. Każdy koncert był udany, spotykaliśmy fanów z którymi wcześniej rozmawialiśmy tylko na Facebooku czy przez e-mail. Pojawiła się całkiem spora liczba osób z Polski, którzy znają naszą muzykę i wspierają nas za granicą. Idealnym finałem był ostatni koncert na festiwalu UK Tech Metal Fest gdzie pod sceną na naszym koncercie było około 400 osób, dających z siebie wszystko – to było niesamowite przeżycie.

Czy ta trasa, to zasługa zagranicznej wytwórni Season Of Mist, z którą współpracujecie?

Wytwórnie obecnie zajmują się jedynie dystrybucją i wsparciem finansowym kapel, natomias trasami zajmują się na ogół agencje bookingowe. Wyjazd do wielkiej Brytanii to głównie zasługa naszej managerki która jest Brytyjką oraz Simona – organizatora UK Tech Metal Festival. Oni załatwili nam koncerty, my musieliśmy zadbać o noclegi, transport, backline, finanse i wszystkie pomniejsze szczegóły.

Czy myślisz że Anglia do dobre miejsce dla takich artystów jak wy, którzy grają niszową muzę?

Myślę że Anglia to dobry grunt dla każdego artysty, panuje tam zupełnie inna kultura muzyczna. Anglicy są bardzo otwarci na muzę, chodzą na koncerty, szanują pracę i osobę muzyka. Sami tworzą tak dużo dobrej i niszowej muzy. To co mnie najbardziej zaskoczyło podczas trasy w UK to profesjonalizm z jakim podchodzą nawet do małych klubowych koncertów, jako artysta można poczuć się naprawdę dobrze.

Niestety, w polskich klubach, często spotykamy się z amatorstwem, brakiem szacunku dla artysty, głównie z powodu braku popularności, co uważam za bez sens… Czy w Anglii spotkaliście się z czymś podobnym podczas trasy?

W Anglii opieka ze strony klubu jak i promotora koncertu była na najwyższym poziomie. W Polsce chyba nawet nie istnieje takie zjawisko jak promotor…w przypadku niewielkich klubowych koncertów, zespół zajmuje się wszystkim. Na kilka tygodni przed trasą od każdego klubu dostaliśmy rider czy w lokalu znajduje się prysznic, WiFi, detale odnośnie parkingu, godziny otwarcia klubu oraz timeline całego wydarzenia który zawsze był pilnowany co do minuty. Tak jak mówiłem nie były to duże koncerty, ale podejście obsługi było super profesjonalne. 

Zostałeś nominowany w pierwszej edycji „Polskie Nagrody Perkusyjne” w grupie „Nadzieja”, między takimi perkusistami jak: Bartek Pawlus, Łukasz „Lucass” Krzesiewicz, Michał Bryndal, Max Ziobro i Emilian Waluchowski. Ucieszyła cię ta nominacja?

Nominacja była dla mnie przede wszystkim ogromnym zaskoczeniem! Byliśmy akurat z Disperse w trakcie trasy po UK i kolega podesłał mi link mówiąc że zagłosował na mnie. Nie spodziewałem się takiego zaszczytu w żadnym wypadku, zwłaszcza w tak honorowym gronie. Jest to dla mnie ogromnie miłe doświadczenie, fajnie być zauważonym na własnym podwórku. 🙂

Co myślisz o tym konkursie. Czy ma on jakieś znaczenie dla Ciebie?

Konkurs jest wspaniałym pomysłem na zwiększenie świadomości o polskim świecie perkusyjnym. Motywuje do działania, jest wyrazem uznania oraz pozwoli nam poznać zdanie internautów na tematy ważne np. związane z działalnością sklepów perkusyjnych. Dla mnie osobiście ma ogromne znaczenie, tak jak mówiłem już wcześniej, to jedna z milszych rzeczy jakie mnie spotkały w życiu. 🙂

_KIJ0305

Czy jesteś endorserem jakiś marek perkusyjnych czy jesteś niezależny i sam wybierasz firmy, które cię interesują?

Od 2 lat mam przyjemność współpracować z marką Meinl, jest to świadomy wybór gdyż ich talerze nie maja sobie równych. Oferują zarówno paletę świetnych produktów jak i wsparcie w każdym aspekcie. Obecnie jestem również na etapie rozmów z jeszcze jedną firmą, w najbliższych dniach wszystko powinno się wyjaśnić. 🙂

Jak wygląda dzień treningowy perkusisty zespołu Disperse?

Staram się ćwiczyć po kilka godzin dziennie 4-5 razy w tygodniu. Oprócz tego systematyczne treningi siłowe 3-4 razy w tygodniu, 4 treningi cardio – tyle apropos treningu hehe :). Nie mam ustalonego systemu ćwiczeń na bębnach, zawsze staram się ćwiczyć intensywnie, tak aby już następnego dnia być lepszym perkusistą, ale zbytnia dyscyplina ćwiczeń nie jest dla mnie dobrym narzędziem.

Czy masz jakieś solowe plany, płyta, warsztaty, czy interesuje cię tylko zespołowa kariera?

Na równi z karierą zespołu staram się dbać o własną markę w Polsce i na świecie. Współpracuję partnersko z portalem beatit.com.pl, dla którego sam nagrywam groovy jak i realizuje koncerty innych perkusistów, kilka razy w roku postuje nowy filmik na Youtube, uczę prywatnie w Krakowie oraz udzielam się jako muzyk sesyjny. Oprócz nowej płyty Disperse którą planujemy wydać jesienią 2015 roku, mam też zamiar nagrać EPkę z moim bardzo dobrym kumplem i gitarzystą z Norwegii. Jesienią tego roku wydajemy EPkę z moim drugim zespołem – Ketha, a pod koniec roku powinna ukazać się płyta którą nagrywałem z zespołem Party Hard. Jestem bardzo zadowolony z obrotu spraw w tym roku. 🙂

Kiedy kolejna trasa Disperse, podobna do tej z Anglii?

Są plany na jeszcze dwie, tygodniowe trasy w tym roku, po Skandynawii oraz zachodniej Europie. Na razie nie znamy żadnych szczegółów, gdy tylko potwierdzimy daty – napiszemy o tym na Facebooku.

Living Mirrors, to świetna płyta! Kto u was piszę utwory?

Wszystkie utwory na Living Mirrors napisał nasz młody geniusz Jakub Żytecki. 🙂 Ten gość to niewyczerpana skarbnica pomysłów. Pomimo że współpracujemy i mieszkamy ze sobą ponad dwa lata wciąż zaskakuje mnie swoją kreatywnością i oryginalnością jak nikt inny.

Twoja partie bębnów są bardzo inspirujące i osobiście są dla mnie zajebiste! Czy są one tylko Twoje, czy czasami korzystasz z pomysłów twoich przyjaciół z zespołu podczas pisania utworów?

Partie bębnów na Living Mirrors również napisał Kuba. Niestety ja dołączyłem do zespołu zaraz po zakończeniu pracy nad płytą. Podczas nauki materiału pozwoliłem sobie na odrobinę osobistej interpetacji, jednak w większości gram swoje partie w wersji płytowej. Muzyka którą gramy rządzi się swoimi prawami, bębny często są pisane nawet przed pisaniem riffów, gdyż jest to muza oparta w dużej mierze na rytmie, dźwięki przecież są tylko dwa: 0 albo 1 🙂 Mam ogromną nadzieję, że przy pracy nad nowym materiałem będę mógł sam skomponować i nagrać partie bębnów.

Jesteś w stanie powiedzieć mi gdzie będzie Disperse za parę lat, czy nie zastanawiacie się nad tym i robicie swoje?

Robimy swoje, jak zawsze 🙂 Naszym marzeniem jest dotarcie do jak największej liczby fanów, zagranie trasy po USA, miesięczna trasa po Europie. Niestety na managemencie słabo się znamy więc postaramy się robić fajną muzę licząc na to, że reszta sama przyjdzie naturalnie.

Trzymam za was bardzo mocno kciuki i życzę Tobie i Disperse, wszystkiego najlepszego. Powodzenia w dalszej karierze!­

 

Wywiad przeprowadził: Paweł „Mr Sticky” Larysz

Zdjęcia: Archiwum Maciej Dzik

MACIEJ DZIK… Nadzieja polskiego groove’u!

Przeczytałem kiedyś wywiad z Benny Grebem, fantastycznym niemieckim perkusistą, który powiedział bardzo fajną myśl: „Wszyscy chcą grać z gwiazdami, a ja wolę grać z tymi, którzy jeszcze nimi nie są”… I to jest bardzo bogata myśl, bo przecież najłatwiej jest wejść na gotowe, niż zbudować coś od podstaw! Przyznam, że ja też lubię przebywać z gwiazdami, ale jeszcze bardziej ciekawi mnie niszowy świat, który pozornie nie robi wielkiego wrażenia, ale gdy się w niego zagłebimy, to okazuje się, że można się wiele nauczyć od ludzi, którzy w nim żyją. Oni nie są gwiazdorami, co często zdarza się w świecie gwiazd, nie są tylko muzykami, ale przede wszystkim „gangami”, które są ze sobą na dobre i na złe, mają swoją filozofię, którą bezwzględnie realizują idąc mocno do przodu. Kiedyś inspirowałem się wielkimi gwiazdami, bo myślałem że tylko od nich wszystko zależy, ale przecież tak nie jest. Dzisiaj jest już inaczej, i najbardziej inspirują mnie nieznane nazwiska, które dopiero przecierają szlaki, i dają nadzieję polskiej scenie perkusyjnej!

Już jutro, dowiecie się kim jest MACIEJ DZIK, utalentowany perkusista, nominowany w pierwszej edycji „Polskie Nagrody Perkusyjne”, w grupie „NADZIEJA”, który na co dzień, realizuje się z fantastyczym zespołem DISPERSE. Opowie wam kim jest, jak zaczynał, o czym marzy i dlaczego tak uparcie dąży do celu…

MACIEJ DZIK

10551121_10152308622864751_733231259591290551_n

Pozdrawiam

Paweł „Mr Sticky” Larysz