GK Music… Grzegorz Krawczyk!

         

Jeden z czołowych polskich perkusistów, a zarazem świetny nauczyciel gry na perkusji. Oficjalnie perkusista zespołu DETOX, z którym jest związany już 21 lat. Poza tym jego akcesoria perkusyjne   GK Music są znane w całej Polsce. Jest ich twórcą i razem z żoną rozwijają firmę           o kolejne akcesoria aby sprostać wymaganiom perkusistów                         z którymi współpracują i również potencjalnym klientom. GK Music oferuję takie produkty jak pady do ćwiczeń, poduszki tłumiące, shakery, rózgi oraz bardzo oryginalne nakrętki.

Oczywiście, nie obeszłoby się w dzisiejszych czasach bez nowoczesnych mediów, które Grzegorz w 100% wykorzystuje i na swoim kanale youtube udostępnia lekcje gry na perkusji. Poza lekcjami, realizuję również testy blach Sabian oraz naciągów firmy Aquarian, których jest oficjalnym endorserem. Wszystkie filmy z testami również znajdziecie na jego kanale yt.

Poza tymi wszystkimi tematami perkusyjnymi, które Grzegorz realizuje, prowadzi bardzo szczęśliwe życie, do grania, muzyki i życia podchodzi     z wielkim entuzjazmem, kieruje się potęgą podświadomości i wierzy mocno w to co robi, i nigdy nie narzeka, ponieważ uważa że to strata czasu. Kiedy widzi, że może się jeszcze czegoś nauczyć , bierze życie        w swoje ręce i inwestuje w szkolenia czy warsztaty, aby cały czas się rozwijać i nie stać w miejscu. Jest bardzo otwartą osobą i bardzo dobrze się z nim współpracuje, bo podstawą w tej branży jest, bycie fajnym człowiekiem.

Zespół DETOX, z niego jesteś najbardziej znany, to już 21 lat grania. Jak to wygląda dzisiaj, czy nie znudziłeś się graniem przez tyle lat w tym samym zespole? 

21 lat, kiedy to minęło… Fakt, to sporo czasu jak na jeden zespół, ale gram w nim do dziś więc nie jest tak źle (śmiech).  Jeśli chodzi o zespół, to wiesz jak to bywa, są lepsze i gorsze chwile. Nam pomogły zajęcia z Art Coachingu i Mental Coachingu, czyli praca nad sobą, nad swoimi emocjami, ograniczeniami oraz nad relacjami w zespole, co mówiąc szczerze nie było łatwe. Spotkania mieliśmy raz  w tygodniu przez cztery lata. Zaczęliśmy chodzić w 2010 roku, wtedy jeszcze          z innym basistą i klawiszowcem, i to między innymi pozwoliło nam tyle przetrwać razem.

Wiem, że oprócz twojego macierzystego zespołu, realizujesz się jeszcze w innych projektach. Czy możesz mi opowiedzieć, co porabiasz kiedy nie grasz z Detoxem? 

Kiedy nie gram z Detoxem prowadzę zajęcia gry na perkusji. Coraz częściej jestem też zapraszany jako perkusista sesyjny, co mnie bardzo cieszy, bo lubię nagrywać. Dodatkowo fakt, że posiadam studio w domu, w którym również mogę coś nagrać i przesłać komuś, sprawie że jest to bardzo wygodne i szybkie. Oprócz tego udzielam się w innych zespołach jak na razie w formie zastępstw. Do tego wszystkiego GK Music – moje produkty perkusyjne!

Ostatnio bardzo dużo udzielasz się w stronę nauczania gry na perkusji, nagrywasz filmy, prowadzisz kanał na youtube, gdzie umieszczasz systematycznie lekcję. Odczuwasz jakieś zmiany, przychodzą ludzie do ciebie, którzy chcą grać, czy przesyt w internecie nie pozwala przebić się twoim filmom? 

Oczywiście, nagrywanie filmów edukacyjnych pozwala na dotarcie do coraz większej liczby odbiorców. Zarówno tych, którzy mogą się czegoś nauczyć oglądając je oraz do tych, którzy przychodzą później do mnie na lekcje. Ja oprócz tego, że uczę indywidualnie w Krakowie, uczę również on-line przez komunikator Skype, gdzie mam uczniów zarówno z kraju jak i zza granicy.

Oprócz nagrywania lekcji, realizujesz ostatnio testy blach Sabian, na których grasz, których jesteś przedstawicielem na Polskę. Jaki masz do tego stosunek,  czy wychodzi to z ciebie, i robisz to dla swojej autopromocji czy zależy ci żeby rozkręcić Sabiana w Polsce, bo moim zdaniem jego promocja ostatnio chyba zaspała i nic się nie dzieje z ich strony? 

Bardzo lubię robić testy, nie tylko dla Sabiana, ale również dla Sakae i Aquariana. Robiąc testy poznaję różne serie talerzy, bębnów i naciągów, jest to bardzo pomocne np. w doborze odpowiedniego brzmienia do studia lub koncertów live. Moim zdaniem, muzyk (endorser) marki z którą współpracuje i reprezentuje powinien ją poznać lepiej niż tylko powierzchownie. Jest to bardzo rozwijające oraz pomocne również kiedy ktoś zadaje Ci pytanie, dlaczego taki werbel, blacha albo co byś polecił, bo gram to czy tamto.

Aquarian to, kolejny temat, który mocno promujesz w Polsce, również nagrywasz filmy i testujesz ich produkty. Jak oceniasz Aquariana, bo ja myślę,  że zaczynają deptać po piętach firmom takim jak Remo czy Evans? 

Myślę, że Aquarian jest bardzo mocną firmą naciągową nie tylko w Polsce, ale też i na świecie, należy do czołówki. Fakt jest taki, że kiedy zaczynałem grać na perkusji Remo było wszędzie, potem Evans, a dopiero później Aquarian. Sam wiesz, że reklama oraz przyzwyczajenie ludzi robi swoje. Ja wybrałem Aquariana choćby na fakt jakości wykonania, bardzo dobry film, powłoka coated mega wytrzymała (czego niestety nie można powiedzieć o Remo), no i przystępna cena. Z Evansami miałem najmniej wspólnego, oprócz naciągu na stopę typu EMAD. Wiesz, jak to kiedyś komuś powiedziałem, Aquarian to nie Remo, czy Evans          to Aquarian, i jeśli ktoś będzie szukał takiego samego naciągu w Aquarianie        co np. w Remo to nie znajdzie, znajdzie podobny, ale nigdy taki sam. Kwestia kupienia paru sztuk i przetestowania, najlepiej przy zgaszonym świetle, ponieważ czasem przyzwyczajenie do loga bierze górę nad brzmieniem :-)…

Trochę mało o życiu ale o tym za chwilę. Porozmawiajmy o Sakae, jak to się stało i dlaczego akurat ta marka, co takiego cię w niej ujęło lub kto, bo nie zawsze chodzi tylko o sam produkt 

Sakae, pięknie brzmiący i wykonany instrument, ale wróćmy do początku!

W swoim życiu przerzuciłem wiele zestawów. Miałem Ludwiga, kilka zestawów Mapexa, Yamahe, Ddrum’a, DW, Premiera i Pearla. Po tym jak przeszło mi jaranie się nowościami i firmami, którą są w gazetach, zacząłem patrzyć albo raczej słuchać brzmienia i szybko wróciłem do starych bębnów, gdzie korpus to korpus,  a nie wydmuszka, gdzie dźwięk jest konkretny, a nie buczący itd. Miałem wtedy dwa zestawy Premier APK z 1995r którego używałem na koncertach live oraz Pearl WLX z 1987r, na którym nagrywałem. Wtedy stwierdziłem, że nie chcę mieć nowych bębnów, bo żadne jakoś do mnie nie przemawiają i nie interesowały mnie jakieś kontrakty endorserskie, dla samego faktu ich posiadania. Wiem,        że o tym kiedyś rozmawiałem z Maćkiem Nowakiem z Perkusisty i on zapytał:    „a nie myślałeś o Sakae?”, a ja „Sakae? Hmm… coś kojarzę, a kto to ma…” I tak się zaczęło, miesiąc później pojechałem do Kalisza do Arka i Sebastiana (Music Partners) przedstawicieli Sakae. Pojechałem tak na chłodno, bez żadnej podjarki, bo jak mówiłem wcześniej, nie chciałem niczego brać. Oczywiście było miłe przyjęcie mojej osoby, usłyszałem na wstępie tylko tyle „tam masz pudła, bierz   co chcesz, bierz i graj”. I tak spędziłem cały dzień u nich w firmie ogrywając każdy instrument, rozmawiając. Po krótkiej chwili grania było WOW, te bębny są świetne. Urzekła mnie bardzo wysoka jakość wykonania, proste a zrozumiałe rozwiązania, choćby nawet mocowanie tom holderu od dołu i poczułem, że to jest to czego gdzieś tam podświadomie szukałem, że jest to brzmienie dla mnie             i docelowo wybrałem zestaw The Almighty Maple.

Oprócz świetnych bębnów, fajny i konkretny dystrybutor, co jest bardzo ważne oraz ludzie z Sakae, Eizo Nakata (prezesa firmy oraz wnuka założyciela Sakae     w 1925r), którego miałem okazję poznać w 2016 r podczas targów Music Messe we Frankfurcie oraz Noriko Nakano (artist relation), która parę dni po targach przyleciała na krótkie wakacje do Krakowa. Podczas kolacji z Noriko, poznałem historie bębnów Sakae. Co najważniejsze firmę Sakae tworzą na prawdę bardzo mili i o wysokiej kulturze ludzie.

Twoje produkty GK Music, skąd pomysł na twoje akcesoria perkusyjne i jak obecnie się rozwija twoja współpraca z polskim rynkiem, gdzie można zakupić twoje produkty i może opowiesz szerzej o tym co masz do zaproponowania dla perkusistów? 

Wszystko zaczęło się od rózg. Tak naprawdę do ich stworzenia zainspirował mnie Sławek Berny. Przyjaźnimy się od lat i w czasie jednego z naszych spotkań Sławek wspomniał o tym, że zrobił sobie rózgi. Pomyślałem, że i ja zrobię dla siebie. I tak się zaczęło. Choć od tego czasu minęło już sporo i z pierwszych modeli, które były dostępne w sprzedaży nic już nie zostało, oprócz starych testów w Magazynie Perkusista czy gdzieś w internecie. Każdy model jest testowany i z czasem udoskonalany. Wracając do Sławka to już w ścisłej współpracy z nim powstały dwa sygnowane przez niego modele rózg, które są w ofercie GK Music.

Zaczęło się od rózg, potem doszły pady do ćwiczenia, poduszka do tłumienia centrali, nakrętki na statywy do blach w kształcie czaszek, shakery aluminiowe      i mosiężne. Oferta się powiększa i będą kolejne nowości jeszcze w tym roku, bo wiesz, jak jesteś otwarty na nowe rzeczy i pomysły, to one same przychodzą Ci    do głowy. Potem to kwestia opracowania i wykonania. Ja ogromną uwagę przywiązuję do jakości oraz do ceny, by produkty GK Music były dostępne dla każdego. W większości wykonywane są ręcznie, więc materiały, z których              są produkowane, cały czas są pod kontrolą.

Wiele osób, które nie znały dobrze produktów GK myślały, że są robione                  w Chinach, ale nie są. Wszystkie są robione w Polsce i to ręcznie!

Przejdźmy do życia, bo przecież ono jest równie ważne, a wręcz najważniejsze, bo inspiruje nas do tworzenia, grania, rozwijania się. Kto i też co inspiruję cię  do grania na perkusji? 

Hmm… dobre pytanie, kto mnie inspiruje… Nie będę oryginalny jak powiem,       że Jeff Porcaro, Simon Phillips, czy Bernard Purdie, ale te wielkie nazwiska jak najbardziej tak, jak i takie zespoły jak U2, Rolling Stones, czy Metallica… Jest ich wiele i wymienić można masę i to w każdym dniu ktoś inny, bo czasem włączysz jakiś film na YT czy FB i się zainspirujesz.

Inspiracja do grania jest cały czas wokół nas, jedna nas motywuje, a inna dołuje, pytanie czy się poddamy i przestaniemy, bo czasem życie nie rozpieszcza, czy postanowimy sobie, że się nie poddajemy i cały czas dążymy do celu, który każdy z nas ma gdzieś w swojej głowie wyznaczony.

Wielką inspiracją jest moja rodzina, moja żona i mój syn.

Motywacja, bardzo ważna umiejętność, którą musimy budować każdego dnia aby zejść do salki i ćwiczyć, bo z reguły człowiek jest leniwy i musi się targać        z sobą, aby coś osiągnąć. Jak to wygląda u ciebie, czym się motywujesz                do systematycznych ćwiczeń, czy to prostu miłość do bębnów i tyle? 

Trochę Cię wyprzedziłem z tym pytaniem i trochę odpowiedziałem wcześniej,     ale można czasem inspirację porównać do motywacji, bo ten co Cię inspiruje także Cię motywuje. Systematyczne ćwiczenie jest bardzo ważne, ale zrobienie sobie przerwy też, ponieważ jak nasz mózg będzie żył w monotonii i w kółko robił to samo (w sensie ćwiczeń w tym przypadku), to istnieje możliwość zapętlenia   się i zgubienia celu po co to robimy. Ludzie z reguły są leniwi, jedni mniej, drudzy bardziej, ale są. Dlatego trzeba się zmuszać (i ja się zmuszam) do pewniej systematyczności, bo inaczej się poplączemy i zagubimy. Czasem lepiej jest oglądnąć coś w necie, poczytać. Ty dużo fajnych tekstów motywacyjnych wrzucasz na FB, które dają do myślenia i rozwijają, jeżeli oczywiście coś w tym kierunku zrobimy. Moim zdaniem trzeba być otwartym, a intuicja sama podpowie co dla nas jest dobre w danym momencie, czy zejść do salki i poćwiczyć, pograć               na bębnach, czy zrobić cokolwiek innego. Jak wiesz, uczę metodą Drum Coachingu i to, o co zapytałeś teraz to jest temat, który często poruszam podczas zajęć. 

Trzeba również pamiętać o tym, że podstawową zasadną grania, czy robienia czegokolwiek jest miłość do tego, pasja, radość, którą z tego czerpiemy lub jakkolwiek ktoś to nazwie, bez tego wszystko co robimy będzie bez życia.

Przypomniało mi się, kiedy opowiadałeś o spotkaniu z Dom Famularo, kiedy wydawało ci się, że jesteś bardzo zajętym perkusistą… i wtedy do Polski przyleciał Dom i zderzyłeś się z ścianą krytyki… Co konkretnie wtedy Dom miał na myśli prostując cię, że jednak znajdziesz więcej czasu jeśli tylko będziesz tego bardzo chciał? 

Tak, pamiętam to spotkanie. Jak wiesz Dom jest bardzo pozytywną i prawie zawsze uśmiechniętą osobą, ale do tego jest stanowczy i wszystko co osiągnął      w swoim życiu może zawdzięczać swojej ciężkiej pracy, determinacji i nie poddawaniu się.

Pamiętam, jak był ostatnio w Krakowie. Siedzimy przy kawie, a on pyta czy już mam to, o co mnie prosił jakiś czas temu, a ja że nie, bo nie miałem kiedy. Wtedy uśmiech zniknął mu z twarzy, popatrzył się na mnie i powiedział „Ty jesteś zapracowany? …wydaje mi się, że ja mam mniej czasu, a potrafię więcej zrobić na czas niż Ty…” Wtedy porozmawialiśmy o organizacji czasu, że im lepiej go sobie zorganizujesz, to będziesz robił więcej, i będziesz miał jeszcze chwile dla siebie. Pamiętam, że mi powiedział na koniec „jak Ci go brakuje, to śpij krócej,                 to będziesz miał go więcej” :-)…

Czy po tym spotkaniu zmieniło się coś w twoim życiu? Pan Famularo, jakim jest człowiekiem prywatnie? 

Zmieniło się to, że zacząłem bardziej działać teraz, a nie odkładać na później.      W tym czasie wszystko się tak jakby nałożyło na siebie, spotkanie z Dom’em            i początki Art Coachingu w zespole. Dom Famularo jest bardzo fajnym człowiekiem, cały czas rozwija się jako muzyk, perkusista, edukator, biznesmen, marketingowiec… co dla mnie jest niesamowite. A na dodatek, to co jest ciekawe, on przestał ćwiczyć w 1982 r, a gra coraz lepiej, bo jak mi powiedział: „byłem młody to zajmowałem się ogarnięciem zestawu i techniką, teraz rozwijam           się jako człowiek i to się przekłada na moją grę”.

Złapmy rzeczywistość! Co myślisz o obecnym rynku muzycznym, czy nie odczuwasz w pewnym sensie przepychu, przewagi kiczu nad dobrą muzyką, przewagi pseudo perkusistów nad solidnymi perkusistami i ten przepych informacji w internecie, czy to nie miesza w głowach młodych ludzi? 

Dobre pytanie, nie chce tu nikogo oceniać jak gra albo gdzie gra, ale generalnie rynek muzyczny, ten Show Biznes trochę większy nacisk kładzie na biznes, na produkt, który trzeba szybko zrobić, szybko sprzedać i szybko na nim zarobić. Każdy to wie i każdy to widzi, oczywiście jest wiele polskich artystów, którzy oprócz tej całej machiny tworzą dobrą muzykę, dobre piosenki i grają świetne koncerty.

Nie rozumiem tego, dlaczego wersje koncertowe u niektórych artystów diametralnie się różnią od tych puszczanych w radio. Kilkakrotnie natknąłem    się na to, że jest gwiazda światowego formatu, której piosenki w radiu mi się nie podobają, a koncerty gra w takich aranżacjach i w takim wykonaniu, że buty spadają. 

To co może mieszać młodym ludziom w głowach, to tzw. lanserka,                              i gwiazdorzenie i sztuczność, co nie do końca przekłada się na poziom gry…

Dlatego zadałem to pytanie, bo dzisiaj dzieciaki mówią – „tak się teraz gra       bo to jest modne”, ale przecież to nie o to chodzi… Jesteś człowiekiem, który goni modę grania czy jesteś wierny sobie i idziesz niezłomnie swoją drogą, którą uważasz za słuszną? 

Wiesz, muzyka jest jedna, to ludzie ją podzielili. Nie ma czegoś takiego, że coś jest nie modne, jak zagrasz dobry groove, to on nigdy nie staje się niemodny. To          o czym mówiłem wcześniej, szczególnie młodzi perkusiści ulegają tzw. modzie grania, chopsom, lansowania się.. Ja też z tym miałem problem, ćwicząc czy grając zastanawiałem się, czy gram tak szybko jak ktoś, czy jeszcze nie… a czy jak tak nie będę grał jak ktoś tam, to czy zostanę zauważony, itp… Jakiś czas temu powiedziałem sobie stop, to prowadzi mnie donikąd. Oczywiście trzeba, a nawet należy, poznać różne style gry, groovy i być na bieżąco z różnymi nowościami muzycznymi, bo to nas kształtuje. Należy o tym pamiętać, że każdy jest inny           i każdy ma inne brzmienie i nigdy nie będziemy lepsi od oryginału, będziemy tylko dobrą kopią.

Zasady są wszędzie te same, trzeba się do nich dostosować, bo bez tego nie będziemy w ogóle grać. Perkusja się rozwija, powstają zestawy hybrydowe, masa efektownych talerzy, werbli, należy, a nawet trzeba to poznać, sprawdzić,            bo może dana rzecz posunie nas we właściwym kierunku… Życie to wędrówka,      a co znajdziemy po drodze, nie wiemy :-)…

Mówię też o tym, by w tym wszystkim poszukać siebie, być sobą i nie dać się wciągnąć w sztuczny świat…

Pomyśl, twoja kariera się kończy, kasa się kończy, nie ma pracy w twojej muzie, i dostajesz telefon od jakiejś gwiazdy Disco Polo, i co wtedy robisz, bierzesz         to czy mówisz – olewam to, wolę nie grać i robić coś innego? 

Haha, dobre! Ja nie mam się o co martwić, bo jestem perkusistą, a żadna żadna gwiazda Disco Polo nie zadzwoni do perkusisty, więc problem mam z głowy!       Ty masz inaczej, bo jeszcze śpiewasz, więc pytanie kieruje do Ciebie, haha ;-)…

Haha, odpowiem ci przy okazji ;-)… A teraz powiedz mi, jakie plany przed Tobą, na co stawiasz teraz, na promocję swoich produktów czy bardziej na granie, ćwiczenie, koncerty? 

Powiem tak, na wszystko! Wszystko co robię, lubię robić. Bardzo podoba mi się określenie Michała Wawrzyniaka (Mental Way) „Zawsze i wszędzie możesz wszystko”. 

Cały czas rozwijam ze swoją żoną firmę GK Music. Wracam również po krótkiej przerwie do nagrywania lekcji na mój kanał YT. Staram się codziennie rano pograć (poćwiczyć), rozwijać oraz cały czas prowadzę zajęcia i gram koncerty.

Tak jak ostatnio podczas naszego spotkania rozmawialiśmy, jesteśmy ludźmi, którzy w danej sytuacji, chwili, przybierają różne role. Raz jesteś perkusistą,       raz edukatorem, raz kierowcą itd. Ja tych ról w życiu zawodowym mam wiele,       a jeśli chodzi o codzienność, to jest ich więcej, sam wiesz… 

Kilka słów od siebie w stronę młodych perkusistów? 

Cieszcie się graniem, dążcie do celu, który sobie założyliście, inwestujcie w siebie, nie poddawajcie się, bądźcie sobą i cały czas się rozwijajcie, tym bardziej póki jesteście młodzi i macie mnóstwo wolnego czasu, bo potem nie dość, że czas szybciej mija, to jest go coraz mniej…

…a w razie pytań, jestem do dyspozycji!

 

Materiał przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: archiwum Grzegorz Krawczyk, Dorota Ostrowska i Anna Szot.

Caban Drummer Fest – „Bębny w swoje ręce!”

Magazyn Perkusista vs Paweł Larysz

18 marca w Starej Kotłowni w Chrzanowie odbyło się bardzo interesujące spotkanie perkusyjne, o którego przebiegu trzeba z pewnością szerzej opowiedzieć. Jest to doskonały przykład na to, jak dużo w budowaniu kariery perkusyjnej zależy od nas samych.

Zapowiadając Caban Drummer Fest napisaliśmy że bębniarze zamiast siedzieć wieczorem  z nosami w tabletach wzięli sprawy w swoje ręce i zorganizowali spotkanie perkusyjne, gdzie aktywnie mogli pobębnić i wymienić się doświadczeniem. Z drugiej strony nie ukrywamy, że gdzieś tam między sobą w redakcji mówiliśmy, że przebieg imprezy nie spełnił wymogów określenie Fest. Mimo, że nie było żadnych wielkich gwiazd i Chrzanów z pewnością stolicą perkusji nie jest, impreza wypaliła jak prawdziwa petarda. Możliwe, że to właśnie w tym tkwił sukces pierwszej edycji, bo jak dowiadujemy się zapowiadane jest kolejne spotkanie. Pamiętajmy jednak, że każda konwencja szybko się wyczerpuje, a poziom zainteresowania nie jest łatwy do utrzymania w kolejnych edycjach. Dlatego też organizatorzy muszą stawiać kroki niezwykle przemyślane, chociaż duża nadzieja tkwi po prostu w ludziach, którzy mają ochotę spędzić przyjemnie czas wśród bębnów. Wielkie miasta są mocno zmanierowane i nie zawsze chce się iść na jakiś pokaz ( bo przecież zaraz będzie ktoś następny…). W Chrzanowie przyjemna atmosfera i brak napinki może być kluczem do sukcesu. O tym wszystkim opowie nam nasz dobry znajomy, którego materiały często goszczą na naszych łamach. Aktywny perkusista Paweł Larysz był jednym  z wykonawców podczas festiwalu. Oprócz niego zagrali także, Jakub Kurdziel, Wiktor Palik i Eryk Gruca.

Malutki Chrzanów i brak tzw. wielkich gwiazd perkusji. Teoretycznie impreza nie miała prawa się udać…

Rzeczywiście, nie mamy w Chrzanowie wielkich nazwisk perkusyjnych, ale za to mamy wielu utalentowanych perkusistów. Dlatego został stworzony ten festiwal, by pokazać lokalnych perkusistów i to, jak bardzo kochają grać na perkusji. Duże nazwiska też kiedyś były małe, nieznane, dlatego zaczyna się od zera, aby dojść na szczyt. Mimo braku wielkich nazwisk impreza się udała, bo włożyliśmy w to nasze serca, a nazwiska buduje się latami! Pomysł wyszedł od Konrada Wichra, który pracuje  w Chrzanowskiej Telewizji Lokalnej. Jako pierwszego uczestnika zaprosił Eryka Grucę i od tej chwili wspólnie nakręcali Caban Drummer Fest. Chodziło o to , żeby pokazać ludziom, że perkusiści to ciekawi ludzie, indywidualiści, zazwyczaj schowani z tyły sceny. Chcieliśmy dać innym możliwość spotkania się z perkusją w cztery oczy, możliwość porozmawiania z perkusistami, a nawet spróbowania swoich sił w konkursach, które zorganizowaliśmy.

 

Skąd twoja obecność?

Zostałem zaproszony jako gość specjalny i oczywiście zgodziłem się, ponieważ kocham grać na bębnach. Pomyślałem, że dam ludziom dużo pozytywnej energii moja grą i zaangażowałem się bardzo w ten festiwal. Zależało mi na jego sukcesie, chcieliśmy przyciągnąć jak największą liczbę osób i udało się, wręcz przerosło nasze oczekiwania i klub był wypełniony po brzegi, z czego bardzo się cieszę. Okazuje się, że sama perkusja budzi większe zainteresowanie niż koncerty zespołów, na które chodzi coraz mniej ludzi, pewnie z czystego lenistwa. Jednak perkusja to serce muzyki i jest bardzo widowiskowym instrumentem, więc ludzie przybyli zaciekawieni, co będzie się działo. Chcieliśmy dać im coś, czego jeszcze w Chrzanowie nie było, a przecież to dobre miejsce na takie imprezy. Chrzanów znajduje się między Katowicami a Krakowem, więc można ściągnąć ludzi z większych miast, bo nie jest daleko, a połączenie jest bardzo dobre. Trzeba działać, uczyć ludzi kultury, odważnie realizować pomysły i przeć do przodu. Już wiem, że odbędzie się kolejna edycja i że odezwali się sponsorzy, chętni wyłożyć pieniądze na rozwinięcie CDF. Super, będzie można zaprosić gwiazdę, która przyciągnie jeszcze więcej ludzi. Stawiamy jednak przede wszystkim na promowanie lokalnych perkusistów, bo jest ich wielu.

Jak wyglądał przebieg imprezy?

Powiem ci, że organizacja była bardzo prężna i jak na pierwszą edycję, to poradziliśmy sobie z tym świetnie. Wspólnie działaliśmy bez żadnego „gwiazdorzenia”. Kolejność perkusistów, którzy występowali na festiwalu, była bardzo dobrze zaplanowana, ponieważ napięcie rosło z występu na występ, ze względu na różnice osobowości i stylu gry oraz mocy z jaką każdy gra, czyli Jakub Kurdziel, Wiktor Palik, Ery Gruca i ja. Jeśi chodzi o Klub Stara Kotłownia w Chrzanowie to idealne miejsce na takie imprezy, duża scena, klub z barem… A więc o klimat i przyjazną atmosferę nie było trudno. Jak na pierwszą edycję, nie było zbyt wiele chaosu i festiwal wypadł profesjonalnie. Rzeczy, które bym poprawił w kolejnej edycji, t na pewno płatny wstęp, bo to też rodzi szacunek dla imprezy i artystów, eliminuje niepotrzebne osoby, choć uważam, że przybyli ci, którzy chcieli przyjść. Jeszcze jedna rzecz, o którą trzeba zadbać, to zatrudnienie konferansjera, który będzie prowadził całą imprezę i dzięki temu odciąży artystów od wzajemnego zapowiadania się. Przyznam, że miało to swój urok, ale przecież nie o to chodzi, żeby się głaskać po głowie, tylko budować coraz lepszy festiwal, a więc do boju. Imprezę wspierały firmy Roland, Music Info ( Aquarian, Sabian, VF ), Music Partners  ( Code, Wincent ), Ada Music ( Zildjian ), StawsS oraz Mapex Polska, a więc wsparcie mieliśmy bardzo duże jak na pierwszą edycję. Byli też tacy, którzy nie wierzyli i nie zaangażowali się z różnych powodów, ale jestem dobrej myśli i wierzę, że w kolejnej edycji będą nas wspierać. Rozdaliśmy bardzo dużo gadżetów i przede wszystkim radość dzieci, które stawiają pierwsze kroki w grze na perkusji, byłą bezcenna. Dwadzieścia lat temu takie wydarzenia były tylko marzeniem. Gdyby ktoś powiedział mi wtedy, że takie wydarzenia będą miały miejsce to powiedziałbym , żeby się puknął w głowę, a dzisiaj mamy „perkusjomanię” i to jest piękne.

Pytanie do ciebie jako muzyka. Jakie nauki wyciągnąłeś z występu na tej imprezie?

Muszę popracować nad emocjami. Bardzo się stresowałem, czego już dawno nie czułem w takim stopniu. Granie koncertów to zupełnie inna bajka. To była nowa sytuacja i zależało mi bardzo, żeby wypaliło i dlatego towarzyszył mi stres, a więc byłe częstym gościem w toalecie ( śmiech )… Zrozumiałem kolejny raz, że moja ciężka praca za bębnami ma sens, że to, co robię i jak się temu poświęcam jest doceniane, za co bardzo dziękuję wszystkim, którzy mnie słuchają  i wspierają. Poza tym, trzeba być otwartym i pozytywnych człowiekiem, dawanie ludziom pozytywnej energii jest piękne, i wiem ze, ile z siebie dasz, tyle do ciebie wróci. Czyli tzw. karma. Zrozumiałem, że zrobiliśmy coś absolutnie bardo dobrego dla ludzi i dla siebie, że udało nam się zrealizować wspólny plan i chyba pierwszą w historii chrzanowskiej imprezę perkusyjną, która wzbudziła wielkie zainteresowanie. Dostałem kolejnego pozytywnego kopa do kontynuacji rozwijania siebie, choć nie mam z tym problemu, ale lubię od czasu do czasu dostać dodatkową dawkę emocji, która nakręca mnie do jeszcze bardziej intensywnego ćwiczenia i grania. Kocham być między ludźmi, grać dla ludzi, czuć te naturalne emocje, czuć zapach bębnów, które dostają solidny łomot podczas występów. Trzeba grać, grać i jeszcze raz grać i wspierać się, bo muzyka to nie zawody, tyko piękna sztuka, którą trzeba pielęgnować, rozwijać i dzielić się nią z innymi.

Materiał przygotował: Magazyn Perkusista

Zdjęcia: Foto Projekt 35mm – Paweł Ludwikowski

 

AnVision European Tour 2017…

          AnVision to jeden z czołowych, polskich progresywnych zespołów w Polsce, który niedawno dał się poznać europejskiej publiczności, koncertując po europie z fińską gwiazdą prog metalu Tarją Turunen ( ex wokalistką zespołu Nightwish ).

Zaszczyt ogromny, więc chłopaki dostając propozycję supportu na dziesięć koncertów z Tarją, nie zastanawiali się zbyt długo, bo przecież to wielka szansa, i bez względu na to, jak wiele trzeba w nią zainwestować czasu, pieniędzy, emocji, siły fizycznej i psychicznej, trzeba się zebrać w sobie, spakować do busa i jechać, bo jeśli nie oni to, ktoś inny z przyjemnością wykorzystałby taką szansę.

Chłopaki z AnVision, poukładali priorytety, spakowali torby, instrumenty i wyjechali w trasę, która zajęła im 8000 tysięcy kilometrów, a więc jak na niecałe dwa tygodnie trasy to, spory wynik, a jak ją przetrwali, jak było, na scenie i poza nią, opowiedzą sami, bo jest o czym opowiadać!

Cześć chłopaki!

Marcin: Szacuneczek! Karol: Yo ! Greg: Cześć Chłopaku!

Jak się obecnie czujecie?

M: Pytasz o zdrowie? Jak widzisz, nie jesteśmy już młodzieniaszkami. Każdy z nas czeka już w kolejce do swojego lekarza, kilka lat i będziemy po badaniach ☺ Chociaż wiek to jedno, a to co mamy w głowach to drugie. Cały czas banan nie znika z twarzy i delikatnie mówiąc mamy pojechane.

K: Jak widzisz oni nie są zbyt młodzi, ale to nie ma żadnego znaczenia, czujemy się świetnie i osobiście nie chciałbym bym się zmieniać ! Nadajemy na tych samych falach, i fakt często zdarza nam się być niepoważnym.

G: Akurat częściej jesteśmy niepoważni i to niestety nie przechodzi z wiekiem. Jakoś łatwiej iść przez życie z bananem na twarzy.

Niedawno wróciliście z europejskiej trasy, na której mieliście zaszczyt zagrać z fińską wokalistką Tarją Turunen, dla nie wtajemniczonych – była wokalistka popularnego zespołu Nightwish. Czy jesteście szczęśliwi że spotkało was takie wyróżnienie?

M: To prawda, trasa zakończona. Jesteśmy zadowoleni. Ciężko pracujemy nad budowaniem swojej marki i nie ukrywam, że nie chcemy zamykać się tylko na polską scenę. Jesteśmy sfokusowani na granie dużych koncertów i tras koncertowych przede wszystkim za granicą.

K: Tak to dla nas wyróżnienie i jesteśmy szczęśliwi, że udało nam się z nią zagrać. Zyskaliśmy ogrom doświadczeń i wiedzy potrzebnej do dalszego rozwoju.

G: Granie na innych rynkach dla różnej publiczności uczy dużo szybciej niż granie lokalne – w kraju. Jednego dnia grasz dla Chrześcijan, dwa dni później dla Muzułmanów. Trzeba uważać aby nie popełnić gafy, zwłaszcza jak się ma tendencje do wysublimowanych żartów.

Zacznijmy od sedna sprawy. Jak to się stało, że to was wybrano, jak dotarliście do tej trasy, czy to wasza agencja Metal Music Booking pomogła wam w zorganizowaniu tej trasy?

M: Widzisz, granie w zespole to nie tylko praca przy instrumencie. Staraliśmy się wspólnie prowadzić działania menadżerskie. Na pewnym etapie jednak wiele spraw zaczęło nas przerastać. Większość z nas oprócz AnVision – traktowanego przez nas absolutnie priorytetowo, prowadzi jeszcze swoje firmy, więc zarządzanie i prace menadżerskie nie są nam obce. Oprócz grania, które jest mega ważne, trzeba rozmawiać i ustalać strategie działania. Tak było również z nami. Dostrzegliśmy pewnego rodzaju marazm. Stąd decyzja, że chcemy więcej. Zaczęliśmy szukać rozwiązania. Dzięki MarQusowi rozpoczęliśmy rozmowy z różnymi agencjami menadżerskimi. Wybór padł na Metal Music Bookings. Dostali od nas wytyczne i zaczęli działać. Efektem tej współpracy była właśnie trasa z Tarją Turunen.

K: Nie jest łatwo pogodzić, życie prywatne, zawodowe dodając do tego jeszcze pasje. Na szczęście nam się to jak dotychczas udaje bo tak naprawdę dzięki pasji żyje się lepiej, szczęśliwie bo robimy to co kochamy. Systematyczna praca, trochę szczęścia i kilka trafnych decyzji doprowadziło nas do wyjazdu z Tarją.

Agencja to jedno, za którą płacicie nie małe pieniądze, aby promować zespół i to jest naturalne, bo tak działa reklama, ale uważam też, że trzeba coś sobą reprezentować, żeby zostać wybranym na support z Tarją. Czy uważacie, że był to odpowiedni moment na taki cios dla was i byliście w 100% gotowi aby pojechać w świat i unieść tak wielką odpowiedzialność koncertową?

M: Moment właściwy. Decyzja została podjęta zaraz po wydaniu ostatniego krążka. Nie wystarczało nam już granie po polskich klubach. Zależało nam na lepszej reklamie i silniejszym budowaniu marki AnVision po za granicami naszego kraju. Stąd właśnie wytyczne dla naszego promotora o zagranicznej trasie z dużą gwiazdą. Co do gotowości, to nie mieliśmy z tym większych problemów. Każdy z nas grał w różnych składach i scena nie jest dla nas nowością. Od jakiegoś już czasu, działamy profesjonalnie, pracując z trzema technikami i własnym realizatorem dźwięku. Każdy wiec wiedział co należy do zakresu jego obowiązków. Jak ma działać i jak pracować aby były tego najlepsze efekty. Dodatkowo od kilku lat posiadamy też świetnie wyposażonego busa, który w komforcie pozwala nam przemierzać kilkuset kilometrowe odcinki trasy. Może zabrzmi to mało skromnie, ale znamy swoją wartość jako muzycy. Nie baliśmy się o własny warsztat czy umiejętności. Nie byliśmy więc przerażeni dużą ilością ludzi, czy ogromem sceny. Spotkaliśmy się ze świetnym przyjęciem i to nie tylko ze strony fanów ale również całego zespołu Tarji oraz ich techniki. Każdy z jej muzyków to niesamowity instrumentalista, a większość z nich grała z muzykami „z pierwszych stron gazet” (Chad Smith, Paul Gilbert). Zaprzyjaźniliśmy się z nimi. To naprawdę fajni i mili ludzie. Bez krzty gwiazdorki i noszenia nosa zadartego wysoko do góry. Podobnie sprawa techniki. Chłopaki do niedawna jeździli ze Scorpions. Działali bardzo sprawnie i płynnie. Czerpaliśmy z ich pracy i mogliśmy się od nich naprawdę dużo nauczyć.

K: Tak naprawdę musieliśmy zrobić solidny bilans tego jak rozwija się AnVision, co jest dla nas dobre, i gdzie musimy coś poprawić. I tak stanęliśmy przed decyzją o współpracy z agencją, by rozpędzać tą maszynę dalej. Czerpiemy z tego co robimy mega “fun” i kochamy to co robimy, więc była to dla nas naturalna rzecz, a tym bardziej wychodząc na wielką scenę przed duża publiką serce jeszcze mocniej buchało radością no i mordy same się cieszyły.

G: Tak, byliśmy gotowi jak nigdy dotąd. Ograni, ze świetnie działającą techniką. To musiało się stać. 

Gryzłem się z tym pytaniem, ale chciałbym uświadomić społeczeństwo muzyczne, że wyjechać sobie w trasę koncertową to, wielkie poświęcenie. Czy wspierał was ktoś finansowo w tej trasie czy w dzisiejszych czasach, niestety wszystko dźwiga artysta, począwszy od sfinansowania trasy, jej organizacji, transportu, całej logistyki, techniki, aż po jej sukces lub jesteście absolutnie niezależni i nie potrzebujecie niczyjej pomocy?

M: Tak jak wspomniałem wcześniej. Od jakiegoś czasu na koncertu jeździmy własnym busem. Mamy swoją technikę i realizatora dźwięku. Trasa to olbrzymie przedsięwzięcie zarówno logistyczne jak i finansowe. W większości staraliśmy się ogarnąć to z własnych środków.

K: Muszę wspomnieć tu o próbie wsparcia nas przez fanów, czy też ludzi którzy wyraziliby taką chęć metodą crowdfunding. I tutaj dziękuję tym wszystkim którzy nas wspomogli, niestety chyba nasze społeczeństwo nie jeszcze jest gotowe na tego typu projekty, spotkaliśmy się z ogromną falą “hejtu” jakbyśmy to zmuszali ludzi do płacenia, bądź jakbyśmy to wyciągali od nich je na siłę , ale niezwykle nas to rozbawiło, cała ta sytuacja i setki komentarzy, swoją drogą zazdroszczę, że ludzie mają tyle czasu by zajmować się nie tylko swoimi sprawami, a poza tym dało darmową reklamę za co również dziękujemy.

G: Dokładnie tak, efektem było kilka tysięcy odsłon naszego teledysku na naszym kanale YT, w ciągu kilku dni. 

 

Powiedzcie, ile dokładnie zagraliście koncertów i w jakich państwach Europy rozgrzewaliście publiczność przed Tarją?

M: Zagraliśmy siedem z ośmiu zaplanowanych koncertów, w pięciu państwach.

K: Zagraliśmy w miastach: Budapeszt, Timisoara, Ateny, Saloniki, Sofia, Izmir i Istanbuł.

G: Mniej więcej od 500 do 4500 na każdym koncercie.

Czy wszystkie koncerty poszły zgodnie z planem czy jednak wydarzyło się coś co was wyprowadziło z równowagi i nie mogliście zagrać koncertu?

M: Niestety, nie udało się zagrać koncertu w Bukareszcie. Lokalna technika, mimo otrzymania wytycznych zawartych w riderze oraz imput liście, nie potrafiła wszystkiego na czas podłączyć. To zmusiło nas do rezygnacji z tamtego koncertu. Brak profesjonalizmu z ich strony spowodował, że 10 minut na przeprowadzenie próby nie wystarczyło. Instalacja na scenie trwa dłużej, a gdzie tu mowa o nagłośnieniu i zrobieniu monitorów. Nie będę ukrywał, że nie byliśmy szczęśliwi tą sytuacją.

K: Sytuacja zmusiła nas do zejścia ze sceny, nie ukrywam, że ciężko było utrzymać nerwy na wodzy, bo nie z naszych powodów zrezygnowaliśmy z zagrania i zaprezentowania się nowej publiczności. Smutno.

G: Zasady są proste, ale normy wyśrubowane. Gwiazda (w tym przypadku Tarja) ma na instalacje 3-4 godziny, a potem 2 godziny sound Check. Support ma na to wszystko dokładnie godzinę. Sześć razy mniej czasu. Wiec jeśli trafisz na kilku bezradnych lokalnych technicznych, może Ci zabraknąć 10 minut.  Tak też się stało. Przyznam że w życiu nie wypowiedziałem tylu brzydkich słów po angielsku w tak krótkim czasie, kiedy  naskoczyłem na szefa techniki.

Zostaliście potraktowani z szacunkiem czy jako drugorzędny zespół, bo zdarza się tak, kiedy zespół nie jest bardzo znany to, traktuje się go z góry?

M: Jak już wcześniej wspomniałem ze strony zarówno Tarji, jej zespołu i techniki oraz lokalnych promotorów otrzymaliśmy duże wsparcie. Znaliśmy swoje miejsce „w szeregu” i wiedzieliśmy kto jest hedlinerem, a kto supportem. Tym nie mniej cieszy nas fakt, że druga strona dostrzegła, że ma do czynienia ze świetnie zorganizowanym zespołem, który w profesjonalny sposób podchodzi do każdego tematu. Działaliśmy zgodnie z Line Up’em każdego koncertu. Według ram technicznych i czasowych. W AnVision znamy się dobrze zarówno prywatnie jak i „muzycznie” i każdy wie co należy do jego obowiązków. Jak ma działać, żeby wszystko było spójne i na najwyższym poziomie. Nie ma mowy o pójściu na łatwiznę i kompromis lub robieniu czegoś na odczep się.

K: Od samego początku zostaliśmy z sympatią i zawodowo przyjęci i musieliśmy stanąć na wysokości zadania jakie nas czeka. W końcu przez kilka dni musieliśmy razem współpracować. Potraktowano nas naprawdę na poziomie, mieliśmy swój czas i scenę na wyłączność podczas próby co jest niezwykle komfortowe. Jednym słowem: profeska!

G: To chyba najlepszy moment aby podziękować naszej technice. Marshall, Paweł, Piotr i Dolbi. Dziękuje po raz kolejny, to był kawał dobrej roboty.  Przerwa techniczna pomiędzy nami a Tarją, była 20 min. W tym czasie musiało zniknąć wszystko ze sceny. Uwierz mi, po mniej więcej 5 koncertach w przeciągu tych 20 minut sprzęt był już nie tylko poza sceną i spakowany w casy, ale częściowo już nawet na busie. Sam dobrze wiesz ile tego mamy.

Widziałem na zdjęciach, że każdy koncert był wypełniony ludźmi po brzegi, a więc był czad. Jakie to uczucie występować na koncertach dla pełnych sal, ludzi świadomych, którzy przyszli na koncert a nie na kiełbaskę i piwo?

M: Praktycznie co wieczór, graliśmy dla pełnych sal. To wielki zaszczyt grać dla świadomej publiczności, która świetnie reaguje i przekazuje Ci energię na scenę. To jeszcze bardziej mobilizuje Cię jako muzyka i pozwala oddać to co najlepsze. Uwielbiam, kiedy słuchacz jest „głodny” muzyki. Po każdym koncercie spotykaliśmy się z fanami, zarówno rozmawiając z nimi, jak i podpisując płyty czy robiąc sobie wspólne zdjęcia. Zresztą zawsze tak podchodziliśmy do słuchacza. Lubimy się spotykać, poznawać i rozmawiać wspólnie „przy piwku”.

K: Znakomicie się gra jak to ująłeś dla świadomej publiczności, powstawała niezwykła chemia między muzykiem a odbiorcą, która napędzała nas jeszcze bardziej, bardziej niż pszyśpieszacz do spowalniacza.

G: Mieliśmy przyjemność grać dla ludzi spragnionych takiej muzyki, doceniających nasze zaangażowanie. Potrafili nawet docenić brzmienie poszczególnych instrumentów, czy zacytować tekst. Bezcenne uczucie.

Wiemy dobrze, że dzisiaj płyty sprzedają się słabo i jedyne na czym można zarobić to, kasa z biletów i gadżety, koszulki itp. Jak u was poszło w tej kwestii, sprzedaliście sporo płyt i koszulek?

M: Podczas koncertów, można było nabyć nasze wydawnictwa w formacie CD oraz płyt winylowej. Dodatkowo mieliśmy nasze koszulki, czapeczki, bluzy oraz inne gadżety. Podobaliśmy się muzycznie, więc przekładało się to również na sprzedaż merchu. Tym samym, założony przez nas plan został zrealizowany!

K: Jest to też pewnego rodzaju biznes i nie ukrywam, że nasza obecność w “sklepiku” po koncercie przekładała się na sprzedaż merchu, sam wiesz podpisy, zdjęcia, autografy.

G: Jak wspominałem, gdy Tarja zaczynała swój występ, my byliśmy już spakowani i właściwie mogliśmy jechać do hotelu. Jak Karol powiedział czekaliśmy na koniec koncertu, bo gdy wszyscy wychodzili zaczynało się prawdziwe oblężenie sklepiku.

Ciągle porównujemy Polskę do zagranicznych krajów, jak to działa u nas, a jak to działa zagranicą. Czy po tej trasie, nie pozostaje w was żadna wątpliwość, że w Polsce show biznes działa biednie, a za granicą jednak odbywa się to prężniej, profesjonalniej czy jednak to mit?

M: Jako scena muzycznie i organizacyjnie naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Polskie zespoły w większości składają się ze świetnych muzyków, którzy wiedzą czego chcą. Dysponujemy też znakomitym sprzętem i umiejętnościami. Zespoły takie jak Behemoth, Vader, Riverside podbijają świat i od wielu lat są rozpoznawalnymi, światowymi markami. Show biznes za granicą działa podobnie. Wg. tych samych wzorców i schematów. Jedynie mentalność i podejście wielu artystów jest różna. Sprzęt jest ten sam, kluby wyglądają podobnie. Czy profesjonalnie? Tak mogło by się wydawać, a jednak są wyjątki. Chociażby nasz przykład koncertu w Bukareszcie. Tamtejsza technika zachowywała się jak polski chłop początkiem XX wieku, któremu dopiero co doprowadzono prąd do chałupy. Oglądał z każdej strony i patrzył się – co to za cud świata, nie mając o tym jeszcze zielonego pojęcia. Podobnie było i tam – np. mikrofon do werbla podpinany w trzy osoby. Nie było by w tym nic złego, przecież można kontrolować kolegę… Co z tego, jeśli później, do gniazdka, źle się wepnie kabelek – przecież cyferki, którymi oznaczone są wloty też można pomylić ☺

K: Wszystko zależy od tego na kogo trafisz, w Atenach jeden ogarnięty koleś, ujmę to tak: fachowiec, zdążył nas szybciej podpiąć i zrobić nam znakomite monitory, niż tych wspomnianych chyba czterech w Bukareszcie…

G: Występują ogromne różnice kulturowe. W jednych krajach jeszcze się uczą, a w innych juz to umieją, ale mają wszystko w „pompie”. Nie można generalizować i dzielić w ten sposób. Zależy z kim grasz, dla kogo grasz. Według mnie te czynniki wyznaczają poziom profesjonalizmu obsługi.

Jak to rozwiązaliście logistycznie, trasa, transport, hotele, kto się tym wszystkim zajął?

M: Trasa organizowana była przez management Tarji Turunen. My jako zespół supportujący dostaliśmy cały tour book i line up na każdy dzień trasy i musieliśmy się tego trzymać. Wszystko o określonym czasie i w punkt. Logistyka, hotele, transport leżały po naszej stronie.

K: Alkohol, zwiedzanie, imprezki, alkohol, nie przespane noce, dobry humor no i jeszcze alkohol tym zajęliśmy się sami ;-)…

Pomysł z flagami jest popularnym gestem wśród artystów ale ciągle łapie za serce. Czy magia tego rodzaju show, zadziałała pozytywnie w waszym przypadku?

M: Tak – co wieczór czekaliśmy na koniec naszego koncertu, kiedy to MarQus po przedstawieniu całego AnVision pojawiał się z flagą kraju w którym graliśmy. Magiczny moment każdej ze sztuk. Publiczność jeszcze bardziej szalała, a my wraz z nią. Dostawaliśmy od niej niesamowitego kopa, więc „Mental Suicide”, który grany był na koniec po prostu miażdżył!

K: Na pewno Greg wam powie co się działo gdy MarQus wychodził z flagą. Niewątpliwie to działa !

G: Oj działa! Te wszystkie mordki uśmiechnięte, wyciągnięte ręce w górę i krzyczące gardła – to było coś! W nagrodę dali sobie robić zdjęcie ze sceny i krzyczeli jeszcze głośniej. Żal było schodzić. 

Co wam utkwiło najmocniej z całej trasy, co zostanie w was na zawsze?

M: Bez cienia wątpliwości – koncert w Sofii. Największa publiczność, największa scena i największy cios. Po koncercie, kiedy wszystkie bramki zostały już zamknięte i ochrona „wypraszała” publiczność, jeszcze przez ponad godzinę mieliśmy oblegane stoisko z merchem. Autografy, wspólne zdjęcia, przybijane „piątki” czyli to co tygryski lubią najbardziej!

K: Wspomnienia z całej trasy zachowam do końca życia, to była niesamowita przygoda. Intensywna ale szalenie pozytywna. Liczba godzin spędzonych w busie powodowała płasko dupie ;-).

G: Sofia. Aż nie wiem jakich słów użyć, bo to najlepszy koncert w moim życiu. 

Tarja fajna babeczka czy gwiazdeczka?

M: Zważywszy na liczbę zagranych przez nią koncertów, czy ilość sprzedanych płyt – gwiazdeczka, trudno zresztą się temu dziwić. Na tyle, na ile my ją poznaliśmy – fajna i sympatyczna osoba ☺

K: Zdecydowanie fajna babeczka, mam na to dowody ;-)…

G: To ciężko pracująca, utalentowana i mega pozytywna, ciepła osoba. 

Jakie plany na przyszłość, jakieś propozycje, idziecie za ciosem czy chwila przerwy?

M: Po trasie mamy do zagrania jeszcze kilka zaplanowanych wcześniej koncertów. Zaczynamy też przygotowywać materiał na kolejną płytę, którą niebawem chcemy zacząć rejestrować w studio. Zaczynamy też edycję materiału wideo, który został zarejestrowany w lipcu 2016 roku z myślą o wydawnictwie „Live”. Są pomysły, teraz trzeba je tylko wdrożyć w życie ☺

K: Tak naprawdę mam już dość tych facetów, spędziłem z nimi zbyt wiele czasu, grubo zastanawiam się czy mam dalej ochotę patrzeć na te mordy, a tak naprawdę chciałbym jeszcze raz!

G: Cały czas mamy coś do zrobienia. Zapewne nie będziemy się nudzić. Dobrze by było zrobić w tym roku ze dwie takie trasy jeszcze. Czas pokaże.

Łatwo żyć w takiej trasie, spanie, jedzenie, alkohol, non stop w busie itp?

M: Na trasie, gdzie do przejechania każdego dnia masz blisko tysiąc kilometrów, hotele to krótki luksus. Wpadasz do niego najczęściej późno w nocy, bierzesz prysznic i kładziesz się na godzinkę czy dwie do spania, a nad ranem dalej w trasę. Po drodze coś jesz i dosypiasz ile się da, żeby na maksa móc zregenerować organizm. Najczęściej, to po zapełnionych parkingach i szyldach wybierasz miejsce, gdzie zjesz śniadanie, czy obiad. W kolejnym mieście wpadasz na kilka minut do hotelu, żeby się tylko przepakować i wziąć rzeczy na koncert i już ruszasz do klubu na próbę. Później koncert i znowu hotel. Tak codziennie, więc miasta, w których grasz, zwiedzasz najczęściej podczas podróży busem. Alkohol jest, bo trudno, żeby go nie było – taka muzyka ☺ . Masz jednak świadomość, że w następny dzień, masz do przejechania kilkaset kilometrów i znowu koncerty

K: Życie w trasie się zmienia, nie masz obowiązków, ale masz na alkohol, nie jest łatwo :-)…

G: Akurat na alkohol było najmniej czasu. Najbardziej pożądaną czynnością był sen. Kiedy przejeżdżasz w niewiele ponad tydzień 8000 kilometrów, nie trudno zgadnąć że cześć tej drogi przebywasz w nocy. W efekcie tego, sen cieszył się największym powodzeniem. 

Nadal uważacie że polskie dziewczyny są najładniejsze czy coś się zmieniło po tej trasie ;-)…?

M: Tak jest! Przez grzeczność nie zaprzeczę ☺…

K: Hmmm… Ja jestem kompletnie zdezorientowany!

G: No cóż.. przekrój mieliśmy dość spory. Zdecydowanie polskie dziewczyny są najładniejsze, niemniej jednak konkurencję mają mocną 😜.

 

Materiał przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: archiwum AnVision

Krzysztof Dziedzic – TEMPO…

Jeden z niewielu tak barwnych polskich jazzowych postaci w świecie perkusji, o której mówi się, że „wszyscy grają jazz, ale Krzysiu to jest petarda”, i to prawda, bo przecież oprócz szczęścia, miejsca czy czasu i odpowiednich ludzi, trzeba przede wszystkim coś potrafić, coś sobą reprezentować, mieć to coś, co przyciąga i czaruje, a ten człowiek ma do powiedzenia więcej niż może nam się wydawać.

Jest człowiekiem renesansu, który niesie za sobą ciągle jakieś zmiany, nowości i dba o to, aby systematycznie rozwijać swoje pomysły, których z pewnością będzie jeszcze wiele. 

Jego najnowszy i zarazem pierwszy album solowy zatytułowany Tempo, przerósł moje oczekiwania, bo spodziewałem się klasycznej płyty jazzowej, której nie jestem miłośnikiem, a dostałem ogromny cios w szczękę, która opadła mi na ziemię i ciężko miałem ją podnieść, tym bardziej, że Krzysiek ma mocny cios, bo jego drugą pasją jest sport, a dokładnie boks, który trenuje od lat, więc trzeba nie niego uważać ;-)…

Album Tempo, to dla mnie dawka światowej półki jazzu, a jak to nazwał Krzysztof – Hip Social Jazz Music. Bardzo ciekawa mieszanka, ale robi wrażenie, bo kiedy włączasz płytę i mylisz, że zaraz będziesz przełączał numery to, jesteś w wielkim błędzie, bo trudno się od niej oderwać i zanim się obudzimy ze snu, płyta dobiega końca i nie wiesz kiedy to się stało, ponieważ ma w sobie taką głębie dźwięków, emocji, energii i pasji, że można się zapomnieć podczas jej słuchania…

Przed wami Krzysztof Dziedzic i jego solowy album Tempo! 

Krzysiu, skąd inspiracja do napisania solowej płyty?

Inspiracją było całe moje dotychczasowe życie muzyczne, 20 lat grania z różnymi muzykami po całym świecie, a moja ostatnia, a zarazem pierwsza wycieczka do Nowego Jorku latem 2016 roku, była czymś wielkim, jak wycieczka Muzułmanów do Mekki, która utwierdziła mnie, że nie mogę już robić nic innego jako muzyk, tylko muszę nagrać płytę solową i zacząć ją grać, nie zwracając uwagi na nic poza tym.

Czy to twój pierwszy album solowy?

Tak, to, mój debiut. Nagrałem wiele płyt z różną muzyką, ale ta płyta jest od a do z, absolutnie moja, wymyśliłem sobie wszystko sam i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy.

Bardzo oryginalny tytuł płyty i mnie się kojarzy pozytywnie, coś się dzieje, raz szybciej, a raz wolniej i do przodu. Czy ten tytuł to, wynik szybkiego tempa, w którym dzisiaj żyją ludzie na całym świecie czy jednak chodzi o coś innego, bardziej osobistego?

Tytuł tempo, wpadł mi do głowy nagle, podczas nagrywania płyty. Jechałem na sesję nagraniową do Warszawy i jechałem trochę szybko bo jak to zwykle bywa, czasu brak i podczas podróży dowiedziałem się, że jeden z kolegów nie dojedzie na sesję i mimo iż ta wiadomość rozbiła mi plan sesji, uśmiechnąłem się w głębi siebie, dodałem gazu i napisałem jeden z numerów, który znajduje się na płycie i gramy go w trio. Ogólnie, całe moje życie toczy się w ciągłym tempie, raz wolniej, raz szybciej, ale cały czas do przodu i dlatego postanowiłem, że taki będzie tytuł mojej solowej płyty.

Jeszcze bardziej ujęły mnie tytuły utworów, które nazwane są różnymi tempami. Nazwanie utworów tempami to mega sprawa i na pewno nie zrozumiała dla wielu, bo zazwyczaj są to jakieś nazwy, ale wiem że ty jesteś pozytywnie odjechanym artystą, więc pasuje to do ciebie idealnie. Czy każde z tych temp, to uczucia, które towarzyszyły ci podczas nagrywania danego utworu?

Utwory są ściśle związane z tytułem płyty, a więc postanowiłem je tak nazwać czyli BPM ( beat per minutes ). Nie zastanawiałem się nad tym, po prostu zaczynałem grać, a chłopaki za mną i tak powstawały te utwory i ich tempa. Absolutna improwizacja, ale jestem pewien, że nasze samopoczucie podczas nagrywania, jest bardzo odczuwalne w tych utworach. Dlatego kocham grać taką otwartą muzykę, bo tutaj nie da się niczego ani nikogo oszukać.

Nie gram jazzu ale kocham go słuchać i uważam że twój album jest grubo odjechany, ponadczasowy moim zdaniem. Czy to co słyszę podczas słuchania tej płyty to, twoje zwariowane, niespokojne, wciąż poszukujące wnętrze, twoje emocje, uczucia?

Dziękuję, cieszę się że ci się podoba. Nie jestem pewien czy można ją nazwać jazzem. Są tam elementy muzyki jazzowej jak swing czy improwizacja, ale jest też wiele innych dlatego, nazwałbym ją bardziej Hip Jazz Social Music. Social Music, bo jej brzmienie w dużej mierze, zależy głównie od relacji międzyludzkich, pomiędzy muzykami jak i odbiorcami. Ma elementy hip hopu, hip jest bez hopu ;-)… Dlatego Hip Social Jazz Music, a idąc dalej, za Milesem Davisem – Social Music ( określenie, które zostało użyte w filmie o Milesie Davisie ).

Płyta Tempo to, klasa światowa. Czy myślisz, że ludzie pokochają twoją muzykę, czy nie dbasz o to?

Oczywiście, że bardzo chciałbym żeby ludzie pokochali moją muzyką, ale nie jest to głównym motorem napędowym do działania. Jeśli się spodoba to super, a jeśli nie to trudno. Fajnie gdy ludzie mają opinie o muzyce, to dla mnie ważne, a czy jest dobra czy nie to już inna sprawa, ale najważniejsze to, żeby nie byli obojętni bo to jest najgorsze.

Gdzie i z kim nagrywałeś album?

Album nagrywałem w studio S3 w Warszawie. Realizatorem był pan Regulski i nagrał mi wspaniale moje bębny. Jestem bardzo zadowolony, chyba najbardziej z moich dotychczasowych nagrań. Mastering robił mój wielki przyjaciel i kompan muzyczny Robert Kubiszyn, który gra na tej płycie na basie. Na instrumentach klawiszowych Piotr Wyleżoł, Kuba Więcek – saksofony. Dj Eprom TRNTBL, Apostolis Anthimos ( gitarzysta SBB ).

Kolejność utworów na płycie jest przemyślana czy ułożyłeś je w kolejności w jakiej je nagrywałeś?

Utwory połączone są w jedną całość i przechodzą jeden w drugi. Każdy numer składa się z schowanych dwóch lub trzech miniatur, dlatego ludzie, którzy naprawdę przesłuchają mojej płyty, mogą dotrzeć do jej wnętrza i odkryć szczegóły, które zawarłem w utworach, dlatego ułożenie utworów nie jest przypadkowe.

Okładka jest bardzo dynamiczna i magiczna. Kto zajmował się stroną graficzną?

Grafika albumu i jej kształt, był w większości zrobiony przez wytwórnię. Miałem duży wpływ na pomysł wiru, który jest przedstawiony na okładce i podoba mi się to bardzo. Na okładce chciałem zamieścić odzwierciedlenie wiru energetycznego, ponieważ wierzę że wszystko jest oparte na energii, która wiruje a nie stoi. Wierzę bardzo głęboko w wymianę energetyczną pomiędzy muzykami jak i odbiorcami. Po promocyjnym koncercie w Bielsku, nie mogłam spać, ponieważ byłem tak bardzo naładowany faktem, że 300 istot ludzkich, koncentrowało swoją uwagę na nas. Ja odczuwam to od lat, dlatego uwielbiam przebywać między ludźmi i dzielić się z nimi energią. Jestem od tego uzależniony ;-)…

Życzę sobie i światu więcej takich ponadczasowych artystów jak Ty! Czy to był odpowiedni moment w twoim życiu na nagranie tego albumu?

Czas absolutnie idealny!

Jakie plany związane z płytą, promocja, trasa itp?

Plany to głównie festiwale. Zagraliśmy niedawno koncert na Zadymce Jazzowej i działa to tak, że jeśli jest super, to idzie fama i wpadają kolejne koncerty i chyba nie poszło źle, bo już wiem, że gramy 1 maja na Wiośnie Jazzowej w Zakopanem i Jazz nad Odrą we Wrocławiu, który odbędzie się 26-30 kwietnia tego roku. Potem kilka grań w europie, które już się pojawiły.

Krzysztof Dziedzic od siebie…

Chciałbym tą płytę grać z muzykami, z którymi ją nagrałem ale wiem, że będzie to trudne, ponieważ są oni zajętymi muzykami ale to daje mi komfort grania z różnymi muzykami w różnych składach. Moje znajomości z czasów koncertowania z Nigelem po całym świecie, mogą teraz zaowocować i będę mógł wrócić i znów zagrać np. z ziomkami z Malezji.

Podziękowania dla rodziny!

Najmocniej chciałbym podziękować mojej żonie i rodzinie, bez której nagranie płyty byłoby niemożliwe. Kiedyś myślałem, że granie jest dla mnie najważniejsze ale dziś już tak nie jest i jestem pewien, że rodzina i ludzie są najważniejsi. Bez muzyki byłoby ciężko, ale dałbym rade, a bez rodziny nie dałbym rady żyć, a już na pewno grać.

Płytę  Tempo, można kupić klikając w podane poniżej linki:

http://store.for-tune.pl/dziedzic-tempo

https://www.facebook.com/dziedzickrzysztof/

 

Materiał przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: archiwum Krzysztof Dziedzic

Integration & Groove IV

Kolejna zimowa edycja warsztatów perkusyjnych w Błażowej, odbyła się w Szkole Muzycznej I stopnia w Błażowej. Liczba osób, które przybyły na warsztaty, była bardzo imponująca, ponieważ przybyło około 45 osób w różnym wieku, co było bardzo ekscytujące. W sumie nic dziwnego, kiedy mamy zimę i nie za bardzo jest co robić, ale myślę że przede wszystkim to atmosfera i wysoki poziom warsztatów, przyciąga coraz większą liczbę osób na warsztaty. Może to nie oszałamiająca liczba, ale popularność gry na perkusji, wzrasta z roku na rok.

Podczas czwartej edycji zimowych warsztatów perkusyjnych w Błażowej, można było ćwiczyć pod okiem Agnieszki Trzeszczak z Drum Academy, Roberta Markiewicza z zespołu Organek, Przemka Bajera oraz Karola Nabożnego z Drum Set Pro School, Pawła Larysza z zespołu Animations oraz Grzegorza Poliszaka.

Dzień I

Pierwszy dzień warsztatów odbył się bardzo dynamicznie. Podzielono uczestników na cztery grupy i rozpoczęliśmy warsztaty. Czasu było nie wiele dla każdego wykładowcy więc trzeba było dać z siebie wszystko co najlepsze, a to już jest wyższa szkoła jazdy.

Dodatkowym wymagającym motywem, byli rodzice niektórych dzieciaków, którzy również brali udział w zajęciach. Oczywiście, najważniejsze to być naturalnym i sympatycznym człowiekiem i nikogo ani niczego nie udawać, wprowadzić miłą atmosferę i przekazać najistotniejsze wiadomości.

Dzieciaki i młodzież, byli bardzo oddani zajęciom i wchłaniali wiedzę bardzo szybko i co najważniejsze, w każdym z nich, było widać ogromną pasję, którą można było wyczuć w każdym uderzeniu w pada.

Wszystko działo się bardzo szybko, więc gdy już wchodziliśmy w etap solidnego ćwiczenia, trzeba było kończyć zajęcia i przejść do kolejnej sali, gdzie czekał Robert Markiewicz, który pokazywał dzieciakom istotę groove’u, brzmienia, stylu, techniki, dynamiki, akcentów itp, a więc Paweł Larysz rozgrzewał, a Robert Markiewicz osadzał groovem na zestawie, co było fajnym połączeniem.

Po porannych zajęciach udaliśmy się na przerwę obiadową. Po przerwie wróciliśmy do zajęć i druga po południowa część zajęć, odbyła się wspólnie czyli Larysz & Markiewicz.

Zajęcia minęły bardzo pracowicie i mimo że na początku dzieciaki sprawiały wrażenie niezdyscyplinowanych to, po kilku godzinach udało nam się stworzyć dyscyplinę, dobry puls i dynamikę podczas wspólnych zajęć.

Poza Pawłem i Robertem, w innych salach zajęcia prowadzili Karol Nabożny i Przemysław Bajer, to panowie, winni całego zamieszania z warsztatami w Błażowej.

Dzień II

Drugi dzień warsztatów odbył się równie pracowicie i tym razem pod okiem Agnieszki Trzeszczak z Drum Academy oraz wyśmienitego Grzegorza Poliszaka.

Żeby urozmaicić pracę na zestawie i wyjaśnić dokładniej o co w niej chodzi i jak ważna jest współpraca w sekcji rytmicznej, dołączył do Grzegorza, jeden z najbardziej uznanych basistów w Polsce, Bartosz Szetela.

Oprócz Grzegorza, Bartosza i Agnieszki, zajęcia poprowadził Robert, który drugim dniem, zakończył swoją obecność jako instruktor.

Drugi dzień był najciekawszym dniem warsztatów, ponieważ odbył się konkurs werblowy i konkurs na zestawie, więc emocje były wielkie, a chęć wygrania nagród była ogromna.

PROMARK EVANS DRUM CONTEST

Był to pierwszy w historii konkurs pod nazwą ProMark Evans Drum Contest zorganizowany w ramach warsztatów perkusyjnych, którego głównymi sponsorami byli oczywiście Promark i Evans.

Konkurs rozpoczął się od werblowych popisów. Umiejętności uczestników były bardzo wysokie i trudno było oceniać ale niestety od tego jest komisja, żeby szczerze, a czasami wręcz ostro, ocenić uczestników.

Jedni mieli problemy z równym graniem, inni grali poprawnie ale bez finezji, kolejni kładli nas na łopatki swoją precyzją, a jeszcze następni czarowali lekkością i zabawą podczas konkursu werblowego. Jedno ich łączyło – skupienie i oddanie dla perkusji. Oczywiście, gra się całe życie więc młodzież będzie mieć czas żeby szlifować swój warsztat.

Konkurs ocenialiśmy w formie Grand Prix i wyróżnień za zebrane punkty od komisji. Nagrodę Grand Prix w konkursie werblowym zdobył Szymon Froń, a wyróżnieni zostali Adrian Dziadek, Zuzanna Heller, Miłosz Reszutek i Aleksandra Paśko.

Drugim konkursem drugiego dnia warsztatów, był konkurs na zestawie. Podczas konkursu na zestawie perkusyjnym, wzięli udział ci sami uczestnicy, którzy czarowali nas podczas konkursu werblowego.

W tym konkursie można było zobaczyć większy wachlarz umiejętności, ponieważ zestaw daje większe możliwości i można bardziej wykazać się od strony muzykalnej. Dzieciaki zaprezentowały po dwa utwory, jeden solo a drugi z podkładem. Każdy dobierał sobie repertuar indywidualnie w kwestii podkładu, a więc było bardzo ciekawie. Usłyszeliśmy takich wykonawców jak Adelle, Animals As Leaders, Red Hot Chili Peppers, słynny utwór Caravan i inne. Każdy pokazał swój charakter, styl, gust, technikę, puls, inspirację.

W konkursie na zestawie w grupie początkującej Grand Prix zdobył Karol Barczyk, a wyróżnieni zostali Aleksandra Paśko, Tomasz Krupa ( nie ma nic wspólnego z Krupą z Ameryki, ale jest równie utalentowany ) oraz Wojciech Bieniek.

W grupie średnio zaawansowanej Grand Prix zdobył Filip Preisner, a wyróżnienia zdobyli Szymon Froń, Xavier Schier, Filip Krupa, Łukasz Siry.

W grupie zaawansowanej Grand Prix zdobyły dwie uczestniczki, ponieważ były tylko dwie i obie grały genialnie, więc komisja postanowiła nagrodzić obie uczestniczki nagrodą główną i były to Zuzanna Heller oraz Dagmara Karandys.

Naprawdę możemy być dumni z polskiej młodzieży, która gra z wielką pasją na perkusji i przybywa coraz więcej pasjonatów na warsztaty perkusyjne.

Dwadzieścia lat temu, gdyby ktoś mi powiedział, że stworzy się tak wielka przyjaźń w świecie perkusji i pasja do grania na perkusji to, ucieszyłbym się ale nie uwierzył, a dzisiaj trudno zliczyć jak wielu mamy pasjonatów perkusji.

Dzień III

Trzeci i ostatni dzień warsztatów był dla Pawła Larysz i Karola Nabożnego, wspólnym dniem zajęć. Zajęcia były bardzo intensywne, a grupa dzieciaków była ogromna i bardzo głośna.

Oczywiście, praca z dzieciakami to, praca nad podstawami, równym graniem, poprawną techniką, dokładnością, pozycją za zestawem czy samym werblem, bo na początku nie ma mowy o szybkości i jakiś wygibasach z kosmosu. Grunt to, zrozumieć sens w graniu na bębnach, przyswoić dyscyplinę i kolejność wykonywania ćwiczeń, a moim zdaniem najważniejsze to zaszczepić w dzieciach radość gry na perkusji, bo zbyt poważne traktowanie muzyki i grania na perkusji może się źle skończyć kiedy przychodzą słabsze dni i nie chce się ćwiczyć no i okres dzieciństwa to, totalna zabawa i tak powinno być.

Po porannych zajęciach udaliśmy się na obiad, a po obiadku rozpoczęły się przygotowania do koncertu finałowego na którym wystąpili instruktorzy oraz uczestnicy warsztatów.

Jako pierwszy wystąpił Grzegorz Poliszak, który zagrał z podkładem swojego nowego zespołu Kromatik – Struktura Faktury, stworzonego, jak to powiedział Grzegorz – dla zabawy! Cała płyta zarejestrowana została absolutnie na żywo, bez żadnych poprawek, a więc należą się ogromne brawa dla muzyków bo wykonali kawał dobrej roboty. Występ Grzegorza był prezentacją doświadczenia, osadzenia dźwięków, tłustego groovu i przede wszystkim smaku, jaki zdobywa się latami.

Kolejny na scenie zaprezentował się bardzo energiczny Paweł Larysz, który zagrał dwa utwory z nadchodzącego czwartego albumu jego zespołu Animations, a tytuł płyty to, Without The Sun. Była to dawka mocnego metalowego uderzenia oraz połączenia dwóch różnych styli czyli w tym przypadku samby i metalu. Okazuje się że nie ma ścisłych reguł ani zasad w muzyce i dlatego ten świat należy do ludzi odważnych, którzy nie boją się łamać zasad w muzyce i prezentują to, z uśmiechem na twarzy.

Jako trzecia na scenie zaprezentowała się Agnieszka Trzeszczak, która do wspólnego występu zaprosiła uczestniczkę warsztatów, Dagmare Karandys z którą wspólnie wykonały mieszankę utworów popowych. Był to świetny występ, który pokazał jak świetnie można bawić się grając na perkusji i pokazał talent młodej Dagmary. Kolejnym elementem występu Agnieszki było solo połączone z jej grupą, którą szkoliła podczas warsztatów. Agnieszka zadawała pytanie na zestawie a dzieciaki odpowiadały grając unisono na werblach, a na koniec każdy z młodych uczestników, zagrała krótkie solo na werblu.

Był to bardzo kreatywny występ Agnieszki oraz jej całej grupy, który dzieciaki i również rodzice zapamiętają na długo.

Ostatni na scenie zaprezentowali się Karol Nabożny i jego serdeczny przyjaciel Grzegorz Szymański. Przyznam, że był to ciekawy duet perkusyjny, który składał się z zestawu perkusyjnego i wibrafonu. Byłem przekonany, że duet przygotowywał się do tego występu bardzo długo ale okazało się, że jednak nie, a zabrzmieli bardzo ciekawie, jak by grali ze sobą całe życie. Świetny smak i muzykalność tych dwóch muzyków, sprawiło, że słuchało się ich występu bardzo przyjemnie.

Tym pozytywnym akcentem, podziękowaliśmy wszystkim uczestnikom, rodzicom oraz sponsorom za fantastyczne warsztaty perkusyjne, które reprezentują coraz wyższy poziom i przyciągają coraz więcej ambitnej młodzieży.

Myślę, że warsztaty w Błażowej, zapisały się już na stałe w kalendarzu perkusyjnym i pozostaje nam czekać na kolejne edycje Integration and Groove, a teraz bierzemy pałki w ręce i do roboty bo samo się nie zagra!

 

Materiał przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: archiwum Paweł Larysz oraz Integration & Groove

Caban Drum Fest… Świat pełen pasji ;-)…

Szczerze przyznam, że dwadzieścia lat temu, nie przyszło by mi do głowy, że świat perkusyjny, stanie się tak wielkim wydarzeniem, że perkusja będzie wzbudzać tak wielkie zainteresowanie, a to, że będą powstawać wielkie festiwale perkusyjne – raczej nie możliwe… A jednak!

Dzisiaj to wszystko staje się prawdą, marzenia się spełniają, ale wiemy o tym, że jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził, więc gdy już mamy świat pełen muzyki, perkusji i wielu innych wydarzeń muzycznych, to zawsze znajdzie się jakaś „szuja”, której coś nie będzie pasować… hmm, trudno, to nie nasz problem…

Bardzo się cieszę, że festiwal CABAN DRUM FEST, odbędzie się w Chrzanowie, czyli blisko mojej wioski w której obecnie mieszkam, i niesamowicie się tym ekscytuję ;-)…

Jestem bardzo zaangażowany w ten festiwal i nie mogę się doczekać gdy na nim zagram, przekażę całą pasję ludziom, którzy tam przybędą, bo przecież dla nich artysta żyje!

Świat żyje tylko gwiazdami, nazwiskami, wielkimi festiwalami i super, bo ja też nimi żyję i wiem jak one bardzo inspirują do pracy, do bycia coraz lepszym, do biegu za marzeniami i do tworzenia nowych rzeczy, pomysłów…

Ale te wszystkie wielkie festiwale i gwiazdy, miały kiedyś swój początek i ja wierzę, że to jest wielki początek Caban Drum Fest!

Niech się dzieje co chce, ale najważniejsze to, wierzyć w sukces niewiadomej w którą wchodzimy, oddać serducho imprezie, która stawia pierwsze kroki w świecie perkusyjnym i sprawić, aby pierwsza edycja, nie była ostatnią, a nawet jeśli będzie tylko tą jedyną, to, żeby przeszła do historii…

Przed nami lokalni utalentowani perkusiści, tacy jak: Eryk Gruca, Jakub Kurdziel, Wiktor Palik, którzy jak wielu na świecie, zaczynają od rynku lokalnego i świetnie sobie w nim radzą…

Mało tego! Mają aspiracje aby stać się polskimi gwiazdami solidnego groovu i dlatego warto przyjść na ten festiwal, aby się o tym przekonać!

Mawiają, że jeśli coś nie jest popularne to nie jest dobre… Nie zgadzam się z tym!

„Pamiętam skąd wyszedłem, co przeszedłem i jak ciężko pracowałem aby być tu, gdzie jestem, ale nie zapomniałem jak zaczynałem i nadal podnoszę każdy grosz znaleziony na ziemi…”

Zapraszamy, bo to nie będzie tylko wydarzenie perkusyjne, lecz święto perkusyjne ;-)…

Pozdrawiam, jak zwykle emocjonalny i szalony…

#MrSticky

 

Hit Like A Man 2016

           Polski rynek perkusyjny rozwija się w bardzo szybkim tempie,        a wynikiem tego są młodzi, utalentowani perkusiści, którzy grają na perkusji bez opamiętania, aby stać się tak wielkim jak ich idole. Dodatkowym atutem tych młodych pasjonatów, jest wielka świadomość tego co robią, ich gry, muzykalności, techniki i sposobu bycia, który jest najważniejszy w tym świecie, aby móc odnaleźć się show biznesie, być lubianym i co za tym idzie, dostać robotę by żyć z tego co kochamy robić. 

Droga na szczyt jest długa, ale warta poświęcenia, bo jest to piękny świat, wiecznie na walizkach i w podróży, lecz pełny wyzwań, nowych znajomości i ciekawych ludzi.

Konkurs perkusyjny Hit Like A Man, jest jednym z tych etapów          dla młodych perkusistów, który daje szansę na rozwój i wygranie nagrody, która może nam pomóc w budowaniu nowego brzmienia i będzie inspiracją do dalszej gry na bębnach.

Inicjatywa Krzysztofa Dziedzica była szczytna, ponieważ młodzi ludzie mogli wykazać się swoimi umiejętnościami pod okiem profesjonalnej komisji, która oceniała umiejętności tych młodych ludzi, a po drugie dała możliwość spotkania się wszystkim perkusistom w jednym miejscu, gdzie można było porozmawiać, wymienić się doświadczeniami, uwagami, zainspirować się muzyką i spojrzeniem     na świat.

Warto było się spocić podczas konkursu, ponieważ całą imprezę, najmocniej i najbardziej wspierała firma Roland i ich artysta oraz specjalista od promocji i warsztatów Mariusz Mocarski. Firma Roland bardzo mocno stawia na rozwój młodych ludzi i wspiera tego typu imprezy na całym świecie. Oprócz ogromnego wsparcia, firma Roland ufundowała nagrodę za pierwsze miejsce w postaci SPD – SX, nowoczesnego samplera, który daje ogromne możliwości muzykom, którzy kochają się w nowoczesnym elektronicznym graniu lub łączeniu brzmienia akustycznego z elektronicznym. 

Drugim miejscem też można było się cieszyć, ponieważ nagroda była również atrakcyjna, a był to werbel firmy EagleDrums o rozmiarach 13×7 American Walnut.

Zajęcie trzeciego miejsca mogło również cieszyć, ponieważ nagrodą był zestaw polskich naciągów WSDrumHeads, ufundowanych przez Wojtka Siatkiewicza z  DrumHouse.pl oraz polskie pałki Strawss, produkowane przez Marcina Słomińskiego. 

Pozostałe miejsca zostały wyróżnione i również docenione nagrodami tj., pałki, naciągi na werbel, sygnatura pałek firmy Strawss, i różnego rodzaju gadżety. 

Trudo jest oceniać, kiedy poziom perkusistów jest tak wyrównany         i wszyscy uczestnicy to już dzisiaj bardzo świadomi perkusiści, w pełni  profesjonalni, którzy mogli by współpracować z największymi ale wszystko w swoim czasie, bo mimo to, że muzyka to nie sport, trzeba swoje udowodnić, aby przekonać do siebie ludzi, którzy mogą dać ci pracę za bębnami. 

Dzień I 

Zebranie komisji Hit Like A Man

Pierwszy dzień konkursu perkusyjnego Hit Like A Man był dniem organizacyjnym. Szanowna komisja, która oceniała uczestników, zjechała się do Hotelu Jan w Szczawnicy. Krzysztof Dziedzic czekał na nas jako pierwszy  i witał nas z otwartymi ramionami w progach tego pięknego hotelu, z którego poranne widoki były po prostu magiczne i cała aura towarzysząca nam w  tym miejscu, wpływała na nas absolutnie pozytywnie.

Około godziny 18 do hotelu przybyli, Robert Markiewicz, Artur Malik, Wiesław Jamioł, Wojtek Siatkiewicz, Grzegorz Krawczyk. Wojtek Fedkowicz oraz Mariusz Mocarski dołączyli do nas następnego dnia, ponieważ z powodów osobistych nie mogli przyjechać w pierwszy dzień.

Po przybyciu prawie całej komisji, nie czekając zbyt długo, udaliśmy          się do sali bilardowej, konferencyjnej, gdzie integracja komisji rozwinęła się w bardzo pozytywnym nastroju, a Krzysztof Dziedzic, jak się okazało, nie jest tylko świetnym jazzowym perkusistą, ale również ma w sobie talent aktora komediowego i niczym Jim Carey, rozbawiał wszystkich swoimi historiami z życia artysty. Jesteśmy pewni, że kiedy Krzysiek przestanie grać na perkusji, świetnie poradzi sobie na scenie kabaretowej i będzie kładł swoich widzów na kolana ;-)…

Ale oczywiście, talent aktorski to tylko pozytywny dodatek Krzyśka, a na co dzień, nadal gra na perkusji, rozwija swój warsztat i chętnie się nim dzieli z innymi, którzy potrzebują wsparcia.

Po wstępnej integracji całej komisji, Krzysztof Dziedzic, zaprosił nas            do karczmy Chatka w Szczawnicy, gdzie została przygotowana dla nas pyszna kolacja, podczas której zapanowała absolutna burza mózgów…

Poruszaliśmy tak istotne tematy jak zbudowanie Polish Drummers Festival, gdzie oprócz perkusistów, będą mogli brać udział producenci różnych firm perkusyjnych, które wspierają swoich artystów i te, które dopiero wejdą na rynek.

Czy można sobie wyobrazić lepsze święto od święta perkusyjnego, gdzie przy jednym stole, zasiada tak wielu fantastycznych perkusistów, wspaniałych ludzi, którzy nie znają słowa rywalizacja, konkurencja, zawiść czy zazdrość, tylko kochają się jak bracia i wspierają nawzajem z całych sił? Moim zdaniem nie!

Hit Like A Man, to przełom w świecie perkusistów i szansa na zbudowanie jeszcze mocniejszego gruntu perkusyjnego na polskim rynku.

Może się wydawać, że perkusista z drugim perkusistą nie ma o czym rozmawiać, ale to błędne myślenie, bo ci ludzie mają sobie więcej                do powiedzenia niż można przypuszczać, a najpiękniejsze jest to, że każdy     z nas jest innym człowiekiem i ma do przekazania coś pozytywnego!

DZIEŃ II

Konkurs Hit Like A Man

Dzień drugi i najważniejszy konkursu Hit Like A Man, rozpoczął                 się od wspólnego śniadania w hotelu Jan, gdzie zebrała się cała komisja, już w pełni z Mariuszem Mocarskim i Wojtkiem Fedkowiczem, którzy dojechali do nas w sobotę rano. Ustaliliśmy wspólnie, że będziemy oceniać uczestników konkursu na podstawie następujących kryteriów: osobowość, styl, technika czyli ( atitude,style, skills ).

Punktacja została ustalona od jeden do trzech punktów, a żeby zdobyć trzy punkty, to trzeba było być absolutnie super gościem.

Po śniadaniu udaliśmy się do Muzycznej Owczarni, gdzie rozpoczął            się konkurs, a po nim pokazy, warsztaty i koncerty.

Bartek Herman

Jako pierwszy instalował się Bartek Herman, który jako jedyny przyjechał    z swoim zespołem The King z Oświęcimia. Instalacja trwała długo, ale początki bywają różne, a później już tylko z górki. Po zainstalowaniu się na scenie, Bartek i jego zespół rozpoczęli swój występ. Przyznam że technicznie robiło to wrażenie i mimo że jestem miłośnikiem niszowej muzy, to przyznam że panowie przedstawili muzykę dla bardzo wybranych osób i życzę im powodzenia na scenie progresywnej. Ale nie o zespole mowa lecz o perkusistach, bo przecież był to konkurs perkusyjny. Bartek Herman zaprezentował się bardzo poprawnie technicznie i wielkie brawa dla niego i jego zespołu za odwagę i występ.

Adam Grzelak

Kolejnym uczestnikiem konkursu był Adam Grzelak. W jego przypadku rozkładanie trwało podobnie długo, ponieważ pierwszy uczestnik grał         na swoich bębnach, a więc kolejny uczestnik musiał rozkładać drugi zestaw,   na którym grali również pozostali uczestnicy. Mimo to, jednak scena to nie przelewki i trzeba umieć się na niej szybko odnaleźć bo nie zawsze będzie tak idealnie jak nam się wydaje, a w życiu i na scenie bywa różnie, więc powinno się być dynamicznym i elastycznym człowiekiem aby nie tracić czasu.

Komisja, która oceniała młode talenty, na szczęście była w bardzo dobrym nastroju i starała się wprowadzać przyjemny klimat dla każdego uczestnika, rozmawiając w trakcie rozkładania czy przeinstalowania blach, werbli itp.

Rozmawiając, zadając pytania uczestnikom w trakcie ich instalowania, komisja sprawdzała osobowość tych młodych uzdolnionych ludzi,               bo najważniejsze w tym świecie, jest być fajnym człowiekiem.

Adam rozpoczął swój pokaz, podczas którego zaprezentował dwa utwory, które zostały nagrodzone brawami i odpowiednią punktacją.

Paweł Świderski

Przełomem w mocnym uderzeniu był Paweł Świderski, który wystąpił jako kolejny uczestnik konkursu i co ciekawe, przyjechał z wielkim wsparciem    w postaci Taty, z którym gra w zespole, Paweł na perkusji a Tata                na przeszkadzajkach.

Paweł zaprezentował nam absolutną nowoczesność gry na bębnach, dynamika, ekspresja i siła, którą wkładał w grę, pobudziła całą Owczarnię, jakby ktoś wrzucił granat, po prostu ekspresja nie z tej ziemi. Mało to, chłopak ma dopiero 16 lat, a gra jak dojrzały perkusista, a więc jeśli będzie nadal dbał o swój warsztat, to zajdzie bardzo daleko jako perkusista.

Piotr Żółkiewicz

Okazało się jednak, że nie był to koniec dynamitu, ponieważ zaraz po Pawle, wszedł na scenę skromny chłopak, który nazywa się Piotr Żółkiewicz i wyróżnił się tym, że zagrał solo bez podkładu.

Podobnie jak jego poprzednik, Piotr miał w sobie bardzo dużo energii, którą wykazał się w swojej solówce i kiedy na koniec występu zapytał komisji przerywając występ – czy już wystarczy, czy jeszcze mam grać? – roześmiała się cała sala, ponieważ było to tak naturalne i zabawne, że Krzysztof Dziedzic i jego żarty zeszły na drugi plan ( śmiech ).

Szymon Baranowski

Nadszedł czas na chwilę oddechu. Kiedy wszedł  na scenę Szymon Baranowski, dało się wyczuć zmianę klimatu. Od początku czarował swoją osobą, opowiadając o sobie    i muzyce, którą nam zaprezentował. Jego gra była równie magiczna jak jego przedstawienie siebie, grał prosto i brzmiał bardzo muzykalnie, co było wyjątkowe na tym konkursie, ponieważ poza Szymonem, wszyscy grali bardziej w stronę fusion, a tutaj nagle ballada, wow!

Szymon oczarował nas swoją grą ale czekało nas jeszcze dwóch uczestników, więc schłodziliśmy emocje i czekaliśmy na kolejnego uczestnika.

Michał Bocek

Michał , podobnie jak wszyscy uczestnicy konkursu, był równie sprawnym perkusistą i zaprezentował bardzo wysoki poziom muzykalności. Posiadał bardzo dobry styl i technikę.

W oczekiwaniu na ostatniego uczestnika konkursu, Oscara Podolskiego, wybraliśmy się na obiad do karczmy w pobliżu Muzycznej Owczarni. Zostaliśmy wspaniale ugoszczeni, a ze względu na minusową temperaturę, panie kelnerki podały nam herbatkę góralską, po której wszyscy nabraliśmy rumieńców. Pewnie zabrzmię powtarzalnie ale atmosfera była piekielnie zajebista.

Po obiadku wróciliśmy do Muzycznej Owczarni i przystąpiliśmy do konkursu, w którym miał wystąpić ostatni uczestnik.

Oscar Podolski

Występ Oscara wzbudził pewne kontrowersje, ponieważ jest on już zawodowym muzykiem i teoretycznie szanse dla reszty uczestników były małe, ale praktycznie nie, więc każdy z nich mógł wygrać ten konkurs, ponieważ wszystkich traktowaliśmy tak samo, bez gwiazdorzenia.

Oscar zaprezentował się świetnie, zagrał solo bez podkładu i słychać było,   że każde uderzenie to dopracowany element jego gry, który robił wrażenie.

Po występie Oscara, przesłuchanie dobiegło końca. Jeszcze przed przerwą, na wiadrach zagrali Bucket Guys. Był to krotki ale bardzo dynamiczny występ, który wywarł wielkie wrażenie na nas wszystkich.

Po występie Bucket Guys, udaliśmy się do osobnego pomieszczenia, gdzie ustaliliśmy werdykt i przyznam, że to była najtrudniejsza część konkursu, ponieważ wszyscy zaprezentowali wysoki poziom gry na perkusji,               bez znaczenia czy grali z podkładem, z zespołem czy solo, zasłużyli na najlepsze, ale cóż, konkurs, to konkurs i trzeba podjąć decyzję, kto wygrał,   a kto przegrał, choć jak wspomniałem, to tylko konkurs, ale każdy                z uczestników, niezależnie od zajętego miejsca, był dla nas wygranym.

Prezentacje

Marcin Słomiński

Po konkursie i obradach komisji, nastąpiła krótka przerwa, a zaraz po niej czekały nas prezentację pałek Strawss, naciągów WSDrumHeads oraz Roland TD-50.

Jako pierwszy po przerwie zaprezentował się Marcin Słomiński z swoim polskim produktem, pałkami Strawss. Pałki, o których opowiadał Marcin, produkowane są z trzech gatunków drewna: hickora, klon i grab. Osobiście twierdzi, że najważniejszy jest dla niego kontakt z jego klientami, ponieważ jego firmie zależy, żeby produkt, który oferują, był światowej klasy, a bez odpowiedniego feedbacku, będzie to o wiele trudniejsze i czasochłonne. Firma Strawss.com robi również pałki na zamówienie i nie boją się zamówień typu – trzy pary lub jedna para i starają się być konkurencyjni cenowo. Jednak zawsze najważniejszy dla nich jest klient.

Wojtek Siatkiewicz

Kolejną prezentacją również polskiego produktu, były naciągi Wojtka Siatkiewicza. Przyznam że jestem bardzo zaskoczony że mamy tak odważnych ludzi w Polsce, którzy próbują zrobić coś, co może stać się konkurencją dla amerykańskiego rynku, który wiedzie prym na polskim rynku.

Dużo ludzi krytykuje, jak przystało na polską mentalność, ale są też tacy, którzy doceniają i chwalą, jak np. Radek Owczarz, Krzysztof Dziedzic, którzy obecnie wyżywają się na tych naciągach. Osobiście dotykałem, testowałem    i brzmią, więc uważam że ten produkt zasługuję na wsparcie polskiego rynku. Na tą chwilę dostępne są cztery rodzaje naciągów, wszystkie są pojedyncze o grubości 0,250mm czyli około 10mil. Wykonane są z materiału Pet, albo inaczej mówiąc Mylar. W tej chwili jest Classic Coated   i Clear, to są jak nazwa wskazuje pojedyncze klasyczne jednowarstwowe naciągi, na bazie ich, robiony jest Classic Dot czyli również pojedynczy Coated z kropką od spodu. Czwarty model to Vintage, czyli ciepły o ciemnym brzmieniu naciąg typu Fiberskyn. Wojtek planuje jeszcze podwójne naciągi, czyli dwu warstwowe i prawdopodobnie będą to dwie warstwy o różnej grubości. Pojawią się również rezonanse do werbli i wreszcie naciągi do bębna basowego, ale to już w nowym roku.

Mariusz Mocarski

Myślę, że na tą prezentację, czekała z niecierpliwością cała Muzyczna Owczarnia. Firma Roland i jej przedstawiciel Mariusz Mocarski, są zawsze egzotycznym wydarzeniem każdych warsztatów, ponieważ Roland                to największy producent elektronicznych bębnów na świecie i mało tego, jest to firma, która bardzo mocno wspiera artystów, warsztaty, festiwale oraz konkursy perkusyjne.

Mariusz przyjechał zaprezentować najnowszy zestaw Rolanda TD-50, który oczarował wszystkich swoimi możliwościami dynamiki, strojenia, regulowania sprężyn w każdym z tomów.

Najciekawszym rozwiązaniem w TD-50 jest 14-to calowy werbel, który daje nam swobodę grania jak na akustycznym werblu, a więc zagranie na ramce, nie sprawia już problemu.

Kolejnym i najbardziej przykuwającym uwagę elementem, jest bęben basowy o rozmiarach 22 cali, a więc można zamienić go na swój akustyczny bęben. Jak? Naturalnie, ponieważ membrana z bębna basowego, posiada wbudowany triger, podłącza się tylko kabel do wejścia, które jest również wbudowane w membranie i mamy elektroakustyka.

I ostatnim ważnym elementem, o którym warto wspomnieć to, bardzo czułe na dotyk blachy, które można tłumić już przy delikatnym dotknięciu, co jest niesamowite.

Niestety, chyba jego największą wadą jest cena, która na polski rynek po prostu ścina z nóg, bo kosztuje jedyne 8000 tysięcy euro, a więc jeśli ktoś marzy o TD-50, to do dzieła, bo jest to wielkie wyzwanie finansowe.

Koncerty

Wojtek Deręgowski

Nadszedł czas na koncerty, które były wisienką na torcie Hit Like A Man. Jako pierwszy wystąpił Wojtek Deręgowski, który zagrał z swoimi podkładami. Młody, skromny chłopak, który studiował w Berklee College of Music, pokazał czego nauczyli go w Ameryce i co sam sobie wypracował. Od pierwszego uderzenia była petarda i nie było rozczulania się nad bębnami, tylko osadzone każde uderzenie od a do z. Technika dopracowana do perfekcji, czas, puls, rytm, serce i emocje. Obecnie Wojtek współpracuje z zespołami Groovetime i Mawn’s Gallery i oczywiście realizuje się indywidualnie, nagrywając w studio i pracując sesyjnie.

Mikołaj Stańko Band

Drugim i ostatnim koncertem sobotniej nocy, był zespół Mikołaj Stańko Band. Trzech młodych chłopaków, którzy są absolutnymi pasjonatami jazzu, roznieśli Muzyczną Owczarnię, nie pozostawiając żadnych złudzeń.

Niesamowite jest to, że chłopaki grają z sobą od dwóch miesięcy, a program który zagrali, przygotowali tydzień przed Hit Like A Man. Trudno było w to uwierzyć, bo chłopaki zaprezentowali światowy poziom.

Kolejną ciekawostką było to, że Mikołaj gra na bębnach dopiero od 5 lat,      a brzmiał jakby grał całe życie, a co ciekawsze, na poważnie gra od chwili, kiedy firma Zildjian zaproponowała mu endorsment, czyli stało się to, dokładnie ponad rok temu we wrześniu. Od chwili rozpoczęcia współpracy z Zildjianem, nie rozstaje się z bębnami!

Występ tych młodych chłopaków, był kolejnym potwierdzeniem jakości naszych polskich młodych muzyków, którzy stawiają poprzeczkę bardzo wysoko. Jaki jest ich cel? Po prostu chcą robić to co kochają, tworzyć muzykę, ponieważ sprawia im to wiele radości i szczęścia. Zamierzają nagrać wkrótce pierwszy album, który będzie połączeniem jazzu i fusion. Skład zespołu to: Michał Żółtko – gitara, Bartosz Borzeszkowski – bass i Mikołaj Stańko – perkusja. Trzymajmy kciuki za płytę bo będzie czego słuchać.

DZIEŃ III

Ogłoszenie wyników i wręczenie nagród

Atmosfera była bardzo napięta, młodzi ludzie, którzy wzięli udział w konkursie, obgryzali paznokcie i nie mogli się doczekać ogłoszenia wyników, bo przecież każdy wierzy w to, że może wygrać, że akurat padnie na mnie, ponieważ każdy z nich ciężko pracował aby wygrać.

Nadszedł czas na rozdanie nagród:

Pierwsze miejsce zajął Oscar Podolski, który otrzymał nagrodę od firmy Roland – SPD-SX. Drugie miejsce zajął Szymon Baranowski, który w nagrodę otrzymał werbel od firmy EagleDrums. Trzecie miejsce zajął Piotr Żółkiewicz, który otrzymał zestaw naciągów WSDrumHeads od Wojtka Siatkiewicza oraz pałki od firmy Strawss. Pozostałe miejsca zostały wyróżnione, ponieważ poziom wszystkich uczestników był bardzo wysoki, więc nie mogliśmy zostawić ich z pustymi rękami, a więc, Paweł Świderski, Michał Bocek, Adam Grzelak i Bartek Herman, zostali wynagrodzeni w postaci pałek, naciągów, smyczy, katalogów i również wsparcia od strony magazynu Perkusista.

Podsumowanie

Najważniejszą nagrodą dla uczestników konkursu, komisji i ludzi, którzy przybyli z zewnątrz, była magiczna atmosfera, która udzieliła się każdemu    z nas i przez to, nikomu nie chciało się wracać do domu.

Jeden z uczestników konkursu powiedział – nie ważne czy wygrałbym ten konkurs czy zajął bym ostatnie miejsce, ale jestem tak naładowany pozytywną energią przez te trzy dni, że nie mogę tego opisać słowami i to jest dla mnie największa nagroda, że mogłem tutaj być – wow!

Największe brawa należą się Krzysiowi Dziedzicowi, który zorganizował świetną imprezę, która na pewno będzie miała kolejną edycję. Dzięki świetnej atmosferze, wszyscy czuliśmy się jak jedna wielka rodzina.

Takie wydarzenia, powinny być częścią życia i obowiązkiem, każdego perkusisty, który wiążę przyszłość z graniem, ponieważ samo ćwiczenie jedynek czy dwójek w salce, nie wystarczy by stać się profesjonalistą. Ważniejsze jest, przebywanie między ludźmi, którzy grają, prowadzenie rozmów, integracji, budowanie wsparcia i motywacji, bo życie poza sceną, jest ważniejsze od życia na scenie.

Bądźcie pozytywni i aktywni, uśmiechnięci i serdeczni dla siebie i już dziś wpiszcie sobie w dziennik perkusisty, że Hit Like A Man II, będzie waszym kolejnym celem do zrealizowania w 2017 roku!

Podziękowania

Krzysztof Dziedzic – Polish Drummers

Dziękuję wszystkim którzy mnie wspierają i dzięki którym czuję tak wielką motywację do działania i dzielenia się wiedzą. Jesteście dla mnie siłą do dalszego działania i realizowania kolejnych wspólnych muzycznych marzeń.

Szczególne podziękowania kieruję w stronę Mariusza Mocarskiego i firmy Roland za ogromne wsparcie konkursu Hit Like A Man i za ufundowanie głównej nagrody SPD-SX. Dziękuję również firmie EagleDrums,               za ufundowanie nagrody za drugie miejsce – werbla 13×7 American Walnut. Kolejne podziękowania kieruję w stronę firmy Strawss, polskich pałek perkusyjnych Marcina Słomińskiego, WSDrumHeads Wojtek Siatkiewicz oraz GK Music Grzegorz Krawczyk. Viva Polish Drummers!

Materiał przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz oraz archiwum Krzysztof Dziedzic

Wojciech Fedkowicz… Jeden z 101 najbardziej wpływowych polskich perkusistów!

Co słychać obecnie u Wojtka Fedkowicza?

Dzieje się bardzo dużo. Pracuję równolegle nad kilkoma projektami, udzielam się jako muzyk sesyjny, prowadzę zajęcia na Akademii Muzycznej w Krakowie i na Uniwersytecie Rzeszowskim, ćwiczę jedynki, dwójki i paradidle 😉

Wraz z bratem pod szyldem Groove Brothers wydajemy w lutym singiel z gościnnym udziałem O.S.T.R.a oraz Jacka Królika. Klip promujący utwór pojawi się niebawem w sieci. Trwają także prace nad materiałem w duecie z moją żoną, która gra na harfie. Jest to dla nas wspaniała przygoda ale i wyzwanie. Płytę planujemy wydać w maju i wtedy będzie można ocenić naszą wizję połączenia brzmień harfy, perkusji i elektroniki. Dojrzewam także do drugiej płyty Noise Trio. Materiał powstaje powoli, ale wierzę, że będziemy mogli niebawem wejść do studia. Między tymi rzeczami jak większość muzyków robię tysiące kilometrów za kółkiem 🙂

Współpracujesz z kimś na stałe czy raczej jest u ciebie przewaga sesyjnego grania i jeśli tak, to kogo wspierasz swoim groovem?

Zdecydowaną większość mojej działalności zajmuje praca muzyka sesyjnego.

Jest kilku artystów, z którymi utrzymuję stałą współpracę: od 2012 roku wraz moim zespołem Noise Trio wspieramy na koncertach O.S.T.R.a , w 2014 zostałem zaproszony do kwartetu Zbigniewa Jakubka a od maja 2016 roku gram z Januszem Radkiem. Nie jest to jednak współpraca „na wyłączność”, co sprawia, że mam możliwość podejmowania nowych wyzwań.

Dzięki zaufaniu, jakim obdarzył mnie Robert Luty zagrałem w programie „The Voice of Poland”, co było dla mnie bardzo cennym doświadczeniem. Miałem okazję także grać w takich programach jak „Taniec z Gwiazdami”, „Kocham Cię Polsko”, „Super Starcie”, oraz „Hit hit hurra”.

Najpiękniejsze jest to,że mam szczęście pracować z ludźmi, których od dawna podziwiam. Oprócz już wymienionych, mogłem w ostatnim czasie pracować m.in. z orkiestrą Adama Sztaby, Jackiem Piskorzem, Grzegorzem Jabłońskim, Frankiem McCombem, Anią Szarmach, Kubą Badachem, oraz Grzegorzem Turnauem. Od każdego z tych artystów bardzo dużo się nauczyłem.

Czy polski rynek według ciebie jest odpowiedni dla takich artystów jak ty i można się swobodnie rozwijać w polskiej scenie perkusyjnej/muzyczne?

Polski rynek cały czas się rozwija i w moim odczuciu daje sporo możliwości. Oczywiście wiele osób może się ze mną nie zgodzić, wydaje mi się jednak, że dużo jest w naszych rękach, bo ten rynek współtworzymy. Pojawiają się młodzi, zdolni muzycy, powstają festiwale, a publiczność staje się coraz bardziej świadoma w swoich wyborach. Nie chcę przez to powiedzieć, że jest „kolorowo” i łatwo, ale wierzę, że jeśli ktoś ma pasję, pomysł na siebie, trochę talentu, ciężko pracuje, to przy odrobinie szczęścia ma szanse na znalezienie odbiorców swojej muzyki, lub artystę, z którym będzie mógł współpracować.

Twoje największe marzenie perkusyjne?

Cały czas się spełnia i chciałbym, aby trwało jak najdłużej: grać, grać, grać!

 

Przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcie: archiwum Wojtka Fedkowicza

Robert Markiewicz… Jeden z 101 najbardziej wpływowych polskich perkusistów!

Obecnie współpracujesz z Organkiem. Jak układa się współpraca?

To zespół moich przyjaciół z którymi współpracuję i współpracowałem przy wielu innych projektach tak więc współpracuje mi się najlepiej na świecie. Przez wiele lat współtworzyliśmy zespół SOFA, z którym wydaliśmy trzy płyty a teraz realizujemy dalsze nasze wspólne marzenia pod szyldem ORGANEK, w którym to właśnie zespole naszym sternikiem jest Tomasz Organek.

Czy poza Organkiem, współpracujesz jeszcze z kimś, czy realizujesz się indywidualnie w formie warsztatów, lekcji itp?

Przez lata współpracowałem z wieloma artystami naszego kraju i działo się tak też w ostatnim czasie, ale z racji tego, że zadań z naszym zespołem jest coraz więcej, to z niektórych innych przyjemności muzycznych musiałem niestety zrezygnować. Pozostawiłem sobie jedynie angaż w szkole muzycznej w której to harmonogram zajęć mi na to uczestnictwo pozwala. Jeśli chodzi o lekcje prywatne to nie mam zbyt wiele na nie czasu więc mam jednego góra dwóch uczniów. Warsztaty? zobaczymy, pierwsze poprowadzę w Błażowej na przełomie stycznia i lutego 2017 roku.

Na co zwracasz uwagę grając na perkusji, jakie szczegóły są dla ciebie istotne?

W graniu na perkusji najważniejsze jest dla mnie brzmienie oraz czas. To oczywiście nic odkrywczego jak to, że gdy muzyka płynie bez niepotrzebnego napięcia, to sama nóżka człowiekowi chodzi. Lubię granie na bębnach w którym słyszę jakąś myśl, a jeśli do tego perkusista posiada własny rozpoznawalny język to już jest bajka. Styl i charakter to jest to co stanowi o wartości jakiegokolwiek artysty i to jest to, co jest dla mnie najistotniejsze.

Czy współpracujesz z firmami, które wspierają cię w postaci pałek, blach, naciągów, bębnów i jeśli tak, to jakie to firmy i jak oceniasz współpracę z tymi firmami?

Współpracuje od 2004 roku z firmą MEINL i to jest mój najważniejszy partner. Mam też kontrakt z amerykańską firmą RISEN DRUMS i na jej bębnach gram od sześciu już lat. Współpraca z MEINL to jak współpraca z najlepiej zorganizowanym oddziałem służb specjalnych ( śmiech ). Jeśli chodzi o Risen Drums to już to tak cudownie nie wygląda, ale z racji tego, że robią oni świetne instrumenty to ciężko mi na razie szukać innej alternatywy.

Jest jeszcze jeden człowiek któremu zawdzięczam wsparcie w postaci pałek i naciągów, a jest to mianowicie Leszek Chylak z Music Dealer. Pałki i naciągi to jest gest wypływający tylko i wyłącznie od niego, gdyż nie jestem podpisany z żadną z firm tego typu.

 

Materiał przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcie: archiwum Robert Markiewicz

OSCAR PODOLSKI. Talent i pasja…

Młode pokolenie perkusistów rozwija się w bardzo szybkim tempie.         W tym przypadku, nie mam na myśli grania w tempach 240 i szybciej,   co jest dzisiaj na topie, szczególnie w niszowych stylach muzycznych takich jak metal, lecz myślę o ogólnej samorealizacji w show biznesie.

Możliwości w dzisiejszych czasach, które dają młodym ludziom sprzęt jaki tylko zapragną, powodują że wystarczy tylko chcieć i można zdobywać świat. Oczywiście sam sprzęt nie wystarczy, bo oprócz chęci, potrzebna jest jeszcze ciężka praca, pokora, samozaparcie, cierpliwość, pracowitość i pasja!

Myślę jednak, że mój sympatyczny gość, posiada te wszystkie potrzebne cechy i kocha pracę, ciężką pracę wydobytą z świadomości i serca, budowanie muzykalności, relacji międzyludzkich, kreatywności, przekazywanie pozytywnej energii i pasji, która paruje z niego podczas występów na scenie.

Niezależnie od tego z kim gra, zawsze daje z siebie 100%, wykorzystuje każdą daną mu szansę i realizuje ją profesjonalnie. Kiedy kończy się trasa z Eweliną Lisowską, wsiada w auto z Bucket Guys i podróżuje gdzie tylko się da, dając koncerty na plastikowych wiaderkach po farbach, a kiedy nie ma Bucket Guys, można go spotkać w Drum Academy pl., gdzie udziela lekcji gry na perkusji, a gdy nie ma go w DA, to gdzie można go spotkać?

Sami się przekonajcie jak wygląda życie Oscara Podolskiego, który jest nadzieją perkusyjną młodego pokolenia…

Jesteś obecnie jednym z najbardziej zapracowanych perkusistów               w Polsce. Jak się z tym czujesz?

Dużo powiedziane (śmiech)! Zależy jak to rozumieć. Jeśli chodzi o granie w estradzie to nie należę do najbardziej zapracowanych. Wielu moich kolegów jest o wiele bardziej zapracowanych niż ja. Natomiast jeśli chodzi o pracę nad rozwojem i osiąganiem celów to w większości czasu jestem zapracowany. 

Czy przeprowadzka do Warszawy otworzyła ci drzwi do kariery? 

Hmm… Ciężko powiedzieć, ponieważ mieszkam tutaj dopiero od roku.  Dwie na dziesięć ważnych propozycji zagrania z „tym i tamtym” nie miały kompletnie związku z moją przeprowadzką do Warszawy.

Pozytywny, szalony, pełen pasji i pomysłów każdego dnia… Nawet podczas gry, pozornie prostych rytmów, wychodzi z ciebie dynamit. Skąd czerpiesz tak pozytywną energię? 

Energię daje mi pasja do muzyki, a dynamit bierze się z miłości do grania na bębnach. Wiele temu zawdzięczam dlatego gdy słyszę nawet prosty groove to nie potrafię się powstrzymać by nie machać „dynią” (śmiech). Każdego dnia staram się doceniać to, że jestem zdrowy i mogę robić to,   co chciałem już od dziecka.

Kochasz grać na bębnach i to jest absolutnie oczywiste ale nie wszyscy wiedzą z kim obecnie współpracujesz?

Obecnie jestem perkusistą zespołu Pivo z którym niedawno wydaliśmy album. Od tego sezonu gram u Eweliny Lisowskiej. Mam też okazję zastępować Radka Owczarza w składzie OCN (nie pytałem Radzia czy mogę o tym wspomnieć, więc jeśli to czyta to POZDRAWIAM! ). Mam też swój oryginalny skład Bucket Guys, w którym gramy na wiadrach. Jestem nauczycielem w Drum Academy.

Który skład daje ci najwięcej energii, Backet Guys, Ewelina Lisowska, solowe występy czy może uczenie na bębnach?

Nigdy solowo nie występowałem jeśli masz na myśli typowy pokaz umiejętności gry na bębnach na jakimś festiwalu, nie czuję się na tyle sprawnym i doświadczonym bębniarzem. Najlepiej się czuję grając piosenki. Granie z Eweliną było tak naprawdę pierwszym moim sezonem   i dużym doświadczeniem. Miałem okazję w końcu pograć duże koncerty po całej Polsce, więc zastrzyki energii były raz mniejsze a raz ogromne. Bucket Guys to zupełnie inna historia, która nadaje się na książkę lub inny wywiad. Powiem tylko, że w podróży jaką przebyliśmy od grania na ulicy dla kilkunastu przypadkowych osób do trasy z zespołem Hey, z którym zagraliśmy 14 koncertów w tym wyprzedaną salę kongresową to w takich chwilach dynamit mógł się schować (śmiech). Czy też współpraca               z Januszem Józefowiczem nad muzyką do spektaklu.

Warszawa kojarzy się wielu ludziom z gonitwą szczurów i nie ma tam równej gry, dlatego trzeba się mocno prężyć i znać też odpowiednich ludzi, żeby wejść między najlepszych. Jak ty to postrzegasz jako perkusista młodego pokolenia, odczuwasz takie zawody czy raczej udaje ci się iść tą spokojną drogą?

Zbytnio się nad tym nie zastawiam jak wejść między ludzi, czy też jak poznać „tego i tamtego”. W Warszawie robię swoje. Skupiam się na rzeczach które dają mi satysfakcje i rozwój. Tak naprawdę to rzadko mi się zdarzy wyjść z kimś do knajpy. Szkoda mi po prostu na to czasu.             Nie obrażając tutaj moich znajomych, ale taka jest prawda. Staram się nie popadać w paranoję czy też zazdrość, że ktoś zna się z tym, gra z kimś       i przyszło mu to łatwo albo ten gra lepiej tamta gra dużo koncertów. Każdy ma swoją ścieżkę. Najlepiej jest nie przestawać grać i czekać           na moment, w którym przygotowanie spotka się z okazją.

Przed Tobą konkurs perkusyjny w Jaworkach Hita Like A Man. Co nam zaprezentujesz, czy szykujesz coś specjalnego na ten występ?

Tak, nigdy tam nie byłem więc jestem ciekaw tego miejsca. Jeśli chodzi     o sam występ to przyjmijmy, że po prostu usiądę za zestaw i zagram.

Kochasz swoje życie w ciągłej podróży na walizkach?

Josh Homme powiedział kiedyś w jednym wywiadzie, że wyjazdy w trasy   i życie na walizkach to taka słodka klątwa i rzeczywiście tak jest. Kiedy już jestem długo w trasie i daleko od domu to cholernie tęsknię za wszystkim. Natomiast, gdy wracam to po trzech dniach już nie mogę usiedzieć           na miejscu i ciężko wrócić do normalnego rytmu życia.

Kto obecnie najbardziej cię inspiruje z współczesnych perkusistów?

Powiem tak: Jestem właśnie w fazie szukania inspiracji jakimś konkretnym bębniarzem. Najbardziej inspirują mnie piosenki.

Sięgasz czasami do klasyki takiej jak Buddy Rich?

Wiadomo!

Jesteś młodym perkusistą, dlatego zadam ci to pytanie. Czy współczesne granie, kojarzy ci się może troszkę z wyścigami, a nie z muzyką, bo ja czasami odnoszę takie wrażenie, dzisiaj szybciej znaczy lepiej. Jakie       są twoje odczucia?

Przez pewien moment w karierze miałem takie wrażenie, że jak nie zasuwasz jedynek co najmniej w setce to jesteś cienki bolek. Są pewne granice uważam. Dla mnie najważniejsze jest granie z ludźmi.

Projekt twoich marzeń przed Tobą czy już się zrealizował?

Przede mną, ale widzę go coraz wyraźniej.

Ciężko pracujesz i dostajesz to o czym marzysz w zamian czy jesteś leniem i wszystko przychodzi ci łatwo? ;-)…

Stary… Wszystko co mam i gdzie jestem zawdzięczam tylko i wyłącznie pracy za bębnami i edukacji!

Jakie firmy wspierają cię w twojej karierze, mam na myśli sprzęt perkusyjny, od pałek, membran, talerzy po bębny?

Obecnie współpracuję z firmą Ada-music. Dołączyłem do grupy endorserów talerzy Zildjian. Pałki Balbex drumsticks dostarcza mi Drum Store. Od dłuższego czasu gram na Remo po które regularnie wpadam     do sklepu Pro Drum w Warszawie.

Jak wygląda codzienność Oscara Podolskiego w kilku zdaniach?

LOVE->DRUMS->SLEEP->MUSIC->DRUMS->EAT->WORK HARD             ->LOVE…

Dziękuję za wywiad i życzę ci wszystkiego najlepszego ;-)…

Dzięki, wzajemnie!

 

Przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: archiwum Oscar Podolski