OSCAR PODOLSKI. Talent i pasja…

Młode pokolenie perkusistów rozwija się w bardzo szybkim tempie.         W tym przypadku, nie mam na myśli grania w tempach 240 i szybciej,   co jest dzisiaj na topie, szczególnie w niszowych stylach muzycznych takich jak metal, lecz myślę o ogólnej samorealizacji w show biznesie.

Możliwości w dzisiejszych czasach, które dają młodym ludziom sprzęt jaki tylko zapragną, powodują że wystarczy tylko chcieć i można zdobywać świat. Oczywiście sam sprzęt nie wystarczy, bo oprócz chęci, potrzebna jest jeszcze ciężka praca, pokora, samozaparcie, cierpliwość, pracowitość i pasja!

Myślę jednak, że mój sympatyczny gość, posiada te wszystkie potrzebne cechy i kocha pracę, ciężką pracę wydobytą z świadomości i serca, budowanie muzykalności, relacji międzyludzkich, kreatywności, przekazywanie pozytywnej energii i pasji, która paruje z niego podczas występów na scenie.

Niezależnie od tego z kim gra, zawsze daje z siebie 100%, wykorzystuje każdą daną mu szansę i realizuje ją profesjonalnie. Kiedy kończy się trasa z Eweliną Lisowską, wsiada w auto z Bucket Guys i podróżuje gdzie tylko się da, dając koncerty na plastikowych wiaderkach po farbach, a kiedy nie ma Bucket Guys, można go spotkać w Drum Academy pl., gdzie udziela lekcji gry na perkusji, a gdy nie ma go w DA, to gdzie można go spotkać?

Sami się przekonajcie jak wygląda życie Oscara Podolskiego, który jest nadzieją perkusyjną młodego pokolenia…

Jesteś obecnie jednym z najbardziej zapracowanych perkusistów               w Polsce. Jak się z tym czujesz?

Dużo powiedziane (śmiech)! Zależy jak to rozumieć. Jeśli chodzi o granie w estradzie to nie należę do najbardziej zapracowanych. Wielu moich kolegów jest o wiele bardziej zapracowanych niż ja. Natomiast jeśli chodzi o pracę nad rozwojem i osiąganiem celów to w większości czasu jestem zapracowany. 

Czy przeprowadzka do Warszawy otworzyła ci drzwi do kariery? 

Hmm… Ciężko powiedzieć, ponieważ mieszkam tutaj dopiero od roku.  Dwie na dziesięć ważnych propozycji zagrania z „tym i tamtym” nie miały kompletnie związku z moją przeprowadzką do Warszawy.

Pozytywny, szalony, pełen pasji i pomysłów każdego dnia… Nawet podczas gry, pozornie prostych rytmów, wychodzi z ciebie dynamit. Skąd czerpiesz tak pozytywną energię? 

Energię daje mi pasja do muzyki, a dynamit bierze się z miłości do grania na bębnach. Wiele temu zawdzięczam dlatego gdy słyszę nawet prosty groove to nie potrafię się powstrzymać by nie machać „dynią” (śmiech). Każdego dnia staram się doceniać to, że jestem zdrowy i mogę robić to,   co chciałem już od dziecka.

Kochasz grać na bębnach i to jest absolutnie oczywiste ale nie wszyscy wiedzą z kim obecnie współpracujesz?

Obecnie jestem perkusistą zespołu Pivo z którym niedawno wydaliśmy album. Od tego sezonu gram u Eweliny Lisowskiej. Mam też okazję zastępować Radka Owczarza w składzie OCN (nie pytałem Radzia czy mogę o tym wspomnieć, więc jeśli to czyta to POZDRAWIAM! ). Mam też swój oryginalny skład Bucket Guys, w którym gramy na wiadrach. Jestem nauczycielem w Drum Academy.

Który skład daje ci najwięcej energii, Backet Guys, Ewelina Lisowska, solowe występy czy może uczenie na bębnach?

Nigdy solowo nie występowałem jeśli masz na myśli typowy pokaz umiejętności gry na bębnach na jakimś festiwalu, nie czuję się na tyle sprawnym i doświadczonym bębniarzem. Najlepiej się czuję grając piosenki. Granie z Eweliną było tak naprawdę pierwszym moim sezonem   i dużym doświadczeniem. Miałem okazję w końcu pograć duże koncerty po całej Polsce, więc zastrzyki energii były raz mniejsze a raz ogromne. Bucket Guys to zupełnie inna historia, która nadaje się na książkę lub inny wywiad. Powiem tylko, że w podróży jaką przebyliśmy od grania na ulicy dla kilkunastu przypadkowych osób do trasy z zespołem Hey, z którym zagraliśmy 14 koncertów w tym wyprzedaną salę kongresową to w takich chwilach dynamit mógł się schować (śmiech). Czy też współpraca               z Januszem Józefowiczem nad muzyką do spektaklu.

Warszawa kojarzy się wielu ludziom z gonitwą szczurów i nie ma tam równej gry, dlatego trzeba się mocno prężyć i znać też odpowiednich ludzi, żeby wejść między najlepszych. Jak ty to postrzegasz jako perkusista młodego pokolenia, odczuwasz takie zawody czy raczej udaje ci się iść tą spokojną drogą?

Zbytnio się nad tym nie zastawiam jak wejść między ludzi, czy też jak poznać „tego i tamtego”. W Warszawie robię swoje. Skupiam się na rzeczach które dają mi satysfakcje i rozwój. Tak naprawdę to rzadko mi się zdarzy wyjść z kimś do knajpy. Szkoda mi po prostu na to czasu.             Nie obrażając tutaj moich znajomych, ale taka jest prawda. Staram się nie popadać w paranoję czy też zazdrość, że ktoś zna się z tym, gra z kimś       i przyszło mu to łatwo albo ten gra lepiej tamta gra dużo koncertów. Każdy ma swoją ścieżkę. Najlepiej jest nie przestawać grać i czekać           na moment, w którym przygotowanie spotka się z okazją.

Przed Tobą konkurs perkusyjny w Jaworkach Hita Like A Man. Co nam zaprezentujesz, czy szykujesz coś specjalnego na ten występ?

Tak, nigdy tam nie byłem więc jestem ciekaw tego miejsca. Jeśli chodzi     o sam występ to przyjmijmy, że po prostu usiądę za zestaw i zagram.

Kochasz swoje życie w ciągłej podróży na walizkach?

Josh Homme powiedział kiedyś w jednym wywiadzie, że wyjazdy w trasy   i życie na walizkach to taka słodka klątwa i rzeczywiście tak jest. Kiedy już jestem długo w trasie i daleko od domu to cholernie tęsknię za wszystkim. Natomiast, gdy wracam to po trzech dniach już nie mogę usiedzieć           na miejscu i ciężko wrócić do normalnego rytmu życia.

Kto obecnie najbardziej cię inspiruje z współczesnych perkusistów?

Powiem tak: Jestem właśnie w fazie szukania inspiracji jakimś konkretnym bębniarzem. Najbardziej inspirują mnie piosenki.

Sięgasz czasami do klasyki takiej jak Buddy Rich?

Wiadomo!

Jesteś młodym perkusistą, dlatego zadam ci to pytanie. Czy współczesne granie, kojarzy ci się może troszkę z wyścigami, a nie z muzyką, bo ja czasami odnoszę takie wrażenie, dzisiaj szybciej znaczy lepiej. Jakie       są twoje odczucia?

Przez pewien moment w karierze miałem takie wrażenie, że jak nie zasuwasz jedynek co najmniej w setce to jesteś cienki bolek. Są pewne granice uważam. Dla mnie najważniejsze jest granie z ludźmi.

Projekt twoich marzeń przed Tobą czy już się zrealizował?

Przede mną, ale widzę go coraz wyraźniej.

Ciężko pracujesz i dostajesz to o czym marzysz w zamian czy jesteś leniem i wszystko przychodzi ci łatwo? ;-)…

Stary… Wszystko co mam i gdzie jestem zawdzięczam tylko i wyłącznie pracy za bębnami i edukacji!

Jakie firmy wspierają cię w twojej karierze, mam na myśli sprzęt perkusyjny, od pałek, membran, talerzy po bębny?

Obecnie współpracuję z firmą Ada-music. Dołączyłem do grupy endorserów talerzy Zildjian. Pałki Balbex drumsticks dostarcza mi Drum Store. Od dłuższego czasu gram na Remo po które regularnie wpadam     do sklepu Pro Drum w Warszawie.

Jak wygląda codzienność Oscara Podolskiego w kilku zdaniach?

LOVE->DRUMS->SLEEP->MUSIC->DRUMS->EAT->WORK HARD             ->LOVE…

Dziękuję za wywiad i życzę ci wszystkiego najlepszego ;-)…

Dzięki, wzajemnie!

 

Przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: archiwum Oscar Podolski

Warsaw Drum Festival 2016

         Stworzenie wielkich rzeczy, o których marzymy, wymaga odwagi, poświęcenia, pasji i zbuntowania się przeciwko całemu światu, jeśli wymaga tego sytuacja, ponieważ często zdarza się tak, że ludzie odciągają nas od naszych pomysłów, marzeń, pragnień, decyzji, ponieważ nie rozumieją, nie mają wyobraźni, boją się żeby nie zostać z tyłu, po prostu nie mają jaj, by powiedzieć – rób to, a jeśli się nie uda, to, rób to dalej,     aż przyjdzie dzień kiedy się uda!

Najważniejsze to, robić to co się czuję, co się kocha, co nam w sercu gra     i wtedy życie ma sens, daje nam radość i szczęście każdego dnia, nawet jeśli coś nie wychodzi bo i tak się czasami zdarza…

Zdarza się również, że wpada się w jakąś chorą konkurencję, rywalizację, kto lepszy, kto pierwszy… Ale taki jest świat, dla artystów to czysta pasja, a dla producentów instrumentów, biznes…

Mimo wszystko, nie wolno nigdy się poddawać i trzeba konsekwentnie robić to, co dla nas najlepsze, co daje nam nieziemską energię, która prowadzi nas na sam szczyt!

Agnieszka Trzeszczak i jej Drum Academy, to jedna z tych postaci, które nigdy nie odpuszczają, mimo przeszkód…

W tym roku udało się jej zorganizować drugą edycję Warsaw Drum Festival i jaka sama mówi, lekko nie  było, ale wszystko udało się zorganizować i zrealizować na 100%!

Aggie, to już druga edycja Warsaw Drum festiwal. Opowiedz jak poszło tym razem, czy było łatwiej czy trudniej niż za pierwszym razem?

Trudno te edycje porównać, bo każda była inna.  Z jednej strony w tym roku było łatwiej. Mieliśmy sprawdzone schematy, zespół ludzi, którzy totalnie się zaangażowali. Z drugiej strony na 3 miesiące przed imprezą musieliśmy całkowicie zmienić koncepcję. Mimo to i tak bardzo się cieszę z rezultatu.

Czy wszystko poszło zgodnie z planem?

Niestety nasze plany i miesiące pracy musieliśmy wyrzucić do kosza, kiedy dowiedzieliśmy się, że MEINL robi swój festiwal w terminie naszego. Jestem za tym, żeby w Polsce było jak najwięcej imprezy perkusyjnych,   ale dwa festiwale perkusyjne na przestrzeni 2-ch tygodni w jednym mieście nie mają sensu. Ciężko się walczy z takim gigantem, ale nie poddaliśmy się i staraliśmy wyjść z tej sytuacji najlepiej jak mogliśmy.

Druga edycja została podzielona na dwa etapy, a dokładnie dwa weekendy, pierwszy i drugi weekend października. Czy ta zmiana wyszła na lepsze dla festiwalu czy jednak lepiej było zrobić cały festiwal w jeden weekend jak pierwsza edycja?

Idealnie gdyby impreza była w jeden weekend, ale do zmiany skłoniły     nas świetne warunki w Centrum Promocji Kultury. Mogliśmy tam stworzyć kilka stref i dzięki temu nie musieliśmy się ograniczać                   z programem. Wstęp był wolny, więc każdy mógł skorzystać.

Powiedz mi  czy tylko to się zmieniło czy jeszcze wprowadziłaś jakieś zmiany w festiwalu, a może dodałaś jakąś atrakcję dla uczestników?

Dodaliśmy kilka stref, m.in gdzie uczestnicy mogli podczas warsztatów zrobić coś dla siebie ćwicząc na padach. Poza tym było dużo spotkań z różnymi muzykami (basistami, dj-ami, producentami, beatboxerami ).   To od nich powinniśmy się najwięcej uczyć, bo oni wiedzą czego chcą       od perkusisty. Była też strefa zabawy dla dzieciaków i osób, które dopiero rozpoczynają przygodę z bębnami.

Czy artyści, których zaprosiłaś w tym roku sprostali zadaniu i nie zawiedli?

To pytanie trzeba by zadać uczestnikom ;-)… Ja niestety niewiele mogłam zobaczyć z powodu licznych obowiązków i tego, że program był bardzo napięty. Z czego jestem bardzo dumna to, na pewno to, że w tym roku udało się znowu pokazać nowe perkusyjne osobowości: Błażej Gawliński, Bartek Niebielecki, Oskar Podolski, Wojtek Deręgowski to pokolenie młodych wilków. Jestem pod wielkim wrażeniem Rafała Dutkiewicza,         z którym od 3 lat pracuję w Drum Academy. Fajnie patrzeć jak się rozwija. Po jego warsztatach podszedł do niego sam Łukasz Żyta i podziękował mu za świetny pokaz i lekcję.

Pokazaliśmy też perkusyjnych solistów: Michael Schack i Adrian Tabacaru to bębniarze, którzy są też swoimi Dj-ami, a Adrian obsługuje również wizualizacje i światła dzięki czemu jego show jest jeszcze bardziej wyjątkowe.

Ogromne podziękowania należą się Mariuszowi Mocarskiemu i Krzyśkowi Dziedzicowi, którzy pomagali nam organizacyjnie.

Sponsorzy, firmy perkusyjne itp., chętnie chcieli współpracować i tym samym reklamować swój sprzęt?

Mamy kilku stałych partnerów: firma Roland od lat nas wspiera                   i sprowadza zagraniczne gwiazdy na nasz festiwal. Firma Mapex i Sakae   to nasi nowi partnerzy, którzy pokazali swoich artystów i perkusje, a także fundowali nagrody. Poza firmami perkusyjnymi wspierała nas też firma Audiotech – dzięki niej mogliśmy się dowiedzieć jak nagrywać bębny       na świetnych mikrofonach.

Organizując taki festiwal, trzeba mieć bardzo dużo odwagi, wiary w siebie i pasji, która nigdy nie pozwala zwątpić. Gratuluję ci osobiście wytrwałości w dążeniu do realizacji marzeń i życzę tobie żeby powstała również trzecia edycja. Powiedz Aggie, czy łatwo jest zorganizować taki festiwal czy można stracić sporo nerwów zanim dopnie się całość             na ostatni guzik?

Łatwo nie jest, ale nic co ważne nie przychodzi łatwo. Po drodze jest dużo problemów, ale staram się zawsze szukać rozwiązań lub jakoś je obchodzić ;-)… Wszystko wynagradzają ludzie. Widok dzieci, które po raz pierwszy siadały za zestawem i łapały bakcyla – to dodaje mi sił i wiary, że nasze działania zaowocują w przyszłości.

W tym roku było zupełnie inaczej bo przed tobą odbył się Meinl Drum Festival. Nie traktuję tego jako konkurencje dla ciebie bo to zupełnie inny cel imprezy, ale czy to wpłynęło w jakiś sposób na WDF i odczułaś to       na własnej skórze?

Decyzja Meinla o wybraniu takiego, a nie innego terminu na pewno nam nie pomogła. Rozmawiałam z nimi o moich planach, znali daty naszej imprezy, a sami długo trzymali swoją datę w tajemnicy. Normalnie ogłaszają termin kolejnej edycji na rok przed. Jakby ewidentnie celowali   w nas i w to co udało nam się zbudować przy pierwszej edycji. Było z tym trochę niejasności, wiele osób wprowadziło to w błąd, bo sądzili, że Meinl Drum Festival Warsaw to Warsaw Drum Festival i wcale się tym ludziom nie dziwię, bo wiele rzeczy było podobnych.

Czy obecnie koncertujesz z kimś czy zajęta jesteś Drum Academy, warsztatami itp., i to pochłania cię maksymalnie?

Mam kilka składów z którymi gram. M.in z Anią Karwan, która dostała się do finału Voice of Poland. Ostatnio przyjęłam też ciekawą propozycję grania w Londynie w O2 Forum. To kocham w bębnach najbardziej,           że nigdy nie wiadomo gdzie Cię zaprowadzą ;-)…

Prowadząc szkołę i organizując festiwal skupiam się na tym, co mam nadzieję w przyszłości będzie miało znaczenie dla innych perkusistów         i muzyków, ale staram się zachować balans i pamiętać o swoim rozwoju. Tu cały czas trzeba się uczyć i właśnie to sprawia mi największą radość.

Myślisz już o trzeciej edycji WDF czy odpoczywasz chwilowo z tym tematem?

O kolejnej edycji festiwalu na razie nie myślę. Mamy w Drum Academy teraz gorący okres, nowe kursy, nowi nauczyciele, więc teraz całą uwagę poświęcam temu, żeby nasi uczniowie jak najwięcej skorzystali. Jestem właśnie po serii szkoleń dla mojego zespołu. Teraz myślę głównie o tym: jak ulepszyć i zmienić polski system edukacji.

Jakie plany przed Tobą, kolejne wyzwania warsztatowe, może tym razem Chris Coleman?

Chciałabym nadal inspirować rytmem i w myśl hasła Drum Academy – „Myśl i działaj odważnie”, pokazywać to na swoim przykładzie. Uczenie się od najlepszych jest ważne, ale myślę, że ważniejsze jest nauczenie samodzielnego myślenia, tworzenia rozwiązań, podejmowania decyzji, kalkulowania ryzyka, planowania, budowania niezależności finansowej, która da możliwości wolnej pracy twórczej. Nikt tego nie uczy i staram   się to zmienić dzieląc moim doświadczeniem. Jeśli ktoś ma ochotę poznać te wartości zapraszam do kontaktu

Przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: archiwum Agnieszka Trzeszczak i Drum Academy

INTEGRATION & GROOVE IV

Przed nami kolejna edycja Integration & Groove w uroczej miejscowości Błażowa. Tym razem będzie to już IV edycja i wystąpią na niej bardzo ciekawe osobowości ;-)…

I&G zalicza się już do systematycznych wydarzeń warsztatowych i przyciąga coraz więcej uczniów, którzy chcą nauczyć się gry na perkusji lub rozwijać swój warsztat perkusyjny.

Warsztaty w Błażowej to nie tylko skupienie się na samej grze i technice, ale również życiu muzyka od kuchni, jak to wygląda naprawdę, czego trzeba być świadomym gdy chcemy zostać muzykiem, jak zdobywać odpowiednią motywację, żeby cały czas się rozwijać i zawsze kochać to co się robi.

Na koniec zostają nam jeszcze wieczorki integracyjne, gdzie można się wyluzować po całodniowych warsztatach i uzupełnić wiedzę dobrym humorem wymieniając doświadczenia z wykładowcami ;-)…

Zapraszamy!!!

15271471_1158221094213076_1796259176_o

 

Meinl Drum Festival 2016 w warszawskim teatrze Roma!

         teatr

          Meinl Drum Festival to już od lat zapisany w historii muzyki, jako jeden z największych, jeśli nie największy, festiwal perkusyjny, gdzie pojawiają się najlepsi perkusiści z całego świata – pisząc najlepsi, nie mam na myśli popularni, ale absolutni profesjonaliści z wielką pasją.

Przez ostatnie lata firma Meinl nabrała wielkiego rozpędu, rozwinęła swój festiwal do rangi najwyższej i co ważne, nie ogranicza się tylko do niemieckiej ziemi i niemieckich artystów, lecz stawia na cały świat, co jest bardzo odważnym krokiem, bo dzisiaj mało która firma stawia tak mocno na promocję swojej marki oraz na artystów, którzy grają na ich instrumentach.

Oczywiście, znajdą się tacy i muszę to napisać, którzy będą marudzić, że, po co organizować takie festiwale, jaki to ma cel itd… Ale przecież jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził! Mamy wolny rynek i każdy może robić to, na co ma ochotę, ale najważniejsze – robić to na najwyższym poziomie, bo tzw., dziadostwa na rynku nie brakuje                 i momentami smród unosi się tak wysoko, że nie ma czym oddychać.

W świecie show biznesu i biznesu trzeba mieć umysł otwarty, być elastycznym, wychodzić naprzeciw, proponować ludziom zmiany, nowinki, zachęcać ich czymś, czego jeszcze nie było i dawać ludziom rozrywkę, która ma niepowtarzalny klimat i to właśnie stara się realizować firma Meinl.

I dlaczego nie mieć zdrowego dystansu do siebie, tego co robimy i na czym gramy? Trzeba mieć, bo przecież można popaść w jakąś chorą jazdę typu – przecież jestem endorserem innej marki blach, więc nie mogę się wypowiadać na temat innej firmy – pytanie dlaczego? Przecież nie pluję na firmy z którymi współpracuję, tylko buduję swoją bazę i inspiruję się innymi firmami, które uważam, że wykonują równie dobrą robotę. Takie otwarte podejście do tematu i życia daje nam większe możliwości!

Niestety nie mogłem tam być, ale w ten dzień równie dobrze się bawiłem! Dlatego ten artykuł, przedstawiony jest oczyma widza, który przeżył to na własnej skórze…

Po raz pierwszy w Polsce, z czego możemy być ogromnie dumni, zagrał Meinl Drum Festival, a jak było i jakie towarzyszyły emocje temu wydarzeniu, opowiedzą sami uczestnicy, którzy brali udział w tym festiwalu w różnych postaciach.

 

Matt Halpern ( Periphery )

matt

Jesteś bardzo zapracowanym perkusistą, ale mimo to znalazłeś czas, żeby przyjechać do Polski na Meinl Drum Festival.

Festiwal był świetny i był to dla mnie wielki zaszczyt dzielić jedną scenę z tak wspaniałymi perkusistami  i spotkać wielu przyjaznych ludzi z Polski.

Jednak to nie był twój pierwszy raz, kiedy odwiedziłeś Polskę. Pojawiłeś się wcześniej ze swoim zespołem Periphery na festiwalu w Krakowie, na którym miałem wielką przyjemność być i przeżywać wasz koncert, to było po prostu zajebiste! Czy granie dla polskiej publiczności jest ekscytujące?

Polska zawsze jest niesamowitym miejscem do grania koncertów. Fani tutaj są zawsze bardzo przyjacielscy i entuzjastyczni i zawsze myślę o tym, aby wrócić do was jak najszybciej.

Jesteś nauczycielem, prowadzisz warsztaty perkusyjne, grasz w zespole i robisz to z wielka pasją. Czy uważasz, że tego typu festiwale są w pewnym sensie lekcją dla fanów perkusji czy to zupełnie nie o to chodzi?

Festiwal jest w pewnym sensie rodzajem edukacji i inspiracji dla perkusistów, ale myślę, że przede wszystkim to świetna zabawa dla wszystkich, gdzie można przeżyć niepowtarzalne emocje. Jest to zabawne i ekscytujące, ale jeśli może to wpłynąć w sposób edukacyjny na uczestników, to również jest super!

Matt, co daje ci więcej emocji w twoim muzycznym życiu, uczenie gry na perkusji czy występowanie na scenie i bycie w trasie?

Kocham uczyć i grać. Dla mnie jedno i drugie sprawia mi mnóstwo radości.

Powiedz mi od siebie, co myślisz o MDF w Polsce?

Meinl Drum Festival w Polsce był ogromnie wielkim doświadczeniem. Publiczność była bardzo entuzjastyczna i oczywiście wszyscy obecni perkusiści to bardzo utalentowani perkusiści.

Meinl Drum Festival to po prostu jedna wielka rodzina, począwszy od organizatorów, artystów, technicznych aż po sprzęt, a więc być częścią tej rodziny i wystąpić dla polskich fanów, to naprawdę wielki zaszczyt!   

 

Rafał ‘Zwierzak’ Habrajski ( Drummers From Hell )

zwierzak

Zwierzaku, tak sobie pozwolę zwracać się do ciebie, bo tak na ciebie mówią w środowisku muzycznym, więc nie muszę nikomu tłumaczyć kto to jest „Zwierzak” ;-)…

Jesteś fanem ostrego gatunku muzycznego w ogólnym jego pojęciu, czyli metalu i jeździsz za tą muzyką, gdzie się tylko da, więc trudno cię zaskoczyć czymkolwiek w tym temacie. Wiem, że nie jesteś zamknięty tylko na metal i ostatnio gościłeś nie pierwszy raz na tym festiwalu, ale pierwszy raz w Polsce, na Meinl Fesitval, który odbył się w teatrze Roma.

Witam Pawle!

Tak jak mówisz… Zdecydowanie jestem zwolennikiem metalowego, ekstremalnego uderzenia. Jeżeli chodzi o całość muzyki, jak i o sam instrument. Czyli nasze ulubione bębny ;-)…

Ale kiedy jest możliwość obejrzenia „pierwszej ligi” perkusistów na jednym festiwalu, nie odmawiam sobie takiej możliwości. Nawet, kiedy nie jest to Metal  lub nie tylko Metal… A dodatkowo był to Meinl Festiwal, a nie jakiś tam przypadkowy. Tym bardziej była to fajna okazja, bo jest to impreza rzadko wyjeżdżająca  poza swoją bazę, czyli głównie odbywa się w Niemczech,                   w fabryce Meinl.

Jak się bawiłeś na tym festiwalu i jakie wyniosłeś wrażenia?

Bawiłem się świetnie!!! Wrażenia są bardzo pozytywne. Zaskoczę Cię. Koncert, który zrobił na mnie niesamowite wrażenie, to recital Robert Luty!! Oczywiście Daray i reszta wykonawców też ale Robert na pewno miał przewagę, grając           z żywymi muzykami. Bardzo podobał mi się też występ Matta Halperna. Pomijając sam aspekt muzyczny, podobało mi się to, co mówił o zachowaniu za bębnami. Było to dość bliskie mojemu sercu i  bardzo się z tym identyfikuję. Mimika i zachowanie za perkusją, czyli chodzi o to, żeby być sobą!  Znasz mnie        i wiesz o co mi chodzi… Poza tym dobrze to rokuje na przyszłość     i nie tylko chodzi  o ten festiwal, ale ogólnie o imprezy perkusyjne w Polsce.

Jak już wspomniałem, nie był to twój pierwszy raz na MF, więc możesz mi powiedzieć, czym się różnią od siebie niemiecka edycja od polskiej lub jaki mają wspólny mianownik?

Wspólnym mianownikiem na pewno jest organizacja. W Niemczech jak i w Polsce firma Meinl zrobiła to na bardzo wysokim poziomie. Co do Polski, urzekło mnie miejsce, w którym wszystko się odbyło, czyli warszawski teatr Roma. Kiedy wszedłem do sali teatralnej, już wiedziałem, że będzie dobrze.  W Niemczech odbywało się to po prostu w dużym hangarze, w jednym z budynków fabryki. Zdecydowanie bardziej podobała mi się miejscówka w Polsce!

Wejdę jeszcze głębiej, czy może w Polsce ten festiwal został zorganizowany lepiej niż w jego rodzinnych stronach?

Postaram się odpowiedzieć dyplomatycznie… Czy lepiej??? Na pewno inaczej… Jednak robili to w dużej mierze Ci sami ludzie, więc poza wspomnianym wyżej miejscem nie zauważyłem drastycznych różnic. Można by się czepiać nagłośnienia. Ale po co??? Był to mały techniczny detal, który nie przyćmił poziomu tej imprezy. No… W Polsce mogłeś płacić za kawę, merch i inne pamiątki w polskiej walucie ;-)…

 

Tomek Torres ( Afromental )

torres

Tomku, zostałeś zaproszony w tym roku na pierwszy w Polsce Meinl Festiwal, który odbył się w Warszawie w magicznym teatrze ROMA.       Jak się czułeś kiedy odebrałeś telefon z zaproszeniem na tak prestiżowy festiwal?

To naprawdę ogromne wyróżnienie! Śledziłem wcześniejsze edycje Meinl Drum Festiwal, gdzie niejednokrotnie grali moi perkusyjni idole i kiedy dowiedziałem się, że organizatorzy chcą, żebym był częścią kolejnej edycji, wręcz zaniemówiłem

Od niedawna jesteś oficjalnym endorserem tej marki, więc bardzo szybko zostałeś doceniony jako ich artysta. Czy to wielki komplement dla ciebie?

Powiem Ci nawet więcej! Jakiś czas temu korespondowałem z Marcusem z niemieckiego oddziału Meinl’a odnośnie mojego dołączenia do „Meinl Family”. Umówiliśmy się, ze wszystkie szczegóły ustalimy na spotkaniu w Polsce, które odbywało się w Łodzi. Wtedy właśnie pierwszy raz uścisnęliśmy sobie ręce               i to właśnie na tym spotkaniu dostałem propozycję wystąpienia na festiwalu! Wgniotło mnie w ziemię, naprawdę! Nie rozumiałem, jak to jest, że dopiero         się poznaliśmy, a już zostaje obdarzony aż tak wielkim zaufaniem! Okazuje się,     że Marcus mimo, że wcześniej się nie poznaliśmy, zrobił już bardzo gruntowny research mojej osoby w Internecie. I dlatego we mnie uwierzył, za co będę mu zawsze bardzo wdzięczny!

Jak poszło na festiwalu i jak oceniasz jego organizację od strony technicznej i ogólnie artystycznej?

Uważam, że takiej organizacji powinni uczyć się wszyscy organizatorzy eventów! Opieka nad Artystami przechodziła wszelkie oczekiwania! Jak chociaż fakt,           że Marcus przywiózł dla mnie nowiutki set blach specjalnie na występ na tym festiwalu! Nie jestem w stanie znaleźć absolutnie żadnego zastrzeżenia co do technicznej strony festiwalu. Natomiast, jeśli chodzi o mnie. to mam trochę żal do mojego komputera, że w drugim numerze, który grałem postanowił się zawiesić     i przerwać mi granie haha na szczęście potem już z górki wszystko poszło super! Z wielka niecierpliwością czekam na nagrania wideo z Meinl Drum Festival! 

 

Piotr Czyja ( Drumset Academy )

czyja

Czy uważasz, że takie festiwale mają wpływ na środowisko perkusyjne i inne firmy powinny uczyć się od prężnie rozwijającego się Meinla, który nie żałuje ani grosza na takie imprezy, aby promować swoją markę? 

Oczywiście, że tak. Pomijając charakter marketingowy festiwalu, który nastawiony jest na promocję marki, ma on wiele pozytywnych stron. Dzięki niemu wiele osób, mających ze sobą jedynie lub przede wszystkim kontakt wirtualny, mogło się ze sobą spotkać twarzą w twarz, poznać się osobiście, porozmawiać za pomocą „paszczy”, a nie klawiatury. Tego nam brakuje                 w dzisiejszych, „cyfrowych” czasach. Mimo tego, że nie miałem podczas festiwalu prawie wcale wolnego czasu, gdy tylko wyszedłem na hall, to za każdym razem miałem przyjemność kogoś spotkać, porozmawiać, poznać osobiście ludzi, którzy korzystają na co dzień z kanału YouTube Drumset Academy oraz czytelników moich warsztatowych artykułów w magazynie „Perkusista”.

Bardzo istotna była możliwość sprawdzenia chyba całej oferty katalogowej, gdyż nigdzie indziej, w żadnym sklepie, nie znajdziemy aż tak szerokiej gamy produktów. Zagrać na wszystkich talerzach z sześciu serii Byzance, poczuć subtelność ich brzmienia… Warto było.

Ja oceniasz atmosferę tegorocznego festiwalu Meinl?

Wszyscy wykonawcy, bez względu na wykonywany gatunek muzyczny, zostali wspaniale przyjęci przez publiczność. Atmosfera stworzona przez uczestników festiwalu oraz jego obsługę daję nadzieję na to, że nie tylko na tego typu imprezach, ale także na co dzień w środowisku perkusyjnym będzie panował wzajemny szacunek, zrozumienie, akceptacja i uśmiech. Życzę tego nam wszystkim.

Jakie miałeś oczekiwania co do tego festiwalu, czy obawiałeś się czegoś czy byłeś pewien, że będzie fantastycznie?

Obawiałem się akustyków, gdyż z własnego doświadczenia wiem, że mogą położyć niejedną imprezę. Na szczęście z większych wpadek (oprócz tego, że było za głośno – ale to już chyba ich skrzywienie zawodowe) zapomnieli włączyć overheadów Adamowi podczas występu naszego polskiego trio, przez co nie było słychać jego talerzy. Co do organizacji, to byłem pewny, że wszystko będzie właściwie przygotowane. 

Opowiedz mi jak to było z tyłu sceny, ponieważ byłeś technicznym od bębnów na festiwalu, a to nie łatwa sprawa dogodzić tylu perkusistom naraz. Z jednej strony super, bo miałeś na wyciągnięcie ręki super perkusistów z całego świata, ale z drugiej byłeś odpowiedzialny za ich komfort pracy, a tu już nie ma przelewek, o czym sam wiesz, bo jesteś również perkusistą. Opowiedz mi jak poszło, jak to jest być technicznym na takim festiwalu i czy wszystko poszło zgodnie z planem?

Było to bardzo ekscytujące doświadczenie. Jako że sam gram, to z własnego doświadczenia doskonale wiedziałem, czego oczekują ode mnie. Przyjemnym uczuciem było m.in. rozkładanie od zera zestawów Anupa Sastry, Matta Halperna. Przyjechali zaskoczeni, że zestawy stoją rozstawione prawie idealnie tak, jak preferują. Robertowi Lutemu zmieniałem naciąg bębna basowego na ten z logo festiwalu. Anup zapomniał żelków do wytłumienia werbla, więc Daray dał kilka. Po występie każdego wykonawcy rozkładałem jego set talerzy na wystawie w hallu, aby można było sprawdzić sobie brzmienie tych konkretnych instrumentów. Z tyłu sceny panowała bardzo przyjemna atmosfera, nie było żadnego gwiazdorzenia, żadnych krzywych akcji. Wszyscy podziękowali mi         za pomoc. Jedynym minusem było to, że w większości przypadków nie słyszeliśmy muzyki z tyłu. Jedynie bębny. Za to mogliśmy oglądać „od kuchni” facetów przy garach. Jak to bywa na takich imprezach, nie obyło się bez drobnych komplikacji.  Anup rozwalił naciąg bębna basowego. Klejenie taśmą gaffer nie pomogło. Na szczęście Matt Halpern pożyczył mu swój bęben i Anup mógł grać dalej.

 

Anup Sastry ( Music Producer )

anup

Anup, czy to był twój pierwszy występ w Polsce?

Nie, to nie był mój pierwszy raz w Polsce. Byłem już kilka razy w przeszłości, będąc w trasie za pierwszym razem z Jeff Loomies, kolejn raz z Interval i jeszcze występowałem z Monuments. Uważam, że Polska jest niesamowitym krajem         i występowanie przed polską publicznością, za każdym razem jest niesamowite!

Co sobie pomyślałeś, kiedy dostałeś zaproszenie na festiwal Meinla?

Czułem się zaszczycony i bardzo podenerwowany tym zaproszeniem, tym bardziej że nigdy wcześniej nie występowałem na tego typu występach, gdzie wydarzenie skoncentrowane jest głównie na bębnach. Tak więc był to mój pierwszy raz i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu. Naprawdę nie wiem,       jak mam dziękować firmie Meinl za zaproszenie mnie na tak fantastyczny festiwal.

Czy myślisz, że polska atmosfera sprzyja takim wydarzeniom, a teatr Roma to odpowiednie miejsce dla takiego festiwalu?

Polska atmosfera na tym festiwalu była wspaniała. Wszyscy byli bardzo ciekawi     i chłonni wiedzy całego festiwalu.

Jesteś szczęśliwy po występie na festiwalu Meinl?

Niestety pojawiły się nieoczekiwane problemy techniczne w trakcie gry, ale mimo to nie popsuło mojego występu i przyjaźnie spędzonego czasu podczas całego festiwalu. Uważam, że Meinl Drum Festical w Warszawie był bardzo udanym wydarzeniem perkusyjnym i bardzo się cieszę, że mogłem być częścią tej wielkiej imprezy perkusyjnej!

 

Agnieszka Litarska ( Drumset Academy )

Oglądałem twoje zdjęcia z Meinl Drum Festiwal i moim zdaniem są niesamowite. Zastanawiam się, co jest największą motywacją dla ciebie do robienia zdjęć podczas tego typu imprez, sam artysta czy ogólny klimat towarzyszący takim imprezom czy po przede wszystkim pasja do muzyki/perkusji?

Wszystko o czym powiedziałeś ale najbardziej chyba jednak sam artysta ;-)…

Prowadząc szkołę perkusyjną Drumset Academy, staramy się bywać na wielu imprezach tego typu, jeśli oczywiście czas na to pozwala. W ciągu ostatnich kilku lat liczba tego typu imprez w Polsce naprawdę wzrosła i ciężko niestety bywać wszędzie. Jeśli już trafiam na jakiś event i są tam gdzieś  blisko bębny, bębniarze, to nie wyobrażam sobie co by było, gdybym nie miała przy sobie aparatu,               to byłyby dla mnie prawdziwe tortury. Jedne kobiety noszą ze sobą pomadkę…     Ja mam zawsze aparat.

Trzęsły ci się ręce, gdy robiłaś zdjęciac Mattowi Halpernowi z Pheriphery?

Nie, to fantastyczny facet i taki , zwyczajny, nie gwiazdorzy, a aparat go bardzo lubi. Poza tym, robiąc zdjęcia wyłączam myślenie typu: Kim jest ten „pan w obiektywie” ?

Jesteśmy tu i teraz. Dzieje się coś, co będzie trwać krótką chwilę i trzeba                 to wykorzystać najlepiej, jak się da. Nie ma czasu na myślenie „O jaaa robię zdjęcie gwiazdy”. Jeżeli masz okazję robić zdjęcie bezpośrednio na scenie, musisz stać się jej częścią, a występujący musi się do ciebie przyzwyczaić jak do, na przykład statywu. Tak, tak możesz udawać  właśnie taki statyw, choć w moim przypadku   to by była raczej kolumna w dodatku duża ;-)…

Warto wejść w jakąś interakcje z perkusistą, można np. puścić mu oko. Nawet wielcy bywają zestresowani, a to rozluźnia sytuację i jakaś baba biegająca           po scenie z aparatem, czasem leżąca ci prawie między nogami nie będzie już aż tak przeszkadzać ;-)…

Czy jest tak, że jeden artysta ma coś w sobie co cię ujmuje i chwytasz to,   a drugi tego nie ma i nie da się nic z tym robić ( bo zdjęcie powie               ci wszystko ), czy po prostu każdy jest wyjątkowy na swój sposób i to jest piękne w tym świecie?

Każdy z artystów jest inny niepowtarzalny i w każdym jest to „coś” .

Wszystko jest kwestią znalezienia tego i  można powiedzieć, „nauczenia się” artysty. Robiąc zdjęcia, musisz w krótkim czasie – ( jeden numer? ), nauczyć się jego reakcji  i to jest fantastyczne. Jesteś takim łowcą na polowaniu, tyle że nikt nie ginie… chyba, że jest to naciąg Anupa Sastry który pękł, tym samym wyzionął ducha…

Czasem gdy wiem, że będę robić jakiś ważny reportaż, przeglądam w internecie zdjęcia danego muzyka z koncertów, oglądam filmy, patrzę, jak ma ustawiony zestaw i to pomaga na starcie.

Na Meinl Drum Festival mieliśmy duży przekrój różnych perkusistów od Anupa Sastry z niesamowitym wyrazem twarzy niczym postać z filmów Tima Burtona, po istnego zwierzaka Miłosza Meiera, prywatnie o dziwo bardzo skromnego           i cichego. Robienie takich zdjęć, gdy jest się blisko artysty, jest naprawdę fascynujące. Na scenie dzieją się różne rzeczy, których zwykły widz siedzący dalej nie zobaczy czy nie odczuje.

Czasem możesz zostać zlany potem – cudzym, dostać złamaną pałką, co też kiedyś mi się zdarzyło. Czasem widzi się też rzeczy, których nie chciałoby się zobaczyć ale o tym cicho sza… Czasami od zrobienia dobrego zdjęcia dzielą cię sekundy ale nie zdążysz podnieść aparatu i widzisz tylko kątem oka super sytuacje, oj jak to boli! Gdyby tak dało się wydrukować obrazy, które widzieliśmy prosto z głowy…

Na Meinl Drum Festival było mnóstwo takich sytuacji, no cóż, pozostaną jako wspomnienia 😉 Bywa też, że przypadkowo zrobi się zdjęcie, które nie powinno ujrzeć światła dziennego… Po tym festiwalu moja kolekcja takich „strzałów” znacznie się powiększyła ;-). Nie można też zapominać o tym, że bywa,     i to często tak, że nie jesteśmy sami na scenie. Są inni fotografowie, kamerzyści. Ważne jest, by sobie nie przeszkadzać nawzajem. Jest z tym różnie, ale na Meinl Drum Festiwal wśród fotografów i kamerzystów panowała pełna kultura. (choć     w myślach pewnie nie jeden chciał mnie zrzucić ze sceny ;-)…

I na koniec, powiedz mi, jak się bawiłaś i jak oceniasz Meinl Drum Festival zorganizowany po raz pierwszy w Polsce?

Firma Meinl słynie już chyba z tego, że imprezy, które organizuje są na bardzo wysokim poziomie, w końcu stoją za tym odpowiedni, świadomi                                   i nieprzypadkowi ludzie. Dla mnie był to wielki zaszczyt robić zdjęcia jako główny fotograf i wielka odpowiedzialność, wszak nie jestem profesjonalistą, fotografia to przede wszystkim moje hobby. Jak się bawiłam? Byłam w swoim żywiole, znakomici bębniarze na wyciągnięcie ręki , perkusja i aparat … Cóż więcej chcieć…

 

Maciej Nowak ( Redaktor naczelny magazynu Perkusista )

3

Jesteś jednym z niewielu w tym kraju, który robi tak wiele zamieszania w świecie perkusji i gdy już coś robisz, to robisz to na maxa. Jednym z tych wydarzeń, które ostatnio potwierdziło twoje oddanie temu, co robisz, był Meinl Drum Festival, który odbył się w Warszawie w teatrze Roma. Jak do tego doszło i dlaczego tak bardzo zależało ci, żeby ten festiwal odbył się w Polsce?

Zgadza się. Chyba każdy zaangażowany w nasza scenę myślał sobie o tym,           by jakaś impreza naprawdę wielkiej rangi miała miejsce u nas w kraju, czy           to festiwal czy to targi z prawdziwego zdarzenia. O tym, że Meinl Festiwal można zrobić w Polsce pomyślałem od razu po moskiewskiej edycji, ale było to bardziej na zasadzie wzdychania.

Jak ustabilizowała się u nas sytuacja z Meinl Distribution wszystko zaczęła robić się wręcz same. Tama Festiwal, na którym występował Daray był momentem, gdzie zacząłem wprost mówić, że można to zrobić w Polsce. Po kolejnej edycji Meinl Festiwal w Gutenstetten nie było już żadnych wątpliwości. Wszystko dzięki autobusom, które jechały z Polski. Wtedy zaatakowałem oficjalnie, przedstawiając cały plan, plusy i minusy imprezy, nie owijałem w bawełnę, ale tez nie chciałem za bardzo bajdurzyć, bo wiedziałem, że tutaj makaronu na uszy nie nawinę, kawa na ławę. Norbert Saemann powiedział mi, że cały materiał ode mnie został wydrukowany i był główną bazą rozmów podczas zebrania w firmie. Wreszcie dostałem e-maila: „Będzie w Polsce, ale jeszcze nikomu nie mów…” Reasumując, moje starania opierały się nie tylko na tych oczywistych czynnikach jak położenie Polski, dystrybucja sprzętu. Wielką rolę odegrały autobusy z tłumem Polaków, którym absolutnie daleko do zachowania tych tamtych z Legii. Bawiliśmy się przednio i wesoło, Gutenstetten było nasze! Kolosalną rolę odegrał w tym wszystkim Konrad Iwan i jego Meinl Polska. Bez ich wsparcia nie byłoby szans, nie łudziłbym się i odpuściłbym sobie, tym bardziej, że zdarzały się podobne przypadki w historii z innymi firmami. Wariaci z polskiego Meinla byli języczkiem u wagi.

Czy wierzysz w to, że festiwale pokroju Meinla zmieniają świat na lepsze, nie tylko dla artystów, ale też dla słuchaczy/uczestników?

Z pewnością uczą, chociaż jak masz przygłupa lub przedstawiciela polskiego „betonu” mentalnego, to nic nie zdziałasz, a tego tałatajstwa jest wciąż pełno w naszym środowisku, co boleśnie widać w sieci. Festiwal dał mi sporo materiału   do myślenia i wyciągnąłem wiele wniosków. Wiele rzeczy, o których wiedziałem, że istnieją, zostały wreszcie przeze mnie zrozumiane. A to jest duża różnica, dlatego zauważyłem zmianę u siebie. Wiesz, takie imprezy trzeba po prostu robić, tym bardziej teraz, w tym całym sku*wiałym i napęczniałym jak baranie jaja otoczeniu. Społeczeństwo na całym świecie

jest coraz bardziej zaszczuwane na siebie. Meinl Festiwal pokazał, że ludzie mają tego dość i chcą oderwania się od tej pieprzonej rzeczywistości. Polacy potrafią     to robić doskonale i z klasą. Wiadomo, zawsze się trafi jakiś przysłowiowy „cebulowy Janusz”, ale nazywanie tak całego społeczeństwa to nie tylko głupota, ale wielka krzywda! Podejrzewam, że jak jakieś „wielkie” media robiłby relację     z tej imprezy, to skupiłyby się na tym, że z Darkiem wieczorem zrobiliśmy sobie troszkę rock and rolla w hotelu. To co miało miejsce na festiwalu, czyli kulturalna zabawa, pozytywna reakcja, wzorowe zachowanie to rzeczy mało ciekawe dla portali internetowych czy innej prasy. Tym bardziej jak zachowują się tak Polacy. Jak to? Przecież jesteśmy warchołami, krzykaczami i przepychającymi się chamami z alkoholowym wyziewem. Bzdura! Skoro generalizujemy, to powiem tak: na tym festiwalu kultury od nas mogłoby się nauczyć wiele tzw. wysoko rozwiniętych krajów Europy zachodniej. 

Czy miałeś wpływ na wybór artystów, którzy wystąpili na MDF w Polsce, a jeśli tak, to jakimi kryteriami się kierowałeś w wyborze artystów na tak prestiżowy festiwal?

I tak i nie. Cały skład festiwalu to pomysł Meinl z oczywistych względów, które dotyczą logistyki i finansów. Mimo wszystko Meinl pytał się, co sądzę na ten czy inny temat, jak chociażby odważny pomysł Marcusa na Polski finał imprezy. Moje zdanie nie było wiążące. Bardzo chciałem ,by wystąpił Damion Reid. Niestety nie udało się. Z drugiej strony poprzez wspólną wymianę poglądów kilka rzeczy zostało zatwierdzonych lub odrzuconych. Była jedna bardzo groźna sytuacja, którą zasygnalizowałem na samym początku i na szczęście udało się jej uniknąć. Meinl dostał tak konkretne informacje ode mnie w kwestii tej imprezy, że kryteria były jasne – ma być pozytywnie, nie chcemy depresji i polityki. Pozostawała jedynie kwestia finansów i czystej logistyki. Nasi przyjaciele na profilu FB Perkusisty pamiętają pewnie szybką ankietkę, gdzie pytaliśmy się, kogo chcielibyśmy widzieć w Polsce na festiwalu. Nie wzięło się to znikąd (śmiech). 

Szczerze, dzisiaj chyba niewiele jest takich firm jak Meinl, którzy tak mocno angażują się w promocję swojej marki, artystów itp?

Firm jest wiele, tylko nie każda robi to tak skutecznie jak Meinl. Anika Nilles czy Benny Greb, czy ktoś kojarzyłby te osoby, gdyby nie Meinl? Powiem więcej, Thomas Lang. Ile tytułów płyt jakie nagrała ta trójka jesteście w stanie wymienić? Meinl zainwestował swój czas i pieniądze w tych muzyków, uczynił ich doskonałymi ambasadorami marki. Jeżeli chodzi o Anikę i Benny’ego sprawa idzie jeszcze dalej. Gałąź grania warsztatów rozwinęła się bardzo mocno i wiele osób szuka talerzy do gry solo, te znów mają wiele wspólnego z jazzowymi blaszkami, ale to już inna historia… Takimi blachami do solowych recitali jest     ¾ katalogu Byzance i kto lepiej nie zademonstruje ich w praniu jak ta dwójka.    A co do sedna twojego pytania odpowiem tak. Czy jest jakaś wielka różnica między instrumentami – podkreślam – instrumentami Meinl Byzance, Istanbul Agop, Bosphorus, Anatolian, Masterworks? Praktycznie żadna! Proces produkcji, który wpływa na jakość brzmienia, przebiega tak samo w każdej z tych firm. Przy wykonaniu mądrego tzw. ślepego testu, trafność wskazania konkretnej marki byłaby uzależniona od zwykłego błędu statystycznego. Bierzemy podobne formuły każdej z tych firm i okazuje się, że nagle to jest praktycznie to samo. Podobnie w kwestii wytrzymałości, tu nie ma zupełnie żadnego tajnego X-Factor. Tylko że granie na bębnach to nie tylko same instrumenty, ale też wiele rzeczy wokół. Jeżeli ktoś twierdzi, że jest inaczej jest po prostu naiwny. Różnicę między tymi firmami tworzy jakość wsparcia, dostępność i właśnie taka forma promocji. Każda firma chce sprzedać jak najwięcej swoich produktów, przecież to oczywiste.

Jedni to robią kulawo, inni się motają, inni kłamią i ściemniają, a inni robią takie uderzenia z klasą, że ręce same składają się do oklasków. Przecież ten festiwal to nie był przejaw jakiegoś zaangażowania przez Meinl w kulturę par excellence,   bo inaczej nie nazywałoby się to Meinl Drum Festiwal. To był wielki show promujący markę i nie mówię tu tylko o dniu imprezy. Kilka konkurencyjnych firm starało się dyskredytować znaczenie tej imprezy, wciskając mi, że nie ma przełożenia na sprzedaż. Sorry droga konkurencjo, ale Meinl ograł was w tym starciu, Meinl był już wygrany nawet jakby dzień wcześniej odwołał imprezę. 

Zawsze dbasz o jakość tego, co robisz i to się ceni, więc powiedz mi, czy festiwal spełnił twoje oczekiwania od A do Z?

Wydaje mi się, że festiwal długo do nas nie wróci. Meinl ma wiele innych miejsc na świecie, gdzie chce się pokazać i znając konsekwencję tej ekipy, to niczym czołg tak właśnie będą robić. Nie zmienia to faktu, że u nas nic nie będzie się działo. Będzie się działo bardzo dużo. Czas na inne festiwale, campy (nie znoszę tego słowa), warsztaty, kliniki. Czy spełnił moje oczekiwania? Zawsze można coś poprawić i coś może być lepiej. Oczekiwałem od naszego, rodzimego środowiska większego porozumienia ponad podziałami. Tego zabrakło, sporo osób się zacietrzewiło i nie przyszło, bo to nie ich firma. Strasznie słabe to jest… Za to bardzo się cieszę, ze impreza spoczęła na naszych barakach. Cieszę się, że nie było męczenia ponownie Grebem, Langiem i Aniką. Mieliśmy nowe twarze na naszej scenie jak Anup Sastry czy wspaniały Milos Meier. To była świetna decyzja, chociaż nieco ryzykowna. Podobnie jak finał w wykonaniu Tomcia, Adasia               i Dareczka. Wcześniej pozamiatał Lutek. Halpern okazał się cudownym dodatkiem do imprezy, a nie głównym motorem. Nasi muzycy pociągnęli imprezę i Meinl   nie wstydził się o tym mówić w swoich mediach. Świat usłyszał, jak Polacy ogarnęli festiwal. 

Na koniec powiedz jeszcze coś od siebie, co uważasz za bardzo ważne według ciebie…

Oprócz tego, że impreza spoczywała głównie na polskich barkach fajne też było to, ze Meinl specjalnie nie bił tu pieniędzmi. Wiele osób mówił „bo oni mają kasę”. Tak, mają, ale to nie oznacza, by szastać nią na prawo i lewo w myśl „zastaw się, a postaw się”. Nie, tu było to, co trzeba i ile trzeba. Nie było zapasów w błocie, skoków bungee i pokazu bikini. Było świetnie dobrane miejsce, stoisko     z blachami, perkusjonaliami, koszulkami, napojami i skromna, ale efektowna ścianka Perkusisty. Tyle.

Martwią mnie dwie rzeczy. Po pierwsze martwi mnie te dziwne podejście innych firm, które sobie wmawiają, że to nie miało sensu i Meinl utopił Bóg wie ile pieniędzy. Tymczasem kolejny krok w stronę dominacji na rynku został wykonany.  Po drugie jakość samej imprezy. To co mówiłem wcześniej, wyważenie i dobór środków. Dzięki temu mieliśmy świetnie dopięty                           i zorganizowany festiwal. Tak jak pisałem w jednym ze wstępniaków do Perkusisty. Szybko to zostanie zapomniane, by wrócić do poziomu, jaki aplikuje nam wielu organizatorów imprez w kraju, wciskających nam, jacy to oni               są profesjonalni, podczas gdy tak naprawdę dostajemy jakieś smętne chałtury. Ale to temat na zupełnie inna rozmowę…

 

Przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz & Friends

Zdjęcia: archiwum Agnieszka Litarska & Meinl

INTEGRATION & GROOVE III

           Trzecia już letnia edycja Integration and groove w Błażowej odbyła się tym razem w Szkole Muzycznej I Stopnia. Już od pierwszego dnia atmosfera była genialna, ponieważ Karol Nabożny oraz grupa Drumsetpro School, którzy są głównymi sprawcami całego zamieszania warsztatów perkusyjnych, zawsze wprowadzają niepowtarzalny nastrój udzielacy się wszystkim przybyłym.  

Warsztaty złożone były z trzech dni i podzielone na dwie grupy – czerwoną  i niebieską. Czerwona grupa to dzieciaki, a niebieska to dorośli. Zajęcia rozłożone były w różnych salach, więc komfort pracy dla każdego instruktora był dopracowany do perfekcji i nikt nikomu nie przeszkadzał.

Tym razem przybyłem do Błażowej jako instruktor, ale jeszcze pół roku wcześniej w zimowej edycji, uczestniczyłem jako student i od tej chwili zakochałem się w Błażowej. Przyznam, że ta urocza wioska ma w sobie coś wyjątkowego i magicznego. Kiedy się tam wjedzie, staje się innym człowiekiem, pozytywnym. Życie w Błażowej toczy się swoim tempem, nikt się nie spieszy i nie wymusza na tobie pośpiechu, a to ma ogromny wpływ na atmosferę warsztatów.

Nie tylko Błażowa jest magiczna, ale również Rzeszów, w którym mieszkaliśmy i jego tętniący życiem piękny rynek. Każdego wieczora jest tam pełno ludzi, którzy zajadają się różnymi pysznościami, pijąc piwko i rozmawiają do późnych godzin nocnych – absolutne loveparade. Organizatorzy doskonale dopracowali tą kwestię, że mieszkaliśmy w Rzeszowie, w pięknym Hotelu Fryderyk, a warsztaty odbywały się w Blażowej, ponieważ dzięki temu mogliśmy spędzić bardzo miło czas na rzeszowskim rynku.

Dzień I

img_0750

Pierwszego dnia we wtorek przybyłem do Błażowej o 8:30 przed zajęciami,           a więc miałem jeszcze czas, żeby rozłożyć cały sprzęt. Zajęcia rozpoczęły się rozgrzewką o godzinie 10:15 do 11:00. Po krótkim wstępie, zapoznaniu się z grupą i rozgrzewką, 45 minut zajęć zleciały bardzo szybko. 15 minut przerwy i wróciliśmy do zajęć z grupą niebieską.

Zajęcia składały się z życiowych rozmów, które są równie ważne jak same ćwiczenia, a może czasami ważniejsze. Po rozgrzewce, czyli pierwszej części zajęć, przeszliśmy do ćwiczeń kombinacji jedynek, które głównie stosuję w moim graniu.

Ćwiczyliśmy jedynki, grając szesnastkami, z akcentami na pierwszą, drugą, trzecią i czwartą nutkę, czyli z tzw., przesunięciami. Ćwiczenia wykonywaliśmy od lewej ręki, przechodziliśmy na prawą i kończyliśmy unisonem.  Pozornie wydaje się to bardzo proste ćwiczenie, ale zajmuje sporo czasu, bo w graniu jedynek, nie chodzi tylko o zwykle wystukanie tych nutek, a przede wszystkim zaznaczenie akcentów, dynamikę, precyzję, tempo, technikę i swobodę. Wszystkie te czynniki składają się na każde ćwiczenie i są one bardzo ważne, aby rozwijać swoje umiejętności. Oczywiście te same ćwiczenia ćwiczymy nogami, ponieważ nogi muszą być równie sprawne jak ręce.

Grupa była bardzo skupiona i pracowita, co mnie bardzo motywowało         do ćwiczeń. Czułem, że zajęcia prowadzą się same i nie trzeba na nikim niczego wymuszać. Zwracam na to szczególną uwagę, ponieważ, kiedy rodzi się chemia w grupie, to atmosfera współpracy jest niesamowita.

Podczas gdy ja prowadziłem zajęcia z niebieską grupą, w tym samym czasie swoje umiejętności dzieciakom przekazywał Karol Nabożny do godziny 12:00, a od 12;15 do 13:00 przejął grupę czerwoną Przemysław Bajer, a więc nikt nie mógł się nudzić na warsztatach w Błażowej.

Zajęcia trwały do 13:30 i wtedy mieliśmy godzinną przerwę na obiad. Po sytym posiłku wróciliśmy do ćwiczeń od godziny 14:15. Zajęcia popołudniowe, rozpocząłem z grupą czerwoną, czyli szalonymi dzieciakami, których ogarnąć nie jest prosto ;-)…

Zajęcia rozpoczęły się bardzo dynamicznie i od razu dało się wyczuć, że dzieciaki to nie żarty, tylko grupa bardzo zaangażowanych osobników, którzy chcą grać na bębnach non stop i nie interesują ich jakieś nudne ćwiczenia.

14199709_687035904777816_930789737720056203_n

Przeszliśmy do grania na zestawie i rozwijaliśmy to, co na porannych zajęciach przekazał im Karol Nabożny, a więc proste groovy oraz granie na podwójnej stopie. Dzisiaj jest już absolutnie oczywistym tematem i obowiązkiem perkusisty, a dzieciaki    to potwierdziły, ponieważ radziły sobie doskonale z metalowymi rytmami.

Rozwinięcie tych ćwiczeń o kolejne na podwójnej stopie dało wielkie efekty i dzieciaki były bardzo zadowolone. Pracowaliśmy nad prostymi rytmami i tempem, bo będąc dzieciakiem, ma się burzę myśli i chce się grać wszystko i trzeba to od razu ustawić, żeby nie wkradło się w nie chaotyczne granie.

Zajęcia z dzieciakami były bardzo dynamiczne, wesołe, szalone. Przyznam, że było to dla mnie ogromne wyzwanie, ponieważ dzieciaki nie usiedzą w jednym miejscu dłużej niż minutę, więc wyobraźcie sobie, jak było ;-)…

Dzień pierwszy zakończył się integracją wszystkich instruktorów oraz niektórych studentów, którzy mogli i chcieli z nami przebywać. Przyznam, że grupa tak pozytywnie zakręconych ludzi potrafi zakręcić w głowie i wprowadzić w stan mega pozytywnych emocji. Przy takich ludziach jak Mariusz Mocarski, Krzysztof Dziedzic, Przemek Bajer czy Karol Nabożny, nie tylko stajesz się lepszym muzykiem, ale również lepszym człowiekiem, co daje ci wiarę w to, że możesz osiągnąć wszystko do czego dążysz i tworzy przyjaźń na całe życie.

Dzień II

14232505_687035914777815_5003236458730020919_n

Dzień drugi rozpoczął się równie dynamicznie jak pierwszy. Dotarli do nas Mariusz Mocarski i  Krzysztof Dziedzic, ponieważ dzień drugi był dniem jazzowym, który poprowadził Krzysztof Dziedzic.

Ja również miałem zaszczyt poprowadzić warsztaty drugiego dnia, a więc było czadowo, rockowo, metalowo.

Mariusz Mocarski był odpowiedzialny za Craiga Blundella, który dotarł do nas w środę, a Karol Nabożny zajmował się formalnościami, więc drugi dzień skupiony był głównie na mnie i Krzyśku Dziedzicu.

Drugi dzień zajęć był zaplanowany bardzo podobnie godzinowo jak pierwszy, tylko czerwona grupa rozpoczynała rano ze mną,  niebieska z Krzyśkiem, a po południu odwróciły się role. Dzień drugi był równie dynamiczny jak pierwszy i ciekawszy od poprzedniego, ale to naturalne, kiedy grupa się już zna, to atmosfera sięga kosmosu. To jest niesamowite, jak uczestnicy warsztatów potrafią dać kopa do współpracy, dzielenia się wiedzą, do grania na bębnach, do tworzenia wielkiej historycznej chwili   w świecie perkusistów w Błażowej.

Krzysztof zarażał swoich uczniów pozytywną energią, którą niedawno przywiózł z Stanów Zjednoczonych, mówiąc o tym, jak ważne jest kochać granie na perkusji, żeby grać jak najwięcej, i nie ważne, czy za darmo, za 5zł czy za 1000zł i więcej. Najważniejsze żeby grać, grać, grać, pokazywać się, poznawać ludzi i iść coraz wyżej!

Takie podejście do muzyki i bębnów mają Amerykanie, którzy zawsze patrzą pozytywnie na każdą sytuację!

Popieram takie podejście, bo sam tak podchodzę do grania na perkusji, tak się nauczyłem i to się sprawdza!

Drugiego dnia graliśmy z dzieciakami jeszcze więcej, żeby przekazać im, jak ważny jest rytm, puls, poprawne ćwiczenie, równe granie i przede wszystkim zabawa    za bębnami, bo nie można nikomu narzucić grania, tylko trzeba pozwolić bawić się grą na perkusji.

img_068314238280_687035988111141_8161034615469416326_n

Przyznam, że to mądre dzieciaki, szybko rozumiały to, co im przekazywałem i zrozumiałem przy nich, że bębny to całe życie, ale piękna pasja, którą można bawić się każdego dnia.

Zajęcia trwały do godziny 13 i od godziny 13:15 do 14 moją grupę przejął Przemek Bajer, który również jest świetnym perkusistą i instruktorem.

Po porannych zajęciach nadszedł czas na przerwę obiadową. Oczywiście obiad smakował każdego dnia wyśmienicie, więc co do tej kwestii nie mam żadnych zastrzeżeń – pycha.

Po przerwie udaliśmy się na po południowe zajęcia, które trwały od godziny 15:30 do 17:30.

Niestety świadomość, że to moje ostatnie zajęcia na tych warsztatach wzbudziły  we mnie emocje i tęsknotę, bo szybko zżyłem się z dzieciakami i starszą grupą, ale cóż, wszystko co dobre, szybko się kończy, więc nie rozmyślając zbyt długo, wziąłem się do pracy z moją starszą niebieską grupą.

Tutaj podobnie jak z dzieciakami, pracowałem nad rytmem, precyzją każdego uderzenia, dynamiką, brzmieniem, pulsem, świadomym graniem. Graliśmy pozornie prosty utwór, ale mięśnie i głowa bolałby, a więc to wynik skutecznego i świadomego ćwiczenia. Takie ćwiczenia uczą również słuchania muzyki, a w zespole to bardzo istotna sprawa, żeby słuchać się nawzajem, żeby prowadzić komunikację muzyczną na najwyższym poziomie!

Czas na warsztatach bardzo szybko ucieka i dlatego najważniejsze dla mnie i dla innych instruktorów myślę, że również jest to, by przekazać najbardziej istotne rzeczy w graniu, aby każdy człowiek grający na perkusji mógł bardzo szybko odnaleźć się w profesjonalnym świecie muzyki, żeby mógł się skupić na najbardziej istotnych rzeczach  i grać, a nie kombinować. Oprócz ćwiczeń, staraliśmy się przekazać życiowe doświadczenie sceniczne, życie w trasie, plusy i minusy życia muzyka, aby młodzi ludzie wkraczający w ten świat, byli świadomi, że życie nie składa się tylko kolorów tęczy, ale bywa również czarno białe i z taką świadomością, łatwiej jest poradzić sobie w życiu.

Zajęcia drugiego dnia zakończyły się z wielkim uśmiechem na twarzach uczestników i to była dla mnie największa nagroda za prowadzenie warsztatów. Ale to nie był koniec, ponieważ przed nami był jeszcze dzień trzeci, z wyśmienitym Craigiem Blundellem, obecnie perkusistą Stevena Wilsona i wielu innych wybitnych muzyków na świecie.

Zanim rozpoczął się trzeci i ostatni dzień warsztatów w Błażowej, wybraliśmy się na kolację i wieczorną integrację, która była jeszcze bardziej wesoła, ponieważ dołączył do nas Mariusz Mocarski, Krzysztof Dziedzic i Craig Blundell. Wyobraźcie sobie jak może być wesoło w takiej ekipie ;-)…

Dzień III

img_0799 img_0825

Dzień trzeci był z pewnością najbardziej ciekawym dniem dla wszystkich uczestników oraz instruktorów też, ponieważ to był dzień zaplanowany dla Craiga Blunella, który miał prowadzić zajęcia cały dzień.

Pierwsza część zajęć od godziny 10:00 – 11;30, prowadzona była dla grypy starszej niebieskiej. Druga część zajęć odbyła się od godziny 12;00-13;30 i te zajęcia, były połączone z grupą starszą i młodszą czyli niebieską i czerwoną.

Craig prezentował nam swoje metody, jak ćwiczyć licząc, bo liczenie jest bardzo ważne podczas grania i dzięki temu zawsze wiemy gdzie jesteśmy. Chodzi dokładnie o to, żeby liczyć kiedy się gra i kiedy się nie gra ( w pauzach ), żeby nie zawalić żadnego utworu, kiedy gramy koncert,  i podczas ćwiczeń również.

Druga część rozpoczęła się o godzinie 12:00 i trwała do 13:30, była połączona grupa niebieska z grupą czerwoną. Praca odbywała się w mini grupach, ustawionych w kilku rzędach, co pokazało super efekty zagranych ćwiczeń, które Craig nam zaproponował.

Pracowaliśmy również na niezależność naszych kończyn, robiąc różne figury na swoim ciele. Cel tego ćwiczenia polegał na tym, aby pobudzić nasz umysł do szybkiego działania i przyznam, że to działa. Trudno to przekazać w pisaniu, ale zrobiło to na nas wielkie wrażenie.

img_0800

Craig jest niesamowitym człowiekiem i muzykiem, pełnym emocji, energii, pozytywnego myślenia i żyje całym sobą, przekazując najmniejszą wiadomość perkusyjną.

Po porannych wyczerpujących ćwiczeniach z Craigiem, udaliśmy się na obiad, który zjedliśmy z smakiem, nie mogąc wyjść z podziwu, jak Craig to wszystko ogarnia.

Bardzo miłym akcentem było zjawienie się na warsztatach Krystiana Czarneckiego, obecnie współpracującego z firmą GEWA, która jest odpowiedzialna za firmy takie jak DW, Gretch, Paiste. Odwiedził nas również Maciej Nowak, redaktor naczelny magazynu Perkusista oraz Marcin „Larz” Duchnik, perkusista tarnowskiego progresywnego zespołu AnVision oraz oficjalny endorser marki DW. Spotkanie nabrało jeszcze większych kolorów, ponieważ ci panowie mają absolutnie ekstremalne poczucie humoru ;-)…

Po obiedzie udaliśmy się na popołudniowe zajęcia, na których Craig bardzo dużo rozmawiał o tym, jak ważne jest być sobą, być dobrym człowiekiem, że trzeba się uśmiechać i być zawsze pozytywny dla ludzi, ponieważ samo granie na scenie zajmuje mało czasu, a życie poza sceniczne, to ¾ naszego czasu i dlatego trzeba pielęgnować życie towarzyskie, aby być między ludźmi i poszerzać nasze znajomości i żeby nie pozabijać się z zespołem ,kiedy jest się w trasie ;-)…

Można być szalenie dobrym muzykiem, ale przy okazji skończonym dupkiem…I taki model nie działa, bo nikt nie lubi dupków w świecie muzyki.

Koncert finałowy

img_0827

Niestety to już był ostatni etap warsztatów w Błażowej i nikt się z tego nie cieszył, ponieważ przez te trzy dni, zżyliśmy się z sobą wszyscy bardzo mocno.

Pokaz koncertowy składał się z występów uczniów oraz instruktorów.

Jako pierwsi wystąpili młodzi podopieczni Karola Nabożnego – Filip Preisner na zestawie, a zaraz po nim Łukasz Siry na werblu. Oba te występy były profesjonalne, a więc rośnie nam zdolna młodzież, z której już możemy być bardzo dumni.

Po występach uczniów, nadszedł czas na występ instruktorów. Jako pierwszy wystąpił Mariusz Mocarski z muzyką Agnieszki Chylińskiej. Mariusz dał bardzo solidny występ, co na pewno zrobiło wielkie wrażenie na uczniach.

Kolejnym występem był występ Pawła Larysza, który zagrał utwór swojego zespołu Animations.

I na koniec, bardzo wyczekiwany występ Craiga Blundella, który podzielił swój występ na trzy części. Pierwsza to solo, druga to prezentacja Rolanda, brzmień oraz krótka historia na temat, jak powstał Roland i jego instrumenty, aż po dziś dzień. I trzecia ostatnia, to zagranie z otworem złożonym z kilkunastu utworów ulubionych popowych artystów, którzy już nie żyją – Craig w taki sposób oddaje hołd jego ulubionym artystom. Było to niesamowite wystąpienie, tym bardziej, że to był jego drugi występ z tym podkładem, a więc zaniemówiliśmy z wrażenia…

Ale to nic w porównaniu do krótkiej historii, którą nam opowiedział przy kolacji, uśmiechając się i będąc absolutnie wyluzowanym.

W środę kiedy Craig dotarł do nas, dostał telefon od Simona Philipsa z prośbą o zastąpienie go na G6, które już odbyło się w Rumunii i Craig miał tydzień czasu żeby nauczyć się 46 utworów, a w tym czasie był już z nami. Jedząc kolację i popijając winem, powiedział do nas: To żaden problem, poradzę sobie, już część utwór spisałem, a resztę spiszę później, gdy będę miał wolną chwilę ;-)…

Podsumowanie

14222215_687039561444117_7611159783566356922_n

Warsztaty w Błażowej nabierają coraz większego tempa. Edycja zimowa      i również letnia, rozkwitają bardzo szybko i przybywają tam coraz ciekawsi perkusiści, bo o ich poziomie nie wspomnę, ponieważ mi nie wypada… Zainteresowanie rośnie i myślę, że dzisiaj już wszyscy wiedzą, gdzie leży Błażowa i dlaczego jest tam tak fajnie.

Szczególne podziękowania chciałbym skierować dla osób i firm, które wspierając mnie na co dzień i których jestem oficjalnym przedstawicielem.

Bardzo dziękuję: Krystian Czarnecki GEWA za bębny DW, Marek Gzieło Music Info za blachy Sabian i naciągi Aquarian oraz Music Media i Artur Bojarski za pałki Vater. Jestem im bardzo wdzięczny za wiarę         we mnie, zaufanie i wsparcie!

Pozdrowienia również dla całej ekipy z Blażowej i wielkie gratulacje dla Karola Nabożnego, Przemka Bajera, grupy Drumsetpro School, Mariusza Mocarskiego, Krzyśka Dziedzica oraz szczególnie podziękowania dla Craiga Blundella.

Do zobaczenia na kolejnych warsztatach w Błażowej!

Przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: archiwum Drumsetpro School

 

Claus Hessler

claus-hessler-mg_6996

Dopóki nie poznasz tego człowieka, dopóty będziesz żył w przekonaniu, że przez wszystko już przeszedłeś, że wszystkiego się nauczyłeś i że prawdopodobnie nic cię już nie zaskoczy, ponieważ doświadczyłeś już kilka lub kilkadziesiąt warsztatów z różnymi perkusistami z całego świata, więc dlaczego miałbyś tak nie myśleć?

Jednak zmienia się sposób myślenia, kiedy na twojej drodze, pojawia się człowiek, który jest bardzo stabilny, mocno stąpa nogami po ziemi, jest opanowany, maksymalnie skupiony, nosi w sobie niepowtarzalną harmonię i wiedzę wielką jak ocean…

Kiedy słuchasz jego wypowiedzi na temat różnych zagadnień perkusyjnych, to masz wrażenie, że nigdy wcześniej o tym nie słyszałeś i to w nim jest niesamowite. W sumie zasady gry są takie same, techniki takie same, ale jedno różni się od drugiego – człowiek.

Każdy z nas, ten sam temat, przekaże w inny sposób, otworzy nowe inne myślenie i w tym jest piękno, bo możemy się cały czas rozwijać.

Ostatni raz takie wrażenie wywarł na mnie Thomas Lang, ale to zupełnie inny człowiek i perkusista, mimo to, jedno mają wspólne – precyzję i dokładność, Thomas austriacką, a Claus niemiecką.

Kiedy siadasz na przeciwko perkusisty, który gra solo przez kilkanaście minut i nie uronił ani jednej kropli potu, to myślisz sobie – o cholera, ten człowiek panuje nad sobą w 100% i nie marnuje energii na niepotrzebne uderzenia, nie chodzi o to, co zagrał, ale jak zagrał i przez następne kilkanaście minut rozkładasz to wszystko na czynniki pierwsze…

Claus, to niesamowity człowiek, artysta światowej klasy, który spokojem ducha i skromnością, zabija cały świat, a kiedy zaczyna grać na bębnach, to kończą się pytania, bo jego gra wyjaśnia wszystko!

Czy ma jakąś receptę jak realizować marzenia?

Tak, po prostu trzeba robić to, co się kocha i dążyć do celu…

musikmesse2015_0117

Jak to się stało, że znalazłeś się w Polsce i zrealizowałeś warsztaty perkusyjne, kto zainicjował taki pomysł?

Po pierwsze, mój student Szymon Fortuna zaproponował ten pomysł, żeby zrealizować ze mną warsztaty perkusyjne w Polsce, a później Agnieszka Trzeszczak zaproponowała ten sam pomysł, więc Szymon, ja i jej plany doszły do skutku i tak znalazłem się w Polsce.

Jesteś już po warsztatach, które moim zdaniem wypadły fantastycznie i które zrealizowałeś pierwszy raz w Polsce. Jak się czujesz?

Jestem bardzo podekscytowany, ponieważ jak wspomniałeś, był to mój pierwszy raz w Polsce i cieszę się, że poznałem bardzo sympatycznych ludzi, którzy otoczyli mnie gościnnością. To wszystko było absolutnie wyśmienite i w dodatku spotkałem się z mnóstwem pozytywnych opinii, więc zrozumiałem, że warsztaty się podobały. Mam nadzieję, że wrócę kiedyś do Polski na kolejne warsztaty lub festiwal perkusyjny, ponieważ czuję się u was świetnie.

Co myślisz o poziomie studentów, którzy przybyli na twoje warsztaty?

Na każdych warsztatach pojawiają się różni studenci, na rożnym poziomie muzycznym/perkusyjnym, o różnych zdolnościach. Jednak nie jest to coś, o co martwię się najbardziej, ponieważ tak naprawdę chodzi o to, żeby wszystkim przekazać niepowtarzalne emocje, nowe pomysły, ciekawe aspekty gry na perkusji i przede wszystkim zmotywować ich do pracy, bez znaczenia na jakim poziomie są. Najważniejszą ideą jest to, aby zrozumieć ćwiczenia, ich sens i cel. Kiedy już zrozumiesz ich sens i opanujesz te ćwiczenia, będziesz w stanie zagrać wszystko.

Czy myślisz, że cztery dni, to wystarczająco czasu, żeby przekazać twoim studentom najważniejsze aspekty gry na perkusji, pozytywne myślenie i motywację?

Tak i nie. Nauczenie ważnych podstaw: tak, ale sytuacja, w której wszyscy uczestnicy warsztatów opuszczają je z poprawioną techniką, koordynacją itp – przeważnie nie.
Tak jak wspomniałem wcześniej – osiągnięcie kolejnego poziomu jest czymś co przychodzi tylko w konsekwencji wielokrotnie powtarzanych ćwiczeń, które zajmują wiele czasu. Jednakowoż cztery dni to sporo czasu na przekazanie ważnych informacji czy też uświadomienia uczestnikom pewnych technik oraz ich charakterystyk.
Ogólnie uważam, że cztery dni to rozsądna długość warsztatów.

Jak czułeś się w tak pięknym miejscu, jakim jest Zawoja, gdzie odbyły się warsztaty i jak oceniasz ogólnie organizację całych warsztatów, czy wszystko według ciebie odbyło się zgodnie z planem?

Warsztaty na szczycie pięknych gór, to coś niesamowitego i bardzo mi się tam podobało. Hotel również był bardzo przyjemny i myślę, że cała organizacja udała się w 100%. Szczególnie w takich sytuacjach jak warsztaty, to bardzo ważne, że miejsce, w którym się znajdujemy, nie daje zbyt wiele możliwości do rozkojarzenia myśli, tylko skupia wszystkich do wspólnych spotkań, rozmów o muzyce, perkusji, zainteresowaniach i ogólnie spędzania dużo czasu razem. Jest to bardzo ważny aspekt, ponieważ nie tylko ja uczę, ale uczymy siebie wszyscy nawzajem.

musikmesse2015_0083

Na co kładłeś największy nacisk podczas warsztatów w Zawoi?

Mieliśmy bardzo rozległy materiał z moich publikacji jak Daily Drumset Workout, Open-Handed Playing nr 1 i nr 2, Drumming Kairos, Camp Duty Update i również poruszaliśmy rzeczy z mojej prywatnej kolekcji, które używam do nauki moich studentów. Tematy obejmowały podstawowe techniki groundwork, open-handed playing i Moeller technique, zrozumienie ich zasad, jak być kreatywnym w rytmie i jak nadawać odpowiedni puls grze. To tylko tyle odpowiadając na pytanie, a odpowiadając ogólnie, przerobiliśmy bardzo dużo materiału…

Czy myślisz, że organizacja takich warsztatów jest potrzebna dla młodzieży, którzy chcą grac na perkusji, rozwijać się, a nawet stać się profesjonalnymi perkusistami?

Tutaj nie chodzi o to, aby skupiać się na tym, że ktoś kiedyś zostanie profesjonalnym perkusistą. Przede wszystkim, chodzi o to, aby ludzie na różnych poziomach umiejętności, spotykali się i wymieniali między sobą informację, profesjonaliści z uczestnikami, którzy grają dla zabawy i odwrotnie. I większości chodzi właśnie o to, żeby łączyć się w sieci, być w kontakcie, rozmawiać z sobą, tworzyć więź perkusistów z swojego kraju, grupę polskich perkusistów, niezależnie od ich umiejętności. Myślę, że to jest o wiele ważniejsze od samych lekcji i gry na perkusji.

Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że przyjechałeś do Polski i zrealizowałeś tak profesjonalne warsztaty, które, jestem pewien, wywarły wrażenie na każdym obecnym studencie. Czy myślisz, że wrócisz do nas w niedalekiej przyszłości?

Dziękuję bardzo! Mnie również jest bardzo miło. Oczywiście, na pewno wrócę wkrótce do was, może na kolejne warsztaty perkusyjne lub festiwal perkusyjny lub koncert. Bardzo polubiłem Polskę, podoba mi się u was i jestem pewien, że szybko do was wrócę ;-)…

Claus, powiedz mi tak ogólnie, co jest ważne dla perkusistów, żeby mogli się rozwijać?

Traktujcie grę na perkusji, jako kształtowanie podróży. Pamiętajcie o zachowaniu dyscypliny. Cieszcie się każdym zachodzącym procesem w grze na perkusji. Najważniejsze, o czym już wspomniałem, rozmawiajcie z różnymi perkusistami, wymieniajcie się informacjami, uczcie się od siebie, grajcie razem, jeśli będzie taka możliwość. Nie próbujcie nikomu nic udowadniać i nie bądźcie agresywni w stylu – ja jestem najważniejszy czy najlepszy. Łączcie swoje siły, bądźcie nowocześni, studiujcie różne style muzyczne, a żeby być kreatywnym, to trzeba łamać pewne zasady teraz i później też, ponieważ bez odważnych decyzji, nigdy nie będziecie kreatywni, tylko zostaniecie w tyle.

Czy pozostałe warsztaty zorganizowane w Europie były również pełne wrażeń i doświadczeń?

Okres letni w tym roku był dla mnie bardzo pracowity, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Wszystkie miejsca, które odwiedziłem, mają w sobie coś wyjątkowego, więc naprawdę nie mam na co narzekać. Oczywiście, czasami wydarzyły się jakieś sytuacje, których nie było w planie, ale nie było to nic drastycznego, więc ogólnie było w porządku.  W sierpniu odwiedziłem dziewięć różnych krajów i miałem przyjemność występować z takimi perkusistami jak: John Riley, Horacia Hernandez, moją byłą studentką Anika Nilles, Pete Lockett, Gabor Dornyei, Louis Sanou i z legendarnym Steve Gadd. Kontynuowaliśmy nasze wspólne występy we wrześniu i wyszło wszystko bardzo dobrze.

Jakie plany na przyszłość u ciebie, nowy album, może książka lub dvd, koncerty?

Rozpoczęliśmy we wrześniu nagranie nowego albumu z moim zespołem FLUX. Będziemy realizować angielską wersję mojej najnowszej książki Camp Duty Update, a więc to są moje dwie najważniejsze rzeczy, nad którymi obecnie się skupiam. Oczywiście, możecie wejść na moją stronę www.calushessler.com i sprawdzać na bieżąco, co u mnie słuchać. No i znajdziecie mnie również na facebooku.

musikmesse2015_0123

Porozmawiajmy o grupie Drumeo. Ostatnio nagrywałeś dla nich video i domyślam się, że wszystko poszło zgodnie z planem. Moim zdaniem ludzie z Drumeo robią bardzo dobrą robotę dla perkusistów, ponieważ dają nam możliwość oglądania i uczenia się od perkusistów z całego świata. Jak jest twoja opinia, co myślisz o świecie Drumeo?

Oczywiście, grupa Drumeo, to ludzie pełni pasji i dzięki temu, ściągają do siebie perkusistów z całego świata, wymieniają informacje, którymi dzielą się z ludźmi chcącymi się uczyć gry na perkusji lub po prostu kochają oglądać grę tych perkusistów. Mimo to uważam, że nie chodzi tylko o podglądanie umiejętności na światowym poziomie, które daje Drumeo, lecz również znalezienie w swoim lokalnym środowisku nauczyciela, mentora, który pomoże zorganizować twoją grę, życie, myślenie i podejście do gry. Teraz wyobraź sobie to połączenie: globalna platforma cennych informacji, takich jak Drumeo i twojego nauczyciela, który jest twoim mentorem i z którym pracujesz systematycznie. To może być drużyna marzeń ;-)…

Obserwowałem cię uważnie podczas warsztatów i wielkie wrażenie wywarły na mnie, absolutna harmonia twojego wnętrza, równowaga i skupienie. Nie robiłeś nic, co mogłoby zmarnować twoją energię. Jak ty to robisz, jak pracujesz nad twoim umysłem, ciałem czy to po prostu twój charakter, sposób bycia?

Cóż, uważam się za szczęściarza, który realizuje marzenie bycia perkusistą, grając na perkusji. Oczywiście, wymaga to ogromnego poświęcenia i niektóre rzeczy wymykają się z pod kontroli, ale trzeba sobie z tym radzić i iść do przodu. Nie mam żadnej specjalnej metody na to kim jestem. Po prostu staram się być najlepszym, jakim tylko mogę być. Jeśli czuję się tylko na 90%, to daje z siebie 100%, czując, że jestem na 90% i tak to działa. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem mieć takiego mentora i motywatora, jakim jest Dom Famularo, bo dzięki niemu patrzę w ten sposób na świat i na granie na bębnach. Najważniejsze to być sobą i iść cały czas do przodu!

Jesteś człowiekiem pełnym wiedzy muzycznej/perkusyjnej i jest dla mnie bardzo imponujące. Zastanawiam się, czy zdobyłeś to z ciekawości muzycznej czy po prostu uważasz, że posiadanie wiedzy, którą ty masz, to obowiązek perkusisty?

Hmm, jest to taka niekończąca się podróż muzyczna… Muzyka to sztuka, która posiada wiele różnych aspektów i gatunków i niestety, jedno życie to za mało, żeby to wszystko pojąć. Oglądanie i słuchanie muzyków grających na innych instrumentach jest dla mnie również inspirujące. Trzeba obserwować świat, studiować różne kultury muzyczne, np. mistrza Djembe z Afryki, indyjski wirtuoz Kanjira czy japoński Tajko. Może to być wielka motywacja dla naszego rozwoju. Każda inspiracja może być dla nas motywacją do nauki nowych rzeczy perkusyjnych.

Kiedy prowadzisz warsztaty, skupiasz się na jakiś szczególnych technikach nóg i rąk, ponieważ uważasz, że to jest bardzo ważne czy dajesz wolność twoim studentom, czyli tzw. wolność muzyczną?

Najważniejsze jest to, żeby wyrazić siebie bez żadnych limitów w grze na perkusji. Dlatego oferuję studentom wybór wielu technik, które pozwolą się im się otworzyć i rozwinąć. Kluczowe jest zrozumienie, że każdy ruch ma wielkie znaczenie i przekłada się na twoją grę, brzmienie, dynamikę, puls i rytm.

Wspominałeś również o swoim nauczycielu, który wpłynął bardzo pozytywnie na twoja grę oraz myślenie muzyczne i co najfajniejsze, zraził cię dobrą muzyką. Jak bardzo ważne jest mieć choć jednego profesjonalnego nauczyciela w życiu perkusisty?

Osobiście miałem wielkie szczęście, że miałem super nauczyciela, który dał mi bardzo dużo informacji muzycznych, solidnych lekcji gry na perkusji oraz motywacji do tworzenia siebie, bycia kreatywnym. Posiadanie nauczyciela to bardzo ważna rzecz, ponieważ sam nigdy nie rozwiniesz się tak, jak pod kontrolą swojego mentora, który poprawi to, czego ty nie widzisz, zmotywuje cię kiedy będziesz miał słabsze dni i pokażę ci światło w tunelu, kiedy stracisz je z pola widzenia. Oczywiście, dzisiaj wszystko jest dostępne w Internecie i można się uczyć za pomocą jednego kliknięcia, ale to nigdy nie zastąpi ci twojego mentora/nauczyciela, więc jeśli macie możliwość pracować z nauczycielem, to róbcie to.

Czy jest jeszcze coś, co chciałbyś przekazać młodym perkusistom, co powinni zapamiętać na zawsze?

Ułóżcie sobie dobry plan i dążcie do celu. Nie bójcie się tego, kim jesteście, po prostu bądźcie sobą. Wyrażajcie swoją ekspresję bez względu na to, co gracie i dajcie sobie czas, żeby osiągnąć cel.

Czy chciałbyś pozdrowić kogoś z Polski?

Oczywiście! Chciałbym bardzo podziękować Szymonowi Fortunie, Agnieszce Trzeszczak, którzy sprawili, że przyjechałem do Polski. Widzę ich jako liderów edukacji w Polsce i życzę im powodzenia. Myślę, że może ich być więcej i mam nadzieję, że się z nimi spotkam i będziemy tworzyć jeden wielki świat  perkusyjny bez żadnych ograniczeń mentalnych i perkusyjnych.

zdjecia-mapex-005-001

Jeszcze chciałbym zapytać, jakie firmy reprezentujesz, mam na myśli bębny, naciągi, pałki, blachy oraz perkusjonalia?

Obecnie gram na perkusji firmy Mapex, model Black Panter. Używam membran firmy Evans. Moja najstarsza firma, której jestem endorserem, to blachy Sabian i jestem zaszczycony tym, że mogę mieć swoje sygnowane blachy takie jak: 18’ i 20’ HH Garage Ride. Jeśli chodzi o pałki, to używam firmy Vic Firth. Jestem również endorserem instrumentów perkusyjnych Gon Bobs oraz butów firmy Drummershoe.

 

Materiał przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: archiwum Claus Hessler & DrumAcademy.pl

 

Drum Academy Camp… Claus Hessler Open Minded.

 

 

 

zdjecia-mapex-004-001

Dzień I

Oficjalne przywitanie i otwarcie warsztatów.

Kolejne warsztaty pod szyldem Drum Academy Camp możemy zaliczyć do udanych.

Cała grupa Drum Academy z Agnieszką Trzeszczak na czele, Szymonem Fortuną i Maćkiem Dzikiem stanęła na wysokości zadania i cały camp został zrealizowany absolutnie profesjonalnie.

Jednak ten camp różnił się od wszystkich, które zostały zorganizowane dotychczas, ponieważ: po pierwsze, zorganizowany był w pięknym miejscu, jakim jest Zawoja, w hotelu Beskidzki Raj, gdzie mieszkała cała grupa uczestników warsztatów, co pozwoliło nam na doskonałe zintegrowanie się całej grupy, nie tylko muzycznie, ale przede wszystkim życiowo; po drugie, warsztaty perkusyjne połączone były z zajęciami sportowymi i myślę, że to był super pomysł, ponieważ sport powinien być przyjacielem każdego perkusisty. Dlaczego? Ponieważ siedzenie za bębnami codziennie po kilka godzin z biegiem lat daje się we znaki i odbija się na zdrowiu, a sport wzmacnia mięśnie   i psychikę i pozwala nam być w lepszej formie, co daje nam mniejsze prawdopodobieństwo nabawienia się kontuzji pleców, barków czy innych partii mięśniowych.

zdjecia-dron

Po zakwaterowaniu się w hotelu, udaliśmy się na oficjalne przywitanie grupy. Odbyło   się w bardzo przyjacielskiej atmosferze, którą zawsze wprowadza grupa Drum Academy i nie było to takie zwykłe przywitanie, jakie sobie wyobrażacie. Od pierwszej chwili trzeba było wykonywać ćwiczenia perkusyjne. Ustawiliśmy się w kole i tupiąc nogami     o podłogę w 4/4 z akcentem na raz w tempie umiarkowanym, każdy przedstawiał się całej grupie, a więc przyjemne z pożytecznym. Jak widzicie, witając się z kimkolwiek, można dołączyć do tego tupanie nogami i będzie to ćwiczenie na niezależność ;-)…

Po przywitaniu całej grupy odbyły się wieczorne zajęcia sportowe. Dopisywała nam piękna pogoda, więc zajęcia odbyły się w łonie natury i świeżego górskiego powietrza. Trening był bardzo dynamiczny i większość grupy, która nie miała styczności wcześniej z sportem lub nie uprawia systematycznie sportu, miała problem z bolącymi mięśniami przez kolejne dni warsztatów, ale ja to nazywam przyjemnym bólem, więc wierzę,       że grupa też tak do tego podeszła. Zajęcia dały nam świeżą energię i wprowadziły nas     w stan sportowego ducha, by dzielnie przetrwać cały camp. Po zajęciach sportowych czekała na nas pyszna kolacja.

Po kolacji udaliśmy się na Masterclass z Mariuszem Mocarskim, którą poprowadził prezentację elektronicznych instrumentów firmy Roland. Przedstawił nam trzy propozycję hybrydowego świata perkusji, m.in. TD-1KV, to podstawowy zestaw perkusyjny w bardzo atrakcyjnej cenie dla każdego z nas, niezależnie od tego, czy jest się amatorem czy zawodowcem.

Kolejnym atrakcyjnym instrumentem był elektroniczny ElCajon, który posiada zacną bazę brzmień i można na nim wygrywać cuda, gdziekolwiek się jest, nawet w pociągu jak popularna już Heidi Joubert. I ostatnią porcją prezentacji było bardzo popularne połączenie hybrydowego brzmienia z akustycznym, czyli zestaw akustyczny plus moduł TM2 plus trigery RT-30K, RT-30HR Dual oraz RT-30H Single, co daje nieokreślone możliwości brzmieniowe dla perkusisty grającego praktycznie każdy styl. Po obszernej prezentacji Mariusza udaliśmy się na wieczór integracyjny, który każdego dnia wzmacniał mentalnie grupę Drum Academy Camp.

 

zdjecia-mapex-005-001

Dzień II

Szymon Fortuna & Claus Hessler

Drugiego dnia o godzinie 8:00 czekała nas kolejna rozgrzewka sportowa, która była równie owocna jak pierwszego dnia. Pani Sylwia, która przez pierwsze dni prowadziła z nami zajęcia, spisała się na medal i należą się jej wielkie brawa za solidne treningi. Po treningu udaliśmy się na pyszne śniadanie i tutaj bez kokieterii, bo tak po prostu jest, kiedy zrobi się trening przed śniadaniem, to kubki smakowe wyostrzają się do maksimum. Po śniadaniu udaliśmy się na pierwsze zajęcia perkusyjne, które otworzył Szymon Fortuna.

Szymon na początku opowiedział nam, jak doszedł do miejsca, w którym znajduje się teraz i poprowadził rozgrzewkę przed zajęciami z Clausem. Szymon to kolejna z osób, która bardzo motywuje do działania i jest bardzo sympatycznym człowiekiem i co ważniejsze, w każdej chwili można liczyć na jego wsparcie wiedzą teoretyczną oraz praktyczną. Po wystąpieniu Szymona, nadszedł czas na zajęcia z Clausem, które od samego początku były bardzo pracowite, z niemiecką precyzją.

Warsztaty z Clausem rozpoczęły się od jego solówki, którą przywitał nas na początku zajęć. Wszyscy byliśmy zauroczeni jego grą, techniką, muzykalnością. Po kilkuminutowej solówce z Clausa nie spłynęła ani jedna kropla potu, więc zrozumieliśmy, że mamy przechlapane ;-)… Jego precyzja i skupienie za bębnami to jakaś magia. Claus posiada sposób bycia przypominający bardziej podróżnika niż perkusisty, ale muzyk to zawód związany z ciągłym podróżowanie, więc można to złożyć w całość.

Po solówce przeszliśmy do pracy. Nie było przedstawiania się, kto jest kim, ile gra i z czym ma problemy, bo przecież i tak nikt z nas nie zmieni swojego warsztatu podczas jednego campu, bo na to potrzeba miesięcy, a nawet lat. Po prostu wszystkie pytania wychodziły w trakcie trwania campu, a Claus starał się odpowiedzieć na każde z naszych pytań i pokazać, jak rozwiązać dany problem od strony praktycznej.

Rozpoczęliśmy od prostego pytania, które zadał Claus: Jakie czynniki tworzą perkusistę? I tu już zaczęły się schody… Burza myśli, zawsze prowadzi nas w kosmos, a odpowiedź znajduje się w kieszeni, tylko trzeba po nią sięgnąć. Odpowiedź jest prostsza, niż nam się wydaje, a więc to, co tworzy perkusistę to: rytm, brzmienie, dynamika i time!

Gdy dodamy do tych czterech podstawowych rzeczy jeszcze muzyczną wyobraźnię, technikę i koordynację, to wyjdzie z tego wielkie boom!

Pierwszy dzień z Clausem, a drugi warsztatowy, skupiony był głównie na technice rąk i było bardzo solidnie. Claus proponował nam ćwiczenia ze swoich książek. Znajdziecie je na stronie www.claushessler.com, i nie było to tylko klepanie ćwiczeń na pamięć, tylko ćwiczenia te miały nauczyć nas myśleć, rozwinąć wyobraźnię, nauczyć wykorzystywać różne techniki w danej chwili do danego stylu, stąd tytuł campu Open Minded.

Pracowaliśmy bardzo dużo techniką Moeller’a. Niesamowite jest to, jak pozornie proste ćwiczenia z jego książek, potrafiły być dla nas bardzo trudne ale o to chodzi w warsztatach, żeby było pracowicie i trudno, żeby dostać motywacji do dalszego działania i rozwijania swoich umiejętności.

Claus od początku zasypywał nas ćwiczeniami, które wpływały na niezależność naszych kończyn, ponieważ dla niego to jest podstawa, że kiedy ćwiczymy, to zawsze mamy ćwiczyć tak, aby lewa ręka grała inną partię od prawej i nigdy inaczej, bo wtedy od razu tworzymy niezależność, która jest absolutnie ważna dla każdego perkusisty chcącego być profesjonalistą.

Każde ćwiczenie powinniśmy ćwiczyć w kombinacjach: werbel, stopa, unisono werbel z stopą, naprzemiennie stopa-werbel i werbel stopa.

Kolejnym bardzo ciekawym tematem było poruszenie indyjskiego alfabetu perkusyjnego, z którego słynie Pete Lockett – niesamowity perkusjonista, poruszający się w wielu kulturach muzycznych zaczerpniętych z świata. Claus na każde pytanie odpowiadał z takim oddaniem, jakby zaraz miał się skończyć świat i kiedy poruszyliśmy indyjski alfabet, który okazał się tematem rzeka, nie mogliśmy wyjść z podziwu, jak wielką ten człowiek posiada wiedzę… Zachęcam do wkręcenia się w świat niesamowitego perkusjonisty Pete Lockett.

zdjecia-mapex-003-001

 

Dzień III

Maciej Dzik & Claus Hessler

Dzień trzeci, jak każdy poprzedni, rozpoczął się od zajęć sportowych. Po zajęciach sportowych pyszne śniadanko i do ćwiczeń.

Poranne zajęcia perkusyjne rozpoczęły się z Maćkiem Dzikiem, który prowadził z nami wieczorne zajęcia sportowe. Maciek dbał o naszą giętkość, więc pokazywał nam, jak poprawnie się rozciągać i tłumaczył, co robić, żeby zapobiec kontuzji kręgosłupa, z którą zmaga się wielu perkusistów na całym świecie.

Ćwiczyliśmy szesnastki oraz triole z akcentami na pierwszą, drugą, trzecią i czwartą nutkę, z czego wychodził solidny groove i tak piłowaliśmy to przez godzinkę. Wydaje się, że jedno ćwiczenie może nas znudzić przez godzinę, ale tak nie jest, bo jeśli chcesz doszlifować każdy szczegół w swoim graniu, to musisz poświęcić bardzo dużo czasu, żeby osiągnąć cel i to pokazał nam Maciej.

Po solidnej rozgrzewce z Maćkiem, za bębny wszedł Claus i od razu poczuliśmy niemiecką precyzję, lekkość gry, skupienie i wewnętrzny spokój, który wpływał na nas bardzo pozytywnie i powodował, że nikt się strasznie nie spinał, tylko czerpał radość z grania.

Przed rozpoczęciem ćwiczeń, Claus powiedział, że najważniejsza jest: dokładność, precyzja, time, dynamika, prędkość.

Z pewnością wielu młodych współczesnych perkusistów zada sobie pytanie, dlaczego prędkość jest na ostatnim miejscu? Więc od razu odpowiadam, ponieważ prędkość przychodzi naturalnie z czasem, po wyczerpujących ćwiczeniach każdego dnia i na niej najmniej powinniśmy się skupiać!

Kolejnym tematem poruszonym przez Clausa, były tzw., Free Strokes, które dzielą się na:

– Full Stroke ( pełne uderzenie z góry, kiedy mamy mało nut do zagrania )

– Half Stroke ( uderzenie o połowę krótsze, kiedy mamy do zagrania więcej nut )

– Low Stroke ( uderzenie krótkie, kiedy mamy dużą ilość nut do zagrania np. w szybkim tempie )

Bardzo dobrze prezentuję tą technikę Dom Famularo, którą znajdziecie na kanale youtube. Cała filozofia polega na tym, żeby zaoszczędzić w każdym uderzeniu jak najwięcej energii czyli np. trzydziesto dwójki zagramy low stroke, a nie full stroke.

Po Free Strokes przeszliśmy do kolejnego tematu, którym był Time i kolejny raz Claus poruszył ważną kwestię: Każdy w zespole powinien trzymać time i jeśli słyszysz, że to nie twoja wina, to nie daj sobie wmówić, że grasz nierówno, bo nie wszystko zależy od perkusisty.

Claus, tak soczyście opowiadał o każdym szczególe, który buduję perkusistę, że z godziny na godzinę coraz bardziej wciągały nas teoretyczne tematy od praktycznych, dlatego kolejne pytanie padło o jego program ćwiczeń – jak wyglądał kiedy zaczynał.

Program składał się z 4 godzinnych ćwiczeń i wyglądało to tak, że miał np. wybrane cztery książki i z każdej książki wybierał po jednej stronie na tydzień, czyli miał cztery strony i każdej z nich poświęcał około 24 minuty, czyli z krótkimi przerwami między stronami i na łyk wody, to wychodziło już dwie godziny. Kolejnym etapem było granie z podkładami muzycznymi i na to poświęcał 60 minut, co dawało wynik około 3 godzin. Kolejne pół godziny poświęcał na słuchanie muzyki, a ostatnie 30 minut grał sobie sam różne kombinacje wyćwiczone z książek lub z wyobraźni.

Opisując to w skrócie, można wywnioskować, jak Claus jest poukładanym perkusistą i nie ma u niego przypadków, nawet kiedy gra spontanicznie, to jest doskonale świadomy tego, co gra i to jest absolutny profesjonalizm, którym zaraził nas wszystkich.

 

img_0065-kopia

Dzień IV i V

Dzień czwarty i piąty był uzupełnieniem całych warsztatów, które odbyły się na najwyższym poziomie i myślę, że każdy z obecnych na tych warsztatach zdobył bardzo dużo wiedzy teoretycznej i praktycznej, i życiowej również, a więc po powrocie do domu i po ułożeniu sobie dobrego planu na kolejne miesiące czy lata, każdy z nas będzie miał dużo do zrobienia, ale jeśli osiągniemy wyznaczony cel, to jak to mówił Claus – Świat należy do was!

zdjecia-mapex-007-001

Na koniec, każdy z nas otrzymał nagrodę w postaci certyfikatu ukończenia warsztatów, wspólną fotkę pamiątkową oraz bezcenny uścisk wielkiego mistrza Clausa Hesslera.

Przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: archiwum Drum Academy (drumacademy.pl)

Robert Luty… Wyjątkowy puls, niepowtarzalne brzmienie i totalny luz…

         Pasja to ogromna siła, która pochłania wielu artystów na całym świecie, niektórych bez granic, a jeszcze inni rezygnują z wszystkich przyjemności dla niej, żeby zdobyć wymarzony cel. Co jeśli nie wyjdzie i skończy się to frustracją, załamaniem nerwowym i czy warto aż tak się poświęcać, żeby poczuć się spełnionym?

Do wszystkiego, co w życiu robimy, powinniśmy zachować zdrowy dystans, żeby sprawiało nam to przyjemność, radość, a kiedy przyjdą słabsze dni, nic złego się nie stanie, bo przecież odpoczniemy i wrócimy do pracy z większą energią                  i nowymi pomysłami. Cóż jedni sobie z tym radzą, a drudzy nie, ale dlatego świat jest tak ciekawy, ponieważ każdy z nas jest inny.

Jest jednym z tych, którzy bardzo zdrowo podchodzą do grania na perkusji, nie traktuje tego zbyt serio ani nie przejmuje się, kiedy coś mu nie wyjdzie lub gdy się pomyli w którymś takcie. Dlatego granie na bębnach daje mu ogromną radość         i przyjemność, co wpływa na jego szczęśliwe życie.

Muzyka to nie jedyna jego pasja, bo kocha robić coś jeszcze bardziej ekstremalnego od grania na bębnach, a co to takiego? Drodzy czytelnicy, to rajdy samochodowe są drugą ulubioną pasją Roberta i kiedy tylko ma okazję staruje      w zawodach, ponieważ daje mu to niepowtarzalną adrenalinę. Ale i do tej pasji posiada dystans i nie traktuje jej zbyt serio. Wychodzi na to, że jest to zdrowa recepta na bycie szczęśliwym i spełnionym muzykiem.

Spełnienie jednak nie kończy się na muzyce ani rajdach. Robert niedawno został tatą i to jest jego oczko w głowie. Rodzina jest dla niego najważniejsza, a wszystko inne jest dla niego przyjemnym dodatkiem.

Jeden z najskromniejszych perkusistów, jakich znam, który ma niepowtarzalny groove, z nie małym dorobkiem płytowym, zapracowany sesyjnie i na stałe               z różnymi gwiazdami polskiej sceny muzycznej. Taki jest właśnie Robert Luty.

jan_0840 

Robert, co obecnie porabiasz  i z kim współpracujesz?

Na dzień dzisiejszy niewiele sie zmieniło i wciąż dużo koncertuję, nagrywam w studio oraz telewizji. Nie licząc innych projektów, to na stałe tworzymy Poluzjantów oraz współpracuje z takimi artystami jak: Kayah, Dorota Miśkiewicz, Ania Szarmach, World Orchesta, Kuba Badach, Wiesław Pieregorólka, Tomek  Szymuś oraz Krzysztof Pszona.

Warsztaty Poluzjantów odbyły się w tym roku w Jaworznie już drugi raz,   co znaczy, że bardzo się podoba ta idea organizatorom oraz uczestnikom i myślę, że wam też. Czym różniły się od pierwszej edycji i nad czym pracowaliście podczas drugiej edycji warsztatów?

Prywatnych lekcji nie udzielam z powodu braku wolnego czasu, a warsztaty PoluZone   w Jaworznie dają mi raz do roku możliwość podzielenia się moją muzyczną wiedzą.

Różnią się od pozostałych warsztatów tym, że nacisk zajęć skierowany jest na grę          w zespole, czyli tzw. combo, uwzględniając wszystkie aspekty współpracy i symbiozy między muzykami.

Jest to pięć dni zajęć w zespołach, na których tłumaczymy, jak ze sobą współpracować na scenie, komunikować oraz słuchać innych muzyków, a to nie jest, jak się okazało, takie oczywiste i proste.

W przyszłym roku – mam taka nadzieję, będzie jeszcze większy nacisk na granie razem oraz dodatkowo nagrywanie i analiza owych nagrań.

Wszystkich niezdecydowanych zapraszam już za rok.

wgkawki-03861-1

Jak oceniasz poziom uczestników warsztatów i ogólnie organizację?

Poziom był naprawdę niezły. To są muzycy, którzy już grają, mają swoje projekty, zespoły, koncerty, więc o wiele łatwiej kieruje sie uwagi do świadomych osób.

Organizacja PoluZone na najwyższym poziomie pod każdym względem – szacun!

Zastanawiam się, czy nadal zajmujesz się rajdami i czy jeszcze znajdujesz czas na tą pasję?

Rajdy to jak zwykle dla mnie temat rzeka, więc spróbuję krótko ( śmiech ).

Z powodu braku sponsora startuje okazjonalnie w Mistrzostwach Polski, lecz jedynie     w eliminacjach szutrowych, które dają o wiele więcej frajdy z jazdy .

W tym roku był to Rajd Gdańsk, w którym po trzyletniej przerwie zająłem pierwsze miejsce w klasie HR2 oraz piętnaste w klasyfikacji generalnej rajdu.

Aktualnie prowadzę rozmowy z kilkoma partnerami na temat przyszłego sezonu RSMP 2017′, a w międzyczasie przygotowuje się, trenując na Mazurach oraz na „os rodowo” pod Nidzicą.

Zainteresowanych moją pasją odsyłam na kanał YouTube, gdzie widać, iż nie samym werblem człowiek żyje ( śmiech ).

fot. Marta Ignatowicz www.martaignatowicz.com
fot. Marta Ignatowicz www.martaignatowicz.com

Niedawno zostałeś tatą i gratuluję ci tak cudownego wydarzenia. Jak się czujesz    w roli taty i jak godzisz życie zawodowe z prywatnym?

Dziękuję bardzo!

Jak się czuję? Myślę, że jest to jedna z najpiękniejszych chwil w życiu         i rozpatruje             ją        w kategoriach cudu! Co do czasu, to w ciągu najbliższych dwóch tygodni grali będą za mnie zastępcy, a ja poświęcam się całkowicie synkowi i żonie.

Po śmierci waszego  gitarzysty Przemka Maciołka, zawiesiliście działalność koncertową. Czy może koncert w Jaworznie na zakończenie warsztatów był              i będzie takim kopem do powrotu Poluzjantów na scenę?

Koncert ten nie ma nic wspólnego z naszym powrotem. Teraz skupiamy sie na nagraniu materiału, który stworzyliśmy wspólnie z Przemkiem.

Jest to materiał demo, więc wszystko trzeba nagrać na nowo. Mamy jednak to szczęście, że do trzech utworów Przemek nagrał gitary w studio, więc dograliśmy ostatnio             do niego całą resztę. Reasumując, o koncertach na razie nie ma mowy.

Bardzo jestem ciekaw i wasi fani z pewnością też, kiedy ukarze się kolejna płyta?

Ja również ( śmiech ).

Pozostałe utwory nagramy w październiku, potem materiał w swoje ręce weźmie Marcin „Mały” Górny. Jeśli wszystko będzie gotowe, to po prostu wydamy tą płytę ( jesteśmy to winni Przemkowi i chyba sobie samym ). Na pewno nasi fani będą zaskoczeni nowym materiałem, który jest dużo bardziej śmielszy od tego z poprzednich płyt, ale za to był tworzony od zera przez każdego z nas razem, z tzw. czystą kartką papieru.

jan_0881

Myślisz o jakimś solowym projekcie, czy to, co posiadasz obecnie, wystarcza tobie i to sprawia, że jesteś spełnionym perkusistą?

Kompletnie nie myślę o solowym materiale z kilku powodów. Między innymi z takich, iż nie mam tzw. ulubionego stylu muzycznego, więc potencjalna płyta musiałaby mieć z czterdzieści utworów, na której każdy byłby w innym klimacie      i zagrany na innej perkusji… no chyba że trzeba coś takiego nagrać, to pomyślę (śmiech).

A tak na serio, to bardzo dobrze odnajduje się w projektach, wydarzeniach oraz nagraniach,  w których mam przyjemność brać udział. Uzbierało się ich już ponad sto siedemdziesiąt płyt, więc jestem spełnionym perkusistą, co nie oznacza, że nie głodnym nowych i ciekawych wyzwań,  które mam nadzieję, jeszcze przede mną.

Gra na perkusji to przyjemna część twojego życia, czy całe twoje życie?

Skłamałbym mówiąc, że to całe moje życie. Jest jeszcze silna pasja czyli rajdy, która daje dużo adrenaliny oraz jest odskocznią         od  dnia codziennego. Czerpię również dużo mocy z mojej rodziny, tak więc perkusja      to na pewno bardzo przyjemna część mojego życia!

Proszę cię jeszcze o jakieś motywujące słowo/zdanie do młodych pasjonatów perkusji!

Może zabrzmi to nieco dziwnie, ale wszystkim pasjonatom perkusji chciałbym powiedzieć, żeby nie traktowali bębnów tak śmiertelnie poważnie i bardzo serio, lecz mieli radość z grania na nich oraz dzielenia się groovem z innymi muzykami. Przypominam, że poza bębnami na scenie, są jeszcze inne instrumenty…

Materiał przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: archiwum Robert Luty

Wróciłem ;-)…

dsc_5252_1

Drodzy czytelnicy!

Przygoda , która mnie spotkała z moim blogiem, zmusiła mnie aby  zniknąć z pola widzenia na jakiś czas, ponieważ mój blog został zhakowany, ale dzięki pomocy mojego serdecznego przyjaciela, został przywrócony do pracy, więc wróciłem ;-)…

Pisanie to moja druga pasja zaraz za muzyką i trudno było mi żyć bez pisania, ale piszę jeszcze dla magazynu Perkusista więc miałem odpowiednia dawkę pisania, żeby żyć ;-)…

Wracam na dniach z kolejnymi wywiadami, relacjami, artykułami i będzie bardzo ciekawie. Mam nadzieję, że moi wierni czytelnicy, nadal będą ze mną i swoim czytaniem moich materiałów, będą mocno mnie wspierać!

Bądźcie czujni ;-)…

Mr Sticky

POLUZONE II… Dzień III – Bębny/Bas

Dzień trzeci rozpoczął się również pracowicie. Poruszyliśmy z Robertem kilka perkusyjnych i życiowych tematów, co wzbogaciło nasz warsztat wiedzy. Od strony życiowej, Robert powiedział nam żeby bębny traktować jako przyjemną część naszego życia, a nie jako całe nasze życie, ponieważ kiedy zbyt serio traktujemy nasz instrument i coś nam nie wychodzi, wpadamy w frustrację i wtedy życie nas nie cieszy i wszystko co nas otacza. Kiedy jedna traktuje się bębny z dystansem co nie znaczy ( nie profesjonalnie ), wszystko wokół cieszy nas bardziej, życie, rodzina, przyjaciele, inne pasje itd. Osobiście przerobiłem etap „zbyt serio”, „frustracje” itp., co odbijało się często na moich bliskich i potwierdzam że nie warto. Można być świetnym muzykiem, traktując to z dystansem i wtedy jesteśmy bardziej szczęśliwi z grania i z tego co nas otacza ;-)…

IMG_0091

Po bardzo przyjemnych rozmowach zajęcia połączyły się ćwiczyliśmy bębny z basem.

Zajęcia były bardzo udane, ponieważ Robert z Piotrem są świetną sekcją rytmiczną i to przełożyło się na bogate zajęcia. Sens wspólnego grania polegał na tym, aby poczuć jak grać groove w sekcji, jak być razem, do tyłu czy do przodu, ale razem i co ważniejsze, bas powinien być klejem dla bębnów, odwrotnie to nie działa!

Popołudniowe zajęcia odbyły się w sali teatralnej, gdzie codziennie odbywały się zajęcia zespołowe. Pracowaliśmy nad groovem grając w zespołach i Jabłko wyciągał z nas maksimum możliwości, które w każdym z nas drzemią. Kiedy sprzęt został podpięty, wszystkie zespoły nagrywały swoją wersję utworu Need Somebody, a że stres był ogromny, to nagrania wyszły bardzo kolorowo ;-)… W sumie było 10 wersji plus 11 Poluzjantów i chyba nie muszę wam mówić, która wersja była najlepsza ;-)… Na szczęście wszystkie wersję przesłuchiwaliśmy w kolejnym dniu warsztatów ;-)…

Warto było się spocić podczas nagrywania, żeby posłuchać swoich słabych stron i wiedzieć dzięki temu, bo jest dobre a co trzeba poprawić, żeby było profesjonalnie!

Nagrywanie siebie bo bardzo kluczowa sprawa dla każdego muzyka, żeby poprawiać swoje błędy, precyzję, dynamikę, jakość grania, time, brzmienie itd…

IMG_0111

 

Materiał przygotował: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: archiwum Paweł Larysz